strona: 08        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Piłka nożna

Przegląd w Champions League


W marcu odbyły się dwie kolejki piłkarskiej Ligi Mistrzów - rewanże 1/8 finału oraz pierwsze spotkania ćwierćfinałowe. Ci, którzy czekali na futbol z najwyższej, światowej piłki "tradycyjnie" się nie zawiedli - obejrzeliśmy bardzo ciekawe, dramatyczne mecze w których padały piękne gole, nie brakowało też niespodzianek. Jednym słowem: po prostu Champions Legaue!

1/8 finału - rewanże
We wtorek siódmego marca meczem, który wzbudzał najwięcej emocji było rzecz jasna rewanżowe spotkanie Barcelony z Chelsea chyba słusznie określone przedwczesnym finałem. Jak już się zdążyliśmy przyzwyczajić był to kolejny mecz obu drużyn z wieloma podtekstami. Atmosferę podgrzewało wiele wypowiedzi zawodników i oczywiście trenerów. Chyba najlepiej do obejrzenia meczu zachęcił nas Leo Messi, który stwierdził, że w Barcelonie "Wielu piłkarzy nienawidzi Chelsea bardziej od Realu Madryt". Jeśli dodamy do tego "ciepłe&" przywitanie Chelsea (plucie na autobus, prowokowanie Mourinho okrzykami "tłumacz") to wiadomo było, że nie czeka nas zwykły mecz. Początek przypominał pierwsze spotkanie ze Stamford Bridge - drużyny "badały" się nawzajem, piłkarze skupiali się na tym, aby nie popełnić błędu, chociaż tak jak w Londynie od pierwszych minut zarysowywała się drobna przewaga "Barcy", która posiadała przewagę optyczną i z biegiem czasu grała coraz groźniej. Jednakże mimo iż w pierwszej połowie fenomenalną techniką i pięknymi podaniami popisywał się Ronaldinho, okazje do strzelenia gola miał Marquez to bramek dla gospodarzy nie było. Goście byli zdecydowanie gorsi w środku pola jednak po stałych fragmentach gry kilka razy postraszyli "Blaugranę".

Po przerwie Chelsea zaczęła grać agresywniej, szybciej, ale i tak na murawie dominowała wspaniała technika gospodarzy. Najlepszą okazję do strzelenia gola gracze "The Blues" mieli w 64 minucie - dobre dośrodkowanie dostał Hernan Crespo, ale z sześciu metrów uderzył niecelnie. Mimo, że Barca dominowała to wielu sytuacji do strzelenia gola sobie nie stworzyła, ale w końcu zdołała zdobyć bramkę. W 78 minucie Eto'o zagrał do niezbyt szczelnie krytego Ronaldinho, który na około 20 metrów przed bramką zdecydował się na indywidualną akcję. Minął, Lamparda, powalił na ziemię Carvalho i Terry'ego a skończył ją płaskim strzałem obok Petra Cecha. Jasne się więc stało, że Barca zrewanżuję się za ubiegłoroczną porażkę z londyńczykami. Kilka minut później mogło być 2-0, ale indywidualną akcję strzałem w zewnętrzną krawędź słupka skończył Samuel Eto'o. Humory Barcelonie pospsuł nieco Frank Lampard, który po bardzo problematycznym faulu w polu karnym na Terrym strzałem z 11 metrów ustalił wynik spotkania. 1-1 i zasłużony awans Barcelony, która grała ładniej, dominowała na boisku, oddawała więcej strzałów, no i miała w swoich szeregach wielkie indywidualności.

Bardzo ciekawie zapowiadało się drugie spotkanie Juventusu Turyn z Werderem Brema bowiem skazani na pożarcie Niemcy po bardzo ambitnej końcówce wygrali u siebie 3-2. Na Stadio Delle Alpi po ładnej akcji w 13 minucie gola dla Werderu strzelił Francuz Micoud i wiadomo było, że "Stara Dama" musi zaatkować by znaleźć się najlepszej ósemce LM. Przez długi czas huranganowe ataki "Bianconerich" nie przynosiły efeku - w wielu sytuacjach nieprawdopodobnie bronił Tim Wiese. Jednak w 65 minucie gola dającego nadzieję na awans zdobył po podaniu Nedveda Trezeguet. Juventus musiał nadal atakować i tak też robił, ale strata gola nie podłamała golkipera Werderu dzięki któremu to Werder był w ćwierfinale. Niestety dla Werderu i Wisemu podwinęła się noga. W 88 minucie wypuścił piłkę z rąk, dopadł do niej Emerson i strzelił gola na wagę awansu. Po meczu bramkarz Niemców długo płakał - nie dziwi nic - mógł zostać bohaterem, a był antybohaterem. Trzeba przyznać zawodnicy obu drużyn stworzyli dwa ciekawe i dramatyczne widowiska w których górą była rutyna Juventusu, ale Werder też powinien być zadowolony ze swojej postawy - zabrakło niewiele.

