|
Piłka nożna
Przegląd w Champions League
W marcu odbyły się dwie kolejki piłkarskiej Ligi Mistrzów
- rewanże 1/8 finału oraz pierwsze spotkania ćwierćfinałowe. Ci, którzy czekali
na futbol z najwyższej, światowej piłki "tradycyjnie" się nie
zawiedli - obejrzeliśmy bardzo ciekawe, dramatyczne mecze w których padały
piękne gole, nie brakowało też niespodzianek. Jednym słowem: po prostu
Champions Legaue!
1/8 finału - rewanże
We wtorek siódmego marca meczem, który wzbudzał najwięcej
emocji było rzecz jasna rewanżowe spotkanie Barcelony z Chelsea chyba słusznie
określone przedwczesnym finałem. Jak już się zdążyliśmy przyzwyczajić był to
kolejny mecz obu drużyn z wieloma podtekstami. Atmosferę podgrzewało wiele
wypowiedzi zawodników i oczywiście trenerów. Chyba najlepiej do obejrzenia
meczu zachęcił nas Leo Messi, który stwierdził, że w Barcelonie "Wielu
piłkarzy nienawidzi Chelsea bardziej od Realu Madryt". Jeśli dodamy do
tego "ciepłe&" przywitanie Chelsea (plucie na autobus, prowokowanie
Mourinho okrzykami "tłumacz") to wiadomo było, że nie czeka nas
zwykły mecz. Początek przypominał pierwsze spotkanie ze Stamford Bridge -
drużyny "badały" się nawzajem, piłkarze skupiali się na tym, aby nie
popełnić błędu, chociaż tak jak w Londynie od pierwszych minut zarysowywała się
drobna przewaga "Barcy", która posiadała przewagę optyczną i z
biegiem czasu grała coraz groźniej. Jednakże mimo iż w pierwszej połowie
fenomenalną techniką i pięknymi podaniami popisywał się Ronaldinho, okazje do
strzelenia gola miał Marquez to bramek dla gospodarzy nie było. Goście byli
zdecydowanie gorsi w środku pola jednak po stałych fragmentach gry kilka razy
postraszyli "Blaugranę".
Po przerwie Chelsea zaczęła grać agresywniej, szybciej, ale
i tak na murawie dominowała wspaniała technika gospodarzy. Najlepszą okazję do
strzelenia gola gracze "The Blues" mieli w 64 minucie - dobre
dośrodkowanie dostał Hernan Crespo, ale z sześciu metrów uderzył niecelnie.
Mimo, że Barca dominowała to wielu sytuacji do strzelenia gola sobie nie
stworzyła, ale w końcu zdołała zdobyć bramkę. W 78 minucie Eto'o zagrał do
niezbyt szczelnie krytego Ronaldinho, który na około 20 metrów przed bramką
zdecydował się na indywidualną akcję. Minął, Lamparda, powalił na ziemię
Carvalho i Terry'ego a skończył ją płaskim strzałem obok Petra Cecha. Jasne się
więc stało, że Barca zrewanżuję się za ubiegłoroczną porażkę z londyńczykami.
Kilka minut później mogło być 2-0, ale indywidualną akcję strzałem w zewnętrzną
krawędź słupka skończył Samuel Eto'o. Humory Barcelonie pospsuł nieco Frank Lampard,
który po bardzo problematycznym faulu w polu karnym na Terrym strzałem z 11
metrów ustalił wynik spotkania. 1-1 i zasłużony awans Barcelony, która grała
ładniej, dominowała na boisku, oddawała więcej strzałów, no i miała w swoich
szeregach wielkie indywidualności.
Bardzo ciekawie zapowiadało się drugie spotkanie Juventusu
Turyn z Werderem Brema bowiem skazani na pożarcie Niemcy po bardzo ambitnej
końcówce wygrali u siebie 3-2. Na Stadio Delle Alpi po ładnej akcji w 13
minucie gola dla Werderu strzelił Francuz Micoud i wiadomo było, że "Stara
Dama" musi zaatkować by znaleźć się najlepszej ósemce LM. Przez długi czas
huranganowe ataki "Bianconerich" nie przynosiły efeku - w wielu
sytuacjach nieprawdopodobnie bronił Tim Wiese. Jednak w 65 minucie gola
dającego nadzieję na awans zdobył po podaniu Nedveda Trezeguet. Juventus musiał
nadal atakować i tak też robił, ale strata gola nie podłamała golkipera Werderu
dzięki któremu to Werder był w ćwierfinale. Niestety dla Werderu i Wisemu
podwinęła się noga. W 88 minucie wypuścił piłkę z rąk, dopadł do niej Emerson i
strzelił gola na wagę awansu. Po meczu bramkarz Niemców długo płakał - nie
dziwi nic - mógł zostać bohaterem, a był antybohaterem. Trzeba przyznać
zawodnicy obu drużyn stworzyli dwa ciekawe i dramatyczne widowiska w których
górą była rutyna Juventusu, ale Werder też powinien być zadowolony ze swojej
postawy - zabrakło niewiele.
