Przejdź do spisu treści...

Co myśli Muminek...

OD AUTORA Opowiadanie z gatunku fantasy popełnione przez Roberta "Wooya" Gaudyna

WSZELKA ZBIEŻNOŚĆ Z OSOBAMI ŻYJĄCYMI NAPRAWDĘ JEST ZAMIERZONA, ACZKOLWIEK NIE MIAŁA NA CELU UBLIŻENIA KOMUKOLWIEK, A JEDYNIE WYWOŁANIE TZW. BANANA NA TWARZY. POZA TYM UTWÓR TEN JEST WYTWOREM CHOREJ JAŹNI PISZĄCEGO, TAKŻE NIE NALEŻY BRAĆ JEGO WYMYSŁÓW NA SERIO. OBECNIE TRWAJĄ PRZYGOTOWANIA DO WYSŁANIA AUTORA NA INTENSYWNĄ TERAPIĘ PSYCHIATRYCZNĄ, WIĘC JEST WIELCE PRAWDOPODOBNE, ŻE WIĘCEJ TAKICH PASZKWILI NIE POPEŁNI

Na podstawie opowiadań Tove Jansson, a dokładniej - wykorzystano stwory weń występujące i to jej należy przypisać takie a nie inne cechy bohaterów (no, autor też swoje dołożył)

Stwory występujące: Mama Maminka, Tata Maminka, Migotka, Migotek, Mimbla, Ryjek, Włóczykij, Maminek, Emma, Filifonka, Hatifnatowie, Homek, Paszczakowie, Too-Tiki, Gapsa, Mi, Bufka, Buka, Piżmowiec, Wuj Truj



Rozdział 1: Zakupy, czyli wolność inaczej.

