|
Jeśli chcesz zniszczyć sobie życie i zdrowie, masz trzy skuteczne opcje. Pierwszą są papierosy: zatrucie płuc, zmniejszona wydolność a po dłuższym czasie szaleńczy kaszel, duszności. Sam jestem palaczem, dzień zaczynam od fajki, dzień kończę fajką. Nie jestem z tego dumny bo wiem czym to może się skończyć aczkolwiek nie mogę z nałogiem tym zerwać. Kolejnym poważnym uzależnieniem jest alkohol. Zaczyna się od piwa a kończy na ulicy zbierając jakieś bzdety by je potem sprzedać i kupić coś 'na rozgrzanie'. Od czasu do czasu napiję się w towarzystwie ale na pewno nie będę robił tego nałogowo bo jest to jeszcze gorsze niż papierosy. Ostatnią rzeczą są narkotyki, których jeszcze nigdy nie próbowałem i jestem z tego niezwykle dumny. Jednak są ludzie, którzy bez nich nie mogą żyć. Jedni żyją z nich, zarabiają na nich, inni żyją nimi, zwykłe ćpuny których mi ani trochę nie jest żal. Film opowiada właśnie o ludziach narkotyków - narkomanach, sprzedawcach itd.
'Traffic' dzieli się na trzy historie. Javier Rodriguez i Manolo są policjantami w Meksyku, którzy zwrócili uwagę generała Salazara prowadzącego walkę z kartelem narkotykowym. Walkę z początku niezbyt jasną, gdyż okazuje się, że generał pragnie odnieść dosyć spore korzyści z tej wojny. Robert Wakefield jest nowomianowanym dyrektorem do spraw walki z narkotykami. Ambitny człowiek, który zbierając informacje o skali narkomanii kieruje się zimną krwią, dla niego to tylko procenty, liczby a nie ludzie. Nie zdaje sobie nawet sprawy, że używki są tak blisko niego, bo w jego własnym domu... Helen Ayala jest zaskoczona po aresztowaniu męża. Ponoć jest powiązany ze światkiem narkotykowym i co gorsza - jest ważną figurą.
 |
Wszystkie te wątki nie są ze sobą powiązane jako tako, głównie łączą je narkotyki. Jeden z nimi walczy, inny zostaje wciągnięty w brudną rozgrywkę a inny zaczyna wkręcać się w ten biznes. Dla mnie najlepszym wątkiem są dzieciaki które biorą bo... no właśnie, dlaczego? Są bogaci, dobrze się uczą, mogą mieć wszystko. Po prochach prowadzą pseudo-filozoficzne dysputy na temat życia i ich miejsca na świecie i wśród ludzi. Wysuwają takie argumenty jakby mieli po 40 lat i niejedno w życiu przeżyli czy też zobaczyli. A to że ludzie ich nie rozumieją, a to że rodzice się nimi nie interesują, bla bla bla. Mają po 16ście lat i nawet nie zdają sobie sprawy, że z każdą chwilą
spędzoną z narkotykami rujnują swoją przyszłość, swoje życie. I robią to wyjątkowo skutecznie.
Ukazana tu została pełna degeneracja człowieka, jak bardzo można się stoczyć przez narkotyki. Caroline najpierw sprzedaje co bardziej wartościowsze rzeczy z domu, następnie samą siebie byle tylko zdobyć działkę. Ta historia spodobała mi się tak bardzo, ponieważ można się z nimi identyfikować. Nie zgadzam się z ich poglądami, sposobem postrzegania świata i wszystkich dookoła, chodzi mi tu bardziej o wiek. Mają 16ście lat i buntują się. Każdy z nas miał okres w swoim życiu, kiedy buntował
się nie mają nawet specjalnego powodu czy celu. Po prostu 'taki wiek' jak to mawiają dorośli. Dla mnie chore jest natomiast sięganie po prochy aby uciec od swoich problemów. Ale z drugiej strony - jakie problemy mogą mieć dzieci bogaczy? Rozterki czy kupić BMW czy też może Mercedesa? Czy wyjechać na Bermudy czy Hawaje? Dostają co chcą, żyją sobie elegancko, jedynym ich obowiązkiem jest szkoła [zresztą i oceny mogą sobie poprawić poprzez wysłanie rodziców do dyrektora szkoły, oczywiście prywatnej i jak najbardziej elitarnej]. Kiedyś w jakimś bzdurnym programie widziałem, jak córka bogaczy wydała bez wiedzy rodziców 8 tysięcy dolarów. Rodzice byli wściekli i nie kupili jej na urodziny obiecanego samochodu przez co młoda zaczęła płakać i pytać dlaczego są dla niej tacy okrutni... Jest ogromna przepaść między bogatymi
 |
a 'zwykłymi' ludźmi. Logiczne więc powinno być, że z tych dwóch kręgów narkotyki powinni brać ludzie mieszkający w blokach gdyż nie mają takich możliwości i pieniędzy jak ludzie
mieszkający w willach. Zarabiają 1,5 tysiąca miesięcznie, muszą oszczędzać żeby im starczyło na wyżycie a mimo to szanują siebie lepiej. Bogaty się nudzi, bogaty kombinuje i bogaty głupieje...
