.:: Menu ::.
:: Wstępniak
:: Teksty
:: Polski
:: Inne

:: Listy
:: Współpraca
:: Regulamin
:: Kontakt
.:: Szkolne przygody ::.

W tym arcie zapoznacie się z tłustsza co nieco o mojej szkole, ale nie budynku wystroju czy innego materialnego szwindlu.Ja chcę opisać to co Ja uważam za szkołę opiszę nauczycieli, niektórych uczniów, ładne uczenice które w szkole jedynie pokazują swe płaskie brzuchy, i krągłe pupcie ;). Wspomnę coś o bibliotekarkach, paniach szatniarkach a i może o sklepikarkach która bułę z parówą zawsze ma w pogotowiu jakby kto zgłodniał.

Zacznę może od tego dlaczego jeszcze chodzę do szkoły skoro "Mam lekceważący stosunek do przedmiotów\nauczycieli\szkoły". Ano dlatego że są tam ładne koleżanki które tłoczą się w sklepiku chyba tylko po to aby można było podejść do nich od tyłu i... Próbować do PCHAĆ się do środka. Są tam też ziomale (Ave Bela) z którymi można wbić do knajpki, pogadać o aktualnych podbojach, albo wkurzyć jakiegoś konfidenta który jest na zbyt pewny siebie. Nieraz też zdarzy się że ktoś wykryje nasz misterny plan i wszystko spali na panewce. Ale trudno, tak bywa. Wtedy też siedzimy całą trupą w pokoju pani pedagog i tłumaczymy się dlaczego rozkładamy "ścierzki" pokruszonej kredy w łazience, a obok strzykawkę w dziwnie brązowej barwie. Z rzadka też jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, ponieważ zawiesi na mnie wzrok jakaś Muza urody. Wtedy czerwienie się. Jestem w stanie góry przenosić, a moja euforia przekracza moc Felix`a Felicisa (Harry Potter and The dlood half prince czy jakoś tak bo po polsku to jest Książe Półkrwi). Raz zdarzyło mi się popatrzyć Jej prosto w oczy, tak dłużej. Zobaczyłem w nich Siebie i Justynę bawiących się na huśtawce jak małe dzieci. Nasze ręce były splecione. Myślałem że Ona widzi to samo w moich małych, naiwnych oczętach. Myliłem się, bo zbudziła mnie z mojego błogiego letargu stanowczym stwierdzeniem że przesadziłem. Miałem chęć zabić się tymi górami które do niedawna bezwładnie krążyły wokoło mnie. "To co mnie żywi, także mnie niszczy". miłość jest bezwzględna i okrutna, jeśli się nie przystosujesz to zginiesz. Są też w moim otoczeniu dziewczyny bardzo ładne, lecz puste. Niewiele dziewczyn zabiega o moje względy, a jeżeli już zdarzy się jakaś robi to wyłącznie w celu pozyskania korzyści majątkowych (Te Pizze...). Ocho ale odbiegłem od tematu prowadzącego, miałem gadać o szkole a gadam jak zwykle o niej. Ale wybaczcie, Ja już tak nie mogę. Myślę o niej dniami, i nocami. Świadomie i nieświadomie, większość dnia. Wysyłam do Justyny dwa esy dziennie, i czekam, czekam, czekam. Nie dostaję odpowiedzi. Kładę się, i moja podświadomość torturuje mnie snami w których uśmiechnięta Justyna chodzi ze mną po parku, przytula mnie. Nie wiem nigdy co jest dalej, bo zawsze budzę się. Tak piękne rzeczy nie są prawdą. Szkoda. Jeszcze półtora roku temu takie gadanie wyśmiałbym na samym wstępie. Teraz Wszechmocna moc miłości i mnie złączyła czyniąc moją osobę wrażliwym na uczucia, oraz poezję. Wyciszyłem się i nie sprawiam problemów. Kocham ją ale nie wiem jak to powiedzieć. "To nie jest gadanie zakochanego idioty"- napisał mi to chłopak którego dusza złączyła się z Kasią [Hmm... To MĄDRY gostek z niego musi być :) - Blue Gryf]. Cieszę się, bo może ziemia wzbogaci się o nowego człowieka :). Ja niestety tak powiedzieć nie mogę. Zakochałem się i to jest silniejsze od mojego lekceważąco-olewackiego życia którym tylko sprawiam przykrość. Nie chcę już tak żyć, nie chcę aby ktoś przeze mnie musiał spuścić głowę ze wstydu. Nie chcę aby mnie ktoś pamiętał jako zwyrodniałego recydywistę który nie przepuści żadnej okazji w której mógłby komuś dopiec. Życie jest piękne i teraz czuję to całym sobą. Mam słaby komputer, internetu nie mam, rower jest na złomie, a nic innego nie posiadam. Tak mógłbym powiedzieć. Ale ja wiem że mam rodzinę, kolegów, i mojego pieska który w zimną noc wygrzeje mnie swym ciałem. Wiecie kiedy to zrozumiałem? Dzisiaj. Dziś kiedy zobaczyłem koleżankę, która zasłoniła swoim ciałem pewnego chłopaka który wyzywał moich rodziców od nieważne czego. Teraz wyobraź sobie taką sytuację. Osoba pierwsza wyzywa mnie i moich rodziców od powiedzmy niegodziwców za to że zażartowałem Kurek-złomiarz, mówię mu opanuj się bo są tu kurtki kolegów z których nie chciał bym zbierać resztek jego ciała, ten "boję się" (Jego ręce drżą jakby stał przed pudzinem i zjadł mu ostatni batonik) lekceważącym głosem, atakuje mnie po plerach i ucieka z szatni, przepycha się przez tłum koleżanek i znika mi z oczu. Komendą zróbcie mi miejsce oznajmiam że chcę iść za nim i wtedy Gośka (ładna zresztą...) zasłania mi drogę rozpościera ręce, i mówi nie. Zasłoniła go swoim ciałem, tak po prostu. Zamurowało mnie.

Patrzyłem się na nią, a ona błagalnym wzrokiem mówiła "nie". Nie było to niegrzeczne, wredne, czy jakieś takie. To było zwykłe nie. I wtedy zrozumiałem wszystko. Miłość jest potężna, i człowiek nie ma szans na przeciwstawienie się jej. Ja nie chcę...

Miało być o szkole a jest o miłości jak zwykle... [Mylisz się... To szkoła życia. Kto powiedział, że szkoła to tylko praca, nauka itp. Całe życie to poprostu Only School... - Blue Gryf]

Hodlum
hodlum@o2.pl