Nie lubił tego uczucia. Zawsze się tak czuł kiedy przeholował z trumpinem [1].
- Muszę wstać... - pomyślał Muminek, ale wiedział, że jak zwykle przyjdzie mu to z wielkim trudem. Zaczął kołysać swe beczkowate ciało, aby łatwiej skulnąć się z łóżka. Kiedy tak się bujał na boki przed oczami pojawiała się i znikała Mi, śpiąca jeszcze obok. Od niedawna jego żona.
- Kurde, po co to mi było? - znów udało mu się pomyśleć - Kiedy ze sobą chodziliśmy wszystko było w porządalu - zaczął dywagować nad swym losem - Teraz już nie jest taka sama... Hmmm... Co się stało z Mi? Kurwa, co się ze mną dzieje?!?
Tą ostatnią sentencję pomyślał w momencie, gdy z hukiem wylądował na podłodze. Zajęty rozmyślaniami, nie zauważył, że buja się coraz mocniej. Niemalże jak, nie przymierzając, frachtowiec na Atlantyku podczas sztormu. Oczywiście plasknięcie takiego cielska na podłogę musiało spowodować obudzenie się Mi.
- Ojej! Mumi, co się stało? - tak do niego się zwracała.
- A co się miało stać? Pierdalnąłem na podłogę, ot co.
- Łaaaaaaa... - ziewnęła ostentacyjnie - Ile razy ci powtarzałam, że trumpin kiedyś cię zabije. Tak czy inaczej. Jak nie wątroba ci wysiądzie, to się zabijesz przez niego w inny sposób.
- Ty jak zwykle swoje. Kilka trumpinów jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a tym bardziej w wykwintnym towarzystwie.
- Tak... Piżmowiec, Ryjek, Włóczykij, to według ciebie wykwintne towarzystwo? To już lepiej jakbyś chodził chlać z Buką...
- Buka to pipa wołowa i się z nią tak nie kumpluję - odparł naburmuszony Muminek.
- Wiem. Dlatego, że jest lepsza w piciu trumpina od ciebie.
- Zaraz w piciu. Czy ty masz ambę na punkcie picia, czy co? Po prostu z nią nie piję i tyle...
- A propos trumpina. Ile wczoraj przechlałeś? Nie żebym była dociekliwa, ale pamiętaj, że trzeba podatek zapłacić.
- Niedużo. Może z 20 lufrenów??? [2]
- Niedużo... No tak, dla ciebie i 100 lufrenów to nie dużo. A zresztą, to było pytanie, a nie odpowiedź.
Czyli, jak zwykle, nie pamiętasz?
- Pamiętam! Zaraz... Ja postawiłem Włóczykijowi, później on mnie. Później Ryjkowi i vice versa, później
Piżmakowi, znów Włóczykijowi... No, z 30 lufrenów będzie.
- Podejrzewam, że jakbyś się dobrze zastanowił, to i 50 by się uzbierało, ale nie ważne... Odbiegając od tematu. Wiesz jaki dziś dzień?
- No tego.... eeeee.... No.... Sobota. Tak, sobota!
- Piątek, ale niech ci będzie. Dla ciebie co dzień jest sobota.
- Piątek, srątek. Co za różnica?
- Wiem dla ciebie jeden miesiąc to nie różnica, a co dopiero jeden dzień. Ale nie do tego zmierzam. Skoro dzisiaj jest piątek, a jutro zapewne sobota, to co masz na jutro zrobić?
- Eeeee....
- Podpowiem ci. Ktoś jutro przyjeżdża...
- O kurwa! Mama! [3]
- Co do pierwszego, to nic mi nie wiadomo, ale twoja mama i stary na pewno. No właśnie... I moi starzy też [4].
Te ostatnie stwierdzenie wywołało u Muminka efekt gumy. Mimo dość ociężałego cielska zerwał się na równe nogi niczym sprężyna - do tej pory cały czas leżał koło łóżka. Rzucając kurwami (wraz z odmianą przez przypadki, osoby itp.), zaczął biegać po całym pokoju w poszukiwaniu gaci i innych niezbędników. W tym czasie Mi położyła się wygodnie na boku, podparła głowę ręką i z uśmieszkiem na ustach przyglądała się szalejącemu Muminkowi. A dokładniej temu, co dyndało zabawnie między nogami w trakcie jego akrobacji. Mi zawsze lubiła tą część ciała u mężczyzn. Lubiła, bo wiedziała doskonale, że to jest tak naprawdę jedyna przydatna część ciała o u mężczyzny. Faceci oczywiście uważali, że najbardziej przydatne są ich głowy, bo rządzą, decydują, wymyślają, tworzą, ale Mi wiedziała, że wystarczy takiemu delikwentowi dać miesiąc na wstrzymanie z "bara-bara" i z ich potężnych mózgów robiła się papka, w której jedyną wygenerowaną myślą i obrazem jest krocze kobiety.
- Skarpetki leżą pod telewizorem - Mi starała się pomóc Muminkowi w odnalezieniu porozrzucanych rzeczy, a przy okazji nie chciała, aby pokój wyglądał jak po przejściu tornada.
- A widzisz gdzieś moje spodnie? - z nadzieją w głosie spytał Muminek.
- Z tego co pamiętam, to jak się wieczorem rozbierałeś, to wywiesiłeś je za okno, myśląc, że to krzesło - Mi trudno było opanować śmiech.
- Ha, ha! Very funny - Muminek słynął z tego, że znał angielski. Właściwie, to znał kilkanaście zwrotów, ale w dolinie tylko Mi umiała więcej, więc Muminek był "ajdolem" swych kumpli.
Cała sytuacja trwała jeszcze jakieś 15 minut, aż Muminek odnalazł wszystkie niezbędne rzeczy aby móc ruszyć do Miasta. Nie jeden raz zastanawiał się dlaczego, zanim się z Mi ożenił, mówił, że gdy będą razem, to będą dzielić obowiązki nie według ustalonych standardów (czyt. baba zmywa, gotuje, pierze itd., a chłop pije trumpin i leży przed telewizorem), a sprawiedliwie, według potrzeby. Był zły na siebie, bo wiedział jak sprawy się mają u Paszczaków. Pan Paszczak był prawdziwym panem na swych włościach, a liczna gromada bachorów i żona były jemu całkowicie podporządkowani. On tymczasem ciągle chodził na zakupy, zmywał, prał, gotował i nadskakiwał Mi, bo nie chciał wyjść na imbecyla, który co innego głosi, a co innego czyni. Z jednej strony ta sytuacja mu pasowała, bo miał więcej wolności, której był orędownikiem w każdym calu, niźli by się zdawało.
Jeden wyskok na duże zakupy zawsze owocował spotkaniem któregoś z jego kumpli. A jak byli kumple, to można było pogadać o starych czasach i kobietach. Pomijając własne żony oczywiście...
- Dobra. Mi!!! - wydarł się Muminek z przedpokoju w pośpiechu wciągając glany - Co mam kupić na ten jutrzejszy raut?!?
- To co masz zapisane na kartce w portfelu!!! - równie symfonicznie wydarła się Mi, nadal zalegając w łóżku - I dokup jeszcze krewetki!!! Wiesz, takie większe, żeby było można je w cieście zrobić!!! Przecież obiecałeś, że zrobisz!!!
No tak. Nieszczęsne krewetki prześladowały go jeszcze od czasów kawalerskich, kiedy to zachwalał Mi walory tego morskiego żarcia. W sumie, to sam nie wie, czemu zaproponował Mi, że kiedy przyjedzie jej rodzina, to zrobi im te krewetki... Był niemal na sto procent pewien, że to wszystko przez trumpin. Najgorsze z tego całego przyjazdu rodzinek było to, że miała też przyjechać Emma - babka Mi. Nie mógł znieść kiedy zasiadała w kuchni i ciągle zwracała mu uwagę: "Muminku, tego tak się nie robi. Zrób tak...", "Muminku! Do pączków dodajesz wódki? Kto cię tego nauczył?", albo "Muminku, tej zupy niech nikt nie rusza, bo mi do niej szczęka wpadła...". Oczywiście miała się też pojawić siostra Muminka, Mimbla [5], ze swym chłopem, Homkiem.
Wizyta Mimbli zawsze źle wpływała na Mi. Jedynymi osobami, które miały się nie pojawić byli Migi i Mog [6], siostra i szwagier Mi, którzy akuratnie spędzali miesiąc miodowy w Górach. Miała się za to pojawić Bufka, siostra Mi. Ta to by tylko się w lustrze mizdrzyła i nic więcej. Ciągle powtarzał, że ktoś powinien jej wreszcie "dać w krok", to by zmądrzała. I była to jedna z niewielu kwestii, w których się z Mi zgadzali koncertowo. Kiedyś, oczywiście po kilku(nastu?) trumpinach, nawet sam się zdeklarował, że ją rozprawiczy. Ba! Nawet Włóczykij i Ryjek byli chętni mu pomóc. Włóczykij nawet wymyślił plan, jak zrobić to cicho szybko i bezboleśnie - dla nich, oczywiście. Plan zakładał, że mieli zaprosić Bufkę na trumipina. Ryjek miał już wcześniej załatwić ususzoną i zmieloną wstecznicę wiosenną7. Roślinka ta miała bardzo ciekawe działanie. Powodowała chwilowe zaniki pamięci, w czasie których osoba odurzona miała wizje, przy których wschód słońca był nieciekawym zjawiskiem. Po dosypaniu do trumpina wstecznica działała szybciej i dłużej, więc mieli by czas na dokończenie dzieła, a Bufka obudziła by się z błogim uśmiechem na gębie nie świadoma niczego. Na szczęście plan nie doszedł do skutku, gdyż powstał w głowach nasączonych trumpinem. Na drugi dzień, po otrzeźwieniu, wywołał u nich zdrowy niesmak. I nie chodziło im bynajmniej o sam plan, tylko o osobę, której dotyczył...
Muminek pędził na swym bicyklu w kierunku Miasta. Było coś koło dwunastej. Osądził to po słońcu, gdyż nie miał w zwyczaju nosić zegarka. Jak mawiał: "Szczęśliwi czasu nie mierzą". Lubił te przejażdżki po łąkach i widok Miasta ze wzgórza, gdy się już do niego zbliżał. Pamięta jak na tym wzgórzu Mi po raz pierwszy pozwoliła mu się dotknąć... "Ech. To były czasy..." - pomyślał. Pędząc główną ulicą Miasta imienia Tove Jansson (do dziś nikt nie wie kim była i co robiła ta niewiasta) [8],
zahaczył o bar Too-Tiki, gdyż miał straszną ochotę na smażoną rybę i... trumpina. Too-Tiki była dość miłą osóbką, a nader wszystko lubiła ryby - jeść i przyrządzać innym. Nigdzie indziej w Dolinie Muminków nikt tak nie podawał ryb jak Too-Tiki.
- Yo TiTi - Numinek znów zaszpanował znajomością angielskiego.
- Cześć Mumi. To co zwykle? - zapytała figlarnie Too-Tiki [9].
