Lipiec 2006      


|:  RECENZJA  :|

Paulo Coelho  - Alchemik
Michał Chmielewski

"Alchemik" (...) Każe marzyć, podążać za własnym powołaniem, podejmować ryzyko, pójść w świat i wrócić wystarczająco śmiałym, by stawić czoła wszelkim przeszkodom. Baśniowa, alegoryczna opowieść o wędrówce andaluzyjskiego pasterza, jest tłem do medytacji nad tym, jak ominąć życiowe pułapki, by dotrzeć do samego siebie. Alchemia Paula Coelho (...) burzy wszelkie bariery bojaźni, które powstrzymują strumień naszych pragnień. Potrzeba "Alchemika" i jego światowy rozgłos są oczywiste, albowiem lektura książki przemienia w złoto nawet najbardziej zaśniedziałe sprężyny ludzkich marzeń".

Używam tego sformułowania chyba za często, ale w tej chwili nie mogę inaczej określić powyższego cytatu: gówno prawda (w skrócie: GP).

Nad tą powieścią krąży wiele ciekawych i pasjonujących legend - że buduje duchowo, że niesie nadzieję, że jest ona łomem do zatrzaśniętych furtek sercowych marzeń. I jak każda legenda, jest to zlepek większych i mniejszych GP. Ta książka to ofiara tych legend, ponieważ czytając te wszystkie pochlebne opinie, stawiane są pewne mega-wymagania wobec niej. Wyszło na to, iż równie dobrze można kazać noworodkowi otworzyć puszkę Coca-Coli. Zębami.

Historia jest banalnie prosta. Młody pasterz owiec Santiago pod namową Króla wyrusza na poszukiwanie skarbu, który ma przekręcić jego życie na lepszą stronę, zostawiając za sobą hodowane bydełko, spokojne życie i długo oczekiwane spotkanie z dziewczyną. Ot, wszystko. Później czekają go przygody, ciężkie i lżejsze chwile, poznanie siebie, dojście do Prawdy Ostatecznej itd.

Santiago, hodowiec z powołania, z każdą następną stroną uczy się czytać świat. Z podniebnych i przyziemnych znaków potrafi przewidzieć wiele rzeczy. Czas przemienia go w mnicha, szukającego oznak ingerencji boga w świat w każdym ziarenku Sahary, klasyfikując go jako nawiedzonego fanatyka, nie dobrze kojarzonego bohatera literackiego. Raczej antybohatera literackiego.

Między okładkami nie znalazłem niczego, co obiecywał mi wydawca. Akcja ciągnie się, ciągnie i nawet coś tam się dzieje, rodzą się efekty tego działania, ale wszystko to napisane jest z takimi emocjami, z jakimi zwykłem pisać listę zakupów. Jedynym celem autora wydaje się płodzić marzycielskie i wzniosłe cytaty dla ludzi zachwycających się śpiewem ptaszków i naiwnie wierzących w wielkie idee, że każdy na Ziemi ma swoją rolę, że każdego coś czeka. Tyle tutaj wspaniałomyślnych chęci, aż mdli mózg i jego myślobieg. I wszystkie z częstotliwości, na jakich nadają 6-latkowie.

Ponadto, ta powieść trąci chrześcijańską propagandą. Nie jest powiedziane tak po prostu, że Santiago czci boga katolików, aczkolwiek dalsza jego tułaczka nie pozostawia wątpliwości co do jego wiary. "Boża Ręka jednoczy Wszechświat w Jedność"; "Dusza Świata"; "spełnianie Własnej Legendy"; "Symfonia Pokoju". Brakuje tylko alleluja. Z wykrzyknikiem, rzecz jasna. W ogóle "Alchemik" bardziej pasowałby jako dodatkowa księga w biblii: Księga Alchemii tudzież Księga Alchemika. I nie mówię tego złośliwie (może troszkę), bo jeżeli wydana zostaje powieść dość mocno nawiązująca do przygód Syna i puchnie ona wręcz od tych samych lub podobnych naiwnych przekonań i idiotycznych dogmatów, co Pismo Święte, to właśnie tam bardziej się nadaje.

  O Alquimista
  literatura współczesna zagraniczna
 

 

Jeszcze nie spotkałem się z tak nietrafną oceną. Wszelkie recenzje "Alchemika" pęczniały od słodkich i obiecujących epitetów, skutkiem czego oczekiwałem ze zniecierpliwieniem mojej kolejki w bibliotece na tę lekturę. Można stać w sznurze ludzi do kina i usłyszeć od kasjera "przykro mi, właśnie sprzedałem ostatni bilet" - wyszłoby tak samo. Ta książka to tragedia, pomyłka wydawnicza. Nafaszerowana naiwnością, infantylnością i irytacją. Zamiast wzruszać - nudzi, zamiast uczyć - ogłupia ładnie brzmiącymi hasłami, zamiast przesyłać czystą przyjemność z czytania - wywołuje tęsknotę do ostatniej kropki.

Warto marzyć, podobnie też warto namawiać do tego ludzi. Nie należy jednak przesadzać z jednym i drugim. Samymi marzeniami żyć się nie da, to raz. Dwa - żeby przekonywać ludzi do przydatności tej czynności, trzeba umieć to robić. Delikatnie, z wyczuciem granic. Marzenie i wirtualne układanie planów na przyszłość to nie sposób na życie. Coelho tego nie wiedział, więc pojechał z grubej rury: wprogramował w swojego bohatera wyłącznie umiejętność snucia marzeń i nadziei, a resztę powierzył mistycznemu duetowi Ręki i Własnej Legendy, czyli nieco uosobionemu losowi, upraszczając tak piękny i skomplikowany zarazem temat - nadziei i marzeń właśnie - do łopatologicznego formatu.

Nigdy więcej Coelho.

PS. Ta ocena to cyferkowy dowód mojej hojności i bezgranicznej obiektywności recenzenta. Miała być kosa, doceniłem jednak lekkość języka autora.

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!