|
Piłka nożna
Przegląd w Bundeslidze
Bayern i długo, długo
nic... ? Niekoniecznie. Im niżej w tabeli tym ciekawiej i tym więcej
niewiadomych. U naszych zachodnich sąsiadów liga wkracza w decydującą fazę.
Na czele Bundesligi w
dalszym ciągu nic się nie zmienia - przoduje FC Bayern Monachium, który na siedem
kolejek przed końcem ligi nie powinien dać sobie wydrzeć mistrzowskiej patery. Obrazu
tego nie zmieniła nawet porażka Bawarczyków na początku marca, z Hamburgiem
1-2. Po tym rezultacie, a także odpadnięciu w żenującym stylu z Ligi Mistrzów
kibice coraz częściej bawili się w typowanie następcy Maghata. Wydaje się
jednak, że w tamtym czasie liderzy Bundesligi wyraźnie mieli pecha i z formą,
najzwyczajniej w świecie nie trafili. Na potwierdzenie tego i odzyskanie zaufania
kibiców Bayern miał okazję w konfrontacji z Schalke. Fani nie znieśli by,
kolejnej wpadki z wysoko notowanym rywalem i na całe szczęście ich idole
oszczędzili im tym razem tego uczucia. Wysokie i pewne zwycięstwo 3-0 pokazało,
że Bayern podniósł się z kolan. I choć Bawarczycy już szykują się na piwną
ucztę z okazji mistrzostwa, w przekroju całego miesiąca trzeba jednak
powiedzieć, że jedna jaskółki wiosny jednak nie czyni, a to wszystko raczej z
powodów mało mających wspólnego z ligowymi zmaganiami. Pewne jest już odejście
po sezonie Michaela Ballacka – „Nie zaoferujemy Ballackowi wyższego,
nowego kontraktu, jeśli ma ofertę z Chelsea jako, że jest ona bardziej
atrakcyjna, z pewnością z niej skorzysta”- powiedział Uli Hoeness. Mało
tego, Abramowicz do swej stajni chętnie zaprosiłby też młodego Philippa Lahma.
Zagotowało się też w sprawie rzekomego ustawiania meczy przez Bastiana Schweinsteigera,
co w Niemczech staje się już codziennością niemal tak samo jak na naszym,
rodzimym podwórku. Tak napiętej sytuacji w szeregach liderów, nie potrafili
wykorzystać jednak inni kandydaci do mistrzowskiego trofea. Są jeszcze drużyny,
które maja teoretyczne szanse na wdrapanie się na szpice tabeli – jakie?
Werder, Schalke, Hamburg –
dwa ostatnie kluby z teoretycznymi szansami na mistrzostwo, wszystkie trzy w
boju o eliminacje przyszłorocznego Pucharu Mistrzów. Piłkarze z Bremy jeszcze
nie tak dawno mieli szansę na sukces w Champions League, odpadając z tej
imprezy wyraźnie zagubili dyspozycję z
poprzednich miesięcy. W podopiecznych Schaafa coś pękło, uszło powietrze
– no bo jak inaczej wytłumaczyć druzgoczące porażki z Herthą na własnym terenie
3-0 (!) i wyjazdowe oddanie punktów
Nürnbergi (3-1)? Drużyna, która wydawała się tak naprawdę jedyną godną i
będącą wstanie zagrozić Bayernowi słabym początkiem miesiąca zaprzepaściła
praktycznie szanse na jakiekolwiek trofeum. Na szczęście dla sympatyków Werderu
Wiese zdążył się otrząsnąć po popisie własnej nonszalancji, a w ślad za
nim poszła reszta kolegów z drużyny i przebudzenie nastąpiło po rozgromieniu
Hanoveru 4-0, przebudzenie, pozwalające mieć nadzieje na to, że miejsca 2,3
wciąż są nie obstawione
Schalke po porażce w
stojącym na niskim, choć wielce oczekiwanym pojedynku z Bayernem uświadomiło
sobie miejsce w szeregu i zostało sprowadzone na ziemie. Obecnie dla piłkarzy z
Gelsenkirchen najważniejsze jest zapewnienie sobie miejsca na podium mistrzostw
ligi niemieckiej, ale to nie jedyny cel w – można chyba to już powiedzieć -
końcówce tego sezonu, bo przed nimi stoi jeszcze możliwość zdobycia Pucharu
UEFA. Jak poradzą sobie na dwóch frontach? Czy nie będzie to dla nich zbyt duże
obciążenie?
