Recenzje

 

Filmy Charlesa Chaplina z lat "nastych" i dwudziestych ubiegłego wieku, mimo całego ich historycznego znaczenia i artystycznej wartości, trudno recenzować. Przeważnie są to bowiem niepełnometrażowe, obracające się wokół prostej jak - mówiąc kolokwialnie - konstrukcja cepa fabułki, zbiory mniej lub bardziej zabawnych gagów. Tak jest i w tym przypadku: "Charlie ucieka" to historyjka o zbiegu z więzienia, którego prześladuje, jak się można domyślić, spory pech. Na oko - bardzo konwencjonalny drobiazg.
Jednak forma, w jakiej film zaprezentowała nam TVP Kultura, zasługuje na miano porywającej. Otóż do wyświetlanego w studiu na dużym ekranie dzieła pana Chaplina dodano występującą na żywo jazzowo-reagge'owo-hiphopową kapelę. Nie wiem, czy taki performance zaliczyć jeszcze można w obszar zainteresowań Biuletynu Filmowego, nie mniej jednak ze względu na rosnącą popularność "tapingu" (?), czyli prezentowania starych, niemych filmów z towarzyszeniem granej na żywo muzyki, warto, moim zdaniem, istnienie takiego zjawiska odnotować. Wróćmy zatem do Chaplina.

Na tym terenie przez dwadzieścia cztery godziny toczy się gra.
Obława, czyli gonitwa po plaży. Dziesiątki potknięć, setki upadków, tysiące niespodziewanych przeszkód. Ktoś wpada do wody, ktoś wspina się po skale, żeby za chwilę zaliczyć efektowny lot w dół. Dynamiczne trąbki i perkusja, znowu bieg i znowu wywrotka. W ostatniej chwili udaje się wymknąć. Nareszcie. Perkusja cichnie.

Poranna kąpiel. Hm, jakby spokojniej. Pogoń została daleko w tyle, a my jesteśmy już w nadbrzeżnej kawiarni. Urocza dama i brzuchaty jegomość relaksują się przy stoliku i kawie. Bujające rytmy. Ale to nie potrwa długo. Wpadamy na stolik, co wzbudza zrozumiałą irytację brodacza. Znowu trzeba uciekać. Jak można się spodziewać, wszyscy (łącznie z damą) lądują w wodzie. Charlie chce pomóc, ale jego intencje zostają źle odczytane. Jegomość znowu w wodzie, za to dama, wdzięczna za ratunek, zaprasza do siebie.

Jutro zacznie się od nowa to samo wielkie nic.
Zmęczony gość. Pobudka w cudzym łóżku, w gościnnym pokoju, błogie lenistwo. Znowu bujanie. Cudowna pogoda, za chwilę zaczyna się przyjęcie. I tu następuje niestety kolejna konfrontacja z brodatym brzuchaczem (brzuchatym brodaczem?). Cóż, nie dało się tego uniknąć: znów gonitwy, tym razem po schodach, wmieszanie w całą sprawę jeszcze kilku domowników (kucharka i jej absztyfikant), trzeba chować się w szafie, ale ostatecznie lądujemy przy stoliku, z lodami w pucharku i damą u boku. A że romantyczna ta scenka rozgrywa się na balkonie, lody, siłą rzeczy, lądują piętro niżej. Dokładniej - na plecach jednej z zaproszonych matron. Słuszne oburzenie i po raz kolejny trzeba salwować się ucieczką. Tym razem na dobre. Wcześniej jeszcze przytrzaskiwanie głów ruchomymi drzwiami, tańczące pary blokujące przejścia i dziesiątki schodów, ale wreszcie udaje się ulotnić.
Na koniec miłym akcentem regionalnym podsumowuje rzecz Cała Góra Barwinków, autorzy muzycznej oprawy:
Na Warszawę spadł deszcz - zalane ulice odwieziono na Izbę Wytrzeźwień.

I tak uciekający Charlie Chaplin zyskał nowe oblicze, i na dobre mu wyszło to uwspółcześnienie lekkie. Bo chociaż trudno mistrzowi odmówić aktorsko-komicznego geniuszu, sprawia on dziś wrażenie nieco anachronicznego. Dlatego też ideę tapingu z całego serca popieram i z niecierpliwością wyczekuję dnia, kiedy dane mi będzie obejrzeć taperów całkiem na żywo. Na razie w odwrocie pozostaje tylko TVP Kultura. :)

 

PS. Tekst kursywą to fragmenty piosenek CGB. Tekst pogrubiony zaś to podtytuły poszczególnych części filmu.

»Ocena: -

 

»Autor: Panna Nikt