|
- Tu wahadłowiec Atlantis, rozpoczynam manewr wejścia w atmosferę. - odezwał się wysoki dowódca Mark. - Potwierdzam, odebrałem. - cienkim głosem odpowiada kontroler NASA. Statek kosmiczny zwany Atlantis zaczął się obracać. "Zarył" brzuchem o górne wartstwy atmosfery. Rozrzanone cząstki zaczęły się zderzać z ogonem wahadłowca powodując pojawienie się przepięknego, czerwonego blasku. Mark wydał polecenie dla drugiego pilota - Johna - o przechylenie dzioba statku w dół. Zrobił to z wielką chęcią. To był jego pierwszy lot, o którym marzył od samego dzieciństwa. Spędzone tysiące godzin w samolotach i wiele tygodni w symulatorach Atlantisa dało mu wielkie doświadczenie jednak Mark był weteranem. Latał już Discovery i Enterprise. Tymczasem tarcie coraz mocniej rozpalało żaroodporne płytki. Widok z kabiny zatkał nawet braci, dwóch członków załogi - Billa i Willa. A ten widok był piękny - rozrzażony, wielki, czerwony i płomienisty ogień spowił całego Atlanatisa. Wszyscy byli przypięci mocnymi pasami. John puścił drążek sterowy i przekazał go bardziej doświadczonemu Markowi. Ten nie patrzał na dwie szyby główne przez które widać widok przed wahadłowcem. Obie te szyby były także spowite płomieniami. Dowódca statku musiał polegać wyłącznie na przyrządach. Gdy namierzył miejsce lądowania znów przekazał drążek Johnowi. - Cel? - zapytał John. - Lotnisko Canaveral, współrzędne 473 szerokości, 12 wysokości i 708 długości. - Ok. Drugi pilot spojrzał na przyrząd pokazujący aktualną pozycję. Lądowanie zbliża się. Wynik szerokości geograficznej porównał z dublerem. Oba wyniki różniły się... przecież powinny być takie same. Poprosił o pomoc Marka. Ten wyłączył komputer sterujący dublerami. Czujnik magnetyczny zaczął wariować. Co kilka sekund pokazywał wyniki różne o kilka tysięcy jednostek co na Ziemi nie jest możliwe. Interwencja inżynierów była potrzebna. Will odpiął pasy i... nie mógł się ruszyć z miejsca. To skutek grawitacji, której w kosmosie nie było. Co zrobić? Will poinformował, że nie da rady i zapiął pas. Nagle zatrzęsło statkiem, wyrwało pas Willowi. - Coś nie tak! - zasygnalizował Bill. - John, otwórz zapasowy czytnik i sprawdź wyniki. - Sprawdzam... jesteśmy na pozycji... zaraz! Szerokość 423, wysokość 346 i długość... 594! - Nie, tylko nie to! - krzyknął Mark. - Nie mogło być gorzej. - powiedział z niepokojem John. - Co jest!? - Bill. - Jesteśmy w... to... Trójkąt Bermudzki. - odpowiedzili chórem Mark i John. - John! Masz zwolnić prędkość wahadłowca i za wszelką cenę nie wpaść do tutejszych wód. Z tąd możemy się nie wydostać. John zaczął majstrować przy kabelkach pod pulpitem. Mark chwycił radio. - Houston, houston! - Tu houston. - Mamy problem. - Podajcie swoje namiary! - Jesteśmy w Trójkącie Bermudzkim. - Musicie lecieć w górę, bo stąd się nie wydostaniecie! - Nie ma szans - za mało paliwa. - No cóż. A ile macie tego paliwa? - Starczy na godzinę lotu nad ziemią. - Podajcie swoją aktualną pozycję! - Nie wiemy gdzie dokładnie jesteśmy, bo wszystkie instrumenty nie działaj... Łączność się zerwała. Mark zaczął stukać z niedowierzaniem w mikrofon. - Panowie! Jesteśmy zdani tylko i wyłącznie na siebie. - powiedział Mark, ale i tak go nikt nie słuchał, bo