strona: 13        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Piłka nożna

Koniec ery Pereza. Co dalej z Realem?


Po przeszło sześciu latach kierowania Realem Madryt Floretino Perez wycofał się z funkcji prezesa tego klubu. Era "galacticos" zatem prawdopodobnie dobiega końca. Jaki był to okres dla Realu? Czy wielkie nazwiska to pewne trofea? W jakim kierunku powinien iść teraz madrycki klub? Na te i inne pytania odpowiedź znajdziecie w poniższym tekście.

Dwa Mistrzostwa Hiszpanii, jeden Puchar Europy - to najważniejsze osiągnięcia Realu pod wodzą Pereza. W sumie nie jest to mało, jeśli jednak spojrzymy na to przez pryzmat ambicji pana prezesa, piłkarzy którzy podczas sześcioletniego panowania "Flo" przewinęli się przez klub, a wreszcie pieniędzy, które wpompowano w "Królewskich" to trzeba przyznać, że to malusieńko.

Nie będę się specjalnie rozpisywał nad kolejnymi sezonami klubu ze stolicy Hiszpanii. Początek byłego już prezesa Realu był dobry - w pierwszym sezonie mistrzostwo Hiszpanii, 12 miesięcy później wygrana w Champions Legaue, potem znowu pierwsze miejsce na krajowym podwórku. Później Real nie wygrał już niczego ważnego - coraz większa liczba "galacticos" zamiast grać najpięknejszy futbol świata prezentowała się gorzej i gorzej. Co prawda czwarte i drugie miejsce w lidze, gra w fazie pucharowej LM to niezłe wyniki, ale jak już wspomniałem ambicje Pereza były tak jak jego piłkarze - galaktyczne.

Dochodzimy do ważnego punktu urzędowania "Flo" Pereza - dlaczego idea sprowadzania wielkich gwiazd nie sprawdziła się? Po pierwsze wielkie nazwiska są poddawane ciągłej presji i nie potrafią mobilizować się na każdy mecz, a Real to prawie same gwiazdy więc wniosek nasuwa się sam. Po drugie Real podczas gdy rządził nim Perez bardziej przypominał Hollywood niż klub piłkarski - z zawodników zrobiono wielkie gwiazdy filmowe i święte krowy. Wielu graczy "Królewskich" zamiast myśleć o kolejnym meczu skupiała się na następnej reklamie ze swoim udziałem i pieniędzmi za nią otrzymanymi. I po trzecie: gwiazda = indywidualność, a indywidualność to swój osobisty styl gry. Drużyna nie może być zgrana kiedy każdy piłkarz chce, aby grała ona zgoła odmiennie i aby to on był jej centralną postacią.

Powyższym zjawiskom mogła zapobiec jedna osoba: wspaniały trener, ale wraz z upływem czasu kolejni coachowie zamiast robić wielki Real woleli dołączać do zaszczytnej roli claunów w wesołym cyrku objazdowym prezesa Pereza...



Kadencja "Flo" nie spełniła więc nieziemskich nadzieji, przykład Realu pokazuje zaś, że w drużynie nie mogą grać same gwiazdy, co więc dalej ze stołecznym klubem? Na pytanie to już niebawem odpowie nam nowy prezes "Królewskich" Fernando Martin. Raczej na pewno w lecie zobaczymy rewolucję kadrową, pojawiają się więc pytania: kogo zwolnić, a kogo kupić? Bez wątpienia trzeba rozpocząć od zatrudnienia trenera, który będzie umiał mądrze wydać pieniądze i potrafił szybko sklecić mocny zespół. Nie może być to człowiek znikąd tak jak teraz Juan Ramon Lopez Caro, ale ktoś uznany, z którym piłkarze sami będą chcieli pracować - jednym słowem fachowiec pełną gębą. Rafa Benitez, Jose Mourinho, Fabio Capello, Otmar Hitzfeld - to bez wątpienia uznani trenerzy, którzy według mnie mogli by ułożyć ten wieloczęściowy puzzel jakim jest Real.

Na pewno olbrzymie dylematy czekają Martina przy czystce personalnej drużyny. Osobiście podziękowałbym:
- Zinedinowi Zidanowi i Roberto Carlosowi: to wspaniali piłkarze, ale co tu kryć Real potrzebuje ikry, powera, a wymieniona dwójka nieuchronnie zbliża się do emerytury
- Davidowi Beckhamowi: w gruncie rzeczy nie gra ostatnio źle, ale on i przede wszystkim jego długie podania nie pasowały od początku do Realu. Dla własnego dobra powinien wrócić do Anglii
- większości graczom linii obrony (nie wskażę nazwisk:): za to, że dostaje dreszczy kiedy akcja idzie w stronę bramki Realu, dalsza rekomendacja chyba zbędna ;)
To, czy Fernando Martin skorzysta z moich sugestii - okaże się w następnym odcinku, a raczej okienku...

Obok "masowej wyprzedaży" nowy przywódca madryckiego klubu musi szybko zdecydować wokół kogo powinien budować klub. Moje typy: chudy i gruby, czyli Robinho i Antonio Cassano - wielkie talenty, które przy wierze i zaufaniu, i rzecz jasna wspaniałym trenerze mogą stać się czołowymi graczami świata.Uważam, że rewolucja powinna też minąć Julio Baptistę, Cicinho i Raula Gonzalesa. Dla dwóch pierwszych, a także Robinho i Cassano to pierwszy sezon w Realu więc sprzedanie ich byłoby trochę bezsensu, a po drugie to młodzi, głodni sukcesu gracze, którzy muszą na status supergwiazd zapracować. Dlaczego zostawiłbym Raula? Bo Raul to Raul - wspaniały i wciąż niespełniony piłkarz.

Napisałem komu podziękować, kogo zachować, zasugerowałem nazwisko trenera, ale nie jestem w stanie określić kogo Real powinien ściągnąć. Wiem tylko tyle, że trzeba skończyć z piłkarzami - lalkami barbie, a potencjalnych "Królewskich" powinny cechować oczywiście duże umiejętności, ale i młody wiek oraz przede wszystkim głód sukcesu. Żeby tego było mało to nowi gracze w Realu muszą umieć stworzyć kolektyw, a nie armię gwiazdorów skupiających się tylko na własnych tyłkach. Mówiąc jednym zdaniem: panie Fernando Martin, pójdź pan wzorem Chelsea i rób to, co poprzednik robił rzadko: myśl.

Podsumowując: era Florentino Pereza nie była dobra dla klubu z Madrytu. Dwa mistrzostwa Hiszpanii i jeden Puchar Europy nie spełnił nawet 20 % olbrzymich oczekiwań, a klubu praktycznie nie da się zbudować w oparciu o same indywidualności, tu trzeba czegoś więcej. Fernando Martina czeka w lecie mnóstwo trudnych i bardzo ważnych decyzji: kogo odstrzelić, kogo zrobić liderem drużyny, a w którą stronę skierować zainteresowania transferowe i wreszcie któremu coachowi powierzyć zadanie budowy nowego wielkiego Realu Madryt.


Autor: Michał Cieślak

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>