strona: 06        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Piłka nożna

Przegląd w Bundeslidze


Bayern i długo, długo nic... ? Niekoniecznie. Im niżej w tabeli tym ciekawiej i tym więcej niewiadomych. U naszych zachodnich sąsiadów liga wkracza w decydującą fazę.

Na czele Bundesligi w dalszym ciągu nic się nie zmienia - przoduje FC Bayern Monachium, który na siedem kolejek przed końcem ligi nie powinien dać sobie wydrzeć mistrzowskiej patery. Obrazu tego nie zmieniła nawet porażka Bawarczyków na początku marca, z Hamburgiem 1-2. Po tym rezultacie, a także odpadnięciu w żenującym stylu z Ligi Mistrzów kibice coraz częściej bawili się w typowanie następcy Maghata. Wydaje się jednak, że w tamtym czasie liderzy Bundesligi wyraźnie mieli pecha i z formą, najzwyczajniej w świecie nie trafili. Na potwierdzenie tego i odzyskanie zaufania kibiców Bayern miał okazję w konfrontacji z Schalke. Fani nie znieśli by, kolejnej wpadki z wysoko notowanym rywalem i na całe szczęście ich idole oszczędzili im tym razem tego uczucia. Wysokie i pewne zwycięstwo 3-0 pokazało, że Bayern podniósł się z kolan. I choć Bawarczycy już szykują się na piwną ucztę z okazji mistrzostwa, w przekroju całego miesiąca trzeba jednak powiedzieć, że jedna jaskółki wiosny jednak nie czyni, a to wszystko raczej z powodów mało mających wspólnego z ligowymi zmaganiami. Pewne jest już odejście po sezonie Michaela Ballacka – „Nie zaoferujemy Ballackowi wyższego, nowego kontraktu, jeśli ma ofertę z Chelsea jako, że jest ona bardziej atrakcyjna, z pewnością z niej skorzysta”- powiedział Uli Hoeness. Mało tego, Abramowicz do swej stajni chętnie zaprosiłby też młodego Philippa Lahma. Zagotowało się też w sprawie rzekomego ustawiania meczy przez Bastiana Schweinsteigera, co w Niemczech staje się już codziennością niemal tak samo jak na naszym, rodzimym podwórku. Tak napiętej sytuacji w szeregach liderów, nie potrafili wykorzystać jednak inni kandydaci do mistrzowskiego trofea. Są jeszcze drużyny, które maja teoretyczne szanse na wdrapanie się na szpice tabeli – jakie?

Werder, Schalke, Hamburg – dwa ostatnie kluby z teoretycznymi szansami na mistrzostwo, wszystkie trzy w boju o eliminacje przyszłorocznego Pucharu Mistrzów. Piłkarze z Bremy jeszcze nie tak dawno mieli szansę na sukces w Champions League, odpadając z tej imprezy wyraźnie zagubili  dyspozycję z poprzednich miesięcy. W podopiecznych Schaafa coś pękło, uszło powietrze – no bo jak inaczej wytłumaczyć druzgoczące porażki z Herthą na własnym terenie 3-0 (!) i wyjazdowe oddanie punktów  Nürnbergi (3-1)? Drużyna, która wydawała się tak naprawdę jedyną godną i będącą wstanie zagrozić Bayernowi słabym początkiem miesiąca zaprzepaściła praktycznie szanse na jakiekolwiek trofeum. Na szczęście dla sympatyków Werderu Wiese zdążył się otrząsnąć po popisie własnej nonszalancji, a w ślad za nim poszła reszta kolegów z drużyny i przebudzenie nastąpiło po rozgromieniu Hanoveru 4-0, przebudzenie, pozwalające mieć nadzieje na to, że miejsca 2,3 wciąż są nie obstawione

Schalke po porażce w stojącym na niskim, choć wielce oczekiwanym pojedynku z Bayernem uświadomiło sobie miejsce w szeregu i zostało sprowadzone na ziemie. Obecnie dla piłkarzy z Gelsenkirchen najważniejsze jest zapewnienie sobie miejsca na podium mistrzostw ligi niemieckiej, ale to nie jedyny cel w – można chyba to już powiedzieć - końcówce tego sezonu, bo przed nimi stoi jeszcze możliwość zdobycia Pucharu UEFA. Jak poradzą sobie na dwóch frontach? Czy nie będzie to dla nich zbyt duże obciążenie?

Kolejny gigant Bundesligi to Hamburger SV, który w marcu imponował skutecznością wygrywając wszystkie dotychczasowe mecze i prezentując się najlepiej wśród zespołów z górnej części tabeli. Nie sposób, nie zwrócić uwagi na powrót do składu Rafaela van Der Vaarta, który pokazuje wielką klasę – mimo, że dopiero co,  po kontuzji, wnosi bezcenną jakość w grę swojej drużyny, zresztą zdołał już strzelić gola na wagę 3 pkt. Tę świetną passę zmazał jednak występ przeciwko Borussii Dortmund, gdzie drużyna Thomasa Dolla zagrał znacznie poniżej oczekiwań, co nie wystarczyło na świetnie spisującą się Borussię i przegrał 4-2 na własnym terenie.



