JESTEM FEMINISTKĄ

 

Właśnie tak się od jakiegoś czasu zastanawiałem - czy sytuacja kobiet jest rzeczywiście tak trudna i niesprawiedliwa, jak twierdzą one w mediach, na ulicach, czy wreszcie na ćwiczeniach na uczelni? ;) Czy naprawdę kobiety są dyskryminowane w pracy, czy sekretarki mają mieć duże piersi i kształtne pośladki, by posiadać atrakcyjnie wyglądającą równoważnię dla niesionej tacy z kawą, herbatą, wodą mineralną dla swojego szefa? Czy mężczyzna zawsze musi zajmować się karierą, korzystając z komfortowej sytuacji w postaci stojącej przy garach, tudzież zapieluszonych dzieciach, żony? I wiecie co? Niestety, tak właśnie jest... Niestety, niestety... Co, 'niestety'?! OMG! Jestem feministką! AAAaaa!

Ale później doszedłem do zaskakującego wniosku - dobrze! Ale zanim wytłumaczę, dlaczego dobrze, krótka historia z dzisiejszego południa:

Stoję sobie przy zlewie w kuchni na mojej zaprusaczonej stancji i zmywam. Tak przy okazji - mała zgadywanka - jak myślicie, ile talerzy, sztućców i garnków może pobrudzić 1 (słownie: jeden) student w trakcie dwóch dni? Odpowiedź poznamy zaraz po przerwie.

TuTuTUTuTUTu -- GTA Vice City - najlepsza Gra wszechczasów! -- TUTUTuTUTu

Odpowiedź - 11 talerzy, 14 sztućców i 4 garnki.


Ale wróćmy do tematu przewodniego - stoję i zmywam, aż tu nagle przychodzi mi do głowy myśl (zupełnie nie wiem, jak to się stało...) - FEMINIZM MASKULINICZNY! Do wszystkich logików - tak, to moja autorska nazwa tego zjawiska i zdaję sobie sprawę, że może brzmieć nieco nieracjonalnie, ale za to jak naukowo! :P Ale co oznacza to wyrażenie? Otóż pomyślałem sobie, że i owszem - kobiety naprawdę przydałyby się nam, większości (czytaj: mężczyznom) w polityce, gospodarce i innych sektorach działalności publicznej i międzynarodowej. Mało tego! Mimo, iż uważam, że te gadki skrajnych feministek o niemal nadprzyrodzonych zdolnościach płci żeńskiej, pokoju na świecie pod rządami kobiet i innych tego typu bzdetach, są mocno przesadzone, to fakt faktem - wy rzeczywiście, babeczki kochane, mogłybyście się nam przydać. Mianowicie, potraficie rozwiązywać problemy i konflikty na drodze 'pokojowej' - dyskusją, argumentacją, w skrajnych przypadkach wdziękiem i perswazją; a przynajmniej te mądrzejsze z Was (no i może nie licząc tych kilku dni w miesiącu). Ale - powtarzam, ALE - same nic nie zrobicie, moje drogie panie... Świat jest rzeczywiście zdominowany przez facetów i nie zmienicie tego ani krzykiem i drapaniem, ani też pokojowymi manifestacjami (co nie znaczy, że wzywam Was do zbrojnego wystąpienia i urządzenia nam tu sequela "Seksmisji"!). Pomyślcie - M-A-S-K-U-L-I-N-I-C-Z-N-Y... Nie, to nie żaden skrót! Pani z tlenionymi włosami - proszę opuścić salę! Ech, widzę, że muszę interweniować... Tak więc, w wolnym przekładzie, KOBIECYZM MĘSKUJĄCY :) No cóż, może to nie było najlepsze zagranie... ;) Ale przynajmniej zaraz się wyjaśni, dlaczego jestem feministką. Ups, znaczy się maskuliniczną feministką.

A to dlatego, że uważam, że ja, jak i inni przedstawiciele mojego samczego rodu, powinniśmy Wam pomóc. Może nie w przejęciu władzy nad światem (a przynajmniej nie od razu, chociaż chętnej miłej pani jestem skłonny oddać się pod obcas ;), ale, powiedzmy, w zrównaniu znaczenia kobiet i mężczyzn na każdej płaszczyźnie. Ja wiem, że teoretycznie tak już jest, ale rozejrzyjmy się dookoła - kobiety nie są traktowane poważnie jako policjantki, choć testy psychologiczne przechodzą zasadniczo o wiele sprawniej od mężczyzn. Niewiele korporacji chce mieć za partnera biznesowego firmę kierowaną przez kobietę, nie mówiąc już o powołaniu jej na wysokie stanowisko w zarządzie. Ale nie mówi się wtedy o, wspominanej już przeze mnie, naukowo udowodnionej, predyspozycji kobiet do zawierania korzystnych umów i kompromisów.

Panie nie wygrają równości, dopóki nie interweniujemy w ich sprawie... A któż z nas, facetów, nie chciałby mieć nad sobą sympatycznej pani kierownik, z dużymi... tymi... no, kwalifikacjami :) Że co? Że pan wolałby mieć pod sobą? Proszę natychmiast z sali za panią blondynką!

 

Remember_The_Name

 
 

PS: Motywację do napisania tego tekstu zawdzięczam Aśce Lipskiej - największej [ideowo] znanej mi feministce (i to wcale nie dlatego, że jedynej! ;) Dzięki, Asiu.

 

 

2.04.2006