|
Science-fiction. Filmy zajmujące się wydarzeniami, które "pojawią" się za kilkaset lat... to coś jakby przeciwieństwo filmów historycznych, tylko całkowicie oddanych fantazji twórców. Czasami prowadzi do ciekawych rozwiązań, czasami nie.
Kiedy załoga statku Hunter/Gratzner rozbiła się na obcej planecie, oświetlanej przez kilka słońc (i zamieszkanej przez czające się potwory), nie sądziłem, że tak film mnie wciągnie.
W pewnym sensie podobnie było w "Obcy: 8 pasażer Nostromo". Tam też coś czaiło się w mroku i polowało na ludzi. W zasadzie to mogę stwierdzić, że "Pitch Black" jest filmem czerpiącym z serii "Obcy". Jest tu odpowiednio stopniowane napięcie - bestii NIGDY nie zobaczymy w całej okazałości, tj. występuje tu w takiej postaci jak w "Obcym" (jest gdzieś blisko, słyszymy go ale nie widzimy. Wyjątek stanowi "Obcy: Decydujące Starcie", gdzie stworki były liczone na tuziny) - nieźle odegrane role... ale film trochę za wolno się rozkręca, jest trochę długich, niepotrzebnych dialogów, które czasami potrafią oderwać od ekranu. Prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero, gdy zapada zmrok. Wcześniej możemy obserwować, jak rozbitkowie głównie boją się Riddicka. Zmrok zmienia wszystko na plus.
Wspomniane bestie występujące w "Pitch Black" są w pewnym sensie podobne do obcych z "Obcych" :P. Oczu nie mają, wyczuwają krew itd. Są jednak inne, bardziej... rozwinięte? Tak, można to chyba tak ująć. Otóż potrafią latać - czego doświadczymy podczas oglądania. No i boją się światła. Swoją drogą, wyglądają dużo gorzej. Chociaż dobrze są animowane i potrafią nieźle wystraszyć. Zwłaszcza podczas spokojniejszych momentów parę razy ciśnienie mi się podniosło.
Skoro jestem przy technicznej stronie, to, szczerze mówiąc, słabe wrażenie zrobiło na mnie "eye shine", czyli widzenie w ciemności. W fioletowym odcieniu, nie można się zorientować co i jak... ale jest to tylko kilka takich scen, zatem da się przeżyć. Choć muszę przyznać, sam pomysł bardzo dobry. Cóż, dobry pomysł, trochę gorsza realizacja...
 |
Muszę napisać o klimacie filmu. Ta ciemność, niepewność, czy można zaufać zbiegłemu więźniowi, te bestie czające się w mroku... Dla mnie "Pitch Black" jest klimatycznym dziełem, które najlepiej oglądać o zmroku - wtedy jest najlepsza atmosfera. To jest coś, co sprawia, że film oglądałem z wielką przyjemnością kilka razy w ciągu dwóch tygodni. Po prostu zachowanie Riddicka i reszty rozbitków jest niemal idealne. Aktorzy bardzo dobrze wczuli się w swoje role. Każdy gra inaczej - zaczynając od lekko fajtłapowatego kolekcjonera zabytków a kończąc na lodowato spokojnym Riddicku (jeden z symboli filmu? Raczej tak.). Fajnie się ogląda konflikty wewnętrzne grupy, dodają smaczku całości. Taki np. konflikt prawo-bezprawie jest ukazany bardzo dobrze (a kończy się jeszcze lepiej) a dramatyczna próba dojścia do statku autentycznie zapada w pamięć - grupka ludzi otoczonych nieprzyjaznymi istotami (niemal jak moje stare gimnazjum).
"Pitch Black" byłby przeciętnym filmem, gdyby nie jego klimat. Klimat zagubienia, chęci ucieczki i woli przetrwania. Wystarczy, że wspomnę o tym, jak kumpel zdradził mi zakończenie przed moim obejrzeniem. Normalnie prawie go zatłukłem, a potem okazało się, że kłamał. Ech, ostatni raz tak się bawiłem przy "Nosferatu"... Jeśli macie "Pitch Black" w swojej kolekcji, albo jest w wypożyczalni, obejrzyjcie go bez wahania. Naprawdę nie pożałujecie. Zaręczam.
»Ocena:
9-/10
»Autor:
|
tytuł oryginalny:
Pitch
Black
|
|
reżyseria:
David Twohy |
|
produkcja:
USA/Australia |
|
gatunek:
S-F |
|
premiera:
02.06.2000 |
|
obsada: Radha Mitchell, Cole Hauser, Vin Diesel, Keith David, Lewis Fitz-Gerald, Claudia Black, Rhiana Griffith, John Moore, Simon Burke, Les Chantery, Sam Sari, Firas Dirani |
|