Młoda dziewczyna odziana w płaszcz z kapturem na głowie, który osłaniał do połowy jej zielono-niebieskie oczy, skierowała się w stronę lasu. Ruszyła wąską ścieżką na północ. U jej boku szedł czarny jak noc wilk, jedynie jego świecące ślepia były widoczne w czerni nocy. Księżyc świecił srebrnym blaskiem- była pełnia. Mgła unosząca się do kostek pochłaniała nieliczne promienie księżyca, którym udało się przedostać przez korony drzew.
Szła w tylko sobie znanym kierunku. Instynkt pchał ją w jakieś miejsce, ale nie wiedziała gdzie. Nie wiedziała, po co. Spodziewała się, że niedługo ktoś za nią podąży. Jedna z władczyń miasta widziała jak wychodziła wieczorem- jeszcze, gdy Słońce nie zaszło całkowicie rozświetlając niebo pomarańczowym blaskiem- przez bramę miasta kierując się wraz ze swym przyjacielem wilkiem w stronę lasu.
Szła już długo. Była trochę zmęczona, więc postanowiła usiąść na zwalonym pniu drzewa i odpocząć trochę. Wilk zniknął gdzieś w lesie, lecz po chwili powrócił uśmiechając się po wilczemu. Usiadł koło dziewczyny i skamlnął cicho. Spojrzał na dziewczynę zupełnie jakby chciał żeby szli dalej. Młoda Wampirzyca wstała, więc i ruszyła dalej na północ.
-Wilku...-Powiedziała cicho- Synu Nocy i Mroku, Abaddonie. Czujesz?
Zwierz spojrzała na nią rozumnie, po czym zamerdał ogonem. W czerni nocy, w oddali widać było coś jeszcze ciemniejszego. Choć to mogłoby wydawać się niemożliwe tak było. W oddali najprawdopodobniej było jakieś wejście lub coś innego. Dziewczyna szła w tamtą stronę pchana instynktem.
Zbliżywszy się do jaskini stanęła. Spojrzała niepewnie na wilka potem znów na jaskinię. Poczuła jak przez jej plecy przechodzi zimny dreszcz. Zadygotała. Zimny wiatr uderzył ją w twarz zdejmując kaptur z jej głowy. Ciemnobrązowe włosy rozwiały się na wietrze. Wampirzyca wyczuła, że ktoś jest za nią, odwróciła się i ujrzała Czarodziejkę. Uśmiechnęła się i powiedziała:
-Więc jednak poszłaś za mną.
-Cóż... -Czarodziejka urwała- Na to wygląda- Zaśmiała się
W tym samym momencie Wampirzyca usłyszała dziwny dźwięk dobiegający z jaskini. Odwróciła się i poczuła niemiły zapach.
-Co... Co do cholery?! -Powiedziała do siebie.- Co on tu robi?
W jaskini rysowała się sylwetka jakiegoś stworzenia, a właściwie czegoś, co było podobne do Demona. Istota stała na tylnych nogach, które zakończone były kopytami. Nogi wraz z tułowiem porośnięte były gęstym i długim czarnym włosem. Twarz miał ludzką, jednak tylko twarz mówiła o tym, że jest w nim cokolwiek z człowieka, jeśli cokolwiek było w nim z człowieka. Uszy miał długie, trochę jakby wilcze tyle, że były dłuższe niż u wilka. Poruszały się na wszystkie strony. Z głowy wyrastały krótkie różki.
Czarodziejka spojrzała na Wampirzycę.
-Co to jest?- Zapytała.
-Ja... Nie wiem, co on tu robi... On nie powinien tu być... Jest z mojej krainy. To moja wina... On przyszedł po mnie...- Urwała. Demon słysząc ostatnie słowa Wampirzycy odwrócił czerwone, płonące ślepia w jej stronę. Powiedział coś w nieznanym dla Czarodziejki języku. Potem w stronę Wampirzycy wystrzeliła z rąk Demona energia. Wampirzyca wydała z siebie zduszony okrzyk, a następnie, uderzona dużą siłą, poleciała zatrzymując się dopiero na wielkim, starym drzewie. Próbowała się podnieść, lecz nie miała sił. Połamane żebra dawały o sobie znać z każdym oddechem, przeszywając ciało dziewczyny upiornym bólem. Czarodziejka spojrzała zdezorientowana. Zaczęła wypowiadać jakieś zaklęcia. Demon słysząc ją zwrócił się w jej stronę.
