PACYFIKACJA WOLNEJ MYŚLI
W wypowiedziach dziatwy szkolnej o lekturach (również szkolnych) zazwyczaj nie sposób dopatrzeć się aprobaty repertuaru książek, jakie muszą poznać. Szczerze, nie dziwię się. Sam chętnie i lekką rączką zmodyfikowałbym tę sztywną listę. Dzieciątka piszczą, że lektury trzeba przeczytać, aby je poznać, a kiedy krok ten zostanie postawiony, wychodzi na wierzch pewien niepisany dogmat ucznia - one są po prostu nudne jak przeinstalowanie Windowsa.
Problem polega nie tylko na konieczności czytania, bo każdy, kto grzeszy mózgiem obszerniejszym od orangutana, potrafi przełknąć powieść, niezależnie od jej długości. Tu chodzi o schematy, powiadam wam. Przeczytanie i własna interpretacja została zastąpiona przez schemat. Po kiego wała czytać i opracowywać coś, co można w pigułce dostać na talerzu przy pomocy Internetu, bryków i opracowań wszelkiej boskiej maści? Tu tkwi problem.
Bywa i tak, że lektura stanowi dla szkolnego szeregowca swojską Mision Imposible. PPW - Powieść Pisana Wierszem. Bezwarunkowa kapitulacja, wywieszenie białej flagi już na wstępie. Pomijając wrzącą niechęć jej przeczytania chodzi tu także o to, iż trzeba to wszystko zrozumieć. I tu nie wskazuję tylko na książki, a same wiersze również. Nie cierpię ich, co podziela większość. Nie trawię rozkładania akapitów na słówka pierwsze i biadolenia, o co autorowi chodziło. Zresztą to mnie wyjątkowo nie obchodzi - jeżeli ktoś zawierał sens istnienia i funkcjonowania ludzkości wedle swojej wersji w dwóch słowach, to nic, tylko pogratulować wyobraźni poety. Zadaniem ucznia jest naświetlić istotę tego sensu.
Jednakże interpretując myśl pisarza/wieszcza jesteś prowadzony dawno wytyczonym szlakiem. Belfrów gówno obchodzi, jak ty spostrzegasz istotę omawianego dzieła. To, co masz o tym powiedzieć, zostało dawno zapisane i uznane jako jedyne właściwe - i właśnie tego masz się trzymać. Srał pies, że masz na ten a tamten temat radykalnie inne zdanie. Mankament głównie dotyczy wierszów, ponieważ właśnie tam zawarte są prawdy ostateczne, które już dawno nie podlegają kwestionowaniu. Nie musisz myśleć, tę wyczerpującą fuchę odwalił kto inny - twym zadaniem jest to wykuć na blachę i płynnie wyrecytować.
Dawno temu, podczas omawiania pewnego wiersza spytałem belferki, czy ministerstwo oświaty zdążyła ustalić, ile poeta wypił, zanim zabrał się za tworzenie omawianego dzieła. To jest również interpretacja, dość kolokwialna, ale interpretacja, choć raczej nie brana poważnie pod uwagę. Sprawa ma się do tego, iż jako człowiek podobno myślący nie mogę wypowiedzieć własnego zdania nt. "co autorowi chodziło po głowie". Możesz jedynie powiedzieć swoją rację i dostać kolejną jedyneczkę do kolekcji. Wychodzi na to, że zbędne jest tutaj myślenie, kreowanie własnego poglądu. Masz mieć ten Jeden Jedyny Właściwy, wytyczony przez ministerstwo oświaty.
Własne wnioski z wiersza/powieści wierszem pisanej są zbędne, nawet zabronione. Wystarczy je przepisać z gotowców, wbić w łeb i basta. To się nazywa ograniczenie wolnej myśli, a właśnie dzięki temu zjawisku ludzie unikają jak mogą literatury. Wypowiedzenie własnego zdania mija się z celem ich szybko gasnących ambicji, więc szukają ekspresowych i sprawdzonych środków. Dziwne? Tym sposobem przez kolejne pokolenia mieli się jedno i to samo w jednym i tym samym młynku, czego postępem nazwać się nie da.
Napisałem kumplowi wypracowanie o różnych wizjach bogów w dwóch danych wierszach. Chłopak się zbulwersował, bo po sprawdzeniu pracy dostał śliczną kosę, a kasa już dawno została przelana na moje konto, po czym prędko wydana. Bo "źle to zinterpretowałem". Interpretacja to rzecz osobista, intymna, porównywalna do mycia moszny. Pokazując paluszkiem, jak dzieciaki mają rozumieć wiersz, pacyfikując ich własne zdanie, kształci się pokolenie wykształconych idiotów, idiotów amerykańskich. Wykształconych tak mocno jak mocno bezmyślinych idiotów. A tych mamy w Polsce całe plony.
Michał Chmielewski
eric_wu@wp.pl
www.sianow.kw.pl
kom: 511969234