Na najmniej intersującą konforontację z siódmego marca wyglądał rewanż Villarealu z Glasgow Rangers. Po pierwszym meczu zremisowanym na Ibrox Park 2-2 zdecydowanymi faworytami byli Hiszpanie, ale już w 12 minucie prowadzenie na El Madrigal dał gościom Peter Loverkands. Następne minuty upłynęły pod znakiem dominacji graczy "Żółtej Łodzi Podwodnej", którzy jednak nie potrafili wykorzystać przewagi i zagrozić bramce Rangersów.

Początek drugiej połowy był za to dla gospodarzy doskonały - po świetnym zagraniu Forlana piłkę do pustej niemal bramki bez problemów skierował Rodolfo Arruabarrena. Wynik meczu, mimo przewagi Rangersów i wspaniałego dopingu szkockich kibiców już do końca nie uległ zmianie. Villareal zagrał bez zarzutu w obronie i w swoim pierwszym sezonie jest już ćwierćfinalistą LM. Rangersi natomiast, w końcu odpadli i zostaje im już walka chyba tylko o wicemistrzostwo Szkocji.
Na środę ósmego marca zaplanowano cztery rewanże 1/8 finału, a najbardziej interesująco, nie tylko ze względu na boiskową rywalizację wyglądał mecz Arsenalu z Realem. "Jeśli wygra zespół z Londynu, w lecie czeka nas rewolucja w Madrycie, jeśli Real, Henry idzie do Barcelony" - taka była treść jednego z ciekawszych newsów dotyczący tego meczu. Ja natomiast powiedziałbym bym teraz tak: Real i tak by czekała rewolucja, a Henry podobno już wcześniej obiecał szefom "Barcy" iż przeprowadzi się na Nou Camp po tym sezonie. A więc i wilk syty, i owca cała. Co do samego meczu, to mógł się on bardzo podobać - szybkie tempo, walka o każdy skrawek boiska, wspaniałe umiejętności techniczne piłkarzy i tylko goli zabrakło chociaż na brak okazji nie mogliśmy narzekać. Przed przerwą w poprzeczkę trafił Reyes, w drugiej części świetne sytuacje miał Raul, który najpierw uderzył w słupek, a potem został zatrzymany przez Lehmana. Swoje "pięć groszy" dorzucił też MVP tego dwumeczu Thierry Henry, który w końcówce dwa razy został zatrzymany przez Casillasa. 0-0 i według mnie zasłużony awans "Kanonierów", którzy grali szybciej, agresywniej, bardziej im zależało na dobrym wyniku. Realowi zaś zabrakło entuzjazmu, motywacji, a i myślę, że umiejętności.

Olbrzymią niespodziankę zrobiła Benfica Lizbona, która po wyeliminowaniu z Machesteru United w fazie grupowej tym razem wygrała rywalizację broniącym Pucharu Europy Liverpoolem (Jerzy Dudek na ławce). Mecz zaczął się od ataków "The Reds", którzy w kontekście jednobramkowej straty z Lizbony musieli szukać goli. Blisko bramki był w 10 minucie Peter Crouch, ale piłka po jego strzale trafiła w słupek. Gracze z Anfield Road dominowali, jednak Benfica przetrzymała natarcie i zaczęła nawet trochę atakować. W 36 minucie kapitalną akcją popisał się niedoszły gracz "The Reds" Simao Sabrosa - Portugalczyk najpierw zamarkował strzał, a potem cudownie uderzył z ponad 20 metrów - Reina nie miał nic do powiedzenia. Na bramkę Sabrosy mogli odpowiedzieć Jamie Carragher i Xabi Alonso, ale piewszy trafił w słupek, a strzał drugiego świetnie wybronił Moretto. Druga polowa to wyrównana gra i nieco mniej sytuacji bramkowych. W ostatnich minutach Liverpool zaatakował wszystkimi silami, odkrył się, a piłkarze ze Stadio da Luz tylko na to czekali i kontrowali gospodarzy. Wynik meczu właśnie po szybkim ataku ustalił w końcówce strzałem nożycami Włoch Fabrizo Miccoli. Liverpool "czarował" nieskutecznością, a Benfica grała konsekwentnie z kontrataku oraz skutecznie i szczęśliwie w obronie co na drużynę Rafy Beniteza starczyło.