- Nie! Zostaw ją! Przyszedłeś po mnie... Słyszysz!?- Wampirzyca wykrzyczała z trudem, po czym zakrztusiła się.
Ponownie spróbowała wstać, tym razem udało jej się to, lecz wysiłek sprawił jej ogromny ból. Zachwiała się na nogach. Demon ruszył w jej kierunku. W jego oczach płonęła czysta żądza mordu.
"Więc to koniec? Myślałam, że uda mi się przed nim uciec, a jednak... znalazł mnie..."
Wampirzyca nie posługiwała się dużą magią. Umiała władać białą bronią, a w szczególności sztyletem. W tym wypadku sztylet byłby jednak niezdatny, a magia, którą władała Wampirzyca zbyt słaba, dziewczyna była, więc bezbronna. Czarodziejka natomiast władała dużą magią. Nie była ona w stanie zabić Demona, ale byłaby w stanie go przegonić, choć na krótki czas.
***
Czarodziejka zdawała sobie sprawę z siły, jaką posiadał Demon, zdawała sobie sprawę, że jest on znacznie silniejszy od niej. Wiedziała jednak, że demon przebył długą drogę i bądź, co bądź musiał być, choć trochę zmęczony. Zaczęła, więc znów wypowiadać słowa zaklęcia. Tym razem robiła to cicho. Demon nie mógł jej usłyszeć.
Uniosła białą laskę, którą trzymała w ręku, z jej końca wystrzeliło oślepiająco białe światło, które skierowane było w Demona. Kiedy światło uderzyło w niego wydał z siebie ryk i rzucił się na Czarodziejkę, ta jednak ponownie wystrzeliła wiązkę oślepiającego światła ze swej laski.
Osłabiony Demon postanowił poczekać z zabijaniem Wampirzycy. Rzucił jej na odchodne słowa, których nie rozumiała Czarodziejka i zniknął w jaskini. Czarodziejka szybko podeszła do dziewczyny, która zdążyła już osunąć się na ziemię.
-Jak się czujesz?- Zapytała
-Ja? Całkiem dobrze- Wampirzyca wymusiła uśmiech. Zakasłała i jęknęła z bólu, który przeszył jej ciało.
-Właśnie widzę... Powiedz, co ci jest. Może uda mi się pomóc ci w jakiś sposób.
-Wszystko w porządku. Nic mi nie jest... Tylko żebra...- urwała
-Shai proszę cię.-Powiedziała Czarodziejka, w jej głosie słychać było nutkę niepokoju.
"Niestety moje rany się nie goja same..."-pomyślała Wampirzyca, po czym powiedziała do Makoto:
-Czy jest sens? On i tak mnie zabije...
Czarodziejka nie zastanawiała się już dłużej. Przyłożyła dłoń do klatki piersiowej dziewczyny. Wampirzyca poczuła dziwny ucisk i coś jeszcze, czuła jakby jej połamane żebra wracały na swoje miejsce.
Wilk kręcił się w pobliżu skamląc niespokojnie. Księżyc powoli zachodził. Mgła uniosła się na wysokość kolan i podnosiła się coraz wyżej...
***
-W mieście nic ci nie grozi. Jest dobrze strzeżone.-Powiedziała Makoto idąc wraz z Wampirzycą w stronę miasta.- Wystarczy, że nie będziesz wychodzić poza mury...
-Tak ci się tylko zdaje. Tam skąd przyszłam zabijał znacznie silniejszych od ciebie. Wkradał się do miast znacznie lepiej chronionych niż to. Przed nim nie ma ucieczki... Noo... Chyba, że śmierć- dziewczyna zaśmiała się.
-Czym, a może, kim on jest?- Zapytała Czarodziejka.
Wampirzyca spojrzała na nią.
-Jest jednym z wysłanników Szatana. Możesz nazywać go jak chcesz. Jest po prostu Sługą Piekieł. Tyle tylko, że on jest bardzo silny. Moja przodkini miała z nim "zatarczki".... Prawie go zabiła jednak ostatecznie to on wygrał... A teraz przyszedł zabić mnie.
-Ale, co ty masz wspólnego ze swoja przodkinią?
-Po prostu wiem, o czymś, o czym nie powinnam wiedzieć... to między innymi- zaśmiała się.- Posiadam również coś, co należało do mojej przodkini, coś, co ona zabrała samemu Szatanowi.- Dziewczyna wyjęła z kieszeni płaszcza medalion.