- Oczywiście, my sunny - Muminek wiedział, że się jej podobał i nie starał się tego ukrywać.
- Co tam u ciebie? - Too-Tiki, jak wszystkie baby, była ciekawska, ale można jej było powiedzieć o wszystkim. Nic, co wiedziała, nie szło dalej w eter.
- Po staremu. - u Muminka zawsze wszystko było "po staremu" - Jak wiesz Mi w ciąży, psa zatłukłem bo mnie denerwował, a zresztą lekarz, co prowadzi Mi przez ciążę, powiedział że tak trzeba, bo bachory źle znoszą pętające się wszędzie kłaki zwierząt, jutro nasiadówa z rodzinką, czyli jubel pierwsza klasa, a tak poza tym, to kula się.
Muminek znany był z tego, że wszystko, co miał do przekazania, mieścił w jednym, nieskładnym zdaniu. Zainteresowani potrafili jednak odczytać z tego bałaganu, to co chcieli wiedzieć.
- Na kiedy macie termin? - Too-Tiki drążyła oczywiście najważniejsze części "bałaganu".
- Z tego co mówił lekarz, to na kwiecień. Choć ja bym nie był taki pewien. Jakoś nie przypominam sobie, abym dziewięć miesięcy wcześniej mógł coś zbroić... - kolejna "zaleta" Muminka, szukanie dziury w całym, dla Too-Tiki nie była niczym nowym.
- A ja podejrzewam, że po prostu byłeś wygięty, ot co. Zresztą sam kiedyś mówiłeś, że baraszkowanie po kilku trumpinach jest przyjemniejsze, bo dłuższe.
- Hmmmm... Chyba masz rację. - po tym zdawkowym zdaniu pociągnął z pokala pokaźny łyk trumpina - Wiesz co, Too-Tiki? Powiedz mi, jak to jest. Im bardziej czegoś pragniemy, tym szybciej nam to powszednieje. Na ten przykład. Zawsze chciałem być z Mi, a teraz kiedy z nią jestem, niedługo urodzi nam się dzieciak, mamy już dom, żyjemy sobie w miarę przyzwoicie, - dla Muminka przyzwoite życie oznaczało, że może sobie pozwolić co dziennie na trumpina, a "w miarę przyzwoicie", co drugi dzień - to mnie ciągnie do czegoś innego?
- A co dokładnie masz na myśli?
- Pamiętasz mój zespół "No More Silence" [10], z którym kiedyś pogrywałem? No... Widzisz, chciałbym znów móc pohałasować trochę, poszaleć, wyżyć się, nie tylko intelektualnie - to z kolei dla Muminka oznaczało rozwiązywanie krzyżówek - a nie tylko praca, chata, wyro, praca, chata, wyro i tak w kółko Macieju.
- Ale ty przecież sam postanowiłeś z tym skończyć. Czyż nie?
- No tak... Ale... Ale, to było pod presją. Nie Mi, nic z tych rzeczy. Mi zawsze powtarzała, żebym robił to, co lubię. Chodzi mi o presję tzw. środowiska. W kółko się słyszało: "Jak to tak może być, że żonaty itd., itp., a zabawia się w takie pierdoły?".
- A od kiedy ty zwracasz uwagę na tzw. środowisko?
- Od kiedy, od kiedy... Od wtedy, jak postanowiłem się ustatkować.
- No to do kogo masz pretensje? Masz tu swoją rybę... - podsunęła mu talerz z parującą rybą i frytkami.
- Thx. Aaaaaa tam, sam nie wiem o co mi tak naprawdę chodzi. Może, po prostu, to wszystko mnie przerasta. Może nie jestem prospołeczny? Może nie umiem kierować swoim życiem? Może nie tak to sobie wszystko wyobrażałem? Może chcę więcej? A może mam czegoś za dużo? Może cukier jest za słodki, a sól za słona? - Muminek miał dar do zadawania pytań. Na nieszczęście dla niego pytania te musiały zostać bez odpowiedzi, bo ani nikt ich nie rozumiał, włącznie z nim, ani nikt nie zastanawiał nad tak idiotycznymi pytaniami.
- Oj Muminek, Muminek. Ty chyba skończ z tym trumpinem, bo widzę, że jako jedynej osobie on nie na oczy ci pada, tylko na mózg.
- Wot, - Muminek znał też rosyjski, na równej mierze z angielskim - haraszaja diewoszka się znalazła.
Czy wy wszystkie macie ambę na punkcie tego picia, czy co? Ryjek chleje pięć razy więcej niż ja, a studia już dawno skończył. No i co z tego, że tylko historię? Ma magistra przed nazwiskiem, czy nie? Amba jest wielka i nie znasz dnia i godziny kiedy cię dopadnie...
- No tak. Zapomniałam, że twoja filozofia życiowa jako wykładnię wszystkiego stosuje chaos. Tyle, że nawet z chaosu można coś ułożyć.
- Tak. Kolejny chaos. Dobra, już nie nawijam, bo mi ta ryba całkiem wystygnie, a najlepsza w końcu jest na ciepło.
- Dobra. Jedz. Smacznego.
- Dżenki - wyseplenił z pełną buzią Muminek i siorbnął spory łyk trumpina.
Skończywszy obiadek w terenie, Muminek gnał w kierunku hipermarketu "Wuj Truj - Welcome To". Nie lubił robić tam zakupów, ale wiedział, że dostanie tam wszystko, co miał na liście od Mi. Nawet krewetki. Wrzucił 20 bubli do kieszonki i wytargał wózek na zakupy. "No to czeka mnie rajd między półkami" pomyślał Muminek. Wyciągnął z portfela listę zakupów od Mi. Jak zwykle wszystko w porządku chronologicznym. Mi wiedziała, że Muminek pójdzie do Wuja Truja, więc lista została tak sporządzona, że nie musiał chaotycznie lawirować po działach, tylko kierując się od lewej do prawej hali marketu, znajdzie wszystko, co trzeba. U Mi przerażała go jej pedantyczność. Sam będąc raczej bałaganiarzem, widząc jej dokładność i sposób dążenia do osiągnięcia celu, nie mógł się nadziwić, że tak skrupulatnie wszystko sobie układa. Dla niego ta skrupulatność była stratą czasu, choć suma sumarum to on więcej czasu tracił na wykonanie określonego zadania niż ona. Jedynym rzeczą, w której on był pedantem, a ona bałaganiarą, to był komputer. On miał wszystko uporządkowane, a ona wręcz przeciwnie.
Szybkim krokiem udał się na halę, gdyż zdążył się zorientować, że u Too-Tiki zeszło mu więcej czasu niż zwykle. Co prawda Mi by się nie dopytywała, czemu mu tak dużo czasu zeszło na "tak banalne zadanie", ale wolał, aby się nie denerwowała jego dłuższą nieobecnością. Baba w ciąży jest gorsza od 1597 odcinka sitcom'u. Lawirował więc między półkami zabierając raz po raz produkty, które miał na liście. Nie zapomniał też o krewetkach, mimo że na liście ich nie było. Przechodząc koło półki z alkoholami zerknął mimochodem na tyralierę trumpinów, ale postanowił tym razem się opanować... i nie kupować więcej niż dwa. Obładowany wózek wykazywał oznaki zmęczenia materiału, o czym świadczyły odgłosy kółek wydających dźwięki, które
zazwyczaj słychać podczas baraszkowania na starym łóżku ze sprężynami. Podszedł do kolejki przy kasie i rozejrzał się, czy przypadkiem ktoś znajomy też nie wybrał się na zakupy. Niestety, tym razem nie zauważył nikogo znajomego. No, może z wyjątkiem Filifonki, na którą lecieli wszyscy faceci w mieście. Jemu też się podobała. Znał ją tylko z widzenia, ale dwie rzeczy w niej go mimo wszystko odrzucały. Po pierwsze była blondynką (ten uraz, to zaszłość starych czasów), no i była piekielnie chuda. Cyc był ok. Tak na oko "duże C". Choć, aby to ocenić, musiałby dokonać obdukcji własnymi rękoma. Niestety, od kiedy dostał za takie namacalne udowadnianie rozmiaru biustu w trąbę, stara się opanowywać. Tym bardziej, że akuratnie był trzeźwy. Wracając do chudości Filifonki, to wolał aby kobieta jednak miała tu i ówdzie nieco ciałka. W szczególności podobały mu się szerokie biodra. Nie takie jakie mają kaszaloty pokroju pani za kasą w hipermarkecie, ale jak to okreslał "w sam raz". Ta przypadłość wynikała z jego lubości do pozycji seksualnej na tzw. pieska. Lubił mieć za co chwycić. Normalny, prosty facet.
Przyglądając się Flifonce nie zauważył, że kolejka posunęła się już o tyle, że przyszła kolej na niego. Potężna pani za kasą rzuciła mu burkliwie, że ma się do niej przykulać i wyrzucić towary na pas transmisyjny. Wyrzucał więc w pośpiechu to co zakupił, a potężna pani za kasą przesuwała to wszystko przez czytnik paskowy, który za każdym naliczeniem wydawał z siebie sławetne "biiip". Za wszystko zapłacił niemal 180 lufrenów. Na szczęście pieniądze pochodziły z portfela Mi, więc płacił za towar bez objawu trzęsących się rąk. Kiedy płacił ze swoich pieniędzy za towar nie będący trumpinem, to zawsze mu się ręce trzęsły. Właśnie sobie przypomniał, jak kiedyś obgadywali z Mi kwestię własności. Rozmowa ta była polem bitwy rozumu (Mi) i zatwardziałości (Muminek). Skończyło się na tym, że dopóki Mi ma pieniądze, to za wszystko płaci ona. A jak się jej skończą - on. Jak dotąd, jeszcze się nie zdarzyło aby on płacił...
Po wyjściu z marketu zorientował się, że nie wziął żadnych toreb, w które mógłby zapakować kupiony towar. Na szczęście nie zdarzyło mu się to pierwszy raz (?) i zapewne nie ostatni, więc zrobił to, co zwykle. Z jednego glana wyciągnął sznurówkę (jak wiadomo, sznurówki w glanach są długie), a następnie przywiązał ją z jednej strony do bicykla a z drugiej do koszyka. Tak stworzoną at hoc rikszą ruszył w drogę powrotną do domu. Jak zwykle wśród mieszkańców Doliny Muminków widok Muminka gnającego na swym bicyklu z dowiązanym z tyłu wózkiem na zakupy wywoływał zdziwienie, bądź salwę śmiechu. Od jakiegoś czasu nawet policjanci nie zwracali na to uwagi, choć zdarzyło mu się płacić kilka razy mandat, za "wywoływanie zagrożenia na drodze". Dobrze, że nie wiedzieli, że Muminek wypił trumpina u Too-Tiki... [11]

