|
:: Brakuje garści pustych
Całą złość ściskam w garści, nos moknie na szybie,
a palce sine drgają przy każdym zakręcie.
Tramwaj ciągnie do przodu. W turkocie tchu więcej,
by szron kołami miażdżyć i wcierać go w szynę.
I tam jest mało świata, rdza w płatach się kruszy,
ludzki krok ginie w zaspach. I krawat i szalik
jedna spina agrafka. Każdy ostrzy uszy.
Szczęk zębów kasownika wszyscy mają za nic.
Potem, gdy pęd się kurczy przy światłach z neonów,
wchodzę w chwiejne ulice . Ten los już się zdarzył.
Wzrok błądzi, śnieg, korytarz i ściany z betonu.
Brakuje garści pustych, by chwytać z witraży
jasne słowa energii nabrzmiałych fotonów.
- Quimeen
|