|
Piłka nożna
Koniec ery Pereza. Co dalej z Realem?
Po przeszło sześciu latach kierowania Realem Madryt
Floretino Perez wycofał się z funkcji prezesa tego klubu. Era
"galacticos" zatem prawdopodobnie dobiega końca. Jaki był to okres
dla Realu? Czy wielkie nazwiska to pewne trofea? W jakim kierunku powinien iść
teraz madrycki klub? Na te i inne pytania odpowiedź znajdziecie w poniższym
tekście.
Dwa Mistrzostwa Hiszpanii, jeden Puchar Europy - to
najważniejsze osiągnięcia Realu pod wodzą Pereza. W sumie nie jest to mało,
jeśli jednak spojrzymy na to przez pryzmat ambicji pana prezesa, piłkarzy
którzy podczas sześcioletniego panowania "Flo" przewinęli się przez
klub, a wreszcie pieniędzy, które wpompowano w "Królewskich" to
trzeba przyznać, że to malusieńko.
Nie będę się specjalnie rozpisywał nad kolejnymi sezonami
klubu ze stolicy Hiszpanii. Początek byłego już prezesa Realu był dobry - w
pierwszym sezonie mistrzostwo Hiszpanii, 12 miesięcy później wygrana w
Champions Legaue, potem znowu pierwsze miejsce na krajowym podwórku. Później
Real nie wygrał już niczego ważnego - coraz większa liczba
"galacticos" zamiast grać najpięknejszy futbol świata prezentowała się gorzej i gorzej. Co prawda
czwarte i drugie miejsce w lidze, gra w fazie pucharowej LM to niezłe wyniki,
ale jak już wspomniałem ambicje Pereza były tak jak jego piłkarze -
galaktyczne.
Dochodzimy do ważnego punktu urzędowania "Flo"
Pereza - dlaczego idea sprowadzania wielkich gwiazd nie sprawdziła się? Po
pierwsze wielkie nazwiska są poddawane ciągłej presji i nie potrafią
mobilizować się na każdy mecz, a Real to prawie same gwiazdy więc wniosek
nasuwa się sam. Po drugie Real podczas gdy rządził nim Perez bardziej
przypominał Hollywood niż klub piłkarski - z zawodników zrobiono wielkie gwiazdy filmowe i święte krowy. Wielu
graczy "Królewskich" zamiast myśleć o kolejnym meczu skupiała się na
następnej reklamie ze swoim udziałem i pieniędzmi za nią otrzymanymi. I po
trzecie: gwiazda = indywidualność, a indywidualność to swój osobisty styl gry.
Drużyna nie może być zgrana kiedy każdy piłkarz chce, aby grała ona zgoła
odmiennie i aby to on był jej centralną postacią.
Powyższym zjawiskom mogła zapobiec jedna osoba:
wspaniały trener, ale wraz z upływem czasu kolejni coachowie zamiast robić
wielki Real woleli dołączać do zaszczytnej roli claunów w wesołym cyrku
objazdowym prezesa Pereza...
|
|
Kadencja "Flo" nie spełniła więc nieziemskich
nadzieji, przykład Realu pokazuje zaś, że w drużynie nie mogą grać same
gwiazdy, co więc dalej ze stołecznym klubem? Na pytanie to już niebawem odpowie
nam nowy prezes "Królewskich" Fernando Martin. Raczej na pewno w
lecie zobaczymy rewolucję kadrową, pojawiają się więc pytania: kogo zwolnić, a
kogo kupić? Bez wątpienia trzeba rozpocząć od zatrudnienia trenera, który
będzie umiał mądrze wydać pieniądze i potrafił szybko sklecić mocny zespół. Nie
może być to człowiek znikąd tak jak teraz Juan Ramon Lopez Caro, ale ktoś
uznany, z którym piłkarze sami będą chcieli pracować - jednym słowem fachowiec
pełną gębą. Rafa Benitez, Jose Mourinho, Fabio Capello, Otmar Hitzfeld - to bez
wątpienia uznani trenerzy, którzy według mnie mogli by ułożyć ten
wieloczęściowy puzzel jakim jest Real.
Na pewno olbrzymie dylematy czekają Martina przy czystce
personalnej drużyny. Osobiście podziękowałbym:
- Zinedinowi Zidanowi i Roberto Carlosowi: to wspaniali
piłkarze, ale co tu kryć Real potrzebuje ikry, powera, a wymieniona dwójka
nieuchronnie zbliża się do emerytury
- Davidowi Beckhamowi: w gruncie rzeczy nie gra ostatnio
źle, ale on i przede wszystkim jego długie podania nie pasowały od początku do
Realu. Dla własnego dobra powinien wrócić do Anglii
- większości graczom linii obrony (nie wskażę nazwisk:): za
to, że dostaje dreszczy kiedy akcja idzie w stronę bramki Realu, dalsza
rekomendacja chyba zbędna ;)
To, czy Fernando Martin skorzysta z moich sugestii - okaże
się w następnym odcinku, a raczej okienku...
Obok "masowej wyprzedaży" nowy przywódca
madryckiego klubu musi szybko zdecydować wokół kogo powinien budować klub. Moje
typy: chudy i gruby, czyli Robinho i Antonio Cassano - wielkie talenty, które
przy wierze i zaufaniu, i rzecz jasna wspaniałym trenerze mogą stać się
czołowymi graczami świata.Uważam, że rewolucja powinna też minąć Julio
Baptistę, Cicinho i Raula Gonzalesa. Dla dwóch pierwszych, a także Robinho i
Cassano to pierwszy sezon w Realu więc sprzedanie ich byłoby trochę bezsensu, a
po drugie to młodzi, głodni sukcesu gracze, którzy muszą na status supergwiazd
zapracować. Dlaczego zostawiłbym Raula? Bo Raul to Raul - wspaniały i wciąż
niespełniony piłkarz.
Napisałem komu podziękować, kogo zachować, zasugerowałem
nazwisko trenera, ale nie jestem w stanie określić kogo Real powinien ściągnąć.
Wiem tylko tyle, że trzeba skończyć z piłkarzami - lalkami barbie, a
potencjalnych "Królewskich" powinny cechować oczywiście duże
umiejętności, ale i młody wiek oraz przede wszystkim głód sukcesu. Żeby tego
było mało to nowi gracze w Realu muszą umieć stworzyć kolektyw, a nie armię
gwiazdorów skupiających się tylko na własnych tyłkach. Mówiąc jednym zdaniem:
panie Fernando Martin, pójdź pan wzorem Chelsea i rób to, co poprzednik robił
rzadko: myśl.
Podsumowując: era Florentino Pereza nie była dobra dla
klubu z Madrytu. Dwa mistrzostwa Hiszpanii i jeden Puchar Europy nie spełnił
nawet 20 % olbrzymich oczekiwań, a klubu praktycznie nie da się zbudować w
oparciu o same indywidualności, tu trzeba czegoś więcej. Fernando Martina czeka
w lecie mnóstwo trudnych i bardzo ważnych decyzji: kogo odstrzelić, kogo zrobić
liderem drużyny, a w którą stronę skierować zainteresowania transferowe i
wreszcie któremu coachowi powierzyć zadanie budowy nowego wielkiego Realu
Madryt.
Autor: Michał Cieślak
Skomentuj
na forum >>
| |