-Co to jest?- Zapytała Makoto.
-To? Medalion- uśmiechnęła się lekko. Medalion nie przedstawiał nic niezwykłego był to najzwyklejszy w świecie krąg, w którym znajdował się Pentagram z wyrysowaną weń głowa kozła.
-To wiem, ale co w nim takiego niezwykłego? Przecież to zwyczajny Pentagram.
-Tak wygląda, ale posiada on wielką moc. Moc, którą przekazał mu sam Szatan. Moc, która odpowiednio wykorzystana przez osobę posiadającą go mogłaby sprowadzić na świat klęskę... choroby... zniszczenie... Ale do tego potrzeba umiejętności, których ja nie posiadam.
Czarodziejka spojrzała na medalion.
-Czy można go jakoś zniszczyć?- Zapytała.
-Podobno tak... Słyszałam, że aby zniszczyć Medalion Szatana trzeba zabić jego najsilniejszego sługę. Właśnie tego, który tu przyszedł... Posiada on część mocy Szatana, tej, która zawarta jest również w Medalionie. Medalion i Sługa są od siebie zależni. Jeśli sługa zginie Medalion ulega zniszczeniu... Wiem, że to trochę dziwne... Szczególnie, że Medalion należy do Szatana, a nie jego Sługi... Ale musisz wiedzieć, że ten Sługa jest dzieckiem Szatana... Żyje on już bardzo długo, właściwie to jest nieśmiertelny... tak jakby. Chodzi o to, że nie umrze on nigdy śmiercią ze starości, jedyna śmierć, jaka może go spotkać, to, gdy ktoś go zabije... - Urwała patrząc na Czarodziejkę...
***
-Powinnaś odpoczywać.-Powiedziała Czarodziejka siedząc na łóżku Shaitany- To, że cię uzdrowiłam o niczym nie świadczy. Jesteś osłabiona. Jeśli zajrzę tu za jakiś czas, a ciebie nie będzie w łóżku lub w pokoju skończysz w lochach.- Powiedziała uśmiechając się.
Dziewczyna spojrzała na nią.
-Dobrze, dobrze...- Zaśmiała się- Już nigdzie nie idę.
Czarodziejka wyszła z pokoju. Wampirzyca sięgnęła po Medalion, po czym przyjrzała mu się.
"Męczysz mnie... Czemu akurat ja? Czemu akurat ona? Po co? Co jej to dało....?"
Odłożyła Medalion. Długo jeszcze leżała na łóżku nie mogąc zasnąć, w końcu przyszedł upragniony sen. Był on jednak niespokojny i płytki.
Kiedy się obudziła na niebie mocno świeciło Słońce. Było ono dokładnie na wysokości okna. Domyśliła się, więc po tym, że jest już południe. Spojrzała na stolik, który znajdował się nieopodal łóżka. Medalion leżał na swoim miejscu. Dziewczyna podciągnęła się siadając na łóżku. Wtem ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę- powiedziała spokojnym głosem.
Do środka weszła Czarodziejka.
-Witaj. Jak się czujesz?
-Chyba dobrze- wstała z łóżka i skierowała się do okna.- Muszę go zabić, nie wiem, jak, ale muszę.
-Mogę ci pomóc. Możesz na mnie liczyć...-Czarodziejka podeszła do dziewczyny obejmując ją od tyłu.
-Dziękuję, ale nie mogę cie w to wplątywać. To mój problem.... -Urwała- Łudziłam się, że odchodząc z rodzinnego miasta... ze swojej krainy... ucieknę przed nim. Byłam głupia i nadal jestem. Na dodatek narażam twoją krainę na to, co kiedyś stało się z Lasem Elfów, do którego trafiłam jeszcze przed tym jak pojawiłam się tutaj... Wszyscy zginęli i... to była moja wina...- Spojrzała w dal wędrując wzrokiem po lesie i górach, których szczyty rysowały się słabą linią za lasem.
Czarodziejka odeszła od dziewczyny.
-I tak ci pomogę.- Powiedziała- Jestem tutaj władcą i mam prawo do robienia tego, co chcę, a wiedz, że chcę ci pomóc i zrobię to- spojrzała z uśmiechem na Wampirzycę, która westchnęła cicho...
