|
:: ćmienie
Kiedy udało nam się wznieść, wzbić się, wyfrunąć
nagle spadł deszcz, ciężki, ciepły, z nieba czystego
zdradliwie i ukryć się musieliśmy znowu
w ciasnym kokonie namiotu, tej kruchej twierdzy.
Zmierzch nas wywabił, o zmierzchu wypełznęliśmy
delikatni, ostrożni, klucząc leśną ścieżką,
wijąc się wśród zarośli, omijając drzewa,
zwabieni muzyką dotarliśmy aż tutaj.
Kilka metrów dalej, w świetlistym snopie
wbitym w czarny stóg nocy tańczą ćmy, niknące
w krótkich rozbłyskach, w mgnieniu oka rozwiewane
przez wiatr. Pomiędzy nimi a nami jest ciemność,
wielka; w niej skrzą się szyjki pustych już butelek,
ustawionych w dwóch rzędach: jasny znak równości.
- Piotr Czerski
|