|
Jakiś
czas temu dostałem od Donalda tekst, który the_corpse wysłał
do puli głównej "Action Maga". Tekst trafił do
mnie, bo zawiera krytykę mojej osoby pod względem prowadzenia
"Biuletynu Filmowego", więc w sumie czemu miałby się
ukazać gdzie indziej, niż tutaj. Żeby nie było, że rednacz
ma zawsze racje, że powstawia swoje odpowiedzi tak, że tekst
zatracił sens, możecie przeczytać tekst the_corpse w wersji
oryginalnej, a ja tutaj postaram się odpowiedzieć na
pytania/oskarżenia w nim zawarte.
Kolor
niebieski to moje odpowiedzi.
Kolor
zielony to moje stare dopiski, które zacytował the_corpse.
A
tekst szaro-czarny to wypowiedzi the_corpse
Po pierwsze: Vincent i Julse nie zadzwonili do Wolfa który wcale nie był ich przyjacielem, był pracownikiem Marsellusa Wallace’a który też wezwał go po telefonie od Julse’a.
Po pierwsze Jules, a nie Julse. Po drugie nie znasz powiedzenia: "przyjaciele moich przyjaciół, są moimi przyjaciółmi"? Ale masz rację, być może zwrot nie był zbyt stosowny.
Drugi błąd, nieco mniej rażący: Podpis pod jednym ze zdjęć głosi:
"Jules częstuje się cheesburgerem przed rozprawieniem się z
Marvem", a przecież Julse nie zabijał w tej scenie (ani zresztą w żadnej innej) Marvina tylko Bretta.
Ale przyznasz, że Marva zabili. Fakt, zrobił to Vincent ;) A po drugie, zabawię się w polityka, skąd wiesz co miałem na myśli pisząc "rozprawieniem się"? Czy użyłem słowa "zabiciem", "zlikwidowaniem"? Hę? :P
Trzeci błąd jest właściwie nikły: Dishman pisze że Vince i Julse mówią o tym czy masaż stóp jest zboczony powiedział bym raczej że rozmawiają o tym czy Masaż stóp ma podłoże erotyczne, bo zboczenie to zupełnie inna sprawa (mimo iż wielu ludzi błędnie nazywa zboczonym wszystko co ma coś wspólnego z seksem w jakikolwiek sposób).
Moim zdaniem czepiasz się. Twoim zdaniem zboczenie to określone czynności. Jest to określenie szerokie i chyba nie zabronisz mi go używać?
Czwarty błąd: Dishman nazywa dziewczynę Butcha Ptyś z kremem mimo iż wiadomo że jej imię brzmi Fabienne.
A jak zwraca się do niej Butch? Czy nie "Ptysiu z kremem"? Jako wielki fan tego filmu powinieneś to wiedzieć.
Piąty błąd chyba najbardziej rzucił mi się w oczy: otóż Dishman pisze że Do szatni przychodzą z zamiarem rozprawienia się Wallace, Mia i Vincent nie wiem gdzie szanowny autor widział tę scenę ale musiała być starannie ukryta bo widziałem Pulp Fiction wiele razy a tej sceny jakoś nigdy nie było dane mi zobaczyć.
Teraz jak się tak zastanawiam, to może faktycznie oni nie przyszli do niego do szatni.... :) Jest scena gdy Vincent z jakimś gostkiem przychodzą do "kanciapy" gdzie siedzi Wallace i Mia. Kobieta dziękuje Vincentowi za wieczór, a Wallace rozmawia z tym typkiem ;) Fakt, powinienem sprawdzić, aczkolwiek scena była, no nie? :)
Abstrahując od artykułu o Pulp Fiction chciałbym zauważyć że Dishman w wielu miejscach w Biuletynie Filmowym wstawia swoje, często nieciekawe i nieśpieszne, komentarze lub, co jeszcze gorsze, polemizuje z autorem recenzji. Otóż mój drogi Dishmanie niech za przykład posłużą mi fragmenty dwóch recenzji filmów zamieszczonych w Biuletynie
Swojego czasu miałem głosy, aby właśnie dopisywać się do recenzji, bo to stwarza pole do polemik, czyli sytuacja wokół tekstu i jednocześnie magazynu się nakręca. Uważam jednak, że każdy ma prawo do swojego zdania, zatem takie komentarze są raczej rzadkością.
Nie wiem czy zauważyłeś, ale już od kilku ładnych miesięcy
takich dopisków albo nie ma, albo jest jak na lekarstwo i to
nie ze względu na Twój tekst.
Pierwsza z nich to recenzja filmu Ong-Bak w której to Michał Chmielewski objechał film, Szanowny pan Dishman najwyraźniej nie wie że mamy demokracje i nie zna definicji słowa recenzja więc wtrąca się w co drugie słowo autorowi recenzji.
