strona: 12        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Piłka nożna

Bracia mniejsi


Były sobie miasta trzy. Grodzisk, Wronki i Pniewy. Małe wielkopolskie skupiska ludności, które dzięki zaangażowaniu kapitału przez pojedyncze przedsiębiorstwa stały się ważnymi punktami na piłkarskiej mapie Polski. Podobno pieniądze nie grają. Ale na pewno pomagają w błyskawicznym awansie z piłkarskiego zaścianka, a następnie stworzeniu solidnego pierwszoligowego średniaka. A czasem i na coś więcej.

Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia grupka finansistów, odpowiedzialnych za wydawanie „Tygodnika Miliarder”, tudzież za spółkę Elektromis postanowiła zainwestować w pniewskiego Sokoła, licząc na dobry efekt marketingowy, a niedalekiej przyszłości także na bardziej materialne profity. Wyszli na tym jak znany wszem i wobec Zabłocki na mydle, bo choć w składzie grało kilku niezłych zawodników (Burzawa, Kos, Dudek, Dyluś, Hinc, Kasperski, K. Nowak, Płaczkiewicz, Rząsa), to zespół nigdy nie wybił się ponad przeciętność. Sponsorzy do cierpliwych ludzi nie należeli, więc nie widząc natychmiastowych efektów działalności wycofali się. Widmo upadku chwilowo zażegnała fuzja Sokoła z GKS-em Tychy. Chwilowo, bo twór o nazwie Sokół Tychy nie dotrwał końca premierowego dla siebie sezonu, drużynę rozpędzono na cztery wiatry, a słych o futbolu w Pniewach zaginął tak szybko, jak się pojawił.

W Sokole/ Elektromisie/ Tygodniku Miliarderze Pniewy/ Tychy (niepotrzebne skreślić, choć właściwie wszystko można by skreślić) zabrakło jednego: spokoju. Bo kilka lat później budowana w atmosferze pewności za pieniądze potentata z branży AGD drużyna wronieckiej Amiki stała się ważną siłą polskiej ligi, w dodatku wygrywając trzykrotnie Puchar Polski i dwukrotnie Superpuchar. To niekoniecznie zasługa bajońskich sum łożonych na transfery.



We Wronkach powstała świetna baza treningowa i ośrodek szkolenia młodzieży, któremu dobry system scoutingowy dostarcza perełek do oszlifowania. Wszystko funkcjonowało bez zarzutu przez dziesięć lat, dopóki kuchenkowi włodarze nie stwierdzili, że taka formuła już się wyczerpała i zdecydowali o fuzji, czy raczej wchłonięciu, Amiki przez poznańskiego Lecha. Problem pojawił się po świetnym rozpoczęciu rundy wiosennej przez Wronczan, którzy mają duże szanse na przepustkę do Pucharu UEFA, co nie wyklucza, że Lech przeniesie się do Wronek, a potem całość z powrotem do Poznania. Co nie zmieni faktu, że od jesieni na kameralnym obiekcie we Wronkach będą występować jedynie miejscowi Błękitni.

W Grodzisku było nieco inaczej. Po szybkim awansie do pierwszej ligi, drużyna budowana na, delikatnie mówiąc, bardzo doświadczonych zawodnikach w premierowym sezonie nie radziła sobie i spadła na zaplecze ekstraklasy. Wydawało się, że to tyle wielkiej piłki w Grodzisku, ale drużyna natychmiast powróciła w szeregi pierwszoligowców. Tam konsekwentnie budowana przeczekała trzy sezony w dolnej połówce tabeli, by trzy lata temu zdobyć wicemistrzostwo, a w Pucharze UEFA dojść do 1/16 finału, eliminując po drodze Manchester City i Herthę Berlin. Ligowy sukces powtórzono rok temu, zdobywając przy okazji Puchar Polski.. Obecnie jednak przyszłość Grodziszczan nie maluje się zbyt różowo. Właściciel wprawdzie twierdzi, że nadal zamierza inwestować w klub, jednak systematyczne osłabianie zespołu robi swoje i w tym roku drużyna zamiast włączyć się do gry o puchary, walczy o utrzymanie. I póki co kiepsko jej to wychodzi.

Wielkie losy małych klubów. Piętnaście lat temu mało kto o nich słyszał. Potem miały swoje piękne chwile. Dziś jednego już nie ma, drugi zniknie za pół roku, trzeci walczy o swój pierwszoligowy byt. A kolejne miasteczka w Wielkopolsce czekają na swoją szansę w ekstraklasie. Są jacyś chętni inwestorzy?


Autor: Andrzej Gomołysek

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>