***
Stała w oknie patrząc na pełnię księżyca. W ręku trzymała Medalion. W oddali słychać było wycie wilka. Szum wiatru zazwyczaj kojący dziś wyprowadzał ją z równowagi. Była podenerwowana. Westchnęła cicho i schowała Medalion do kieszeni. Wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi.
"Teraz śmierć jest już prawie na wyciągnięcie ręki"
Spotkała się z Czarodziejką u bram miasta. Spojrzała na nią niespokojnie i powiedziała:
-Już nie wrócimy... Przynajmniej ja.
Czarodziejka położyła dłoń na jej ramieniu i uśmiechnęła się lekko.
-Będzie dobrze...
"Nie będzie... Nigdy nie było..."-Pomyślała Wampirzyca.
Wyszły poza mury miasta.
***
Las był dziwnie cichy. Przez co wydawał się być jeszcze bardziej tajemniczy niż zazwyczaj. Nie było słychać niczego, dosłownie. Ustał nawet wiatr, który hulał w najlepsze, gdy dziewczyny były w zamku. Teraz panowała całkowita cisza.
Nie znajdywały się daleko od jaskini, a im bliżej były tym niepokój Wampirzycy wzrastał, razem z nim dziwne uczucie, że stanie się coś niezwykłego, uczucie to było jednak przeciwne do niepokoju.
Kiedy wreszcie dotarły na miejsce Makoto spojrzała na Wampirzycę. Ta nie odpowiedziała nic- nasłuchiwała. Nagle usłyszała warkot wilka. Zwierz zjeżył sierść na karku i stał tak wpatrzony w jaskinię. Tak samo nagle jak wtedy, gdy były tu ostatnim razem z jaskini wyłonił się Demon. Mówił coś do Shaitany w swoim języku, a może w języku wspólnym dla nich obydwojga? Tak czy owak Wampirzyca rozumiała Demona.
Makoto nie zastanawiając się użyła magii. Demonowi jednak nic się nie stało. Spojrzał jedynie na Makoto i wydał z siebie dźwięk podobny do ironicznego śmiechu. Kiedy Demon nie patrzył na Wampirzycę ta szybko założyła na szyję Medalion. Zauważyła, że emanuje on bladym światłem.
"Co to oznacza?"- Pomyślała.
"...Magia i Medalion..."
Do głowy Shai wdarła się dziwna myśli. Postanowiła, więc zaryzykować i użyć magii.
Wystrzeliła w stronę Demona niszczącą energię. Czar był tak silny, że wprawił dziewczynę w osłupienie.
"Więc jednak Medalion dodaje sił"
Makoto spojrzała na nią. Potem zerknęła na Medalion i zaatakowała wraz z Shaitaną Demona. Stworzenie broniło się używając magii, lecz zdwojona siła Wampirzycy oraz duża siła Czarodziejki zaczynały osłabiać Demona.
***
Makoto zadała ostateczny cios. Demon padł martwy na ziemię. Shai spojrzała na Medalion. I... Zdumiona otworzyła usta. Po chwili wszystko do niej zaczęło docierać. Uderzyła w nią ogromna fala bólu. Wampirzyca rozwarła usta w bezgłośnym krzyku. Medalion wtapiał się w jej ciało po stronie serca. Powoli wtapiał się w nie.
Czarodziejka patrzyła na nią w osłupieniu. Nie mogła się ruszyć. Widziała jak Medalion zatapia się w ciele dziewczyny, a potem usłyszała dziwny dźwięk jakby coś w niej wybuchło. W tym samym momencie Shaitana padła martwa na ziemię. Z rany zrobionej przez Medalion polała się czarna krew. Ciało dziewczyny zaczynało się powoli rozpadać, to samo działo się z ciałem Demona.
"Zabiła Demona niszcząc w ten sposób Medalion, ale mając Go na szyi, używając jego mocy była skazana na śmierć... Zabiła zło złem i zabiła siebie Używając "zła" do pomocy wydała na siebie wyrok...- pomyślała Czarodziejka, po czym odwróciła się i powiedziała:
-Choć Abaddonie.- Wilk cicho skamlał wpatrzony w rozpadające się ciało dziewczyny. Po chwili jednak ruszył wraz z Czarodziejką leśną ścieżką w stronę miasta. Syn Mroku i Czarodziejka, która była Światełkiem W Ciemności szli razem jak najlepsi towarzysze i przyjaciele.