Rozdział 2: Z rodziną najlepiej wychodzi się na... idiotę, czyli potęga pierda.

- Mumi, obudź się - Mi zawsze starała się przebudzić Muminka w miarę delikatny sposób.
- Szsźbsez... - a to była jedna ze standardowych odpowiedzi Muminka na budzenie.
- Mumi, trzeba wstawać. Sobota, pamiętasz?
- Hrrrbzesshhz... - kolejna standardowa odpowiedź.
- Wstawaj cymbale!!! Sobotaaaaa!!! - a to było budzenie na miarę Mi.
- Co?!? Jak?!? Gdzie?!? - Muminek wyrwany ze snu siedział na łóżku i patrząc nie wiadomo gdzie, czuł się totalnie zdezorientowany.
- Wstawaj, wstawaj. Już dziesiąta, a dziś przyjeżdża nasza rodzinka. Już zdążyłeś zapomnieć, czy znów za dużo trumpina wypiłeś?
- Przecież wiesz, że wczoraj nie piłem... za dużo.
- No to wstawaj. Musisz jeszcze skoczyć do Wuja Truja po kilka rzeczy i odwieść ten nieszczęsny koszyk na zakupy.
Muminek wstał. Był zły jak Buka po niedopiciu. Nie lubił tych wszystkich zlotów rodzinnych. Zazwyczaj kończyły się kłótniami i nie koniecznie on brał w nich udział. Migotka kłóciła się z babcią Emmą, Mi kłóciła się z Mimblą, tata Muminka kłócił się z Migotkiem, a Homek kłócił się z Bufką. Nie wiadomo czemu, ale wszyscy swoje kłótnie wozili ze sobą wszędzie, gdziekolwiek by się nie pojawili. Zupełnie jak grypę. On starał się trzymać z boku tego wszystkiego, co przeważnie prowadziło do tego, że wszyscy zaczynali się kłócić z nim. "Jak nie urok, to sraka" - pomyślał Muminek stwierdzając jednocześnie, że mądrość ludowa nie zna granic. Na wszystko znalazło się powiedzenie lub przysłowie. Tak jak te - "Gdzie kucharek sześć, tam cycków dwanaście". Od Wuja Truja Muminek wrócił szybko. Tym razem nie zahaczył o bar Too-Tiki, gdyż wiedział, że równie dobra wyżerka będzie czekać na niego w domu. Oczywiście na jedzenie będzie musiał czekać, dopóki nie zjawią się wszyscy goście. Jednak stwierdził, że krótki, kilkugodzinny post mu nie zaszkodzi. Od kiedy Mi zaczęła samopas po świecie podróżować, a była nawet za Morzem, gdzie bywali tylko Hatifnatowie, nauczyła się wiele o gotowaniu. Kiedyś jedyne co potrafiła zrobić to MAFF [12]. Teraz doszło do tego, że nawet babka Emma nie narzekała na jedzenie, które przyrządziła Mi, w przeciwieństwie do tego, co mówiła o Muminkowych specjałach. Ze względów etycznych nie przytoczymy tu żadnego przykładu jej monologu.
- OK, Mi. Ja zajmę się robalami, a ty zacznij robić resztę - powiedział Muminek wchodząc do kuchni. Robale, to były oczywiście krewetki.
- Dobrze, buziaczku - Mi była chyba w tym dniu w dobrym nastroju.
Minęły dwie godziny i stół w pokoju gościnnym zaczął zapełniać się smakołykami. Były więc krewetki w cieście (lekko przypalone, wyglądające raczej jak Bukowa kupa niż jedzenie), były halibuty w galarecie (specjalność Mi), ziemniaki zapiekane w serze na ostro, sałatki, surówki i inne specjały, których wymieniać nie będziemy, ze względu na dbałość o zdrowie czytelnika (możliwość skurczu kiszek).
I się zaczęło... Pierwszy gong do drzwi oznaczał pojawienie się oczekiwanych "z utęsknieniem" gości. Muminek poszedł otworzyć i na nieszczęście przyszło mu przywitać babkę Emmę popychaną przez pana Migotka na swym "wehikule czasu". Uścisnął babkę, która oczywiście zaczęła coś memlać, ale z powodu braku jej sztucznej szczęki, uniemożliwiało rozpoznanie poszczególnych słów. Zbył ją więc zdawkowym "Tak, babciu, oczywiście". Za nimi weszła pani Migotka, z którą się nonszalancko przywitał całując smukłą dłoń przeciągłym całusem. Migotka przyniosła chodzik dla babci Emmy. Ze względów na rozmiary, wózek babki Emmy nie nadawał się do poruszania po domu Muminka i Mi, zabierano więc specjalny chodzik dla babki Emmy, aby mogła tu i ówdzie poszperać i pogrzebać, jak nikt akuratnie nie patrzał. No i Bufka. Jak zwykle wypindrzona ponad miarę w przyciasnej spódniczce mini, z której wylewał się brzuch i dupa pokroju mamuta. Z nią przywitał się serdecznie, bo mimo wszystko była siostrą Mi i z wyjątkiem niektórych cech charakteru, ją lubił.
- Wypijemy jednego? Mam dobry trunek korzenny zza Morza. Osiemdziesiąt koni... - zagadał szeptem pan Migotek do Muminka. Należał do typu bezpośrednich.
- Za chwilę, jak Mi będzie zagadana z Migotką i Emmą - odpowiedział Muminek, zerkając jednym okiem, czy Mi nie spogląda w ich stronę.
Nim zdążył zaprowadzić pierwszych gości do pokoju gościnnego, a już drugi gong oznajmił nadejście kolejnej partii gości. Tym razem, to jego starzy, wraz z siostrą i szwagrem (przyszywanym, bo nie byli małżeństwem i być nie zamierzali) zawitali pod drzwi Muminkowego domu. Po ciepłym przywitaniu z mamą, zdawkowym z ojcem, mimowolnym z siostrą i serdecznym ze szwagrem, skierował ich do pokoju. Tata Muminka oczywiście w pierwszej kolejności udał się w kierunku pana Migotka, dając mu do zrozumienia, że w wewnętrznej kieszeni marynarki trzyma coś więcej niźli chusteczkę do nosa. Niemalże fioletowego zresztą. Zresztą kwartet Muminek, Migotek, tata Muminka i Homek zawsze zaczynali biesiadę od wypicia tego, co przyniósł każdy z nich. Później dopiero, oficjalnie, przy stole, konsumowano to, co Muminek wystawiał z lodówki.
Kolejny gong wywołał na twarzy Muminka grymas zdziwienia. Mi też zaniepokojona spojrzała na drzwi. Muminek poszedł o tworzyć i pierwszą reakcją było totalne zdziwienie a następną radość. Byli to jego kumple Włóczikij, Ryjek i Piżmowiec. Włóczykij w poplamionym fraku i zieloną muchą w kropy bordo, Ryjek w czymś co przypominało raczej kaftan bezpieczeństwa niż garnitur i Piżmowiec, jak zwykle w skórze "a la harley'owiec" i swojej nieodłącznej latarce górniczej na czole. Każdy z nich trzymał w ręku sześciopak trumpina.
- No hej chłopaki, ale dzisiaj nie mogę. Wiecie rodzinka...
- Te, kolo... A jak myślisz, myśmy się tak wystroili do baru? Aż tak miałeś wcięte, że nie pamiętasz, że nas zaprosiłeś na tą rodzinną nasiadówę? Przecież sam powiedziałeś, że my, to jak rodzina, a nawet więcej.
Muminka zatkało. Za cholerę nie potrafił sobie przypomnieć kiedy i gdzie ich zaprosił. Ale teraz dupa blada. Słowo się rzekło, trzeba ten uwarzony trumpin wypić.
- Dobra. Wchodźcie. Mi będzie zła, ale cóż. Jak obiecałem, to słowa dotrzymam. Mam tylko dwie prośby. Nie próbujcie wyrwać Bufki na bara-bara do wucetu i nie śmiejcie się, jak Emmie wpadnie szczęka do zupy, albo co gorsze do ciasta...
Mi rzeczywiście była zła, jednak Muminek wiedział co w takich momentach może ją uspokoić. Naszeptał jej na ucho parę zbereźnych słówek, co to jej w nocy nie zrobi i to wystarczyło, aby Mi zaczęła tolerować jego "wykwintne" towarzystwo.
Dość szybko zaczęło się to, czego Muminek się obawiał. Babce wleciała szczęka do ciasta, na co kumple Muminka parsknęli śmiechem. Ryjek oparskał zupą, którą akurat wcinał, tatę Muminka. Tenże reagując na kawałki zupy lądujące mu w talerzu, zdzielił przez przypadek łyżką pana Migotka, siedzącego obok niego. Pan Migotek jął opieprzać na przemian babkę Emmę, Ryjka, Włóczykija, Piżmowca, panią Migotkę, Muminka i resztę. Bufka nie zważając na ogólny bałagan przechwalała się nadal swoją nową bluzeczką. Oczywiście "lekko" przyciasną, na co delikatnie zwracała jej uwagę Mi, w przerwie kłótni z babką Emmą. Mama Muminka stwierdziła, że wszyscy faceci są nieodpowiedzialni i wyszła na cygaro. Migotka podążyła za nią. Homek, lekko już wstawiony, przyglądał się wszystkiemu z lekkim, głupkowatym uśmiechem na twarzy. Mimbla zareagowała najmniej oczekiwanie. Chwyciła kawałek torta i zdzieliła nim przez łeb Włóczykija. Włóczykij nie chcąc być dłużny, a jednocześnie tendencyjny, pokazał jej owłosioną dupę. Na tą sytuację weszły obie panie, które już zdążyły wypalić swoje cygara. Wszystko wskazywało na to, że impreza się skończy, tym bardziej, że babka nie mogła znaleźć swej nieszczęsnej szczęki. Na szczęście Muminek znalazł na całą zaistniałą sytuację panaceum. Wstał, wyprężył się i... puścił potężnego, donośnego bąka. W tej samej chwili wszyscy jak jeden mąż spojrzeli najpierw po sobie, a później na Muminka.
- Dziękuję - rzekł po prostu Muminek i usiadł.
Oczywiście zarówno bąk jak i "dziękuję" nie miało na celu podziękowanie Mi za pyszne jedzenie, jakie przygotowała, a jedynie wywołanie ciszy wśród gości. Co się, zresztą, udało. Wbrew temu, co się czytelnik teraz spodziewa, na Muminka nie spadła kanonada wyzwisk i upomnień. Wszyscy po prostu zajęli swoje miejsca, oprzątneli wokół siebie i w kulturalnej atmosferze wrócili do obiadu. Reszta rozmów przy stole przebiegała w kulturalnej atmosferze. Nie licząc incydentów, jak ten z Ryjkiem i Bufką. Jak czytelnik zauważył, jedna prośba Muminka dotycząca zachowania jego kolegów już została zignorowana (babciny lot szczęki), a i na to, że druga będzie dotrzymana, nie można było liczyć. Tak więc Ryjek jął namiętnie podnosić, co rusz opuszczony widelec lub łyżkę. I nie byłoby w tym nic dziwnego, zważając na stan Ryjka, który wskazywał jakieś 1,5 promila, gdyby nie fakt, że po każdym nurkowaniu Ryjka pod stół, Bufka dostawała rumieńców i nerwowo "coś" pod stołem odganiała. Fakt, że nie wrzeszczała, należy spuścić na kanwę wypitego alkoholu i ogólnej tendencji kobiet do zwiększania się libido w tym stanie, które jest wprost proporcjonalne do wypitego alkoholu. Zupełnie odwrotnie jak u facetów.
