N U M E R :
6
czerwiec 2006


kontakt

| poprzednie - spis treści - następne |      
Strona - 23 - Summoning...

Summoning - Oath Bound

Nowy album Summoninga... Od momentu, kiedy się dowiedziałem, że powstanie nie mogłem się go doczekać. Potem moment gdy już go miałem, a jeszcze nie zacząłem słuchać - jaki on jest? Czy to stary dobry Summoning, powrót w chwale, czy może nie udana płyta?

Teraz znam już odpowiedzi na te pytania, co więcej chciałbym podzielić się nimi z wami. Najpierw intro - przede wszystkim widać zmianę klimatu. Wszystko w porządku, tylko nieco inaczej - i dobrze. Nadmienię fajne wypowiadane kwestie - sample, świetnie pasują. bezpiecznie mogę stwierdzić, lepszego intra naprawdę nie słyszałem. Intro minęło, czas na pełnowartościowy utwór - Across The Streaming Tide - Długi, miły w odbiorze. Choć sporo się w nim dzieje, to jest on dośc spokojny. Może momentami nawet smutny? Bardzo klimatyczny, nic w nim nie jest przesadzone, nic się nie narzuca bez potrzeby. Mirdautas Vras - znów patos jak w poprzednich dokonaniach, ale w trochę innej formie. Przede wszystkim rozsiewa wokół siebie fajną atmosferę. Całość w języku Mordoru, tylko podkreśla klimat.

Koniecznie trzeba wspomnieć o fantastycznych samplach! To nim utwór zawdzięczas swoją siłę. Poprostu czujesz, że znajdujesz się blisko armii orków maszerującej na zdobycie kolejnego fragmentu Śródziemia. To jest to! Might And Glory - Hmmm nie rusza mnie tak mocno jak poprzednie kawałki. Jest świetny, lecz zbyt wiele rzeczy się w nim powtarza i w połowie aż mnie przynudza. Fajne sample kruków, no i chórek pod koniec - dla niego lubię słuchać tego utworu. Także ok 8 minuty fajnie wykorzystana gitarka - tak, właśnie takich zagrań się spodziewałem, kiedy Protector mówił o zdecydowanej wyższości gitar w tym albumie. Pozatym - 'zwykły' bardzo dobry Summoning. Baleriand - Ma swój klimat, ale zdecodwanie zbyt monotonne. Dziewięć minut tego samego z niewielkimi zmianami.

Nie przemawia do mnie. Przesłuchać można, ale zbyt przynudza - jednak czuję się zobowiązany, napisać, że nie jest to słaby kawałek. Nic z tych rzeczy. Trzyma poziom w każdej warstwie, poprostu moje oczekiwania były trochę wyższe. Northward - kolejny fajny utwór, nie mogę się raczej niczego czepić - może najwyżej tego, że oczekiwałem nieco więcej 'siły' takiej 'mocy', ale cóż nie każdy kawałek musi być takim "Farewell". Menegroth - kolejny podobny utwór, raz głónie słychać klawisze, raz wchodzi w to wokal. Pod koniec sample z tekstem.


Bardzo porządnie, ale bez specjalnych 'achów' i 'ochów'. Might and Glory - początek sugeruje raczej coś mocnego, jednak zostaje stłumiony w pewnym momencie przez klawisze. Wokal jak zwykle na poziomie, bardzo mi się całość podoba, nie wolno przejść obojętnie obok tego utworu. Tym bardziej, że w 6 minucie pojawia się chórek - jak zwykle świetny! Pomaga wybić się piosence, pomaga nam ją zapamiętać - i bardzo dobrze. I ten ostatni. Land Of The Dead. Częściowo znany, bowiem na długo przed premierą płyty został udostępniony we fragmencie promującym płytę (jeśli nic złego się nie stanie, pod recenzją powinien znajdować się link do niego - nie znasz zespołu? Koniecznie posłuchaj!). A jaki jest sam utwór? Piękny, mistrzostwo od początku aż do samego końca. Super wokale, nie da się ich nie zapamiętać, w kółko 'łapię się' na dośpiewywaniu konkretnych partii. Wspaniała melodia, zapamiętuje się nią bardzo szybko. Całość trwa prawie 13 minut, ale co jest wspaniałe ani przez moment nie przynudza.

Kiedy jesteśmy w połowie, wiadomo już, że to najwspanialszy utwór z całego albumu - a to przecież jeszcze nie koniec! Po partii klawiszowej (i moim ulubionym fragmencie wokalnym ;) ) pojawia się chór, który przytłacza. Nie tak jak w "Farewell", ale także pięknie się sprawuje... "Far far away beyond might of day..." - to brzmi naprawdę świetnie. Land Of Dead mógłby trwać i pół godziny, a nie przynudzałby. To jest definitywnie jeden z najlepszych utworów w historii zespołu.

Czas na ostateczną odpowiedź na pytania we wstępie, choć po lekturze mojego tekstu ciężko nie wywnioskować mojej opinii. Z całą pewnością jest to bardzo udana płyta, może nie perfekcyjna, ale bardzo dobra. Także jest to powrót w chwale. Szczerze mówiąc spodziewałem się albo porażki, albo albumu genialnego. Cóż, w efekcie dostałem coś zdecydowanie bliżej tego drugiego określenia. Czy to stary dobry Summoning - dobry, ale po pewnym liftingu. Niby więcej gitar, niby więcej growlu, ale black metalu (w najzwyklejszym wykonaniu) to właściwie zupełnie nie przypomina. Ale czy to źle? Na pewno jest to trochę inny Summoning, jednak po ostatnich dokonaniach było widać, że zespół zmienia się. Nie na lepsze, nie na gorsze, ale na inne :). Mam też wrażenie, że muzyka jest nieco smutna, ale może to tylko moje odosobnione uczucie? Szkoda też mi, że chórek w stosunku do poprzedniej płyty sprawia wrażenie troszeczkę cofniętego w rozwoju. Na koniec chciałbym dodać, że album należy przesłuchać kilka razy przed werdyktem. Bardzo nie fair byłoby odrzucić go po pierwszym przesłuchaniu. Proponuję skupić się słuchając, dać się ponieśc emocjom, wsłuchać się w każdy fragment każdego utworu, pozwolić tej muzyce rozwinąć skrzydła. Gdybym oceniał płytę na pierwszym przesłuchaniu, ocena byłaby o półtora punktu niższa.Planowałem teraz dać 8,5, ale przesłuchałem po raz chyba setny Land Of Dead i stwierdzam, że chociaż dla tego utworu należy się dziewiąteczka. Reasumując - jest bardzo dobrze. 9/10

Autor: El Zabbul www.konradzaba.prv.pl 

    | poprzednie - spis treści - następne |
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)