Idiotyczna przygoda





   

   Właśnie wróciłem ze szkoły. Niestety tylko oficjalnie, ponieważ szkołę widziałem jedynie przez szybę autobusu. Tak. Byłem na wagarach. Dziś mija czwarty dzień mojej nieobecności w szkole (czwarty dzień wiosny jest). Nie piszę tego ze względu na to, że szczycę się tym osiągnięciem. Robię to z kilku powodów a jednym z nich jest trywialny brak tematu do napisania jakiegokolwiek tekstu. Żeby było śmieszniej dziś zacznę od początku.

   Pierwszy dzień laby jak łatwo sobie policzyć był pierwszym dniem wiosny. Obchodzimy go z kolegą już od kilku lat i nawet nie wyobrażałem sobie, że mógłbym w ten dzień iść do szkoły. Zaczęło się spokojnie od bodajże dwóch piw. Potem poleciało już z górki i zanim się obejrzałem o 10.00 byłem pijany jak świnia. Umówiliśmy się na środę, bo jakoś tak nie pasowało mi nie iść do szkoły tylko w pierwszy dzień wiosny – mogłoby wydać się to podejrzane. Do domu trafiłem dopiero o 19.00 z racji tego że poszedłem na próbę mojego ulubionego zespołu o wdzięcznej nazwie „Glass Prison” (serdecznie chłopaków pozdrawiam). Cały dzień miałem utopiony w alkoholu, czyli mogę go (oprócz tego cholernego bólu głowy) zaliczyć do udanych.

   Środa to był koszmar. Udało mi się wyrwać na wagary kilku chłopaków z mojej klasy i z racji tego, że razem na labę chodzimy rzadko, trzeba było oczywiście kupić masę alkoholu. Zaczęło się od tego, że poszedłem z jednym koleg
ą kupić kilka (coś z osiem) piw. Chwilę po eskapadzie odbieram telefon i dowiaduję się, że moja nauczycielka od polskiego (pozdrawiam) widziała mnie na rynku i mam przewalone, bo poszła z tym do wychowawcy. Dawno nic mi tak nie zepsuło humoru jak ten telefon. Zrozpaczeni (chłopaki podzielili mój smutek) poszliśmy wypić to piwo w tylko stałym bywalcom znane miejsce, jedno z niewielu gdzie nie zajeżdża policja (jeszcze mi tego brakowało). Jako że piwa było mało, zarządziłem zżutę na wino. Za z bólem uciułane parę złotych kupiliśmy dwa winka i znowu udaliśmy się w stałe miejsce naszej małej rozpusty. Okazało się, że wino to wystarczyło mnie i koledze (żeby nie było niedomówień – wypiliśmy najwięcej) do tego by przez jakiś czas trwać w błogiej konwulsyjnej nieświadomości. To, co działo się potem nadaje się do hardcor’owego programu rozrywkowego najlepiej z zabarwieniem masochistycznym i jest objęte ustawą o tajności dla dobra postronnych. W domu znowu ból głowy i brak apetytu. Ojciec zaczął się już czegoś domyślać, ale dementowałem jego podejrzenia bez najmniejszego problemu. Zacząłem kłamać bez mrugnięcia okiem – była to pierwsza rzecz, która zwróciła moją uwagę a co najgorsze zaczęła mi się podobać.

   Czwartek był niezbyt udany z racji tego, że zostałem z ośrodka wydalony z kwitkiem. Udałem się tam w celu zdobycia zwolnienia potrzebnego mi w nieuniknionej konfrontacji z wychowawcą (pozdrawiam) jednak okazało się, że do założenia kartoteki potrzebny jest mi PESEL, którego z racji braku dowodu, przy sobie nie noszę. Poszedłem od razu utopić smutki w winie, co oczywiście przyniosło zamierzony efekt. Jako, że kończyły się pieniądze dużo nie wypiliśmy i w miarę trzeźwy trafiłem do mojego jakże przytulnego domku.

   Piątek dniem triumfu i porażki. Zarejestrowałem się u lekarza, który z wielkim bólem napisał mi usprawiedliwienie. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy spostrzegłem błąd lekarza. Idiota napisał, że jestem zwolniony od 24. do 24. O co psia mać chodzi? Uznałem, że gość musi pisać 1 jak 4. ale cholera jak ja to mojemu podejrzliwemu wychowawcy pokażę? Długo się nad tym nie zastanawiałem i standardowo poszedłem z kumplem na wino. To była porażka. Spisali mnie. Nie zostałem wzięty na alkomat ani odwieziony do domu tylko dzięki temu, że policjant był młody i wyrozumiały. Po całej sytuacji poszliśmy posiedzieć do baru, w którym pracuje koleżanka i tam spędziliśmy resztę przedpołudnia. Tym razem praktycznie trzeźwy jak łza zawitałem w domu.

   Muszę wam powiedzieć, że czuję się jak wrak. Mam cholerne wyrzuty sumienia i z przepicia trzęsą mi się ręce (doceńcie trud włożony w napisanie tego tekstu rękami, które już dziś dwie szklanki rozbiły). Jednodniowe wagary nie są groźne, ale cztery dni może zaważyć tak na ocenach jak i w moim przypadku na zdrowiu. Jedyny plus tej sytuacji to to, że kiedyś będę miał co wspominać przy piwie. Dla niektórych z was moja czterodniowa przygoda nie jest niczym szczególnym jednak na mnie wywarła po prostu piorunujący wpływ i dała mi do myślenia. Mam nadzieję, że tego „mityngu” nie powtórzę już nigdy. Po prostu nie chcę! Uczę się na błędach, poznaję świat poprzez doświadczanie różnych sytuacji. Gdyby mi ktoś powiedział, żebym nie szedł na wagary, bo to wpłynie na moje oceny i zdrowie, nie posłuchałbym go.

   Poza samymi ocenami chciałbym poruszyć kwestię mojego małego alkoholizmu. Piłem pięć dni pod rząd, w tym trzykrotnie traciłem świadomość (tę część dopisuję już w niedzielę, czyli po sobotniej, cotygodniowej libacji). Im dłużej piję tym więcej alkoholu chcę. Potrafię nie pić przez dwa tygodnie (bez wysiłku – chyba, że już coś się trafi) i nie odczuwam potrzeby wypicia, jednak w czwartym dniu zacząłem funkcjonować normalnie dopiero po wlaniu w siebie całkiem sporej ilości tego pieprzonego paskudztwa.

   Mam nadzieję, że nie weźmiecie ze mnie przykładu. Sam dobrze wiem, że ogólnie pić nie przestanę, jednak minione dni uświadomiły mi beznadziejność i destrukcyjność mojego postępowania.



Jimmy
Tel. 507790302



PS. Nic szczególnego – wiem i przepraszam! Ciężko opisać dni, których się nie pamięta czy wykazać się elokwencją na kacu tak fizycznym jak moralnym. Mogłem to napisać na spokojnie, po kilku dniach, jednak to już nie byłoby to samo…
PPS. Masz rację Zabójco (Twoja notka o „Czy czujecie? na forum)! Niestety nie jest to moje oficjalne stanowisko w sprawie kary śmierci – przykład został podany na potrzeby artykułu. Powinienem to zaznaczyć jednak nie wiedziałem, że wywołam taką burzę.
PPPS. Serdeczne pozdrowienia dla Michała Chmielewskiego! Bez Ciebie stary nie byłbym tym, kim jestem! Zawsze służyłeś mi radą i potrafiłeś wzbudzić we mnie chęć pisania, za co będę Ci dozgonnie wdzięczny.

mailto:666jimmy666@wp.pl