maj 2006
6
czerwiec 2006


kontakt

| poprzednie - spis treści - następne |      
Strona - 19 - Harry Connick...

Chucho Valdes, "Bele Bele en La Habana"

Wykonawcy:

Jesus "Chucho" Valdes - fortepian

Alain Perez Rodriguez - bas, wokal

z kolei na sekcję rytmiczną składają się: Roberto Vizcaino Guillot oraz Raul Pineda Roque

Utwory:

1. son montuno
2. lorraine
3. but not for me
4. con poco coco
5. el cumbanchero
6. tres lindas cubanas
7. la sitiera
8. los caminos

Początkowo recenzja tej płyty nie miała znaleźć się w tym numerze, jednak stwierdziłem, że Chucho Valdes jest zbyt dobry, aby czekać cały miesiąc na kolejne wydanie Muzyki. Zatem mam niewątpliwy zaszczyt przedstawić Wam: "Bele Bele en La Habana".

Kim jest Chucho Valdes? Pianistą. I to niesamowicie utalentowanym pianistą pochodzącym z Kuby. Jego kariera zaczęła się w 1960 roku, gdy stworzył własny zespół. Jednak, co jest dość ciekawe, „odkryty” został dopiero w 1970 roku przez Dave’a Brubecka i Gerry’ego Mulligan. Teraz jeszcze zostaje mi do napisania gdzie to „odkrycie” miało miejsce. Otóż całość wydarzyła się na naszym rodzimym Jazz Jamboree. I niech mi ktoś teraz powie, że festiwale jazzowe w Polsce są zbędne:) Styl Chucho charakteryzuje się dość silnymi naleciałościami muzyki kubańskiej, co nie powinno nikogo dziwić. Jest to połączenie jazzu oraz dźwięków pochodzących prosto z Kuby, z przewagą tego pierwszego.


Pomimo, że na płycie znalazło się tylko osiem utworów, to na czas trwania albumu narzekać nie możemy. Wszystkie utwory są w sumie instrumentalne... Zatem dlaczego przy nazwisku Alain'a figuruje słowo 'wokal'? Ma to związek z ostatnim utworem, w którym możemy usłyszeć bliżej nieokreślone... hm, zawodzenie, jęki i dźwięki dobywające się właśnie z jego gardła. O ile z reguły słowo 'zawodzenie' oraz 'jęki' wymienione w tym kontekście nie kojarzą się zbyt dobrze, o tyle te stosowane przez Alain'a kojarzą mi się bardzo dobrze, ponieważ przypominają mi dokonania Keitha Jarreta(klimat utworów jest całkowicie różny, jednak jest tu coś specyficznego, co usłyszymy również w twórczości Jarreta). Rzec można, że te "eksperymenty" stanowią świetny finał tego albumu. Jednakże ja tu o finale piszę, a nawet słowa o otwarciu nie naskrobałem. Tytuł pierwszego utworu(jak i pozostałych) możecie sobie zobaczyć w spisie, który gdzieś w okolicach tego tekstu powinien się znajdować. A jak się zaczyna? Dynamicznym kawałkiem, w którym rolę główną odgrywa fortepian(podobnie jest z całą płytą, jednak odnoszę wrażenie, że w tym utworze Chucho ma 'najwięcej do powiedzenia').

Jak już pisałem wcześniej Chucho jest świetnym pianistą, a partie solowe w jego wykonaniu spodobają się każdemu, a niektórych mogą nawet zaskoczyć. Reszta kwartetu nie stoi w cieniu lidera i też prezentuje się co najmniej świetnie. Sekcja rytmiczna, w której skład wchodzą aż dwaj członkowie zespołu(Roberto i Raul) nadaje utworom specyficznego latynoskiego klimatu oraz tempa. Całości dopełnia bardzo dobra gra Alain’a na basie.

Kończąc napiszę tylko: polecam. Słowa nie potrafią w pełni oddać piękna tej muzyki, dlatego Ci, którzy przynajmniej trochę lubią kubańskie klimaty oraz jazz niech śmiało sięgają po ten album. Nie rozczarujecie się.

Autor:Iskendarian 

    | poprzednie - spis treści - następne |
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)