Recenzje

 

W 2002 roku poznaliśmy historię trzech bohaterów. Fajtłapowatego leniwca Sida, odpowiedzialnego mamuta Manfreda i przebiegłego tygrysa Diego. Wszyscy trzej postawili sobie za cel oddać ludzkie niemowlę człowiekowi. W fabule była nutka niepewności, wyrazisty czarny charakter, dużo dowcipu i humoru i przemiana bohaterów. Do tego widz zachwycał się tym co wyczarowali twórcy z komputera, czyli animacją. Było pięknie.

4 lata później do kin wkroczył sequel. Pytanie zaraz po pierwszej części nie brzmiało czy, ale kiedy powstanie część druga. Trzeba przyznać, że dość długo kazała na siebie czekać. Na ekranach znowu zobaczyliśmy w sumie tak samo ciamajdowatego leniwca Sida, już mniej poważnego mamuta Manfreda, oraz zupełnie nie przerażającego tygrysa Diego. Do tego pojawiły się bonusowe postaci... chyba w nagrodę, że zechcieliśmy czekać tak długo.

20 tys. lat temu (około, bliższa data nie jest znana) epoka lodowcowa zbliżała się ku końcowi. Zaczynało być coraz cieplej i cieplej, aż w końcu ktoś odkrył, że topniejący lód tworzy duży zbiornik wodny, który lada moment przeleje się i zaleje cała dolinę w której jak dotąd spokojnie żyli jej mieszkańcy (czasami trudno stwierdzić czym jest dane zwierze wymyślone przez twórców... lepiej uciec w stwierdzenia, że widocznie już wyginęły). Miejscowe sępy rozniosły plotkę, że spory kawał drogi stąd jest łódź, która może zwierzaki uchronić. Szybka decyzja i zaczyna się wędrówka. Podczas niej Maniek, Sid i Diego poznają mamucicę Elę, oraz oposy Edka i Zdzicha. Zwierzaki zaprzyjaźniają się ze sobą.

Tytuł "Epoka lodowcowa 2: Odwilż" tak naprawdę mówi sam za siebie. Odwilż nie za dobrze się kojarzy, to jak uciekanie się do tego samego. Coś jak podgrzewany kotlet, nie smakuje już tak samo. I taka jest druga "Epoka...". Przede wszystkim nie ma nic nowego w starych bohaterach. Trudno śmiać się w kółko z pierdołowatości Sida, trudno, żeby Diego wzbudzał ten sam podziw i trudno ciągle ufać Mańkowi. Postacie spowszedniały. Twórcy jakby się tego obawiali i przewidzieli. Ich zdaniem nic tak dobrze nie robi, jak wprowadzenie nowych postaci. Taki zabieg w przypadku sequela "Shreka" spisał się dobrze. Dowodem może być chociażby udana postać kota w butach. W "Epoce..." są to kobieta-mamut, oraz dwa oposy. Żeby było zabawniej mamucica Ela myśli, że jest oposem, a nie mamutem. Zatem do śmiechu miały doprowadzić widzów jej oposowe zachowania, jak chociażby spanie trąbą do góry. Równie zabawne miały być zwariowane oposy, które mnie przypominały dwóch naćpanych szajbusów, dla których wyprawa to jedna wielka przygoda i którzy lubią wpadać w poślizg kontrolowany.

Wszystko miało swoje skutki. Oposy i wiewiór przyćmiły Sida. Nie jest on już groteskową postacią numer jeden, schodzi na dalszy plan i nie jest tak wyraźny. Zresztą kino drogi, które mamy w "Epoce lodowcowej 2" nie jest tylko ucieczką przed wodą, ale dążeniem każdego z bohaterów do swojego wewnętrznego celu. Sid zatem będzie ciągle chciał wyjść z wizerunku nieudacznika. Mańka prześladuje wizja, że jest ostatnim żyjącym mamutem, a wszyscy wokoło pokazują go swoim dzieciom, żeby zobaczyły jak wygląda mamut, bo to może być ostatnia szansa. Diego całkowicie stracił u mnie autorytet. Jeżeli w jedynce jego rola była istotna, nadawał opowieści klimatu, pewnej dozy niepewności, to w dwójce równie dobrze mogłoby go nie być. Nie wiem czy twórcy nie żałowali, że go w pierwszej części jednak nie uśmiercili.

We wszystkich recenzjach czytam, że rola wiewióra uganiającego się za żołędziem została doceniona i znacznie wydłużona. Chwileczkę, momencik, ale nie jest go znowu tak dużo. Wiadomo, jest on tu jakby niepisaną pierwszą 

postacią, ale widz odczuje jego zwiększoną obecność na ekranie tylko trochę bardziej. Trzeba jednak wiewiórowi oddać chwałę, bo to on jest jednym z najmocniejszych punktów filmu.

Dowcipy są niezłe, jest kilka wybitnych, postacie już nam znane, zaczynają przynudzać, te nowe wprowadzają trochę świeżości. Grafika już powalić na kolana nie może. Widownia przywykła, że na ekranie z animacji wyczarowuje się cuda. Wiele scen przysiągłbym, że już widziałem. Twórcy ściśle wzorowali się na poprzedniku. Szkoda, że nie zdecydowali się na nic innowacyjnego. A czy na film warto pójść? Na pewno tak i warto zabrać ze sobą najmłodszych, to jednak mimo wszystko dobra rozrywka, choć nieco odgrzewana.

 

»Ocena: 7-/10

 

»Autor: Dishman