Przypowieść o historii
Historia naszego kraju przeżywa prawdziwą odnowę, a to za sprawą partii rządzącej,
która sięga po - dla wielu Polaków - wielkie relikwie naszej państwowości.
Przy okazji zapominają lub specjalnie pomijają ciemniejsze karty w kronikach
naszego kraju.
Coraz częściej możemy usłyszeć z ust najważniejszych osób w Polsce o tym,
aby patrzeć w najważniejsze dla nas momenty historyczne. Przy okazji ci sami
ludzie porównują się do bohaterów naszej historii. A przecież nasza przeszłość
to nie tylko bohaterskie czyny, ale również lata marnotrawstwa, nienawiści
czy konfliktu. Nie tylko ze strony obcych państw, ale najczęściej były to
konflikty polsko-polskie.
Przyznam się, że ciężko pisać mi ten tekst, ponieważ jestem świadom, iż
narażę się wielu osobom. A wcale nie chodzi mi, aby kogokolwiek obrazić, a
tym bardziej szarpać naszą historię. Nie jest moim celem bynajmniej również
negowanie osiągnięć naszego kraju, bo przecież wszyscy jesteśmy różni,
ale łączy nas ten kawałek ziemi, kultury czy historii. Tylko musimy pamiętać,
że ta historia jest nasza i nie możemy zapominać o jej żadnym kawałku. Nie
było w niej czarnych dziur, były ciemne czasy, w których żyli nasi
przodkowie należący do naszej przeszłości.
Dzisiaj język historii został przeciągnięty na wspomnienia chrześcijańskiej
Polski, w której żołnierz Armii Krajowej przelewał swoją krew. Jeśli język
angelizacji pewnych ludzi został przeciągnięty w tę stronę, to z drugiej
strony musi istnieć diabolizacja ludzi poprzez inne fakty historyczne. Dlatego
przeciwników dzisiejszej ideologii powiązuje się z komunistami,
targowiczanami lub okupantami. Oczywiście takie nazewnictwo jest całkowite
niezgodne z faktami, ale poprzez polaryzację historii osiąga się należyty
cel. Nie wspomina się o kontekstach danych wydarzeń, o losach ludzi, lecz o
suchych faktach.
Pamiętamy wszyscy o poświęceniu Maksymiliana Kolbe i o wierszach chwalących
Stalina napisanych przez Wisławę Szymborską. Pamięć o ginących żołnierzach
Armii Krajowej podczas Powstania Warszawskiego rozgrzewa serca Polaków, ale już
powstanie w Getcie żydowskim przechodzi mimochodem przez umysły ludzi. Roman
Dmowski dla wielu jest tylko prostym antysemitą, więc nie słuchamy o niektórych
jego zasługach dla Polski. Nie pamiętamy o ciepłym i serdecznym sercu Jacka
Kuronia, lecz wielu teraz nazywa go tylko "różowym" czy też
komuchem.
Kolbemu przecież nikt nie może odmówić niesamowitego bohaterstwa, jakże
deficytowej cechy w obozie zagłady w Oświęcimiu, gdzie oddał życia za
drugiego człowieka. Czy jednak możemy zapominać o okresie międzywojennych,
gdy to Maksymilian Kolbe redagował "Mały dziennik" i "Rycerz
Niepokalanej"? Dwie gazety o charakterze endeckim, w których popierano
akcję wywiezienia Żydów na Madagaskar. Przecież to również jest część
naszej historii, jak i kawałek z życia pojedynczej jednostki. W tamtych
czasach antysemityzm był popularny wśród chrześcijańskiej części narodu
polskiego, co również także jest częścią naszej historii. Getta ławkowe,
Jedwabne, które dzisiaj niektórzy nazywają "wybrykiem", ale i również
podczas wojny endecy walczyli o Polskę, a nie przyłączali się do Niemców,
jak to miało miejsce w innych krajach Europy. Nawet pomoc rodzinom żydowskim
przez przedwojennych endeków zdarzała się dość często. Jaki to był
heroizm. W takich czasach, zdając sobie sprawę jakie będą konsekwencje tych
działań, ludzi związani z endecją pomagali Żydom.
Jaki więc był ten Polak: czy był szalenie ideologicznym antysemitą, a może
zaślepionym piewcą obcej ideologii? Mógł przecież przez tak spory okres
czasu wzywać do nienawiści, siać wokół słowa nawołujące do podziału. Mógł
także stanąć ponad podziałami, patrząc na drugiego człowieka, widział
kogoś, komu trzeba pomóc. Przecież nie każdy był szmalcownikiem, jak nie każdy
szedł z czerwonym sztandarem w celu poddania Polsce obcemu imperium. Jednak i
jeden i drugi należą do naszej historii. Ten ze sztandarem też przecież mógł
być patriotą, wierzącym, że ta ideologia może być dla Polski najlepsza. Po
latach hitleryzmu, obcych zaborów, widział w tym ustroju antidotum na
antysemityzm, brunatną nienawiść czy czarne zaślepienie.
Podobnie częścią naszej historii jest żołnierz Armii Krajowej, który wsławił
się bohaterską walką z okupantem, ale i również swoją przeszłością. W
wielu z nich również poddało się przedwojennemu ruchowi endeckiemu. Ławkowe
getto na uniwersytetach nie było przecież wymysłem prostej ludności, lecz ówczesnej
młodej inteligencji. Antysemickie akcje na ulicach polskich miast, poniżenia,
pobicia, morderstwa na Żydach były często inspirowane przez młodych ludzi.
Powstanie w Getcie Żydowskim, któremu warszawiacy przypatrywali się z
wieloznacznym milczeniem. Każda z tych opowieści również jest częścią
naszej historii, która jest pomijana, a przecież powinna nas uczyć pewnych
rzeczy.
Dzięki zabiegom Romana Dmowskiego zyskaliśmy nowe ziemie podczas trwania
traktatu wersalskiego. Nie może o tym zapomnieć lewica, ale przecież nie możemy
zapomnieć o jego i jego popleczników nienawistnym antysemityzmie. Jaka ta
historia byłaby, gdybyśmy zapomnieli o tych dwóch aspektach jego życia. Jaką
tę historię mielibyśmy, gdyby przedstawiać Powstanie Warszawskie w tylko
superlatywach. Nie możemy wszak zapomnieć o wielkich stratach ludności
cywilnej, o małym rozeznaniu w rzeczywistości politycznej, o manipulowania młodymi
ludźmi.
Ta historia przecież nie ma służyć do rozliczenia, a do nauki. Musimy o niej
pamiętać, aby czasem poczuć dumę, ale głównie po to, żeby się uczyć na
starych błędach. Bo przecież tę Polskę i tę historię mamy jedną, choć
wszyscy jesteśmy różni.
Caleb caleb@actionmag.net