» Bohaterowie rzucają granatami ćwiczeniowymi. Granaty prawdziwe mają kolor zielony, ćwiczebne - czarny;
Rozległy, górzysty kraj porośnięty z rzadka pustynno-stepową roślinnością. Masywne szczyty górskie i brak akwenów wodnych. Gorący piasek pod stopami i upalne słońce. A wszędzie dookoła czai się nieprzyjaciel, czyhający tylko na twoją pomyłkę. Jeden niepozorny błąd, który będzie kosztował życie twoje, a także twoich współtowarzyszy. Wystarczy tylko jeden, niewinny głupi ruch… Tak przedstawia się sceneria zaprezentowana w filmie p.t. "Dziewiąta Kompania". Jest to kolejny z obrazów wojennych, jakich pełno na rynku filmowym. Jednak ten nie pochodzi z obozu Hollywood. "Dziewiąta Kompania" to film rosyjski, opowiadający na przykładzie jednego oddziału cały bezsens wszelkich wojen. Jego akcja rozgrywa się w realiach nie tak odległej czasowo wojny w azjatyckim kraju, jaki znamy pod nazwą Afganistan (Af??nist?n). W roku 1978 w Kabulu, stolicy kraju, ma miejsce zamach stanu, w wyniku którego do władzy w Afganistanie dochodzą komuniści. Mieszkańcy kraju podnoszą bunt przeciwko nowej władzy, która próbuje wprowadzić reformy. W Boże Narodzenie roku 1979 na teren Afganistanu wkraczają wojska ZSRR, interweniując w obronie reżimu komunistycznego. Rozpoczyna się długotrwała wojna. Wojna, która wyniszczyła ekonomicznie całkowicie i tak już jeden z najuboższych krajów na całym globie. Wojna, która przyniosła straszliwy bilans ofiar ludzkich: 1,2 miliona zabitych, 5 milionów uchodźców, tysiące kalek. Wojna, która stała się tym samym dla Rosjan, czym był Wietnam dla Amerykanów. Tak wygląda tło historyczne konfliktu zaprezentowanego w filmie. Przedstawiona akcja trwa 238 dni. Wszystko rozpoczyna się w dalekim i mroźnym Krasnojarsku, a kończy dramatyczną obroną wzgórza numer 3234 właściwie tuż z rozpoczęciem roku 1989. W tym czasie widz poznaje grupę kilku młodych chłopców pochodzących z różnych części Związku Radzieckiego, mających różne wykształcenie, wywodzących się z różnych grup społecznych - przeważnie z nizin. Początkowo nieufni wobec siebie, po pewnym czasie stają się zgraną grupą żołnierzy. Mimo wielu dzielących różnic w krótkim czasie zaczynają między nimi tworzyć się więzi koleżeńskie, a w czasie walk z nieprzyjacielem widać już ofiarność i braterstwo. Warto też zaznaczyć, że cała grupa jest ochotnikami. A na wojnę zagnały ich różne koleje życiowe.
Rekruci przechodzą trzymiesięczne ostre szkolenie w przygranicznej bazie Armii Czerwonej. Później od razu są przetransportowani do Afganistanu. I tutaj ich losy się rozchodzą. Większość dostaje przydział do tytułowej 9 kompanii desantowej, pozostali do innych oddziałów. Młodzi mężczyźni szybko jednak odkrywają, że z tego co przeszli w obozie szkoleniowym niewiele okaże się przydatne w praktyce wojennej. Są w innym kraju, o całkowicie odmiennej kulturze i religii. Okazuje się też, że nie są pewni celów, o które toczy się cała ta wojna. Film jest dramatem wojennym. Owszem, można dostrzegać pewne analogie do produkcji zachodnich, jak np. "Szeregowiec Ryan", "Cienka Czerwona Linia", "Pluton", czy też miniserial "Kompania Braci". Jednakże na swój sposób jest to zupełnie nowe spojrzenie na wojnę. I to zarówno pod względem realizacji, jak i podjętego tematu. Wojna radziecka w Afganistanie jest dla Rosjan nadal niezaleczoną raną, mimo że zakończyła się na początku 1989 roku. Po pewnej zapaści rosyjski przemysł filmowy nagle odżywa. I film "Dziewiąta kompania" jest tego dowodem namacalnym. Zrealizowano go z ogromnym jak na warunki rozmachem, dysponując kilkumilionowym budżetem. Zdjęcia były kręcone na Krymie oraz w Uzbekistanie, tuż przy granicy z Afganistanem. Premiera odbyła się 29 września 2005 roku, a zysk z pierwszych siedmiu dni pokazu w kinach wyniósł 9 milionów dolarów, przebijając wszystkie poprzednie rekordy krajowych i zagranicznych produkcji w Rosji. Film okazał się wielkim szlagierem na tamtejszym runku.
Film wyreżyserował Fiodor Bondarczuk (Fyodor Bondarchuk), znany rosyjski aktor, który w latach 1985-1987 służył w Armii Czerwonej. Jest to jego debiut na tym stanowisku. I to bardzo udany debiut. Reżyser w mistrzowski sposób ujął całą prawdę o bezsensowności wojny. Spinająca klamra w końcowej scenie jest jednym z kluczowych elementów filmu: jedyny z ocalałych żołnierzy mówi, że po prostu zapomniano o ich posterunku w czasie chaosu panującego podczas wycofywania się z Afganistanu. W tym miejscu warto wspomnieć, iż film oparty został na realnych wydarzeniach, które miały miejsce 8 stycznia 1988 roku w prowincji Host na wysokości wzgórza 3234.
Zdjęcia są świetnie zrealizowane. I to zarówno ujęcia krajobrazu oraz dalszych planów, jak i sama akcja kamery. W to wszystko wkomponowana jest spokojna, melodyjna linia muzyczna stojąca na bardzo przyzwoitym poziomie, nakreślająca jeszcze bardziej cały dramatyzm. Sceny batalistyczne zostały ciekawie zrealizowanie, nieco odmienne od tego, co zdążyliśmy poznać w produkcjach z Hollywood. Ale dostrzec też można swoistą odmienność. Efekty specjalne są też niczego sobie. Charakterystyczne jest to, że w filmie właściwie nie występują postacie kobiece (choć mówi się o nich całkiem sporo). Jedyną wyeksponowaną kobietą jest postać Białośnieżki, w którą wcieliła się młoda Irina Rakhmanova. Spośród kreacji męskich na wyróżnienie zasługuje na pewno aktor Aleksei Chadov. Film jest produkcją rosyjsko-fińsko-ukraińską. "Dziewiąta kompania" przedstawiając wojnę w Afganistanie odbija się echem na teraźniejszość i całą sytuacje w Czeczenii. Tam też zaciągani są rekruci, którzy giną lub traktowani są w brutalny sposób, często nie wiedząc o co tak właściwie toczy się walka. Dla Rosji Afganistan jest hańbą, symbolem porażki, dla 9 kompanii to znak zwycięstwa. Gorąco polecam ten film wszystkim, chociażby po to, aby móc zapoznać się z nie tak odległą historią i móc na chwilę odetchnąć od wszystkich produkcji firmowanych znakiem "made in USA".
PS Film posiada własną witrynę internetową: www.9rota.ru
»Ocena: -
»Autor: Mariusz Karolak
tytuł oryginalny: 9-ya rota