Lipiec 2006      


|:  RECENZJA  :|

Graham Masterton  - Zaraza (AKA Plaga)
sandra

Jest taka teoria, że horror to werbalizacja naszych lęków. Może coś w tym jest. Chociaż z drugiej strony... Tak czy tak należy wziąć pod uwagę w gruncie rzeczy mocno ograniczoną liczbę motywów wykorzystywanych w horrorach. Współczesny horror wywodzi się z dawnej powieści grozy (pierwsza tego rodzaju to "Zamczysko w Otranto" z 1764 roku; dziś wywołująca raczej śmiech), która narodziła się jako reakcja na racjonalny klasycyzm. A potem poszło już gładko: "Frankenstein" Mary Shelley, "Niezwykły przypadek doktora Jekylla i pana Hyde'a" Stvensona czy w końcu "Dracula" Stokera.

W czasach nam współczesnych, kiedy słyszymy "horror" natychmiast kojarzą się trzy nazwiska: King, Koontz i właśnie Masterton. Opinie o jego twórczości są różne. Ja chyba najbardziej zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że Masterton potrafi napisać książkę genialną, by w następnej osiągnąć szczyty (dno?) kiczu. Inaczej nie umiałabym pogodzić faktu, że autorem "Zwierciadła piekieł" (cudowne) i "Sfinksa" może być ten sam facet. Tak nierówna forma pisarza nie pozwala założyć niczego z góry. Wypowiadać się można tylko o konkretnej powieści.

Treścią "Zarazy" jest apokaliptyczna wizja Stanów Zjednoczonych umierających na nieuleczalną odmianę dżumy wywołaną przez zmutowane bakterie, które ocean wyrzucił na brzeg w jakiejś mazi, którą początkowo ludzie biorą za kał. Pierwsze przypadki choroby zanotowano w Miami. Doktor Leonard Petrie zostaje wezwany do chorego chłopca. Pacjent umiera w drodze do szpitala. Po sekcji zwłok okazuje się, że chłopiec umarł na nie znana do tej pory odmianę "czarnej śmierci". Bardzo szybko zgłaszają się kolejni chorzy. Nie skutkują żadne antybiotyki a prędkość, z jaką posuwa się zaraza, jest przerażająca. Władze próbują ukryć faktyczny rozmiar problemu. Najpierw miasto, potem stan Floryda a w końcu całe wschodnie wybrzeże zostaje objęte kwarantanną. Granic pilnuje Gwardia Narodowa, która ma prawo strzelać w razie prób wydostania się ludzi poza wyznaczony obszar. W akcie desperacji rząd wydaje decyzję o spaleniu Miami. Z miasta udaje się uciec doktorowi Petriemu, jego dziewczynie i córce. Zniszczenie Miami nie zapobiegło dalszemu szerzeniu się epidemii. Wszyscy ludzie mają tylko jeden cel: uciec jak najdalej od zarazy; na północ lub na zachód. Także doktor Petrie próbuje dotrzeć do bezpiecznego obszaru. Po drodze nasi bohaterowie obserwują ludzi zredukowanych do istot, których jedynym celem jest przeżycie, za wszelką cenę. W końcu udaje im się dojechać do..., ale tam...

Otwarte zakończenie powieści zostawia nas z uczuciem irytacji. Co dalej? Czy udało się znaleźć lekarstwo na superzarazę? Czy w ogóle jest ktoś, komu mogło się to udać? Czy ktoś przeżył? Niedookreślone zakończenia w horrorach bywają dobrym pomysłem, ale chyba jednak nie w tym przypadku. Wydaje się, jakby autorowi zabrakło weny twórczej. Zakończenie otwarte nie oznacza bowiem, wbrew pozorom, przerwania akcji w połowie, jak to miało miejsce w tym przypadku. Przy tym moment, który Masterton wybrał, żeby napisać "koniec" jest jednym z mniej ciekawych. Myślę, że należało skończyć około trzy akapity wcześniej lub dopisać kilka zdań.

  Plaque
  Thriller
 

 

Sposób narracji jest przyzwoity. Nie czyta się "Zarazy" ze wstrętem. Ale właściwie na tym koniec. Autor zbyt mało skupił się na elementach psychologii. Jednocześnie może niekoniecznie trzeba było opisywać, co bohaterowie jedli. Powieść mogłaby się okazać dużo ciekawsza, gdyby poświęcić więcej uwagi sposobowi, w jaki człowiek staje się organizmem czysto biologicznym. Takiego studium psychologii wyraźnie mnie brakuje w książce Mastertona.

I jeszcze jeden drobiazg, który mnie jednak okropnie irytował: Adelaide (dziewczyna doktora). Charakter tej postaci może doprowadzić do białej gorączki. Ta baba (tylko tak można ją nazwać) jest po prostu egoistycznym, bezdusznym potworem. (Próbuje namówić Leonarda, żeby porzucił córkę bo mała może być chora.) Zachowuje się jak rozkapryszony dzieciak, któremu zabawka SIĘ NALEŻY. (jeszcze przed zarazą) Jakby tego było mało, jest bezdennie głupia ("Sądziłam dotąd, że czarna śmierć była groźna jedynie w średniowieczu, i to w Europie"). W końcu zaczynamy się zastanawiać, dlaczego, do licha ciężkiego, doktor jej nie zastrzeli.

"Zarazę" można poczytać. Nawet z pewną przyjemnością. Jednak podczas lektury wciąż przypominał mi się "Bastion" Kinga. Motyw ten sam, ale Królowi wyszło zdecydowanie lepiej. I może dlatego jest Królem? A Masterton? Można, ale raczej nie ma sensu łamać nóg pędząc do księgarni lub biblioteki akurat po tę pozycję. Gorąco polecam za to "Zwierciadło piekieł" (Nie mylić ze "Studniami piekieł" tego samego autora!)

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!