Impreza toczyła się więc własnym tokiem, aż do momentu, gdy u drzwi znów dało się słyszeć "ding-dong". Drzwi, jak zwykle, poszedł otworzyć Muminek. I o ile wizyta jego zaproszonych kolegów wywołała o niego zdziwienie, tak teraz, gdy zobaczył przed drzwiami wielką, kudłatą postać Buki, jego kopara dosłownie wylądowała na podłodze.
- Czeszcz, Mumin. Hr, Hr, eh, uf - Buka miała wadę wymowy, a raczej jej pokręcony układ gębowy nie był w stanie wydobyć miękkich samogłosek i spółgłosek.
- Nooo... Cześć, Buka... Eeee, tego... Czy ja cię może zapraszałem? Nie, żebyś nie była mile widziana, - Muminek ściemniał, ile mógł - ale dzisiaj jest przyjęcie, takie, no wiesz, rodzinne, nie żebyś nie była traktowana jak rodzina, - Buka nie była z Muminkiem spokrewniona - ale wiesz, spotkanie, rodzina... No ten... - Muminek zaplątał się niemiłosiernie. Głupio byłoby wysłać Bukę na drzewo. Tym bardziej, że na drzewie mieszkała.
- No własznie, hr, hr, w tej szprawie pszyszłam. Zaprosziłesz mnie własznie na dziszaj, ten tego, hr, uh, na balange, czy jakosz tak, eh, eh.
- [...] - wymowne milczenie Muminka potwierdza obawy czytelnika. Muminek musiał być pijany, gdy ją zapraszał.
- No to mam wejszcz, czy, hr, eh, uh, nie?
- Noooo.... Wejdź Buka. Przecież wiesz, że jesteś zawsze mile widziana - Muminek starał się wszystkimi siłami, aby ani mina ani jego głos nie zdradził, że jest inaczej.
Każdy z was, drodzy czytelnicy, się teraz zastanawia, dlaczego w ogóle Muminek wpuścił Bukę na rodzinne przyjęcie? Przecież każdy normalny człowiek posłałby do diabła niespodziewanego gościa, a tym bardziej, jeśli nie darzył go sympatią. Czyż nie? Niestety sprawa z Buką była nieco delikatniejszej natury. Dawno, dawno temu, kiedy Muminek nie był jeszcze żonaty, a nawet nie znał się z Mi, Buka była jego najlepszą przyjaciółką. Wszędzie chodzili razem, razem pili trumpina (prawdą jest, że Buka potrafiła więcej wypić od Muminka), razem wymyślali przeróżne draki. W ogóle wszystko robili razem. No, może z wyjątkiem TYCH [13] spraw. No i pewnego razu, oczywiście po pijaku, Buka wyznała Muminkowi miłość, a nawet zaczęła się do niego bezprecedensowo dobierać. Muminek, który oczywiście miał jeszcze bardziej wzięte od Buki, wyzwał ją od włochatych cip, kudłatych kaszalotów, śmierdzących dup, pomarszczonych starych rur, itp., itd. W tym momencie wydało by się, że Buka, będąc przynajmniej dwukrotnie większą od Muminka doprowadzi Muminka do stanu nieużyteczności publicznej, czyli połamie mu wszystkie gnaty. Stało się jednak zupełnie inaczej... Buka się po prostu rozryczała, gdyż mimo wielkich gabarytów, potężnego basowego głosu i długich kudłatych włosów na całym ciele, była osobą wrażliwą. A rozryczała się tak, że liście z drzew spadały, ziemia się trzęsła, szyby z okien leciały, a ptaki w locie spadały na ziemię. U Muminka ten ryk wywołał taki szok, że nie potrafił z siebie nic innego wyksztusić niż "Buka... Buka... Buka...". Po tym zdarzeniu Buka poszła do swojego domku na drzewie i przez miesiąc z okładem nie pokazywała się w Muminkowej Dolinie. A Muminek? Muminek nie potrafił zdać się w tym czasie na odwagę i ją po prostu przeprosić za to zdarzenie. Przeprosił ją, ale chyba z rok później, a to było już za późno, aby ich przyjaźń wróciła do stanu sprzed tego nieszczęsnego wydarzenia. Obecnie Muminek z Buką byli powiedzmy kumplami, a Muminek od tamtego razu cały czas się pilnuje aby Buce znów jakiejś przykrości nie sprawić.
Jeszcze większe zdziwienie pojawiło się na twarzach zebranych gości. Z wyjątkiem taty Muminka i pana Migotka. Im na twarzach pokazał się grymas w kształcie banana. Muminek wiedział, co to oznacza. W postaci Buki ojcowie Muminka i Mi opatrzyli sobie towarzysza do dalszego picia, gdyż reszta kompanii widocznie już miała dość. A najwięcej miał dość Homek, który lekko pochrapując i co rusz podciągając ślinę wytaczającą mu się z kącika ust, zalegał na piersiach Mimbli. No i impreza rozpoczęła się na nowo. Na szczęście wybuchające raz po raz kłótnie dotyczyły już tylko lekkich tematów, takich jak polityka, więc Muminek mógł wreszcie przysiąść przy Mi i porozmawiać sobie z nią trochę we względnym spokoju.
- I jak Mi? Tego się spodziewałaś? - zagadnął Muminek
- A czego by innego? Przecież to zawsze tak wygląda - Mi nie kryła, że ta cała sytuacja ją bawi.
- Jestem ciekaw, czy kiedykolwiek choć jeden spęd rodzinny będzie wyglądał normalnie.
- Ja bym na to nie liczyła. A tym bardziej lepsze takie spotkania, niż te które widywaliśmy u Paszczaków.
- No tak. U nich wszelkie imprezy przypominają stypy i ta takie na których są same nieboszczyki, he, he, he - Muminek zarechotał się.
- Tak Mumi, he, he, he. Ja tak samo, he, he, he, się czuję w nocy. Też, he, he, mam nieboszczyka pod kołdrą, he, he, he - Mi lubiła dogryzać Muminkowi przy każdej okazji.
- Mi! Mogłabyś przestać?!?
- Przecież wiesz, że żartuję, he, he...
- O czym gadacze, hr, eh? - w tym momencie do rozmowy wtrąciła się Buka, zdążywszy w międzyczasie wyeliminować z imprezy pana Migotka i tatę Muminka, którzy smacznie chrapali na kanapie wtuleni z dwóch stron w ramiona babci Emmy, która zresztą też spała.
- Ah, Buka - Mi uśmiechnęła się do niej, lekko zaskoczona, że Buka się przyłączyła do rozmowy - A tak o życiu, a właściwie o śmierci, he, he, he - zaśmiała się Mi spoglądając na wkurzonego Muminka.
- Aaaaa... - Bukowe "aaaaaa" mogło wiele znaczyć - Wiecze czo? Ja to, gr, eh, hy, czaszami sze tesz zasztanawiam nad szwym, uh, uh, szyciem. Zasztanawiam sze, czo by było, fh, fh, jakbym urodziła sze kimsz innym nisz jesztem, hr, hr, uh... Wiecie o czo mi, eh, eh, chodzi, prawda?
- To nie jesteś sama w tych rozważaniach. - odparł Muminek - Ja też niejednokrotnie nad tak zwanym "Meaning of Life" [14] się zastanawiałem. I doszedłem do jednego wniosku: jest dobrze tak jak jest...
- No tak. Tyle sze tobie, uh, uh, sze poszczeszciło w szyciu... Masz szone, niedługo będziesz miał fajnego, eh, uf, bobaszka - mówiąc to zerkała na brzuch Mi, który widocznie się przeciskał przez spódnicę - i w ogóle sze czi udało, yh, yh.
- Czemu tak mówisz Buka? - do rozmowy wtrąciła się Mi - Przed tobą jeszcze całe życie. Też kiedyś na pewno znajdziesz kogoś, z kim spędzisz całe życie i będziecie mieli dzieci i w ogóle.
- Taaaa... Taka gruba, er, er, włochata czipa jak ja? - Buka schyliła głowę.
- Buka - mówiąc to, Muminek poklepał ją po wielkim ramieniu - przecież już ci mówiłem, że te wszystkie przykre rzeczy, które ci kiedyś powiedziałem, mówiłem po pijaku. Nie bierz tego do siebie, proszę...
- Wiem, sze mówiłesz po pijaku, hy, hy. Ale zobacz. Czy kiedykolwiek, uk, uk, ktosz sze mną zaintereszował, uh, gr, gh? Zawsze byłam wielka, uh, włochata, eh, a wszyszczy dookoła taczy ładniuczczy...
- Buka. A pamiętasz mnie kilka lat temu? - wtrąciła Mi - Pamiętasz? Na mnie też wołali kaszalot, gruba dupa, słoń itd. I ni z tego, ni z owego schudłam, wyładniałam, - Mi uwielbiała opowiadać tą historyjkę - zaczęłam być zauważana. Nawet Muminek, który wcześniej był zapatrzony w Filifonkę, zaczął mnie zauważać i zapraszać na trumpina. A wiesz, że zaproszenie przez Muminka na trumpina jest oznaką przynajmniej przyjacielskiego nastawienia.
- No mnie tesz kiedysz zapraszał na trumpina. Ale to było kiedysz. - odparła Buka zerkając na zmieszanego Muminka - Terasz jusz nie chcze mnie zapraszacz.
- To nie tak, Buka - odparł szybko Muminek - Przecież wiesz, że z miłą chęcią z tobą pójdę na trumpina, tylko powiedz, kto mnie później do domu zaniesie? - dokończył już lekko uchachany Muminek.
Sentencja ta zakończyła tą niedokończoną rozmowę, a zakończyła ją właściwie salwa śmiechu. Altowego Mi, tenorowego Muminka, i basowo-tubalnego Buki. Ponieważ reszta towarzystwa wypadła z obiegu, Mi, Muminek i Buka wnieśli toast za przyszłość, jakakolwiek nie miałaby być.
Zaczynało już świtać. Nad Doliną Muminków pojawiły się pierwsze promyki czerwonego słońca, które przebijało się znad Gór puszczając refleksy poprzez liście jarzębiny stojącej obok domu Muminka i Mi. Jeżeli ktoś miał okazję akurat tędy przechodzić, mógł zauważyć trzy osoby siedzące przy stole. Osoby te rozmawiały, śmiały się, dyskutowały - wyglądali na serdecznych przyjaciół. I tylko widok dookoła nich rujnował tą sielankową atmosferę. Na kanapie, fotelach, podłodze i pod stołem zalegała reszta towarzystwa, zionąc oparami alkoholu. I tylko Emma, która nie piła, zionęła innymi oparami. Nie koniecznie z przodu...