Na najmniej intersującą konforontację z siódmego marca wyglądał rewanż Villarealu z Glasgow
Rangers. Po pierwszym meczu zremisowanym na Ibrox Park 2-2 zdecydowanymi
faworytami byli Hiszpanie, ale już w 12 minucie prowadzenie na El Madrigal dał
gościom Peter Loverkands. Następne minuty upłynęły pod znakiem dominacji graczy
"Żółtej Łodzi Podwodnej", którzy jednak nie potrafili wykorzystać
przewagi i zagrozić bramce Rangersów.
Początek drugiej połowy był za to dla gospodarzy doskonały
- po świetnym zagraniu Forlana piłkę do pustej niemal bramki bez problemów
skierował Rodolfo Arruabarrena. Wynik meczu, mimo przewagi Rangersów i
wspaniałego dopingu szkockich kibiców już do końca nie uległ zmianie. Villareal
zagrał bez zarzutu w obronie i w swoim pierwszym sezonie jest już
ćwierćfinalistą LM. Rangersi natomiast, w końcu odpadli i zostaje im już walka
chyba tylko o wicemistrzostwo Szkocji.
Na środę ósmego marca zaplanowano cztery rewanże 1/8
finału, a najbardziej interesująco, nie tylko ze względu na boiskową
rywalizację wyglądał mecz Arsenalu z Realem. "Jeśli wygra zespół z
Londynu, w lecie czeka nas rewolucja w Madrycie, jeśli Real, Henry idzie do
Barcelony" - taka była treść jednego z ciekawszych newsów dotyczący tego
meczu. Ja natomiast powiedziałbym bym teraz tak: Real i tak by czekała
rewolucja, a Henry podobno już wcześniej obiecał szefom "Barcy" iż
przeprowadzi się na Nou Camp po tym sezonie. A więc i wilk syty, i owca cała.
Co do samego meczu, to mógł się on bardzo podobać - szybkie tempo, walka o
każdy skrawek boiska, wspaniałe umiejętności techniczne piłkarzy i tylko goli
zabrakło chociaż na brak okazji nie mogliśmy narzekać. Przed przerwą w
poprzeczkę trafił Reyes, w drugiej części świetne sytuacje miał Raul, który
najpierw uderzył w słupek, a potem został zatrzymany przez Lehmana. Swoje
"pięć groszy" dorzucił też MVP tego dwumeczu Thierry Henry, który w końcówce
dwa razy został zatrzymany przez Casillasa. 0-0 i według mnie zasłużony awans
"Kanonierów", którzy grali szybciej, agresywniej, bardziej im
zależało na dobrym wyniku. Realowi zaś zabrakło entuzjazmu, motywacji, a i
myślę, że umiejętności.
Olbrzymią niespodziankę zrobiła Benfica Lizbona, która po
wyeliminowaniu z Machesteru United w fazie grupowej tym razem wygrała
rywalizację broniącym Pucharu Europy Liverpoolem (Jerzy Dudek na ławce). Mecz
zaczął się od ataków "The Reds", którzy w kontekście jednobramkowej
straty z Lizbony musieli szukać goli. Blisko bramki był w 10 minucie Peter
Crouch, ale piłka po jego strzale trafiła w słupek. Gracze z Anfield Road
dominowali, jednak Benfica przetrzymała natarcie i zaczęła nawet trochę
atakować. W 36 minucie kapitalną akcją popisał się niedoszły gracz "The
Reds" Simao Sabrosa - Portugalczyk najpierw zamarkował strzał, a potem
cudownie uderzył z ponad 20 metrów - Reina nie miał nic do powiedzenia. Na
bramkę Sabrosy mogli odpowiedzieć Jamie Carragher i Xabi Alonso, ale piewszy
trafił w słupek, a strzał drugiego świetnie wybronił Moretto. Druga polowa to
wyrównana gra i nieco mniej sytuacji bramkowych. W ostatnich minutach Liverpool
zaatakował wszystkimi silami, odkrył się, a piłkarze ze Stadio da Luz tylko na
to czekali i kontrowali gospodarzy. Wynik meczu właśnie po szybkim ataku
ustalił w końcówce strzałem nożycami Włoch Fabrizo Miccoli.
