Recenzje

 

Narkotyki to dochodowy biznes. Tanio kupujesz, drogo sprzedajesz. Człowiek może naprawdę nieźle się na nich wzbogacić, a dzięki forsie dowartościować, zakamuflować swoje kompleksy i kupić co tylko zechce, także miłość. Narkotyki to także dobry pomysł na film sensacyjny - 'zrobimy trochę akcji, strzelanin, jakieś pościgi, pokażemy półnagie dziewczyny machające tyłkami pare centymetrów od kamery. Wszystko okraszone prochami, szpanerstwem a w tle getto'. Wszystko pięknie tyle że niektórzy twórcy zapomnieli o rzeczy zwanej fabułą a i zdolność do robienia filmów i ciekawe pomysły obrazowi na pewno nie zaszkodzą.

Już na samym początku muszę napisać, że 'Uznany za winnego' to film poniżej krytyki, wyjątkowo marny jak na nasze czasy. Dwóch kumpli, którzy potrzebują kasy na życie, łachy, dziewczyny, postanawia sprzedawać narkotyki. Na większą skalę dodajmy. Po pewnym czasie interes zaczyna kwitnąć, pieniądze wysypują się z kieszeni i butów. Prócz sytuacji życiowej zmieniają się także sami bohaterowie. Po serii 'dramatycznych' wydarzeń zaczynają pałać do siebie antypatią. No i zaczynają się kłopoty.
Film zaczyna się, jak się po jego obejrzeniu okazuje, od finałowej sceny a później ma charakter retrospekcji czyli oglądamy wszystko to co doprowadziło do śmierci niewinnej osoby. Tyle że cała ta historia jest bardzo naciągana, monotonna i raczej nie wciąga. Drobny handlarz nie dość, że spokojnie rozmawia o interesach z grubą rybą świata narkotyków w jego samochodzie, to jeszcze naciska by ten dawał mu więcej towaru bo chce wypłynąć na głębszą wodę. Jego cichy, spokojny kolega nagle zmienia się w pana osiedla, człowieka o którego zabijają się kobiety. Fabuła jest tak słaba, że równie dobrze każdy z nas mógłby napisać swoje opowiadanie i ze skutkiem zastąpić tą napisaną do tego filmu przez 'profesjonalnych' scenarzystów. Szkoda przede wszystkim Morgana Freemana. Tak, wystąpił w tym filmie, jego postać zajmuje 1/3 miejsca na okładce pudełka na płytę, jest wymieniony wśród głównych ról. Problem w tym, że w samym filmie podziwiać go możemy przez jakieś 7 minut. Aby zgodził się w tym filmie zagrać musieli zaproponować mu solidną gażę. Jeśli twórcy film wypromować chcieli na wizerunku gwiazdy jaką niewątpliwie jest Freeman, to ja dziękuje bo to jest zwykłe oszustwo i ściema. Osoby występujące w filmie to nie aktorzy tylko amatorzy, klimat jest sztywny a widz nie odczuwa nic poza znużeniem i konsternacją wynikającą ze straty czasu. Albo wprowadzenie do filmu tego gatunku elementów komediowych... No ludzie, narkotyki, bieda, striptizerki, śmierć, brud i humor? Kowboje-geje byli bardziej naturalni i wiarygodni. Policjant Snyder, kulawy rowerzysta, który łapie drobnych dilerów i okrada ich z towaru by móc sobie wciągnąć za darmo? Łomatko, ja nie wiem jak to przeszło przez sztab ludzi odpowiedzialnych za ten film...

Wykonanie jest biedne, nie zaskocze Was chyba tym stwierdzeniem. Takie sobie zdjęcia, praktycznie w kółko powtarzane lokacje. Nie wyglada to zachęcająco. Powinno być getto, brud, smród, na każdym skrzyżowaniu grupa młodych czarnoskórych gości w kapturach którzy w co drugie słowo wklejają 'faka'. A tu mamy luzik, chłopaki jeżdżą po całym mieście z torbą pełną narkotyków [na rowerze z paroma kilo prochów?] zupełnie przez nikogo nie zaczepiani [z wyjątkiem Snydera]. Mieszkam w Łodzi, tutaj nie jest bezpiecznie. Film rozgrywa sie w Waszyngtonie gdzie - według narratora - napady zdarzają się co kilka minut. Po obejrzeniu filmu można jednak dojść do wniosku, że to Łódź jest bardziej niebezpieczna i to ona jest prawdziwym gettem. Największe getto w Polsce gdzie nawet czarni gangsta nie mieliby łatwego życia. Po filmie człowiek właśnie na takie coś wpada, w jego głowie rodzą się czysto kretyńskie refleksje. Widz nie rozmyśla o narkotykach czy pułapkach czyhających na niewinnych ludzi tylko o tym, jaką ci ludzie mają spokojną okolicę w której mieszkają. 

Czasem muszę być obiektywny i wyliczyć pozytywy. Z tym miałem największe problemy. Morgan Freeman - on sam mógłby pociągnąć ten projekt i prawdopodobnie podnieść jego notowania. Niestety [a może stety dla niego samego? Czyżby jeszcze przed skończeniem kręcenia wiedział, że to będzie totalna klapa?] wystąpił w roli już nie drugoplanowej ale może trzecio- czy nawet czwartoplanowej. Filmy o tematyce 'ulicznej' charakteryzują się także muzyką. 2Pac, Dr. Dre, Snoop czy inny Eminem. Muzyka ożywia, dodaje koloru i charakteru a tu mamy Section 8 Mob... Kto to jest, co to za grupa? Nigdy o niej nie słyszałem, zresztą chyba nic dziwnego bo chłopaki raczej kiepsko rymują czyli trzymają poziom filmu. Do plusów zaliczę... striptizerki. Brzmi idiotycznie - ocena filmu na podstawie tańca na rurze paru dziewczyn ale po prostu tutaj nie ma czegoś co można by pozytywnie rozwinąć. Te panienki za piękne nie są ale chociaż wdzięczą się do kamery. Ja nie lubię takich scen którymi przesiąknięte są klipy piosenek bo to zabija wątek właściwy i zwyczajnie próbuje zasłonić braki. W 'Uznanym za winnego' jest podobnie, tyle że tu nawet piersi Ewy Sonnet nie zasłoniłyby niedoskonałości tego filmu.

Tragedia. Inaczej tego opisać się nie da. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak ciężko mi było napisać te recenzję. Lubię ponarzekać ale a propos tego obrazu narzekania zamieniły by się w skowyt i krzyk w stronę nieba. Taka perspektywa jest równie głupia jak 'Uznany za winnego' więc po co to robić? To już z mojej strony nie byłoby czepianie się tylko wytykanie poważnych błędów od których w filmie jest aż gęsto. Ludzie, ja Was ostrzegam - nie oglądajcie tego filmu pod żadnym pozorem, chyba że chcecie trochę pośmiać z licznych niedorzeczności. To nie jest opowieść o bogaceniu się na narkotykach czy śmierci niewinnych, postronnych ludzi tylko popis beztalencia twórców. Nie wiem, może reżyser Po Johns jest jakimś fetyszem który przyjemność znajduje w inwektywach pod jego adresem? Jeśli tak to jego 'dzieło' zapewni mu tu do końca życia.

PS: Nie sądziłem, że kiedykolwiek dam 'jedynkę'. Tu jestem do tego zmuszony.

 

»Ocena: 1/10

 

»Autor: Ryben