|
Po kiepskiej części pierwszej prędzej czy później musi nadjeść część druga. Taki los spotyka wszystkie superprodukcje. Trudno je za to winić, są spektakularne, napędzają widownię do kin, niemałe koszty produkcji zwracają się z nawiązką i wydaje się, że wszyscy są szczęśliwi....
. Zawsze jednak musi się znaleźć ktoś komu to nie będzie odpowiadać.
O ile komiks czyta się przyjemnie, filmy animowane na podstawie komiksu ogląda się z taką sama przyjemnością, o tyle już film pełnometrażowy przyprawia mnie o ciarki. Drugiej części nigdy bym nie oglądał, gdybym nie musiał. Moje uprzedzenia po jedynce były tak duże, że nie miałem ochoty na rozlazłego bohatera, który sam nie wie czego chce i który jak za dotknięciem magicznej różczki nie boi się 50 metrowych skoków na linie... no do Tarzana to mu jednak trochę brakuje.
Peter Parker w "Spider-Man 2" będzie musiał walczyć nie tylko z szalonym naukowcem
Dr Octopusem, ale i z natrętną kobietą Mary Jane Watson i ogarniającą
go miłością, którą jednak będzie w sobie tłumił, dla bezpieczeństwa wybranki serca. Słowem pod względem fabuły nic ciekawego, no ale przecież nie dla niej chodzi się na superprodukcje!
Na efekty specjalne wydano 54 mln dolarów. Trudno mi jest sobie wyobrazić taką kwotę, ale zastanawiam się czy to aby nie za dużo? Efekty są w filmie piorunujące, choć mnie bardziej przypadły do gusty zdjęcia i montaż. Całe szczęście, że zrezygnowano z nowoczesnego montażu walk. Czyli szybkich i dokładnych najazdów. Bowiem to sprawia, że nic kompletnie nie widać i walki podziwiać nie możemy. Tutaj zdjęcia są wyraźne, objęte całościowo. Widz może
się przypatrzeć do woli i to jest na pewno ogromny plus filmu. Kolejnym są najazdy na "latającego" pajęczaka. Tom Houghton odpowiedzialny za zdjęcia dokonał rzeczy przepięknej. Spider-Man "huśta" się na pajęczych linach między drapaczami chmur, a widz dostaje zawrotów głowy. Przeogromne budynki na zdjęciach Houghtona są jeszcze większe. Zdjęcia z góry są przepiękne i aż człowiek chce podejść do okna i wyskoczyć. Rewelacja!
Zresztą cała struktura techniczna wydaje się bez zarzutu. Pajęczyna, kostium, zdjęcia, efekty specjalne. Zresztą nie tyczy się to tylko głównego bohatera. Dr Octopus tez
wyśmienicie się prezentuje. Jego metalowe ramiona zdają się być prawdziwe, ruszają się swoimi własnymi ruchami, zdają się myśleć i analizować. Wspinaczka po ścianach budynków w wykonaniu czarnego charakteru sprawia, że widz śmieje się z zadowolenia. Pod tym względem film jest bardzo dobry.
 |
Nie ma róży bez kolców. O ile pod względem technicznym jest rewelacyjnie, to cała reszta leży. Do Tobiego Maguire przekonać się po prostu nie mogę. Nie pasuje mi do tej roli. O ile zapominam o tym uczuciu gdy założy maskę, to gdy ją zdejmie i wygłasza swoje monologi, to już jest totalna porażka. Fatalny poziom fabuły trzymają dialogi. Są zbyt długie, nudne, niepotrzebne i męczące. Ma się wrażenie, że Parker i Mary Jane przez pół filmu debatują, czy on ją kocha, czy nie. A co to jest romans? Kolejnym przykładem jest scena w windzie. Drzwi windy otwierają się i oczom mężczyzny ukazuje się stojący w niej Spider-Man. Wsiada on do niej i rozpoczyna się dialog o wygodzie stroju pajęczaka. Panowie wymieniliby ze sobą dwa zdania i byłby fajny motyw humorystyczny, a tak scena przeciągała się bez końca. Reżyser Sam Raimi cierpi zresztą na dopowiedzenia. Chce na siłę wszystko widzom tłumaczyć, wszystko podkreślać, przez co sceny tracą na magii.
Irytowało mnie przez cały czas też to, że film nie może się rozpędzić. Co Parker zaczął trochę skakać po budynkach, to twórcy krzyczeli stop i film zwalniał. Zabieg ten testowany był do końca. Jak na film, jakby nie było, akcji, który ma być efektowny, to zbyt dużo tu dialogów, zbyt wiele razy akcja zwalnia. Niepotrzebnie.
Kolejna część "Spider Mana" już w 2007 roku. Nie dam się na nią zaciągnąć wołami. Swoje odcierpiałem, teraz kolej na Was.
»Ocena:
4+/10
»Autor:
|