Liverpool "czarował" nieskutecznością, a Benfica
grała konsekwentnie z kontrataku oraz skutecznie i szczęśliwie w obronie co na
drużynę Rafy Beniteza starczyło.
Lyon, który rywalizował z PSV miał się za co rewanżować - w
poprzednim sezonie po rzutach karnych uległ piłkarzom Guusa Hiddinka w
ćwierćfinale więc na dwumecz z mistrzami Holandii nikt specjalnie nie musiał
ich mobilizować. Po wygranej na wyjeździe 1-0 Francuzi byli już blisko
najlepszej ósemki Champions Legaue - i rzeczywiście w rewanżu bezproblemowo
postawili kropkę na "i". W pierwszej połowie dwa gole zdobył były
gracz Chelsea Tiago, który najpierw wykorzystal zagranie Florenta Maloudy z
lewej strony boiska, a tuz przed przerwą wykorzystał zbyt krótkie wybicie pilki
przez Alexa po dośrodkowaniu Brazylijczyka Juninho. Kluczowym momentem
pierwszej części meczu, który zdecydował o tym, że PSV nie mógł już podjąć
walki na Stade Gerland była czerwona kartka dla kapitana graczy z Eindhoven
Philipa Cocu w 43 minucie. W drugiej połowie Lyon nie tylko kontrolował
spotkanie, ale zdołał strzelić jeszcze dwa gole. W 71 minucie Wiltord trafił po
podaniu Freda, a na minutę przed końcem właśnie Fred technicznym uderzeniem
ustalił wynik meczu na 4-0. 5-0, ostateczny wynik tej konforontacji mówi sam za
siebie, która drużyna była lepsza. PSV było niemrawe, a Lyon znowu pokazał, że
nie jest bez szans nawet na triumf w LM.
|
|
Wynik 1-1 pierwszego meczu zapowiadał duże emocje na San
Siro w meczu Milanu z Bayernem. Boisko szybko jednak pokazało kto jest lepszy.
Już w ósmej minucie dobre dośrodkowanie Serginho na gola zamienił Filippo
Inzaghi. W 22 minucie powinno być już 2-0 dla gospodarzy, ale karnego nie
wykorzystał Szewczenko. Co się jednak odwlecze, to nie uciecze i dwie minuty
później "Szewa" po pięknej centrze Stama pokonał Olivera Kahna. Potem
Milan pokazał coś, do czego pomału w europejskich kibiców przyzwyczaja -
totalny brak koncentracji. Bayern zaczął atakować. W 35 minucie po strzale z
rzutu wolnego Bastiana Schweinsteigera pilke przed siebie sparował Dida, dopadl
do niej Ismael i z dwóch metrów nie mial klopotów ze zdobyciem gola. Tuż po
przerwie padła jednak bramka dla Milanu. Po fatalnym błędzie obrony Bayernu z
Kahnem na czele swojego drugiego gola zdobył Inzaghi. Nie minęło 15 minut, a
już było 4-1. W pole karne wpadł Kaka i silnym uderzeniem pod poprzeczkę
ustalił wynik meczu. Ostatnie pól godziny to spokojna gra obu druzyn - kontrolowanie
przebiegu meczu przez Milan i nie stwarzanie okazji przez Bayern, który był
słabszy i odpadł z rozgrywek.
14 marca awansem rozegrano mecz rewanżowy Interu z Ajaxem.
Faworytem byli mediolańczycy, którzy w pierwszym meczu, na wyjeździe osiągnęli
bardzo dobry rezultat 2-2. Początek był dla "nerra-zurich" niezły -
zdobyli przewagę, ale gola się nie udało zdobyć mimo że najpierw w 13 minucie
Martins strzelił w poprzeczkę, a w 27 minucie po ręce w polu karnym Olafa
Lindenbergha sędzia podykotwał rzut karny który fatalnie wykonał Adriano. Od
tego momentu inicjatywę zaczęli przejmować grający bez kilku podstawowych
zawodników(np.Wesleya Sneijdera, czy Tomasa Galaska) goście. Inter nastawił się
na grę z kontry i niewiele brakowalo, by taka taktyka sie zemsciła. Po strzale Markusa Rosenberga pilka trafiła w
reke Marco Materazziego, jednak tym razem sędzia nie wskazał na
"wapno". Po przerwie gospodarze opanowali sytuacje, a w 57 minucie padła bramka rozstrzygająca.
