» Polska wersja różni się w montażu, są zawarte niektóre sceny przeznaczone dla polskiego widza;
Ostatnimi czasy cały świat obchodził rocznicę śmierci Jana Pawła II. Ponieważ o pontyfikacie naszego wielkiego rodaka wiem niewiele, dlatego bez wahania wybrałem się na film pt. "Jan Paweł II" w reżyserii Johna Kenta Harrisona. Muszę przyznać, że na seans jechałem "w ciemno", to znaczy nie wiedziałem, czego mogę się po tym filmie spodziewać. Szczerze mówiąc po kilkudziesięciu minutach oglądania filmu moja chora podświadomość podsunęła mi myśl, że zerwanie się dachu kina pod ciężarem lodu i śniegu byłoby wspaniałym pretekstem do opuszczenia sali. Film rozpoczyna się nietypowo, tzn. w chwili zamachu na Jana Pawła II. Spodziewałem się raczej standardowej biografii, a zamiast tego zaraz na początku wstrząsnęły mną strzały zamachowca. Po chwili zaczęła się retrospekcja, obejmująca życie bohatera między wybuchem II wojny światowej, a dniem zamachu. Pomysł reżysera bardzo mi się spodobał i optymistycznie nastawił na dalsze oglądanie. Niestety kolejne sceny przedstawiające wybuch wojny podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody i pozbawiły złudzeń. Otóż zdaniem reżysera pierwsze godziny wojny w Krakowie to panika, chaos, oraz cała Luftwafe krążąca nad miastem w niewiadomym celu. Szczególnie zraziła mnie ta scena z niemieckimi samolotami. Jest po prostu efekciarska w najgorszym tego słowa znaczeniu, a w dodatku nie zgodna z realiami i zdrowym rozsądkiem. Moim zdaniem te pierwsze dni wojny w Polsce to podniecenie i ufność całego narodu w zwycięstwo, dopiero później zastąpiona i smutkiem spowodowanym utratą niepodległości.
Kolejnym niedociągnięciem reżysera jest nie ukazanie wszystkich okrucieństw wojny, choćby tak podstawowych jak holokaust, czy morderstwa na cywilach. Wprawdzie pojawiają się one w dialogach, a nieraz nawet widzimy łapankę, brakowało mi jednak mocnych scen, które uzmysłowiłyby widzowi to w jak strasznych czasach musiał żyć Karol Wojtyła. Do tego dochodzi marna gra Carego Elwesa, który wcielił się w głównego bohatera z czasów młodości. Dialogi, w których uczestniczy, należą do najbardziej nienaturalnych i sztucznych, jakie w życiu widziałem. W efekcie tego wszystkiego pierwsza część filmu budzi najwyżej litość. Najdziwniejsze jest to, że kolejne fragmenty filmu już z udziałem Johna Voighta w roli Jana Pawła II są zdecydowanie lepsze i naprawdę mogą się podobać. Jego gra jest godna pochwały, aktor bardzo dobrze wczuł się w rolę coraz bardziej schorowanego papieża. Przyznam się, że końcowe fragmenty filmu naprawdę mnie wzruszyły. Jeśli chodzi o stronę techniczną tego obrazu, zawodzi przede wszystkim muzyka, według mnie kiczowata i bez polotu. Do tego irytują takie szczegóły, jak scena radości tłumu po wybraniu na papieża Jana Pawła I, która jest zdublowana po wyborze Jana Pawła II. Ogólnie rzecz biorąc prawie wszystkie wady filmu to niedopracowania wynikające z pośpiechu. Trzeba z całą stanowczością stwierdzić, że ten film został zrobiony byle jak, byleby tylko zdążył unieść się na fali pontyfikatu Jana Pawła II i zgarnąć jak największe zyski. Jedyne, co ratuje ten film to dobra gra aktorska Johna Voighta
»Ocena: -
»Autor: Baolin
tytuł oryginalny: Pope John Paul II