Sytuacja faktycznie kontrowersyjna. Tekst wcale puszczony być nie powinien, bo zawierał sporą ilość błędów, czy wyrażeń typu: "nie chce mi się sprawdzić jak miał na nazwisko aktor". Zdarzenie z autorem zostało jednak wytłumaczone i sprawa zamknięta.
A jeszcze dodam, że Michał Chmielewski w tym numerze powrócił
z dobrą moim zdaniem, recenzją "Czasu surferów".
Dobra recenzja i cisza z mojej strony :). I jeszcze przypomnę,
że mówimy o sprawie która zaistniała w numerze październik
2005, a numer był składany w sierpniu, czyli plus minus 10
miesięcy temu.
Monotonne, kaleczące uszy dźwięki, które z bólem w gardle muszę nazwać muzyką, skomponowane są jakby na kolanie
[słyszałem już że można grać (pierdzieć) na ręku, na palcach, ale gry na kolanie jeszcze nie słyszałem :D - Dishman]
A kto powiedział że ktoś je zagrał na tym kolanie??? Czy ty wiesz co to znaczy komponować???
Skoro moich dopisków było tak dużo, to dlaczego ograniczasz się tylko do jednego? Autor mógł użyć nieco innych zwrotów. Wyraził się dosadnie, zatem ja podchwyciłem jego styl wypowiedzi.
Nie powiem – recenzja ta nie była do końca dobrze przygotowana ale Pan Dishman czepia się nie tylko błędów większych lecz także tych które właściwie nie mają znaczenia lub szuka ich tam gdzie ich nie ma, tylko dlatego że ktoś śmiał obrazić film który mu się podobał.
Zonk. Skąd wiesz, że film mi się podobał? Zauważ, że krytykuję tekst, film to oddzielny temat. A czy nie tak postępujesz w tym tekście wytykając mi, że śmiałem napisać "zboczony charakter", zamiast erotycznego? Czy też nie czepiasz się dla samego
czepiania? Lub używając Twoich słów: "lecz także tych
które właściwie nie mają znaczenia lub szuka ich tam gdzie
ich nie ma"?
ZAŁÓŻ SOBIE KĄCIK „KOMUNA FILM CENTER” gdzie każdy kto nie będzie się zgadzał z Twoimi poglądami będzie od razu wbijany na pal!
Ostre poglądy jak po przeczytaniu jednej recenzji. "Biuletynu Filmowego" nie zakładałem, zostałem poproszony o pracę nad nim. Wyciągasz mocne wnioski po lekturze jednej recenzji, a czy nie bierzesz pod uwagę, że taka sytuacja zdarzyła się tylko w jednym numerze? Łatwo rzucić oskarżenie.
Oto inna perełka Made by Dishman:
Recenzja filmu Hellboy – AM 61 – Autor: Mariusz Saint
Wojna Okultystyczna skończyła się w roku śmierci Hitlera, czyli 1958
[?, a ja zawsze myślałem, że to był 1945 rok -
Dishman].
Otóż gdybyś zapoznał się z materiałem to wiedziałbyś że jest to film fantastyczny według którego Hitler zmarł w 1958 r.
O dziwo, żadnych skarg od autora nie słyszałem.
Reasumując, IMHO pan Dishman nadużywa swojej władzy w Biuletynie, nie ma poczucia humoru
(też mi argument :D) i zarzucając innym brak wiadomości (niewiedza autora na temat pochodzenia filmu i nazwy sztuki walki w recenzji Ong-Baka) sam nie przygotowuje się lepiaj do Swoich artykułów.
Mam za sobą 15 numerów, ok 150-200 recenzji. Wiele z nich przysyłane na kilka godzin przed deadlinem. Trudno, żeby wpadek nie było.
Może najpierw należało, tekst przesłać do mnie, a nie od razu walić z grubej rury? Ja nie twierdzę, że to jakieś wymyślone rzeczy opowiadasz. Zdarzają się wpadki, jasna sprawa. Uderza mnie jednak ton Twojej wypowiedzi, to abym założył sobie kącik z "Komuna Film Center". Być może założę. Okres komuny w Polsce pod względem filmowym to bardzo ciekawy
czas :). Przystopuj. Zrobiłem Ci coś, że tak się rzucasz? Jakby nie można było po prostu w danym czasie napisać: "Popełniłeś błąd", "Nie masz racji" OK, nie ma sprawy, sprostowanie w następnym numerze we wstępniaku, ale skoro Ty wysyłasz mnie na zieloną trawkę... .
»Autor:
|