Serb Dejan Stankovic wbiegl w pole karne i z jego naroznika swietnie uderzyl w
"dlugi" róg nie dając szans Martinowi Stekelenburgowi. Zadowoleni
mediolańczycy oddali potem inicjatywę gościom, którzy mimo ambitnej gry nie
potrafili już odwrócić losów dwumeczu. Wygrała więc rutyna i doświadczenie Interu,
Ajaksowi zabrakło ćwiczenia i tzw. "colones".
Ćwierćfinały - pierwsze mecze
Losowanie ćwierćfinałów wyłoniło następujące pary Arsenal
Londyn - Juventus Turyn, Benfica Lizbona - FC Barcelona, Inter Mediolan-
Villareal i Olympique Lyon - AC Milan.
Pierwsze wymienione spotkanie zapowiadało się
niezwykle ciekawie z kilku względów. Po pierwsze "Kanonierzy" i
"Stara Dama" to wielkie kluby, po drugie oba zespoły głośno mówią o
wygraniu Champions Legaue, a po trzecie w Juventusie gra Patrick Viera, jeszcze
niedawno kapitan Arsenalu - emocje więc zapowiadały się niemałe.
I rzeczywiście - zawodnicy obu drużyn, a szczególnie
Arsenalu nie zawiodły nas. Mecz przez całe 90 minut toczony był w szalonym
wręcz tempie i zakończył się w pełni zasłużonym zwycięstwem Arsenalu, który był
bardziej zdeterminowany, agresywniejszy, doskonale przerywał akcję turyńczyków,
no i strzelił dwie bramki. Na pierwszego gola trzeba było trochę poczekać - do
40 minuty. Wtedy to piłkę spod nóg Viery kapitalnie wyłuskał Robert Pires podał
do Thierry'ego Henry, ten świetnie zagrał do Cesca Fabregasa, który uderzył tuż
przy słupku obok zdezorientowanego Buffona. 29 minut Arsenal prowadził już 2-0
znów po akcji Fabregasa i Henry'ego, tyle że tym razem piłkę pięknie wyłożył
ten pierwszy, a akcję sfinalizował strzałem na pustą bramkę Francuz. Potem
Włochom zaczęły puszczać nerwy czego konsekwencją były czerwone kartki dla
Camoranesiego i Zebiny, którzy "popisali" się brutalnymi wejściami o
boisko opuścili zasłużenie. Na dodatek żółtą kartkę dyskwalifikującą z rewanżu
w Turynie zarobił Viera. Grając w przewadze Arsenal próbował podwyższyć jeszcze
wynik meczu, ale nie starczyło czasu. Według mnie 2-0 jest nie do odrobienia
dla Juve - po pierwsze na Highbury niczym nie zachwycili, po drugie u siebie
zagrają w mocno okrojonym składzie, a po trzecie Arsenal w LM gra w tym sezonie
wyśmienicie co potwierdza fakt nie stracenia przez nich gola już w siódmym
meczu z rzędu (to rekord Champions Legaue). Jednym zdaniem: Juventus czeka
bardzo trudne zadanie, ale do odważnych świat naeży...
W drugim meczu, który odbył się we wtorek 28 marca w meczu
na Stadio da Luz stanęły naprzeciw siebie jedenastki FC Barcelony i Benfici
Lizbona. Na brak emocji nie można było narzekać, w spotkaniu tym jednak, mimo
wielu okazji bramek nie oglądaliśmy. Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem
dominacji Barcelony. W szóstej minucie za złapanie w ręce piłki po podanu
partenra przez bramkarza gospodarzy Moretto sędzia podyktował rzut wolny
pośredni. Na bramkę uderzył Ronaldinho, ale świetną interwencją popisał się
golkiper drużyny ze Stadionu Światła. Kilkanaście minut później piękną
indywidualną akcję przeprowadził Andres Iniesta, ale jego strzał z 14 metrów
nieznacznie minął lizbońską bramkę. Najlepszą sytuację dla drużyny Franka Rijkarda
zmarnował jednak tuż przed przerwą Samuel Eto'o, który mimo świetnego
znalezienia się w polu karnym Benfici z pięciu metrów nie potrafił pokonać
Moretto. Po przerwie obraz gry się wyrównał. "Blaugrana" nadal grała
dobrze i stwarzała sobie sytuacje, a Benficę bardzo ożywiło wejście Fabrizio
Miccollego. To w dużej mierze dzięki Włochowi ostatnie 25 minut należało do
gospodarzy, niezłe sytuacje marnował jednak właśnie Miccoli, Geovanni, Giorgos
Karagounis oraz były gracz "Bacy" Simao Sabrosa. Na Nou Camp w środę
5 marca murowanym faworytem będzie "Barca", ale jeśli Benfica zagra
tak dobrze jak końcówkę u siebie może być ciekawie. Z drugiej strony Barcelona
z Puyolem, Marquezem i być może Messim będzie na pewno groźniejsza i
pewniejsza. Myślę, że czeka nas dobre widowisko i zobaczymy bramki.