Wciąż toczy się zażarta walka o Puchar UEFA miedzy co najmniej pięcioma zespołami. I właśnie jednym z nich jest na pewno Borussia, gdzie jeszcze do niedawna narzekano głownie na naszego rodaka na szczęście marcowy mecz z Hamburgiem na wyjeździe był „comebackiem” takiego Smolarka jakiego chciałoby się oglądać zawsze. Gol i dwie asysty utwierdzają nie tylko w tym że Ebi nie zapomniał jak zdobywa się bramki, ale też w tym, iż współpraca na linii Rosicky-Smolarek wygląda wręcz wzorowo. Zresztą, mecz ten był bardzo interesujący i miał dość niecodzienny przebieg. Po golu Polaka na prowadzenie wyszła Borussia, lecz w drugiej połowie straty odrobili gospodarze i wyszli nawet na prowadzenie. Później kapitalnymi uderzeniami popisali się jednak Rosicky i Kringe, a dzieła dokończył ponownie Czech ustanawiając rezultat 4-2. Borussia pokazała klasę, a tym udowodniła, że jest poważnym kandydatem do zajęcia miejsca premiowanego grą w pucharze UEFA. Patrząc w przekroju całego sezonu na to, jak dojrzewa, rozwija się piłkarsko zespół z Dortmundu mogę śmiało stwierdzić, że dni chwały Borussi mogą wrócić prędzej niż ktokolwiek się tego spodziewa, a jak już wspomniałem jeszcze bardziej utwierdza mnie w tym perfekcyjny mecz w Hamburgu, z nie byle kim, bo świetnie spisującym się ostatnio HSV. Bayer Leverkusen Jacka Krzynówka pozwolił sobie na dwie porażki, które nie przystoją drużynie z takimi aspiracjami –  przegrane 1-0 z Bielefedem i 2-1 z Mainz na własnym terenie – to musiało popsuć nastroje. Krzynówek częściej obserwuje mecze z ławki rezerwowych niż przebywa na placu gry, a kiedy już dostał okazje gry od pierwszego gwizdka, zdjęty został już po 45 minutach – to o słabej formie reprezentanta Polski świadczy chyba wystarczająco. Jeszcze większą klapą ten miesiąc był dla Artura Wichniarka, który nie zagrał w nim nawet minuty. Piłkarz, który miał w Arminii odzyskać zaufanie kibiców, w którym pokładane były olbrzymie nadzieje, okazuje się kompletnym niewypałem – może czas „króla Artura” już minął i pora wracać do kraju? Hannover po klęsce 5-0 z Werderem chyba stracił nieco zapał w osiągnięcie sukcesu, a biorąc pod uwagę to, ze w walce o puchary jest naprawdę ciężko wypada z niej nie tylko koledzy Żurawia, ale też piłkarze Borussi Moenchengladbach z tej batalii raczej  odpadają, choć niespodzianki boiskowym zmaganiom obce nie są.  Komu zatem obok Dortmundu i Leverkusen powinno starczyć sił na wytrwanie w tym boju? Wydaje się, że są to piłkarze ze stolicy naszych zachodnich sąsiadów. Hertha w marcu uległa tylko raz, dwukrotnie wygrywając i raz dzieląc się punktami. Apetyty na zaistnienie w Europie, co w Berlinie jest bardzo pożądane, są spore i nikogo dziwić to nie powinno. Osobiście jednak najbardziej byłbym skłonny postawić swoje pieniądze nie tylko z patriotyzmu, ale też z własnych obserwacji na Borussię Dortmund. Na razie to jednak tylko domysły, a najbliższe mecze pokażą która drużyna jest najbliżej swego celu.

Pora wspomnieć o tym, gdzie wyścig o nieco innej mecie, nabiera jeszcze większego rozpędu.  Nareszcie z regresu wydobyło się FSV Mainz, które swą skuteczną grą sprawiło w mijającym miesiącu wiele radości swoim fanom, podtrzymując tez nadzieje na utrzymanie.  Z werwą, ambicją i wiarą w osiągnięcie celu tak grali podopieczni Jurgena Kloppa, nie doznając goryczy porażki ani razu! A wystarczyło tylko przez kilkadziesiąt sekund dłużej utrzymać prowadzenie 2-1 z Hertha na własnym boisku, by dorobek punktowy na 4 mecze osiągnął 10 pkt ! Niestety, ale trzeba to powiedzieć – jeśli ostatnie tygodnie były udane dla Mainz, to już koszmarne dla kibiców FC Koeln. Piłkarze z Kolonii i ich fani musza pogodzić się, ze przyszły sezon powitają już na zapleczu 1 ligi, jak i przyjąć do wiadomości, że to ostatnie dni w tym klubie Łukasza Podolskiego. Pozornie obniżył loty VFL Wolfsburg, jednak patrząc na to z kim ostatnimi czasy przyszło mu się zmierzyć, można mieć nadzieję, ze w kwiecień będzie obfitował w więcej punktów po ich stronie. Remisy z Schalke czy z Bayernem pokazują, że Wilki są mocne, i jeśli nie spalą się psychicznie, wytrzymają presję to utrzymają się w lidze. W trudnej sytuacji jest też Kaiserslautern, a Duisburg, który zawiódł w istotnym meczu, bo z kandydującym do spadku Eintrachtem Frankfurt 3-1 i podzielił już raczej los FC Koeln.

Kwiecień mimo, że zaczyna się żartobliwie, wcale na niemieckich boiskach taki nie będzie. Liga wkracza w decydującą fazę, w moment, w którym zespoły albo zaprzepaszczą to nad czym pracowały przez cały sezon, albo osiągną upragniony cel. Tak się również składa, ze dojdzie w nim do bezpośrednich starć drużyn, które maja identyczne aspiracje, a wystarczy wymienić takie pojedynki jak chociażby : Schalke – Hamburg, Dortmund – Leverkusen,   Hertha – Borussia czy  Eintracht – Mainz. Te mecze powinny wyjaśnić niemal wszystko. Szykuje się ostatni odcinek, wejście w ostatni wiraż, którego początek będzie kluczowy dla ostatecznych rozstrzygnięć.


Autor: Mateusz Kornas

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>