Poradnik maturzysty
Do not try at home…
Zainspirowany tekstem Pewnego Gościa „Operacja Kolęda” wpadłem na pomysł opracowania własnego poradnika, tym razem jednak dla maturzystów. Jako że czytacie te słowa w okolicach końca maja, mój art. będzie równie aktualny, jak był tekst PG*. Klasyfikować uczniów nie zamierzam, podam za to kilka sposobów uczenia się do matury. Od razu zaznaczam, że...
* (auto)ironia
Nie biorę absolutnie żadnej odpowiedzialności za stosowanie któregokolwiek z nich, za to chętnie odbiorę podziękowania, jeśli jakimś cudem okażą się przydatne.
Sposób „na bezczela”:
Należy sobie odpowiednio wcześnie założyć, że do matury się nie uczymy. Z pozoru może się to wydawać dość ryzykowne, ale niesie za sobą wiele korzyści: mnóstwo wolnego czasu, praktycznie zerowy stres i świadomość, że nie tracimy życia na pierdoły. Zaoszczędzone godziny proponuję wykorzystać na zwiedzanie Muzeum Ziemi Podlaskiej. W dniu matury zjawiamy się z pewną miną i próbujemy przekonać egzaminatorów, że trója należy nam się jak przysłowiowa psu kiełbasa . Po wysłuchaniu wykładu polonistki orientujemy się, że to przysłowie w zasadzie działa przeciwko nam i z podniesioną głową opuszczamy salę egzaminacyjną.
Sposób „na kosmitę”:
Tak jak w przypadku poprzedniej metody, ale przychodzimy na egzamin ustny w poszarpanej koszuli i próbujemy wmówić Szanownej Komisji, że porwało nas UFO. O ile obserwatorem z zewnątrz nie okaże się David Duchowny, szanse na zdanie dość nikłe.
Sposób „na informatyka”:
Ostatnie dni przed maturą spędzamy grając w ET lub WoW. W czasie egzaminu patrzymy z niedowierzaniem na arkusze zadań i oskarżamy wszystkich wokół o czitowanie.
Sposób „na postmodernistę”:
Uczymy się sumiennie już rok przed maturą, systematycznie powtarzamy materiał i utrwalamy wiedzę. Na kilka dni przed maturą odrzucamy wszystko, co przyswoiliśmy, po czym wkuwamy porady z pism dla nastolatków. Świeżo zdobytą wiedzę prezentujemy Szanownej Komisji, zdobywając tytuł Maturalnego Idioty Roku.
Sposób „na ambicję”:
Wykonujemy wszystkie zalecenia nauczycieli, resortu edukacji, rodziców oraz stosujemy się do wszelakich informatorów maturalnych. „Obcykani” pewnie zmierzamy na egzamin i w momencie, gdy dostajemy ledwie 99% z ustnego polskiego zaczynamy kłócić się z Szanowną Komisją, po jakimś czasie przechodząc do szantażu. Gdy egzaminatorom wreszcie puszczą nerwy i nas obleją, dumni z siebie wychodzimy z Sali, opowiadamy wszystkim o zdarzeniu i stajemy się jednodniową legendą. Po kilku miesiącach łapiemy się dorywczej pracy w osiedlowym warzywniaku.
Sposób „na spryciarza”:
Nie uczymy się wcale, za to przez kilka miesięcy udoskonalamy technikę ściągania. Dodatkowo opanowujemy wszystkie sztuczki bohatera gry Sprinter Cell, włącznie z umiejętnością przebywania w dwóch miejscach naraz. Opanowawszy wszystko do perfekcji, maskujemy się tak dobrze, że drzwi do sali egzaminacyjnej zatrzaskują się przed nami z hukiem, woźny mruczy coś o „ciężko chodzących zawiasach”, my w tym czasie rozmasowujemy obolałą stopę, którą w ostatniej chwili próbowaliśmy między nie włożyć.