W środę 29 marca odbyły się mecze Lyonu z Milanem i Interem
z Villarealem. Pierwsze spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem chociaż
sytuacji szczególnie na początku meczu nie brakowało. Dobre okazje miał Andrij
Szewczenko, który dwa razy był jednak zatrzymywany przez Gregory'ego Coupeta,
Lyon odpowiedział groźnym uderzeniem Pedrettiego. Potem mimo iż gra była
szybka, twarda i wyrównana nie oglądaliśmy okazji do zdobycia gola - akcję były
szybko przerywane, ataki pozycyjne toczyły się z daleka od pól karnych obu
drużyn. Faworytem na San Siro będzie oczywiście Milan, ale szans nie można
zabierać Francuzom gdyż do ich składu wróci feneomenalny Juninho Pernambucano.
Zatem czekamy z niecierpliwością na rewanż - mam nadzieję, że Lyon zagra o
niebo lepiej niż Bayern, który na San Siro przegrał aż 1-4.
Właśnie na San Siro odbył się mecz Interu z Villarealem.
Spotkanie było widowiskowe, nie brakowała szans na gole, ale trzeba przyznać,
że najciekawiej było na początku meczu. Już w pierwszej minucie gola dla gości
zdobył Diego Forlan, który dobił strzał Juana Romana Riquelme. Kilkanaście
sekund później mógł być remis - Adriano lobnął bramkarza Hiszpanów Vierę,
którego wspaniale zaasekurował Javi Venta i zapobiegł stracie gola. Co się
jednak odwlecze to nie uciecze. W 7. minucie Serb Dejan Stankovic dośrodkował z
prawej strony do Adriano, który obrócił się z piłką i zdobył wyrównanie. Potem
gra stała się brzydka, brutalna, choć od czasu do czasu mieliśmy zagrożenie pod
bramkami. W 25 minucie strzał z dystansu oddał Reycoba, ale mimo nieprzyjemnego
kozła futbolówkę złapał Viera. Reycoba natomiast trzy minuty później z powodu
kontuzji opuścił boisko, a zastąpił go Obafemi Martins. W 42 minucie znowu
przed szansą stanął Adrano, ale piłka po jego strzale głową uderzyła w słupek.
Druga połowa zaczęła się świetnie dla "nerrazurich" - w 54 minucie z
prawej na wolne pole zagrał Stankowic, do piłki doszedł Martins i wpisał się
się na listę strzelców. Villareal jednak ambitnie walczył o wyrównanie.
Najpierw Riquelme trafił z wolnego w poprzeczkę, a potem spudłował z 16 metrów
po dośrodkowaniu z lewej strony. Potem okazje znowu stwarzał Inter. Najpierw po
dwójkowej akcji Cambiasso - Adriano strzelał, ale za lekko ten pierwszy, a
chwilę później po dośrodkowaniu Adriano strzałem głową popisał się Martins, ale
uderzenie Nigeryjczyka zatrzymał Viera. W 83. minucie szansę mieli przyjezdni -
Juan Pablo Sorin przejął podanie Riquelme, jednak trafił w słupek. Do końca
meczu utrzymał się się już wynik 2-1, co pozwala oczekiwać na El Madrigal
wielkiego widowiska. Inter niby wygrał, jednak bramka Forlana na pewno nie
stawia debiutującej w LM "Żółtej Łodzi Podwodnej" na straconej
pozycji.
Rewanżowe spotkania ćwierćfinałowe odbędą się czwartego i piątego kwietnia. Na pewno czeka nas
mnóstwo emocji bowiem chyba poza Arsenalem żadna drużyna nie stworzyła sobie
wyniku, który pozwalałby spokojnie myśleć o półfinale Champions Legaue. I
miejmy nadzieję, że rzeczywiście będziemy świadkami cztrech fascynujących
meczy. Tego życzę sobie i Wam Drodzy Czytelnicy.
Autor: Michał Cieślak
Skomentuj
na forum >>
| |