Lyon, który rywalizował z PSV miał się za co rewanżować - w poprzednim sezonie po rzutach karnych uległ piłkarzom Guusa Hiddinka w ćwierćfinale więc na dwumecz z mistrzami Holandii nikt specjalnie nie musiał ich mobilizować. Po wygranej na wyjeździe 1-0 Francuzi byli już blisko najlepszej ósemki Champions Legaue - i rzeczywiście w rewanżu bezproblemowo postawili kropkę na "i". W pierwszej połowie dwa gole zdobył były gracz Chelsea Tiago, który najpierw wykorzystal zagranie Florenta Maloudy z lewej strony boiska, a tuz przed przerwą wykorzystał zbyt krótkie wybicie pilki przez Alexa po dośrodkowaniu Brazylijczyka Juninho. Kluczowym momentem pierwszej części meczu, który zdecydował o tym, że PSV nie mógł już podjąć walki na Stade Gerland była czerwona kartka dla kapitana graczy z Eindhoven Philipa Cocu w 43 minucie. W drugiej połowie Lyon nie tylko kontrolował spotkanie, ale zdołał strzelić jeszcze dwa gole. W 71 minucie Wiltord trafił po podaniu Freda, a na minutę przed końcem właśnie Fred technicznym uderzeniem ustalił wynik meczu na 4-0. 5-0, ostateczny wynik tej konforontacji mówi sam za siebie, która drużyna była lepsza. PSV było niemrawe, a Lyon znowu pokazał, że nie jest bez szans nawet na triumf w LM.



Wynik 1-1 pierwszego meczu zapowiadał duże emocje na San Siro w meczu Milanu z Bayernem. Boisko szybko jednak pokazało kto jest lepszy. Już w ósmej minucie dobre dośrodkowanie Serginho na gola zamienił Filippo Inzaghi. W 22 minucie powinno być już 2-0 dla gospodarzy, ale karnego nie wykorzystał Szewczenko. Co się jednak odwlecze, to nie uciecze i dwie minuty później "Szewa" po pięknej centrze Stama pokonał Olivera Kahna. Potem Milan pokazał coś, do czego pomału w europejskich kibiców przyzwyczaja - totalny brak koncentracji. Bayern zaczął atakować. W 35 minucie po strzale z rzutu wolnego Bastiana Schweinsteigera pilke przed siebie sparował Dida, dopadl do niej Ismael i z dwóch metrów nie mial klopotów ze zdobyciem gola. Tuż po przerwie padła jednak bramka dla Milanu. Po fatalnym błędzie obrony Bayernu z Kahnem na czele swojego drugiego gola zdobył Inzaghi. Nie minęło 15 minut, a już było 4-1. W pole karne wpadł Kaka i silnym uderzeniem pod poprzeczkę ustalił wynik meczu. Ostatnie pól godziny to spokojna gra obu druzyn - kontrolowanie przebiegu meczu przez Milan i nie stwarzanie okazji przez Bayern, który był słabszy i odpadł z rozgrywek.

14 marca awansem rozegrano mecz rewanżowy Interu z Ajaxem. Faworytem byli mediolańczycy, którzy w pierwszym meczu, na wyjeździe osiągnęli bardzo dobry rezultat 2-2. Początek był dla "nerra-zurich" niezły - zdobyli przewagę, ale gola się nie udało zdobyć mimo że najpierw w 13 minucie Martins strzelił w poprzeczkę, a w 27 minucie po ręce w polu karnym Olafa Lindenbergha sędzia podykotwał rzut karny który fatalnie wykonał Adriano. Od tego momentu inicjatywę zaczęli przejmować grający bez kilku podstawowych zawodników(np.Wesleya Sneijdera, czy Tomasa Galaska) goście. Inter nastawił się na grę z kontry i niewiele brakowalo, by taka taktyka sie zemsciła. Po strzale Markusa Rosenberga pilka trafiła w reke Marco Materazziego, jednak tym razem sędzia nie wskazał na "wapno". Po przerwie gospodarze opanowali sytuacje, a w 57 minucie padła bramka rozstrzygająca. Serb Dejan Stankovic wbiegl w pole karne i z jego naroznika swietnie uderzyl w "dlugi" róg nie dając szans Martinowi Stekelenburgowi. Zadowoleni mediolańczycy oddali potem inicjatywę gościom, którzy mimo ambitnej gry nie potrafili już odwrócić losów dwumeczu. Wygrała więc rutyna i doświadczenie Interu, Ajaksowi zabrakło ćwiczenia i tzw. "colones".