Kolejny gigant Bundesligi
to Hamburger SV, który w marcu imponował skutecznością wygrywając wszystkie
dotychczasowe mecze i prezentując się najlepiej wśród zespołów z górnej części
tabeli. Nie sposób, nie zwrócić uwagi na powrót do składu Rafaela van Der
Vaarta, który pokazuje wielką klasę – mimo, że dopiero co, po kontuzji, wnosi bezcenną jakość w grę
swojej drużyny, zresztą zdołał już strzelić gola na wagę 3 pkt. Tę świetną
passę zmazał jednak występ przeciwko Borussii Dortmund, gdzie drużyna Thomasa Dolla
zagrał znacznie poniżej oczekiwań, co nie wystarczyło na świetnie spisującą się
Borussię i przegrał 4-2 na własnym terenie.
|
|
Wciąż toczy się zażarta walka o Puchar UEFA miedzy co
najmniej pięcioma zespołami. I właśnie jednym z nich jest na pewno Borussia,
gdzie jeszcze do niedawna narzekano głownie na naszego rodaka na szczęście
marcowy mecz z Hamburgiem na wyjeździe był „comebackiem” takiego Smolarka
jakiego chciałoby się oglądać zawsze. Gol i dwie asysty utwierdzają nie tylko w
tym że Ebi nie zapomniał jak zdobywa się bramki, ale też w tym, iż współpraca
na linii Rosicky-Smolarek wygląda wręcz wzorowo. Zresztą, mecz ten był bardzo interesujący
i miał dość niecodzienny przebieg. Po golu Polaka na prowadzenie wyszła
Borussia, lecz w drugiej połowie straty odrobili gospodarze i wyszli nawet na
prowadzenie. Później kapitalnymi uderzeniami popisali się jednak Rosicky
i Kringe, a dzieła dokończył ponownie Czech ustanawiając rezultat 4-2. Borussia
pokazała klasę, a tym udowodniła, że jest poważnym kandydatem do zajęcia
miejsca premiowanego grą w pucharze UEFA. Patrząc w przekroju całego sezonu na
to, jak dojrzewa, rozwija się piłkarsko zespół z Dortmundu mogę śmiało
stwierdzić, że dni chwały Borussi mogą wrócić prędzej niż ktokolwiek się tego
spodziewa, a jak już wspomniałem jeszcze bardziej utwierdza mnie w tym
perfekcyjny mecz w Hamburgu, z nie byle kim, bo świetnie spisującym się
ostatnio HSV. Bayer Leverkusen Jacka Krzynówka pozwolił sobie na dwie
porażki, które nie przystoją drużynie z takimi aspiracjami – przegrane 1-0 z Bielefedem i 2-1 z Mainz na
własnym terenie – to musiało popsuć nastroje. Krzynówek częściej obserwuje
mecze z ławki rezerwowych niż przebywa na placu gry, a kiedy już dostał okazje
gry od pierwszego gwizdka, zdjęty został już po 45 minutach – to o słabej
formie reprezentanta Polski świadczy chyba wystarczająco. Jeszcze większą klapą
ten miesiąc był dla Artura Wichniarka, który nie zagrał w nim nawet
minuty. Piłkarz, który miał w Arminii odzyskać zaufanie kibiców, w którym
pokładane były olbrzymie nadzieje, okazuje się kompletnym niewypałem – może
czas „króla Artura” już minął i pora wracać do kraju? Hannover po klęsce 5-0 z
Werderem chyba stracił nieco zapał w osiągnięcie sukcesu, a biorąc pod uwagę