Sposób „na babcię klozetową”:
Przyjeżdżamy do szkoły grubo przed wyznaczona godziną i ubrani w brudne łachy czatujemy na egzaminatorów przed wejściem. Kiedy się pojawiają, zagradzamy wejście i z wyciągniętą dłonią wołamy „trzypięćdziesiąt albo zaliczenie!”.
Minus: oni jednak mogą mieć przy sobie drobniaki…
Sposób „na szaraka”:
Uczymy się umiarkowanie, ale przez cały rok nie wyróżniamy się z tłumu. Ideałem byłyby długie zwolnienia lekarskie i nie odzywanie się, jeżeli już pojawiamy się w szkole. Na maturę kupujemy najbardziej szary z szarych garniturów, następnie niepostrzeżenie wsuwamy się na salę egzaminacyjną. Równie niepostrzeżenie zdajemy i opuszczamy budynek. Proste? Jaaaasne :)
Sposób „na Dodę-elektrodę”:
Zakładamy najbardziej krzykliwy top i maksymalnie króciutką spódniczkę, przez którą swobodnie można obejrzeć naszą bieliznę. Zdajemy na samych piątkach :)
Minus: może być tak, że urodziliśmy się facetem.
Minus drugi: może się zdarzyć, że mimo to spodobamy się przewodniczącemu komisji…
Sposób „na feministkę”:
Ubieramy najlepiej skrojony kostium, jaki znajdujemy. Już podczas egzaminu wypalamy do któregokolwiek z męskich członków Szanownej Komisji, że próbują nas dyskryminować (ewentualnie molestować). Egzaminatorzy, w obawie przed skandalem, nie nastręczają większych trudności w zdaniu.
Tip: metoda przeznaczona głównie dla pań, aczkolwiek jeśli jesteście odpowiednio przekonujący lub zniewieściali, to czemu by nie…
Sposób „na rozliczenie z przeszłością”:
Na maturę przychodzimy z małym, acz dobrze widocznym znaczkiem PiSu wpiętym w klapę marynarki. Podczas rozmowy rzucamy dwuznaczne teksty o „układach” i „skorumpowanym środowisku nauczycieli”, nie zapominając dodać, że „tatuś właśnie został posłem”. Obserwujemy coraz bardziej zdenerwowanych nauczycieli i wychodzimy ze 100-procentowym wynikiem.
Sposób „na maniaka”:
Nie uczymy się w ogóle, za to doskonalimy techniki władania bronią białą. Pod marynarką przemycamy siekierę i maskę Jasona z Piątku 13-tego. Tuż przed wejściem wyciągamy rekwizyty i wpadamy na salę egzaminacyjną z obłędem w oczach. Podchodzimy do stolika Szanownej Komisji i mierzymy groźnym wzrokiem tych, którzy jeszcze nie zemdleli. Zdawalność w zasadzie stuprocentowa.
Minus: przewodniczącym komisji może okazać się Chuck Norris…
Sposób „na Halloween”:
Zwany również sposobem „na Taliba”. Przebrani za Sierotkę Marysię z miejsca wyskakujemy z tekstem „piąteczka albo psikus”. Kiedy niewzruszona komisja nadal patrzy na nas obojętnym wzrokiem, ścieramy zblazowanie z ich twarzy poprzez zdetonowanie ładunku wybuchowego ukrytego pod fartuszkiem, przy okazji „ścierając” także trzy pobliskie wioski.
Tuxedo
www.izotop.mylog.pl - Poradnia Antynikotynowa, Klub Anonimowych Alkoholików, Zespół Szkół Zawodowych w Białej Podlaskiej, Cetrum Odsysania Tłuszczu „Delfin”, Stowarzyszenie „Przejmij świat, choćby zza krat”, Bułgarskie Centrum Hujozy, kursy językowe, młoty, kowadła, szczurze łapki, obroże przeciwpchelne, spodnie ogrodniczki, truskawki i wiele innych słów, które zdążyłem opanować przez ostatnie dwadzieścia lat.