Rozdział 3: Kuchnia non olet [15], czyli dynia się rodzi

Zbliżał się kwiecień. Wszystko ożywało. Trawa była bardziej zielona, kwiaty zaczynały rozkwitać pełnią swego blasku, na drzewach pojawiały się pąki młodych liści, psy baraszkowały, koty kończyły marcowe zaloty, krowy na pastwiskach hurtowo produkowały placki, a Muminek z Mi oczekiwali dziecka, które w najbliższym czasie miało poprawić statystykę urodzin Doliny Muminków.
- Muminku! Zrób mi, proszę, herbatki! - Mi była już tak "napompowana", że z ledwością mogła chodzić.
- Już my love! - odkrzyknął Muminek kończąc rąbać drwa na rozpałkę.
Wszedł do kuchni i o mało co się nie zabił poślizgując się na ścierce do mycia naczyń leżącej na podłodze. Zaklął paskudnie pod nosem i rozejrzał się. Jeżeli po bitwie pod Grunwaldem musiał być bałagan na polu bitwy, tak kuchnia wyglądała przynajmniej jak Hiroszima po wybuchu bomby atomowej. "Muszę to wreszcie posprzątać" - pomyślał Muminek. Od kiedy Mi praktycznie nie ruszała się z łóżka, to wszędzie tam, gdzie wzrok Mi nie sięgał, dom wyglądał na opuszczone cmentarzysko. Muminek wziął miotłę i wgarnął obierki po cebuli i ziemniakach pod kuchenną szafkę. "No, teraz lepiej" - powiedział sam do siebie Muminek. Wykonał jeszcze kilka nieskoordynowanych ruchów miotłą, które miały na celu przesunięcie walających się śmieci ze środka kuchni ku ścianom. Otworzył szafkę, w której była herbata i dostał kilogramową torebką mąki w głowę. "No tak. Tutaj też trzeba posprzątać". Torebki z mąką mają to do siebie, że kiedy spadają z dużej wysokości na podłogę, nawet jeśli zahaczają o czyjąś głowę, to ukazują światu swą zawartość. Nie inaczej postąpiła ta torebka. Muminek nie przejął się tym faktem, gdyż rozsypana mąka stała się uzupełnieniem pobojowiska, które już znajdowało się na podłodze. Od niechcenia tylko wgarnął nogą mąkę pod piecyk kuchenny i przystąpił do parzenia herbaty.
- Proszę - Muminek tym razem szybko uwinął się z zadaniem.
- Dziękuję Mumi - Mi niezdarnie usiadła na łóżku okrakiem, między nogami upychając swój wielki brzuch.
- Jak się dzisiaj czujesz kochanie? - zagadał Muminek.
- Ogólnie dobrze. Ale bobas daje się we znaki. Zrobił sobie w moim brzuchu boisko do gry w nogę. Kopie niemiłosiernie.
- Śpieszy mu się chyba na ten świat i chce sobie wyjście wykopać, he, he.
- To nie jest takie śmieszne - Mi spojrzała na Muminka groźnym okiem - Ciekawe jakbyś ty się czuł mając w brzuchu perpetuum mobile z piłki kauczukowej wielkości dyni?
- Ojeny, żartuję tylko.
- Twoje żarty są czasami nie na miejscu.
- OK, już nie będę. Na szczęście niedługo skończy się twa udręka. Jeszcze tydzień lub dwa i pozbędziesz się tego balastu.
- Tak, tylko że to nie jest takie proste. Wyciśnięcie dyni przez otwór wielkości cytryny, to jak picie trumpina przez milimetrowej średnicy słomkę. Ani to, ani to nie jest przyjemne.
- Nie histeryzuj. Miliony kobiet na świecie rodzą dzieci, bo, he, he, te dzieci nie mają innego wyjścia, he, he. Gdyby to naprawdę było takie straszne, to dzisiaj na świecie obok wykopalisk dinozaurów przybysze z innych planet [16] znajdywałyby nasze skamieliny.
- Co racja, to racja. Tylko dlaczego to my mamy cierpieć katusze porodu? Dlaczego faceci nie mogą rodzić? Tak jak u koników morskich [17].
- Wiem, że wszystko co najgorsze może się na świecie zdarzyć chciałabyś, aby zdarzało się facetom. Ale niestety ktoś tak to wszystko skonstruował, że facet jest od picia, a baba od rodzenia.
- A Buka? Ona też pije...
- Buka to specyficzna odmiana kobiety. Nawet bardzo specyficzna, he, he.
- Nie nabijaj się z niej! Dopiero, co ją pocieszałeś, a znów się z niej nabijasz...
- Nie nabijam się! Jest po prostu specyficzna i tyle. Ale takiego antyku jak twoja siostra Bufka to nawet w gwiazdozbiorze Alfa Centauri nie znajdziesz, hje, hje.
- No tak. Jak nie buka, to Bufka. Musisz się z kogoś nabijać bo byś nie był sobą.
- Przecież sama uważasz, że Bufka się nie urodziła tylko twoi starzy wyszperali ją w antykwariacie.
- Kiedyś to się zmieni. Nie może być ciągle taką głupią cipą. Ja też przecież późno straciłam dziewictwo, a teraz nie mogę się bez tego obyć, he, he. Chyba, że ty akurat jesteś nie w formie, he, he.
- A co? Człowiek nie ma prawa być zmęczony?
- Przez miesiąc?
- Zdarza się... Zresztą wiesz, że masz wolną rękę...
- Skończ!!! Już ci coś mówiłam o tym! Jestem z tobą i buhajów nie potrzebuję!
- Dobra, uspokój się... Wiesz, że nie możesz się denerwować - mówiąc to Muminek przytulił Mi i pogładził ją po "balonie".
- Ciekawe czemu do tego w kółko wracamy, choć znamy swoje zdanie na ten temat?
- Bo lubimy się posprzeczać?
- W kółko na ten sam temat?
- Zauważyłaś, że rozmawiamy, jak przysłowiowi Żydzi? Pytanie za pytanie?
- A nie można? He, he, he... OK. Kończymy te bzdury. Ja zauważyłam jeszcze jedną rzecz...
- Jaką?
- Że nigdy nie kłócimy się na inne tematy.
- Jak dla mnie bomba. Idealna para, można by rzec.
- A nie uważasz, że to nie jest dobrze? Nie sądzisz, że to kiedyś może wybuchnąć, kiedy problemy narosną jak wrzód na dupie? Wrzody się wyciska, ale problemy powinno się rozwiązywać, a najlepiej systematycznie.
- Ale skoro się nie kłócimy, to chyba problemów nie ma?
- Można i tak to rozważać. Z drugiej strony można podejrzewać, że coś przed sobą skrywamy - nasze problemy.
- Ja nic nie skrywam. Jeżeli coś mnie nurtuje to o tym tobie mówię. I nie ważne czego to dotyczy. Zresztą wiesz...
- Zgadza się. Nieraz jak z problemem wyskoczysz, to nic tylko usiąść i płakać.
- Mogę nic ci nie mówić - Muminek był wyraźnie zły.
- Jak zwykle swoje. Jedno słowo krytyki, a ty jak dziecko "nie to nie".
- Ooooo... Widzisz, kłócimy się - Muminek uśmiechnął się złośliwie do Mi.
- Skończ. Nie mam ochoty na te głupoty. A skoro o ochocie mowa. Zrobisz mi MAFF?
No to Muminek poszedł do kuchni, aby zaspokoić żądze ciężarnej kobiety. Na szczęście MAFF nie był trudny do zrobienia. "Chyba jedna z niewielu zalet tej ciąży. Mi jest mniej wybredna i jada rzeczy, których pies by nie zjadł. Dobrze, że nie wyszukane" - pomyślał Muminek, zgarniając zawartość półek w lodówce do miski. MAFF miał to do siebie, że w zależności od tego, co było w lodówce, różnie smakował. Muminek tylko raz próbował MAFF w wykonaniu Mi. Wtedy, gdy pojechał do niej za Morze. Wtedy MAFF składał się z makaronu, warzyw, czegoś tam i ryby w sosie pomidorowym z puszki. Wtedy MAFF smakował jak ryba w sosie pomidorowym z puszki. Dzisiaj w lodówce był makaron z wczorajszego obiadu, owoce, warzywa, miód, biały ser, ser żółty, ser feta, oliwki, wędzona makrela, krewetki z puszki, surowy łosoś, sos czosnkowy, sos chili i gotowany kurczak. Muminek sprawnie powyznaczał proporcje poszczególnych składników i przy pomocy łyżki zaczął mieszać i gotować miksturę godną alchemika. Zresztą nie raz podczas szykowania MAFF zastanawiał się, czy nie zamieni się to wszystko w złoto. Na nieszczęście, ani razu się to jeszcze nie wydarzyło.
