|
::
"Absynt" - debiutancki tom Dawiada Markiewicza
Dziwny to debiut. Dziwny, bo na czwartej stronie okładki widnieje informacja, że nie jest debiutem, Markiewicz jest autorem arkusza poetyckiego
Ponury klown puszcza nocą latawce. Dziwny, bo jak na młodego twórcę, jego poezji brakuje
„młodzieńczej świeżości”, została już skażona „dojrzałością”.
Stylistycznie poeta bywa chwilami toporny:
Niewiele do mnie dociera a droga którą
przybyłem nie była właściwą Teraz jeszcze
zepsuł się samochód […].
(Norman Bates pisze list do kobiety z pokoju obok)
Czasem wręcz przytłaczająco pospolity, traktując pospolitość jako coś przynależnego pospólstwu:
Drażni mnie światło lampki przy biurku
przypominającej uliczną latarnię w świetle
której kurwa dumnie wypina okazały biust.
(Klaustrofobia)
Wśród takich fraz łatwo wyłapuje się te niezwykłe, które stanowią wielki atut tej poezji. Są takie wersy, których prawdziwość wydaje się być dana niejako z góry, a nie wymyślona, nie stworzona wyłącznie na użytek wiersza. Kiedy czytamy:
Na podłodze zamiast dywanu spodnie
i koszula
(Zbyt późno by wracać Zostanę u ciebie)
albo
Ludzie są podwójni
jeśli nie bardziej podzieleni
(Lustra w niebie są potłuczone i nikt nie może się przejrzeć)
zapominamy, że słowa te wyszły spod pióra zaledwie dwudziestokilkuletniego człowieka. W tomie Absynt znajduje się kilkanaście takich sformułowań, dla których warto rozmawiać o tym tomiku i które pozwalają sądzić, że Markiewicz w przyszłości okaże się wartościowym poetą.
Tomik, wydany przez Instytut Wydawniczy „Świadectwo” w Bydgoszczy, ukazał się w 2004 roku. W tym czasie Dawid Markiewicz prezentował swoją twórczość w różnych miejscach. Dostał I nagrodę w Turnieju Jednego Wiersza w ramach Tyskiej Zimy Poetyckiej, III nagrodę w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „Jednego Wiersza”, co zaowocowała drukiem w zbiorowym tomie laureatów XI Chojnickiej Nocy Poetów, jego wiersze były wyróżniane m.in. w IX Turnieju Jednego Wiersza im. Stanisława Horaka w Bytomiu, XII Ogólnopolskim Konkursie Wierszy „O Laur Klemensa Janickiego” w Poznaniu, w Konkursie „O Gałązkę Oliwną” został nominowany do Statuetki „Poezja Dojrzała”.
Nowsze wiersze kontynuują drogę obraną przez poetę w tomiku Absynt. Łączy je specyficzny styl autora – zamiłowanie do długich, barokowych tytułów: Lustra w niebie są potłuczone i nikt nie może się przejrzeć, Allen Ginsberg pisze pożegnalny wiersz dla przyjaciela, który umarł przy torach kolejowych w Meksyku, Norman Bates pisze list do kobiety z pokoju obok. Używanie długich tytułów nie jest oryginalnym pomysłem Markiewicza. Wystarczy spojrzeć na twórczość guru młodych portów Jacka Podsiadły. Do najbardziej znanych utworów Podsiadły należą Ziemia miała zapach koca przesiąkniętego dymem i Henrich von Kleist pisze a potem drze na strzępy list do Wilhelminy von Zenge. Tytuł drugiego z tych wierszy jest ewidentnym dowodem na źródło inspiracji autora Absyntu.
Styl autora przejawia się też w upartym stosowaniu ulubionych metafor:
Zamykają się oczy neonów
(Ponury klown puszcza nocą latawce)
[…] Pijane studentki, o gasnących neonach zamiast oczu,
wytaczały się z kolejnych knajp
(Allen Ginsberg pisze pożegnalny wiersz dla przyjaciela, który umarł przy torach kolejowych w Meksyku).
Również tematyka utworów jest zbliżona. Poetę interesuje to, co go otacza, rzeczywistość szarej godziny, kiedy dzień mija się z nocą. Świat tej poezji wypełniają upadłe kobiety w suterenach, alkohol, światła wielkiego miasta, uciekające autobusy, rzężąca muzyka. Utwory te niemal kapią od świateł: czerwone światło, światło lampki, „słońce zaklęte w żyłach żarówki”, latarnia uliczna, ”sztuczna poświata księżyca”, reflektory pociągów, świty i zachody słońca rażą czytelnika ostrym blaskiem odbitym w lustrach, kuflach i szybach. Świat w liryce Markiewicza jest podzielony, między pędzącymi autobusami, znikającymi pociągami toczy się senne życie bohatera poezji. Czy jest nazwany, czy istnieje anonimowo zdaje się być zagubiony, aż w Jesieni Z powrotem pyta „Przepraszam – którędy do domu”. Motywy te wypełniają przestrzeń poetycką niemal wszystkich utworów zamieszczonych w Absyncie.
