Szarak
Zorientowałem się, że to, co przytrafiło mi się przed momentem, było tylko snem. W następstwie owego zorientowania poczułem ogromną ulgę. Oto przerażający obraz świata okazał się być jedynie nocnym koszmarem. Wszystko powoli wraca do normy, mój oddech przestaje być urywany, bicie serca szybkie. Zastanawiam się, gdzie jestem i co za moment będę robił. Po chwili wykonuję błyskawiczny skok o kilka lat naprzód. Potem kolejny, tym razem w przeciwnym kierunku. Muszę tak robić, żeby nie zwariować. Muszę szukać urywków wspomnień, wycinków rzeczywistości, która wcześniej wydawała mi się urojeniem.
Chciałbym na przykład wiedzieć, czy za jakiś czas będę jeszcze wracał fizycznie do miejsc, które przez pewien okres czasu znaczyły dla mnie naprawdę wiele. Czy, dajmy na to, znów pokonam kiedyś drogę zupełnie nie w kierunku mojego przystanku autobusowego. Czy patrząc na któreś z rosnących tam drzew przypomnę sobie, że o mało na nie kiedyś nie wpadłem. Czy będzie tam jeszcze kamień, o który moja towarzyszka się potknęła. I wreszcie czy ja, nie chcąc o tym wszystkim pamiętać, będę miał w sobie dość siły, by znów regularnie zadawać sobie ból.
Owszem, mogę przemierzyć tę uliczkę nieskończenie wiele razy. Mogę przyjeżdżać tam codziennie, za każdym razem posilając się innym kawałkiem tej krótkiej historii. Mogę znów spędzać masę czasu na rozmyślaniach o sytuacjach, które trwały zaledwie kilka minut. Mogę w dalszym ciągu tracić życie na rozpamiętywanie chwil, które nie wrócą i wreszcie mogę nie powrócić już tam ani razu.
Pstryk, nagle dookoła zrobiło się bardzo szaro. Szary monitor, szare niebo za oknem. Szare pustaki, pośród których siedzi szary człowiek i zastanawia się nad celowością dalszego przemierzania rzeczywistości, mierzenia się z losem. Szarakowi właśnie przemknęło przez myśl, że zostały mu jeszcze ledwo dwa tygodnie. Zaraz, zatrzymał tę myśl na dłużej. Kliknął kalendarz na pasku zadań, policzył dokładnie. Wyszło siedem. Kurwa, tylko siedem! Szybko policzył raz jeszcze. Osiem. Pomylił się o jeden dzień. Czy jeden, jedyny dzień w perspektywie czterech lat naprawdę robi jakąś różnicę?
Szarak nie odetchnął z ulgą, poczuł, że chyba tym razem nie uda mu się oszukać czasu i granica błędu statystycznego zamknęła się właśnie nieodwracalnie na tym jednym dniu. Pięć minut temu nie zaprzątał sobie tym głowy, bardziej bolała go wątpliwa przyszłość zinu sportowego, do którego zdarzało mu się pisywać. Tyle samo minut później dotarło do niego, że osiem dni to cholernie mało, zwłaszcza, jeśli w perspektywie ma się rozstanie z ludźmi, którzy w jakiś sposób kształtowali go przez ostatnie 48 miesięcy.
Szarak zawsze sobie powtarzał, że ma jeszcze czas. Trzy lata temu był pewny siebie, w końcu zostało mu jeszcze tyle czasu. Dwa lata temu stwierdził, że druga połowa szkoły średniej ciągle jeszcze przed nim. Rok temu stracił nadzieję, marzenia rozsypały się niby zszywki, które nieopatrznie włożył luzem do plecaka.
Jedną z tych zszywek szarak chętnie wydłubałby oczy jednemu ze znajomych. Ale w końcu jest tylko szarakiem i takie zachowanie wybitnie by do niego nie pasowało. Szarak nie chciał problemów, miał już ich i tak za dużo. Po co mu jeszcze sprawa w sądzie o celowe okaleczenie. Plany pozostały więc tylko planami, a w zasadzie niewinnymi marzeniami. Tak, właśnie niewinnymi. Jedno obrażenie cielesne w zamian za święty spokój, a może i coś więcej. Niezbyt wygórowana cena jak na nasze czasy.
Czas, by szarak stanął w szranki z samym sobą. By odpowiedział sobie na pytanie, kim chce się stać. Zrobił rachunek sumienia i wreszcie się w coś zaangażował, albo odpuścił totalnie. W zawieszeniu nie można żyć zbyt długo, drogi życiowej nie można wybierać w nieskończoność. Po jakimś czasie kolejne rozwidlenia zamkną się bezpowrotnie, inne okażą się być obsypane pokruszonym szkłem. A szarak przecież nie znosi bólu.
Tak naprawdę to szarak chciałby zacząć istnieć od nowa. Dostać drugą szansę, wiedzieć, gdzie należało powiedzieć więcej, a gdzie zamilknąć. Z kim absolutnie nie powinien nigdy nawiązywać bliższej znajomości i których możliwości zaprzepaścić mu nie wolno.
Jeszcze jedno życie jest marzeniem wielu z nas. Większość wierzy, że dostanie je po śmierci za (w miarę) porządne życie. Garstka niczym się nie przejmuje, myśląc o reinkarnacji. Najgorzej mają ci, którzy w perspektywie nie mają nic, a są świadomi tego, że oblali już jedyny egzamin, jaki dał im los. Poprawki nie będzie, tutaj nie da się kupić powtórki nawet za najciężej zarobione pieniądze.
To nie jest bajka o przemijaniu, o niespełnionych nadziejach i rozczarowaniach. Bo, lećmy już banałem do samego końca, życie to nie jest bajka. A jeśli nawet, to jakaś taka słaba, bez morału i happy endu. A ja nie lubię takich bajek. Chyba, że w ich trakcie dzieje się coś naprawdę interesującego.
Może warto więc się o tę „wkładkę” zatroszczyć?