dla nich było to bez sensu. Myśleli teraz o swojej rodzinie. - Zaraz! Bill wstał i już pełni sił podbiegł do małej szafeczki. Wyciągnął miernik magnetyczności. Zaczął mierzyć. - Tu houston, tu houston, słyszycie nas? - Tak słyszymy. Uff. - Powtórzcie! - Tak słyszymy! - Macie coraz słabszy sygnał... [chwila milczenia] Panie! Tu nie wolno wchodzi... arghhhhhhhhhhh. Łącznośc całkowicie się zerwała. - AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!! Mark i John szybko odskoczyli od pulpitu. Pobiegli do kabiny ładunkowej i zamknęli szczelnie drzwi łączące oba pomieszczenia. - Co się stało!? - Ciii... nie uwierzycie. Widzieliśmy postać podobną do tej, która była w książce o UFOlach. - UFO? - Nie nabijaj się ze mnie. Ja naprawdę ttto widziałem. Nie wierzysz? Zapytaj Johna. John potwierdzał: - Tak to prawda. Spojrzałem na chwilkę na zczarniałą szybę główną i z sufitu na tą szybę zleciał zielony, z wielkimi oczyma UFOludek. - Jaja se z nas robicie nie? - zapytał Bill. - Właśnie, że ni... Odpowiedź została przerwana jak UFO wyrwało drzwi. Coś tak jakby... wyklekotało? Nie ważne. Chwycili wszystkich czterech za fryle i nieśli ze sobą. Wszyscy zasnęli. Obudzili się w jakimś ogromnym budynku. UFOlem okazał się... człowiek. Ściągał właśnie ubrania i maskę UFO. - Teraz już wie... - Cicho! - krzyknął na nich człowiek i wziął ich znów za fryle i zaczął prowadzić. Weszli do korytarza długiego na kilka kilometrów. Z obu stron było pełno krat. Mark poznał nawet dwóch pilotów jednego z bombowców z lotu nr. 19 siedzących za kratami. - Oto wasza cela. - i człowiek wskazał palcem, a następnie wrzucił tam całą czwórkę. - Co to za miejsce? - zwrócił się z pytaniem Mark do jednego z plitów lotu nr. 19. - Siedzimy tu od dwudziestu lat, ale nie wiemy. - Dziwne... - Często przychodzą tu nowe osoby. Ostatnio przyjechali nawet pasażerowie statku pasażerskiego. Jest tam dziecko. - Ktoś wie, że my jesteśmy tutaj przetrzymywani? - Nikt, zupełnie nikt. Oprócz pilnujących nas. Ludzie ze świata myślą, że to prawdziwe UFO. - Ale przecież kontrola houston wie o tym, że jesteśmy w trójkącie bermudzkim. - Tak, ale nie wyślą za dużo oddziałów ratunkowych, bo przekonali się w naszym locie nr. 19, że to nic nie da. Co najwyżej jakiś helikopter poślą. Albo bezzałogowego predatora! - Właśnie. Dlaczego tak wszystkie statki tracą orientację tutaj? - Bo mają takie wielkie centrum gdzie wytwarzają potężne dawki magnetyczne. - Przecież zawsze mogą zrobić zdjęcie dla Trójkąta Bermudzkiego z satelity wojskowego! - Dobrze kombinujesz. Mogą, ale widzą tylko samą wodę. Nawet nie widać statków przelatujących tędy. - Pięknie. Czyli się stąd nie wydostaniemy? - Nie. NASA wysłała jednak bardzo dużo statków ratunkowych i samolotów, ponieważ taki wahadłowiec bardzo dużo kosztuje, a i wznieciły się protesty przeciw niebezpiecznym lotom w kosmos wahadłowców. Z tak wielką siła nie mogli sobie poradzić "UFO". Został zniszczony generator magnetyczny. Dzięki temu ten teren był już bezpieczniejszy. Ale nigdy nic się nie dowiedziano o więzieniu, a niektóre porwania samolotów zostały pokazane jako terrorystyczne. PS. Opowiadanie dedykowane przedewszystkim... nikomu, aby taka historia nigdy się nie zdarzyła.
|