to, ze w walce o puchary jest naprawdę ciężko wypada z niej nie tylko koledzy Żurawia,
ale też piłkarze Borussi Moenchengladbach z tej batalii raczej odpadają, choć niespodzianki boiskowym
zmaganiom obce nie są. Komu zatem obok
Dortmundu i Leverkusen powinno starczyć sił na wytrwanie w tym boju? Wydaje
się, że są to piłkarze ze stolicy naszych zachodnich sąsiadów. Hertha w marcu
uległa tylko raz, dwukrotnie wygrywając i raz dzieląc się punktami. Apetyty na
zaistnienie w Europie, co w Berlinie jest bardzo pożądane, są spore i nikogo
dziwić to nie powinno. Osobiście jednak najbardziej byłbym skłonny postawić
swoje pieniądze nie tylko z patriotyzmu, ale też z własnych obserwacji na
Borussię Dortmund. Na razie to jednak tylko domysły, a najbliższe mecze pokażą
która drużyna jest najbliżej swego celu.
Pora wspomnieć o tym, gdzie
wyścig o nieco innej mecie, nabiera jeszcze większego rozpędu. Nareszcie z regresu wydobyło się FSV Mainz,
które swą skuteczną grą sprawiło w mijającym miesiącu wiele radości swoim
fanom, podtrzymując tez nadzieje na utrzymanie. Z werwą, ambicją i wiarą w osiągnięcie celu tak grali podopieczni
Jurgena Kloppa, nie doznając goryczy porażki ani razu! A wystarczyło
tylko przez kilkadziesiąt sekund dłużej utrzymać prowadzenie 2-1 z Hertha na
własnym boisku, by dorobek punktowy na 4 mecze osiągnął 10 pkt ! Niestety, ale
trzeba to powiedzieć – jeśli ostatnie tygodnie były udane dla Mainz, to już
koszmarne dla kibiców FC Koeln. Piłkarze z Kolonii i ich fani musza pogodzić
się, ze przyszły sezon powitają już na zapleczu 1 ligi, jak i przyjąć do
wiadomości, że to ostatnie dni w tym klubie Łukasza Podolskiego. Pozornie
obniżył loty VFL Wolfsburg, jednak patrząc na to z kim ostatnimi czasy przyszło
mu się zmierzyć, można mieć nadzieję, ze w kwiecień będzie obfitował w więcej
punktów po ich stronie. Remisy z Schalke czy z Bayernem pokazują, że Wilki są
mocne, i jeśli nie spalą się psychicznie, wytrzymają presję to utrzymają się w
lidze. W trudnej sytuacji jest też Kaiserslautern, a Duisburg, który zawiódł w
istotnym meczu, bo z kandydującym do spadku Eintrachtem Frankfurt 3-1 i
podzielił już raczej los FC Koeln.
Kwiecień mimo, że zaczyna
się żartobliwie, wcale na niemieckich boiskach taki nie będzie. Liga wkracza w
decydującą fazę, w moment, w którym zespoły albo zaprzepaszczą to nad czym
pracowały przez cały sezon, albo osiągną upragniony cel. Tak się również
składa, ze dojdzie w nim do bezpośrednich starć drużyn, które maja identyczne
aspiracje, a wystarczy wymienić takie pojedynki jak chociażby : Schalke –
Hamburg, Dortmund – Leverkusen, Hertha
– Borussia czy Eintracht – Mainz. Te
mecze powinny wyjaśnić niemal wszystko. Szykuje się ostatni odcinek, wejście w
ostatni wiraż, którego początek będzie kluczowy dla ostatecznych rozstrzygnięć.
Autor: Mateusz Kornas
Skomentuj na forum
>>
| |