Bohaterem wierszy Markiewicza jest „człowiek tłumu”, modernistyczny dandys, ”malarz życia nowoczesnego”, żyjący w mieście „absyntu”, wędrujący poprzez jego ulice i zaułki, błądzący i próbujący odnaleźć drogę do domu. Stykający się z pijakami w knajpach i ze zmęczonymi kelnerkami, bohater – obserwator nigdy nie zbliża się zanadto do ulicznej rzeczywistości, jest tylko biernym uczestnikiem. W barze za rogiem po jakimś czasie obserwuje, jak „Oni piją od rana i jakby/ nie znudzeni opowiadają te same/ historie”, przygląda się rozlanemu piwu, monotonnej pracy kelnerki i brutalnym zachowaniom, gdy „Ten najbardziej pijany/ próbuje włożyć rękę pod/ jej spódnicę”. Sam pozostając w odosobnieniu mówi: „Ja nawet nie próbuję”. W innym miejscu opisuje „ją” i „jego”: „On w pokoju dopija ostatnie piwo”, „Ona w łazience poprawia makijaż”. Sam zaś próbuje się z tej przestrzeni uwolnić:
Wybijam szybę
w drzwiach nieba lecąc
bez spadochronu na
dno studni które
wybrukowane kafelkami
jest czyimś mieszkaniem
i czekam siedem lat
(Lustra w niebie są potłuczone i nikt nie może się przejrzeć).
Chroni swój świat intymny uciekając w ramiona kobiet, których ciepło koi jego duszę:
Moja włóczęga dobiegała końca
Góra na którą chciałem się wspiąć
była na wysokości
Twoich piersi
(Włóczędzy Dharmy).
W miejskiej przestrzeni są takie miejsca, gdzie mieszkają niezwykłe kobiety. One mają siłę, by oderwać bohatera od maniakalnego krążenia po brudnych ulicach.
Był czas, kiedy myślałem
o nas. Wtedy, gdy byliśmy
dla siebie jak Sid i Nancy,
[…]
Świat nie istniał,
nawet kiedy słyszeliśmy
jego wrzask. […]
(Wiersz pełen złudzeń)
One stają się obiektem ciepłych wzruszeń, czułych gestów i troski. Ich spojrzenia stają się odbiciem duszy bohatera, „ogłuszają” go, popychają do działania. Tylko ten czuły świat szybko się kończy, one odchodzą, zostawiając po sobie wspomnienie, fotografię zapisaną w umyśle.
Rano przyniosę ci śniadanie do łóżka
Teraz przykryj mnie kocem
i pocałuj bo ja ciągle słyszę
twój ból
(Zbyt późno by wracać Zostanę u ciebie)
Wśród postaci zasilających wiersze Markiewicza znajdujemy Normana Batesa, bohatera słynnej Psychozy Hitchcocka, Charlesa Bukowskiego czy czołowego pisarzy amerykańskiego beatu: Allena Ginsberga i Jacka Kerouaca, autora The Dharma Bums. Wskazują oni źródła inspiracji młodego poety. Zainteresowanie twórczością beatników odzywa się w tematyce wierszy Markiewicza oraz dosadnym języku. Autor Absyntu jak niegdyś poeci z San Francisco przy pomocy wulgarnego słownictwa chce pokazać nagą prawdę o życiu, jego chaos i beznadziejność. Nie jest jednak kopistą, wybiórczo korzysta z preferowanych przez beatników tematów. Widać wyraźnie, jak odmiennie podejmuje temat seksualności człowieka. Jego postaci nie pogrążają się w narkotyczno-seksualnej rozwiązłości jak w powieściach Kerouaca, nie traktują też seksu terapeutycznie jak bywa w poezji Ginsberga. Markiewicz starannie oddziela intymny świat bohaterów od brudu rzeczywistości.
Jak większość młody twórców Markiewicz ma problem z formą, w jakiej zamyka swoje przemyślenia. Zwraca się ku praktyce futurystów i wyrzuca znaki przestankowe (w całym zbiorze znajdujemy jedynie dwa pytajniki), ale rzadko dochodzi do sedna sprawy. Opuszczanie znaków przestankowych ma budować nowe sensy, powodować dodatkowe spięcia, mnożyć interpretacje, natomiast w Absyncie tylko momentami widać świadomość poety w niestosowaniu interpunkcji.
[...] Sam siebie nie
znając nigdy nie zapraszam znajomych
duchów przyjaciół świtu bo u mnie zawsze noc
(Klaustrofobia)
Cytowany fragment mógłby być prostym wyliczeniem „znajomych”, tymczasem brak interpunkcji nadaje mu wiele znaczeń. Czy są to „znajome duchy” i ”przyjaciele świtu”, czy są to „duchy przyjaciół”, może „znajome duchy” są zarazem „przyjaciółmi świtu”?
Ciekawym pomysłem poety jest zostawianie partykuły „nie” na końcu wersu, natomiast to czemu ona zaprzecza znajduje się w wersie następnym. Zawiesza w ten sposób moment zaprzeczenia, równocześnie czyniąc je niepewnym. W taki sposób autor rozbija również wyrażenia przyimkowe:
układa się jak nie
powinno Zostaliśmy wplątani w
kłębek wełny wprawieni w
ruch po nitce orbity
czarną łapą ślepego kota
(Wszystko)
Dzięki temu zabiegowi przesunięta zostaje istota wyrażenia – nie jest ważne, w co „zostaliśmy wplątani”, ale samo wplątanie. Epiforyczne użycie przyimka „w” sprawia, że nabiera on niespotykanej siły.
Myślę, że Dawid Markiewicz wielokrotnie nas jeszcze zaskoczy trafnością sformułowań, zmysłem obserwacyjnym i wręcz reportażowym ujęciem tematu. Za najlepszy dowód jego możliwości twórczych niech posłuży najkrótszy utwór z tomiku Absynt pt.
Z nadzieją na erotyk:
Nie zaścieliłem łóżka.
- Dagmara Gładysz na www.poezja.org
|