W kuchni zapachniało czymś bliżej nieokreślonym. Na szczęście zapach ten nie przypominał zapachu rozkładających się zwłok. Zaczął ładować papkę powstałą w wyniku gotowania MAFF i zawartość talerza wylała mu się na podłogę w momencie, gdy usłyszał z pokoju:
- Muuuummiiiiii!!!!!!!!!
Gdyby nie wiedział, że w pokoju była tylko Mi, to podejrzewałby, że właśnie odbywa się tam orgia z udziałem stada goryli. Z prędkością lamparta wpadł do pokoju i zobaczył przerażoną Mi siedzącą na łóżku.
- Mumi! Ja zaczynam rodzić! - krzyknęła Mi.
W tym momencie Muminek zauważył, że pościel na łóżku była nienaturalnie mokra, zółtawo - zielonkawa [18]. Mi odeszły wody.
- Mi! Wstawaj! Szybko, jedziemy do szpitala!
- Czym?!? Twoim bicyklem?!?
- A żebyś wiedziała!!!
Mi wygramoliła się z łóżka, a Muminek wziął ją na ręce i czym prędzej pobiegł do garażu, gdzie stał jego bicykl. Prócz bicykla był tam ogólny rozpiździaj, gdyż Muminek mówił Mi, że to jego królestwo i ma zakaz sprzątania w tym przybytku. Wpadając z Mi na rękach do garażu zapomniał, że przy wejściu stoi jego stara perkusja. Wpadł więc w stertę stojaków z talerzami perkusyjnymi powodując niesamowitą kakofonię wysokich, szeleszczących dźwięków. Spadł ride 20 calowy, na niego z impetem uderzyła china 18 calowa, do tego dorzucił swe brzmienie dwuskładowy break 14 calowy, a na koniec z brzękiem przykryły to wszystko dwa crash'e 16 i 18 cali [19]. Muminek plącząc się miedzy zwałem talerzy i stojaków kopnął z impetem centralę perkusyjną, która z jękiem odbiła się od ściany. Bicykl był w zasięgu ręki. Nie dane mu było jednak do niego dobiec. Potknął się na podwójnej stopie łańcuchowej i wyrzucił Mi w powietrze. Upadając patrzał jak Mi wykonuje akrobacje w powierzu, usiłując tak zbalansować ciało, aby wylądować "na cztery łapy". Nie udało się jej to jednak. Szczęście w nieszczęściu w miejscu, na którym wylądowała Mi, leżał stary, gruby materac. Mi plasknęła więc miękko jak piórko.
- Jeszcze raz mi to zrobisz, to cie zabiję!!! - w głosie Mi nie było słychać żartów.
- Przepraszam słonko! To przez przypadek, ja nie chciałem!
- Jak tylko wyjdę z tego żywa, to spalę tą twoją ruderę a prochy rozsypię na Morzu!!!
- Tak, masz rację... Wstawaj słonko, szybciej, jedźmy!
Muminek zasiadł za kierownicą, a Mi posadowił na rurze łącznikowej wzmacniającej konstrukcję bicykla. Ruszył z kopyta pędząc dwa razy szybciej niż zwykle w kierunku Miasta. Pędząc ze wzgórza, gdzie "pierwszy raz Mi pozwoliła mu się dotknąć" osiągnął taką prędkość, że musiał podnieść nogi z pedałów. Trzeba bowiem wiedzieć, że Muminek potrafił naprawić wszystko, tyle że nie zawsze tak jak należy. Dotyczyło to także przekładni łańcuchowej w jego bicyklu.
Do głównego holu szpitala wparował na bicyklu, potrącając pielęgniarki, lekarzy, pacjentów i sprzęt, który stanął mu na drodze. Darł się przy tym w niebogłosy "Poród!!! Poród!!!". Zatrzymał się koło sali porodowej i wniósł na nią Mi.
- Panie doktorze!!! Panie doktorze!!! Moja żona rodzi!!! - darł się w niebogłosy Muminek patrząc na postać w białym kitlu stojącą przed nim.
- Pani doktor, jeśli już. - odrzekła doktor Gapsa - I proszę się tak nie drzeć. Ja doskonale słyszę.
- Ale pani doktór, moja żona...
- Słyszałam. Rodzi. Proszę się uspokoić. Jak się pani czuje? Kiedy odeszły wody?
- Ogólnie dobrze, a właściwie chujowo. - odrzekła krzywiąc się z bólu Mi - A wody odeszły jakieś 15 minut temu... Ał...
- Dobra. Pan położy żonę na stole porodowym.
Muminek położył Mi na stole i dał jej buziaka.
- Mi. Wszystko będzie dobrze...
- To wszystko przez ciebie skurwysynie! - jak każda kobieta przy porodzie obarczała za swój stan faceta, nie patrząc na fakt, że "do tanga trzeba dwojga" - Ojej! Jak boli! Ja ci tego "wacka" utnę! Żebyś mi już... Ojej! ... nigdy tego... Ałała! ...nie zrobił, chamie!!! Ałaaaaaaaaaaaaaa...
- Pan zostaje przy porodzie, czy wychodzi? - pani Gapsa zwróciła się do Muminka, który słuchając bluzgów Mi dostał wytrzeszczu oczu.
- Ja... Ja... Ja... Zo...o...o...s...ta...ję - wyjakał Muminek.
- To proszę założyć kitel, maseczkę i stanąć ładne u głowy małżonki.
Muminek wykonał polecenie ekspresowo i stał u wezgłowia łóżka ściskając rękę Mi.
- Dlaczego to nie ty?!? Ałaaaa... - Mi z wdziękiem wyrzucała z siebie pretensje w kierunku Muminka.
Muminek zafascynowany patrzał jak pani Gapsa rozkłada Mi nogi i nurkuje w to miejsce, do którego miał dostęp tylko on. Jakaś pielęgniarka zajęta była podłączaniem wenflonu i kroplówki, druga badała puls, trzecia obserwowała jakieś kreski na monitorze obok łóżka. W tym czasie pani Gapsa grzebała i grzebała w kroczu Mi. "Jest główka" usłyszał Muminek. Z podniecenia całą sytuacją zapomniał, że zaciska rękę Mi coraz mocniej, na co Mi zareagowała bardzo spontanicznie - "Ty chuju, nie duś mnie tak!!!". "Przyj!" - rozkaz z ust pani Gapsy miał coś takiego w sobie, że nawet Mi nie zaprotestowała. Parła więc tak mocno, jak umiała. Na jej twarzy pojawiały się kolorowe fale od jasnej czerwieni po purpurę. Czasami pojawiał się fiolet jak na nosie ojca Muminka.
Cała sytuacja trwała około pół godziny. Wreszcie na świecie pojawiło się TO. Obcięto MU pępowinę, było cherlawe, ze wszystkich otworów wylewały się MU wody płodowe, skórę MIAŁ sino - różowo - białawą. No i co najważniejsze, po klapsie od pani Gapsy, darł się równie donośnie jak jego matka. Pani Gapsa złożyła dziecko na piersi Mi i powiedziała:
- Mają państwo zdrowego, czterokilogramowego synka. Gratuluję!
W tym momencie Muminek poczuł, że do oczu napływają mu łzy. Pocałował cherlawego potomka rodu, pocałował panią Gapsę, pocałował Mi i przytulił się do niej.
- Mumi? - Mi spojrzała na Muminka.
- Tak, kochanie? - Muminek spojrzał na Mi.
- Przepraszam cię, za tego chuja i skurwysyna. Wiesz, że tak nie myślę?
- Wiem. Ty stara pipo...