Film Soderbergha jest niesamowicie prawdziwy, realistyczny. Ja cenię realizm ponad wszystko a 'Traffic' wręcz nim ocieka. Nie ma masy trupów, wiader krwi, jest za to prawdziwe życie i kontrast o którym już pisałem czyli normalne [pozornie] życie i świat bandytów, narkotyków, mordów. Obraz ten jest jeszcze bardziej prawdziwy dzięki zastosowaniu dynamicznej kamery która lata jak głupia gdy biegniemy razem z bohaterami, czasem nie nadąża za akcją ale to właśnie sprawia, że widz czuje się jakby brał udział w tej walce z życiem.
Bardzo chciałbym napisać coś o wadach ale ciężko jest mi się do czegoś doczepić. Na pewno jedną z wad jest zakończenie historii Javiera Rodrigueza - trochę trąca tu happy endem. Gliniarz z Meksyku, który widział niejedno i brał udział w brutalnych akcjach nie zadowoliłby się postawieniem lamp na boisku by dzieciaki mogły grać w basseball nocą... To jest zbyt proste, takie 'czyste' i niewinne. Przez to Javier wydaje się być delikatny i sztuczny. W ogóle wszystkie wątki kończą się w miarę szczęśliwie, co niezbyt mi pasuje na tle brutalnego, brudnego filmu jako całość. Mogę też ponarzekać na grę Benicio Del Toro grającego J. Rodrigueza. Gra spokojnie, równo ale - kurde no - czegoś tu brak, jakiegoś błysku. Del Toro szanuję ale tutaj
wyglądało to jakby przeszedł obok roli. Innych wad nie zauważyłem co dobrze o filmie świadczy.
Ludzie, zwłaszcza młodzi, mogą powiedzieć, że jest to tylko fikcja, wymyślona historia mająca na celu zarobienie pieniędzy. A jeśli już weźmie ich na refleksje, mogą dojść do wniosku, że ich to nie dotyczy, te całe narkotyki są tysiące kilometrów od nich i że nigdy nie wpadną w to bagno. A prawda jest taka, że my
 |
żyjemy wśród narkotyków, praktycznie codziennie się o nie ocieramy. A że je weźmiemy - to tylko kwestia czasu. Mamy w końcu 'przyjaciół', którzy namówią nas na spróbowanie, tylko ten jeden raz. W końcu nic się nie stanie, kontroluję to i w każdej chwili mogę przestać. Oczywiście, to samo mówiłem sobie parę lat temu przy okazji pierwszej fajki. Tym sposobem palę do dzisiaj i kto wie - prawdopodobnie hoduję w sobie raka. 'Traffic' zdaje się mówić 'popatrzcie na nich, wyciągnijcie wnioski i nie popełnijcie ich błędów'. Obejrzyjcie ten film i pomyślcie czy warto psuć życie swoje i najbliższych. Jeżeli jednak ktoś oleje ten problem i weźmie,
proszę bardzo, mamy w końcu prawo wyboru ale, za parę lat, niech nie prosi mnie gdzieś na mieście, pod kościołem o kilka złotych na chleb...
»Ocena:
9/10
»Autor:
|