Ćwierćfinały - pierwsze mecze
Losowanie ćwierćfinałów wyłoniło następujące pary Arsenal Londyn - Juventus Turyn, Benfica Lizbona - FC Barcelona, Inter Mediolan- Villareal i Olympique Lyon - AC Milan. Pierwsze wymienione spotkanie zapowiadało się niezwykle ciekawie z kilku względów. Po pierwsze "Kanonierzy" i "Stara Dama" to wielkie kluby, po drugie oba zespoły głośno mówią o wygraniu Champions Legaue, a po trzecie w Juventusie gra Patrick Viera, jeszcze niedawno kapitan Arsenalu - emocje więc zapowiadały się niemałe.

I rzeczywiście - zawodnicy obu drużyn, a szczególnie Arsenalu nie zawiodły nas. Mecz przez całe 90 minut toczony był w szalonym wręcz tempie i zakończył się w pełni zasłużonym zwycięstwem Arsenalu, który był bardziej zdeterminowany, agresywniejszy, doskonale przerywał akcję turyńczyków, no i strzelił dwie bramki. Na pierwszego gola trzeba było trochę poczekać - do 40 minuty. Wtedy to piłkę spod nóg Viery kapitalnie wyłuskał Robert Pires podał do Thierry'ego Henry, ten świetnie zagrał do Cesca Fabregasa, który uderzył tuż przy słupku obok zdezorientowanego Buffona. 29 minut Arsenal prowadził już 2-0 znów po akcji Fabregasa i Henry'ego, tyle że tym razem piłkę pięknie wyłożył ten pierwszy, a akcję sfinalizował strzałem na pustą bramkę Francuz. Potem Włochom zaczęły puszczać nerwy czego konsekwencją były czerwone kartki dla Camoranesiego i Zebiny, którzy "popisali" się brutalnymi wejściami o boisko opuścili zasłużenie. Na dodatek żółtą kartkę dyskwalifikującą z rewanżu w Turynie zarobił Viera. Grając w przewadze Arsenal próbował podwyższyć jeszcze wynik meczu, ale nie starczyło czasu. Według mnie 2-0 jest nie do odrobienia dla Juve - po pierwsze na Highbury niczym nie zachwycili, po drugie u siebie zagrają w mocno okrojonym składzie, a po trzecie Arsenal w LM gra w tym sezonie wyśmienicie co potwierdza fakt nie stracenia przez nich gola już w siódmym meczu z rzędu (to rekord Champions Legaue). Jednym zdaniem: Juventus czeka bardzo trudne zadanie, ale do odważnych świat naeży...

W drugim meczu, który odbył się we wtorek 28 marca w meczu na Stadio da Luz stanęły naprzeciw siebie jedenastki FC Barcelony i Benfici Lizbona. Na brak emocji nie można było narzekać, w spotkaniu tym jednak, mimo wielu okazji bramek nie oglądaliśmy. Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem dominacji Barcelony. W szóstej minucie za złapanie w ręce piłki po podanu partenra przez bramkarza gospodarzy Moretto sędzia podyktował rzut wolny pośredni. Na bramkę uderzył Ronaldinho, ale świetną interwencją popisał się golkiper drużyny ze Stadionu Światła. Kilkanaście minut później piękną indywidualną akcję przeprowadził Andres Iniesta, ale jego strzał z 14 metrów nieznacznie minął lizbońską bramkę. Najlepszą sytuację dla drużyny Franka Rijkarda zmarnował jednak tuż przed przerwą Samuel Eto'o, który mimo świetnego znalezienia się w polu karnym Benfici z pięciu metrów nie potrafił pokonać Moretto. Po przerwie obraz gry się wyrównał. "Blaugrana" nadal grała dobrze i stwarzała sobie sytuacje, a Benficę bardzo ożywiło wejście Fabrizio Miccollego. To w dużej mierze dzięki Włochowi ostatnie 25 minut należało do gospodarzy, niezłe sytuacje marnował jednak właśnie Miccoli, Geovanni, Giorgos Karagounis oraz były gracz "Bacy" Simao Sabrosa. Na Nou Camp w środę 5 marca murowanym faworytem będzie "Barca", ale jeśli Benfica zagra tak dobrze jak końcówkę u siebie może być ciekawie. Z drugiej strony Barcelona z Puyolem, Marquezem i być może Messim będzie na pewno groźniejsza i pewniejsza. Myślę, że czeka nas dobre widowisko i zobaczymy bramki.