Rozdział 4: Kłóćcie się a będzie wam dane, czyli... koniec bajania

Potomek rodu rósł jak na drożdżach. Dali mu na imię Aleksander, na cześć wielkiego prezydenta. Nie pamiętali w jakim kraju rządził, ale wiedzieli, że był wielki. Dosłownie i z czynów. Z powodu potomka po raz pierwszy doszło u nich do potężnej kłótni. Oczywiście poszło o sprawy światopoglądowe. Mi obstawała, aby poświęcić dziecko lokalnemu bogu, zwanemu Mbutu [20]. Muminek jako kosmopolita i agnostyk sprzeciwiał się tej decyzji, twierdząc, że jak mały Ali G [21] dorośnie, to sam zadecyduje, czy chce być poświęcony jakiemus tam Mbutu, czy innemu X-Man'owi. Mi wytaczała najcięższy oręż w postaci relacji prospołecznych, takich jak "co powiedzą sąsiedzi", ale Muminek obalał te tezy prostym stwierdzeniem "Przecież na wzgórzu mieszkamy sami". I ta banalna kłótnia trwała by może do sądnego dnia, albo i jeden dzień dłużej, gdyby nie fakt, że w Muminkowej Dolinie w tym czasie zmarł ostatni kapłan Mbutu i nie zanosiło się na to, by w najbliższym czasie pojawił się
następny. Tak to śmierć pogodziła zwaśnionych. Chyba jedyny taki przypadek na świecie. Życie toczyło się swoim tokiem. Raz było lepiej raz gorzej. Tak jak to bywa w życiu. Mi z Muminkiem doczekali się jeszcze jednego potomka - dziewczynki. Tym razem nazwali ją na cześć pewnej kobiety, której imieniem była nazwana główna ulica Miasta - Tove. Po dziś dzień historycy głowią się, skąd się ta kobieta wzięła i co takiego wielkiego zrobiła dla Muminkowej Doliny, że zasłużyła na ulicę własnego imienia. Powstały różne domysły, jak ten, że Tove Jansson była założycielką miasta. Tylko dlaczego nigdzie nie było na to
dowodów? Mimo intensywnych wykopalisk na terenie Miasta i okolic nie znaleziono żadnych dowodów. Znaleziono tylko mocno podniszczone rękopisy powieści "Zima Muminków", "Dolina Muminków w Listopadzie", "Pamiętniki Tatusia Muminka", "Tatuś Muminka i Morze", "Komety nad Doliną Muminków", "Opowiadania z Doliny Muminków" i "Lato Muminków" [22]. Jednak żaden z tych rękopisów nie był podpisany imieniem i nazwiskiem autora. Fascynująca w tych powieściach była zbieżność imion bohaterów z żyjącymi
naprawdę osobami w Dolinie. Jednak zarówno charakter postaci jak i opowieści zawarte w treści odbiegały od tego, co rzeczywiście działo się w Dolinie. Więc nie uznano tego znaleziska za źródło historyczne a jedynie za ciekawostkę archeologiczną. Tak było...

Aha! Byłbym zapomniał. Buka znalazła miłość swego życia. Został nią Ryjek. Nieprawdopodobne? Być może. Ale pamiętajcie, moi mili:

"NIE ZAWSZE TO CO JEST DOBRE, A MAMY W ZASIĘGU RĘKI, OBJAWIA SIĘ OD RAZU"

Pozdrawiam i spadam na kilka kufelków trumpina...

PRZYPISY:
[1] trumpin - lokalny alkohol w Dolinie Muminków, w smaku przypominający piwo z mydłem, o zawartości alkoholu ok. 10%
[2] lufren - standardowa jednostka płatnicza w Dolinie Muminków. Jeden lufren w przeliczeniu, to ok. 5 euro. 1/100 część lufrena to bubel.
[3] mama Muminka to Mama Muminka, a tata Muminka to Tata Muminka. Gwoli wyjasnienia, gdyż nie wszyscy to wiedzą...
[4] mama Mi to Migotka, a tata to Migotek - formalnie to rodzeństwo. Kazirodztwo popełnione na potrzeby opowiadania...
[5] na potrzeby tego opowiadania autor pokręcił powinowactwa stworów. Każdy wie, że Mimbla była siostrą Mi. 6 stwory takie oficjalnie w opowiadaniach Tove Jansson nie występują, ale... a co to was, zresztą, interesuje?
[7] wstecznica wiosenna - dość popularny w Dolinie Muminków narkotyk, który w dużych ilościach porasta wyspy za Morzem. Dystrybucją tego specyfiku zajmowali się Hatifnatowie, znani ze swego pędu do wody i ćpania.
[8] proszę wybaczyć autorowi nieznajomość historii literatury dziecięcej
[9] autor na potrzeby opowiadania zmienia nawet płeć osobników występujących, więc proszę mu wybaczyć. Dla informacji - Too-Tiki nie był tranzwestytą...
[10] No More Silence - swego czasu bardzo popularny zespół mum-metalowy, który zagrał nie jeden i nie dwa koncerty w Dolinie Muminków. Znany był z tego, że wszędzie gdzie się pojawiał, sąsiedztwo montowało pancerne szyby. Tak na wszelki wypadek.
[11] tak przy okazji, Muminek i tak nie miał prawa jazdy, więc nie byłoby mu czego odbierać...
[12] MAFF - skrót od ang. Mix All From Freezer, czyli Zmiksuj Wszystko Z Lodówki. Ulubione danie Mi.
[13] Wszyscy wiedzą o co chodzi. Jeśli niektórzy jednak nie są w stanie się domyślić o co, więc mówię dosłownie: o dupczenie...
[14] "Meaning of Life" - z ang. "sens życia". Był kiedyś taki film, znanej muminkowej grupy autorów-aktorów pod nazwą Monty Python, który odbił się szerokim echem po salonach, jako że naruszał obszar uczuć zarezerwowany dla tzw. "wartości chcrześcijańskich", w skrócie "WC"
[15] Kuchnia non olet - z łac. Kuchnia "nie smierdzi". Parafraza znanego powiedzenia Pecunia non olet - "Pieniądz nie śmierdzi". Jeżeli ktoś nie wie, to zdanie to wypowiedział pewien pan papież. Teraz już wiecie, dlaczego KrK tak kocha pieniądze...
[16] Muminek wierzył w życie na innych planetach. Po części sam czuł się kosmitą.
[17] Chyba jedyny gatunek zwierza na ziemi, gdzie facet chodzi w ciąży, rodzi i opiekuje się małymi. Musiała się natura w tym wypadku pojebać, ot co.
[18] Tak naprawdę, to autor nie wie jak wyglądają wody płodowe, ale coś, co znajduje się 9 miesięcy w brzuchu, a na dodatek jest intensywnie zasilanie przez mocz dziecka, nie może wyglądać ładnie
[19] ride, china, crash, break - fachowe nazwy poszczególnych talerzy perkusyjnych
[20] Aby nie być posądzanym o czepianie się do którejkolwiek religii, autor wymyślił sobie takiego boga. Czemu akurat Mbutu? Bo głupio brzmi...
[21] Ali G - to oczywiście zdrobnienie Aleksandra. Dlaczego takie? Trzeba było obejrzeć film "Ali G in da house"
[22] Prawdziwe opowiadania Tove Jansson o Muminkach. Kto nie czytał, jak np. autor, ten trąba.

Robert "Wooya" Gaudyn [ wooya@2loud.net.pl ]


Storytellers 2oo6. Wszelkie prawa zastrzeżone. Oprawa graficzna: aNomaLy


Online Napisz do nas! Ankieta - pomóż nam stworzyć jeszcze lepszy magazyn! Regulamin dla writerów

Spis treści
W górę

Spis treści