|
Wprawdzie w Biuletynie była już recenzja Hellboya (autorstwa Dishmana, jak się nie mylę), ale co szkodzi przypomnieć ten film. Zwłaszcza, że to jeden z moich ulubionych.
II WŚ. Naziści próbują przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, więc zaczynają eksperymentować z czarną magią. Skutkiem tego jest przywołanie demona - Hellboya.
Żadnego z komiksów o tytułowym bohaterze nie czytałem. Nie wiem nawet, czy są dostępne w Nidzicy. Ale mniejsza o komiksy - wydaje mi się, że ich ekranizacje rzadko dotyczą ścisłego tematu. W każdym razie, "Hellboy" jest jednym z lepszych filmów, jakie miałem przyjemność oglądać. Zresztą kilka dni temu obejrzałem go kolejny raz. Uczucie, jakie temu towarzyszyło, było niemal identyczne jak podczas pierwszej emisji. "Hellboy" posiada w sobie coś, co nie pozwala mu się zbytnio "zestarzeć". Mimo tego, że od premiery filmu minął ponad rok, film ciągle bawi. Może dzięki świetnie zrównoważonym elementom odpowiedzialnym za komedię i sensację?
Wspomniałem wyżej o elementach komediowych. Nie należą do ścisłej czołówki gagów, ale rozluźniają atmosferę, pozwalają, aby widz odpoczął od głównego wątku. Są więc w porządku, dodają swoistego uroku filmowi. Z kolei elementy czysto sensacyjne, a więc wszelkie pościgi, walki, itp. są zrealizowane bardzo dobrze. Może czasem jest to przerost formy nad treścią (walka Hellboya z mnóstwem Samaelów pod koniec filmu), ale głównie nie mam zastrzeżeń. Zwłaszcza, że są bardzo efektowne - czasem nawet za bardzo.
Skoro dotarłem do efektów, należałoby wspomnieć o charakteryzacji bohaterów. To jest prawdziwe arcydzieło, a przygotowanie tego musiało trwać albo kilka godzin, albo krócej przy pomocy komputerów. Tytułowy Hellboy jest czerwony od stóp do rogów, ma ogonek i kamienną łapę (z której to nawet malutkie fragmenty się odrywają podczas walk!). Oprócz sfery wizualnej ta postać jest świetnie zagrana przez Rona Perlmana. Te jego ruchy, zachowanie... dopracowane w
 |
najdrobniejszych szczegółach. Zupełnym przeciwieństwem Hellboya jest Abe, wodnik. Wiecie, skrzela, błony, rybie oczy itd. Jest typowym mózgowcem, co wystarczy za rekomendację. I to wyraźnie widać - spokojny, kulturalny człowiek (?). Żeńską część bohaterów reprezentuje Liz... zwykła, przeciętna kobieta, mająca dość otaczającego ją świata. Twórcy mogli się tu namęczyć tylko przy animacji ognia, który jako jedyny zdradza niezwykłość tej kobiety. Sama aktorka też nieźle wcieliła się w swoją rolę. Jest taka jaka być powinna, skoro była w szpitalu psychiatrycznym. Ma swój urok.
Reszta obsady to klasa sama w sobie. Niektórzy rzadko mówią choćby słowo (Kroenen; jedna z dziwniejszych postaci, jakie widziałem - typowa maszyna do zabijania. Dosłownie), inni wręcz przeciwnie - potrafią tak przemawiać, że chce się ich słuchać, jak Rasputin. Swoją drogą, filmowy Rasputin nie przekonuje mnie. Zupełnie odbiega od mojego wyobrażenia tego człowieka. Jest zbyt "porządny", czyli elegancki facet z klasą. Odbiega od wizerunku prawdziwego Rasputina, który podobno miał długie włosy i brodę. Ale cóż, to już jest czepianie się, bo zagrał naprawdę dobrze. Podobnie jak prof. Bruttenholm. Jest idealny, świetnie go postarzano, a i sam aktor zachowuje się tak, jak przystało na jego wiek.
"Hellboy" to nadzwyczaj udana produkcja - doskonale zagrane role, świetne wyważenie elementów, utrzymanie klimatu odpowiedniego dla tego typu filmu - a nawet jeden z lepszych filmów, jakie widziałem w całym swym życiu. Sądzę, że każdemu, niezależnie od gustów, film się spodoba. Nawet, jeśli ktoś komiksów na oczy nie widział (jak ja), to może film zachęci go do kupna?
»Ocena:
9/10
»Autor:
|