W środę 29 marca odbyły się mecze Lyonu z Milanem i Interem z Villarealem. Pierwsze spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem chociaż sytuacji szczególnie na początku meczu nie brakowało. Dobre okazje miał Andrij Szewczenko, który dwa razy był jednak zatrzymywany przez Gregory'ego Coupeta, Lyon odpowiedział groźnym uderzeniem Pedrettiego. Potem mimo iż gra była szybka, twarda i wyrównana nie oglądaliśmy okazji do zdobycia gola - akcję były szybko przerywane, ataki pozycyjne toczyły się z daleka od pól karnych obu drużyn. Faworytem na San Siro będzie oczywiście Milan, ale szans nie można zabierać Francuzom gdyż do ich składu wróci feneomenalny Juninho Pernambucano. Zatem czekamy z niecierpliwością na rewanż - mam nadzieję, że Lyon zagra o niebo lepiej niż Bayern, który na San Siro przegrał aż 1-4.

Właśnie na San Siro odbył się mecz Interu z Villarealem. Spotkanie było widowiskowe, nie brakowała szans na gole, ale trzeba przyznać, że najciekawiej było na początku meczu. Już w pierwszej minucie gola dla gości zdobył Diego Forlan, który dobił strzał Juana Romana Riquelme. Kilkanaście sekund później mógł być remis - Adriano lobnął bramkarza Hiszpanów Vierę, którego wspaniale zaasekurował Javi Venta i zapobiegł stracie gola. Co się jednak odwlecze to nie uciecze. W 7. minucie Serb Dejan Stankovic dośrodkował z prawej strony do Adriano, który obrócił się z piłką i zdobył wyrównanie. Potem gra stała się brzydka, brutalna, choć od czasu do czasu mieliśmy zagrożenie pod bramkami. W 25 minucie strzał z dystansu oddał Reycoba, ale mimo nieprzyjemnego kozła futbolówkę złapał Viera. Reycoba natomiast trzy minuty później z powodu kontuzji opuścił boisko, a zastąpił go Obafemi Martins. W 42 minucie znowu przed szansą stanął Adrano, ale piłka po jego strzale głową uderzyła w słupek. Druga połowa zaczęła się świetnie dla "nerrazurich" - w 54 minucie z prawej na wolne pole zagrał Stankowic, do piłki doszedł Martins i wpisał się się na listę strzelców. Villareal jednak ambitnie walczył o wyrównanie. Najpierw Riquelme trafił z wolnego w poprzeczkę, a potem spudłował z 16 metrów po dośrodkowaniu z lewej strony. Potem okazje znowu stwarzał Inter. Najpierw po dwójkowej akcji Cambiasso - Adriano strzelał, ale za lekko ten pierwszy, a chwilę później po dośrodkowaniu Adriano strzałem głową popisał się Martins, ale uderzenie Nigeryjczyka zatrzymał Viera. W 83. minucie szansę mieli przyjezdni - Juan Pablo Sorin przejął podanie Riquelme, jednak trafił w słupek. Do końca meczu utrzymał się się już wynik 2-1, co pozwala oczekiwać na El Madrigal wielkiego widowiska. Inter niby wygrał, jednak bramka Forlana na pewno nie stawia debiutującej w LM "Żółtej Łodzi Podwodnej" na straconej pozycji.

Rewanżowe spotkania ćwierćfinałowe odbędą się czwartego i piątego kwietnia. Na pewno czeka nas mnóstwo emocji bowiem chyba poza Arsenalem żadna drużyna nie stworzyła sobie wyniku, który pozwalałby spokojnie myśleć o półfinale Champions Legaue. I miejmy nadzieję, że rzeczywiście będziemy świadkami cztrech fascynujących meczy. Tego życzę sobie i Wam Drodzy Czytelnicy.


Autor: Michał Cieślak

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>