|
Liftangel ::: Gdy tracisz coś cennego
- Jest pani w ciąży.
Kilka prostych słów, a wstrząsnęło mną jak po potężnym wybuchu. Prostych? Jakie one proste? W głowie mętlik, pustka na przemian z masą pytań. I wielka niewiadoma. Płakać czy się śmiać, cieszyć czy smucić... Zimno mi i gorąco zarazem. Zlana potem podnoszę się z krzesła, by paść na podłogę z głuchym hukiem. Przed oczami ciemność, zero myśli, zero skojarzeń, nicość...
- Wszystko w porządku? - z troską zapytał doktor. Jego biały fartuch strasznie bił białością po oczach. Zmrużyłam je.
- Tak... - cicho wyszeptałam - chciałabym już pójść do domu.
Wracając, mijam sklepy z dziecięcymi ubrankami, matki z dziećmi na rękach, w wózkach, nosidełkach... Widzę smutne oczy młodych dziewczyn. Dziewczyn, których plany się nieco pokrzyżowały, widzę też te uśmiechnięte, stawiające czoła wyzwaniom. Zastanawiam się, do których zaliczyć siebie... Gdzieś obok rozlega się kwilenie niemowlęcia, dalej wesoły śmiech kilkuletniej dziewczynki, gdzie indziej płacz jakiegoś chłopca z umorusaną buzią... Kiedyś zatrzymałabym się i nawiązała wesołą rozmowę. Lecz dziś przechodzę obok nich obojętna, z wielkim przerażeniem w oczach...
Nikt nie musi na razie o tym wiedzieć, to moja sprawa, tylko moja - naiwnie pomyślałam. Lecz... przecież to się wyda, prędzej czy później... Na razie musze dbać o siebie i żyć tak, jak do tej pory, nic innego nie mogę zrobić. Jakoś pogodzę szkołę, pracę i dom, nie mam innego wyjścia. - mówiłam sama do siebie, powoli zaczynając wierzyć w te słowa.
[ Miesiąc później ]
Zdążyłam się przyzwyczaić do myśli, że za kilka miesięcy zostanę mamą. Pomimo tego, że jeszcze nikt nie wie, że nosze w sobie nowe maleńkie życie, jestem szczęśliwa. Marzę o tym, by to był chłopiec, Tak, właśnie chłopiec. Zawsze się upierałam, że musze mieć starszego synka. Takie dziwne widzimisię. Ale jeszcze za wcześnie by to stwierdzić. Oczywiście, będę tak samo cieszyła się z dziewczynki, w końcu, to będzie prawdziwe cudo, coś najwspanialszego na świecie, coś co pokocham bezwarunkowo i będę kochać do końca życia, dbając i chuchając na nie, jak na najcenniejszy skarb. Położyłam dłoń na swoim płaskim jeszcze brzuchu. - Kocham Cię maleństwo - wypowiedziałam czułym szeptem, a po moim policzku popłynęła łza...- Zawsze będziesz dla mnie najważniejsze...
Idąc do szkoły, poczułam lekki ból brzucha i zawroty głowy. To pewnie nic takiego - pomyślałam, i w całym tym gwarze szkolnym, zapomniałam całkowicie o tej drobnej niedyspozycji. Czas nauki szybko mi upłynął. W drodze powrotnej doszłam do wniosku, że trzeba w końcu wszystkim powiedzieć, podzielić się taką radosną wiadomością. Wstąpiłam do sklepu z dziecięcą odzieżą, tego samego, który miesiąc temu mijałam z niepewnością, a dziś - z radością. Wszystko było takie piękne, delikatne i maleńkie, aż strach było wziąć do ręki, lecz strasznie kusiło. Nie mogłam się zdecydować, lecz w końcu wyszłam zadowolona z malutką paczuszką.
Przechodząc przez ulicę zostałam potrącona przez jadącego z nadmierną szybkością pijanego małolata bez prawa jazdy. Uciekł z miejsca wypadku, nie udzielając mi pomocy. Jakiś przechodzień wezwał karetkę, został ze mną do jej przyjazdu, patrząc w moje przerażone oczy, próbując mnie uspokoić. Nie mogłam powiedzieć ani słowa, bolało mnie całe ciało. Straciłam przytomność na wiele godzin. Ocknęłam się w sterylnie białej szpitalnej Sali, podłączona pod kroplówkę. Nikt nie chciał odpowiedzieć na moje pytanie... Jednak przypadkiem usłyszałam rozmowę pielęgniarek, słowa których nie zapomnę do końca życia. Straciłam dziecko. I nigdy nie będę mogła mieć kolejnego...
Trudno mi było dojść do siebie, właściwie wciąż nie jest dobrze. Ze łzami odwracam się od wózeczków, nie odwiedzam młodych mam, a sklepy z dziecięcymi akcesoriami mijam z daleka... I egzystuję, z dnia na dzień, z minuty na minutę. Zasypiam wpatrując się w sufit, z nadzieją, że się nie obudzę. Bo nie mam po co żyć... Nie mam dla kogo...
Dziś maleńkie białe buciki stoją na półce w mojej sypialni... I nigdy nie będzie im dane istnieć na dziecięcych stópkach...
Liftangel
[ liftangel@wp.pl ]
|