Czerwiec 2006      


|:  VARIA  :|

Pisarzem być
Michał Chmielewski

Pisanie swoich odczuć i poglądów to zajęcie dla idioty, niech będzie, że każdego (choć mógłbym to podważyć). Zabawę w tekściarza, offowego felietonistę czy wrajtera - jeżeliby sięgać po zachodnie określenia - nazywam amatorską igraszką, gdyż robić to potrafi nawet zygota. Że niektórzy robią to lepiej, inni gorzej, to inna sprawa. Ja jestem takim kimś. Obrazuję świat z mojego - czyt. jedynego prawidłowego - punktu widzenia i mówię wam - prościzna. O wiele mocniej natomiast zagmatwaną fuchą jest wykreowanie świata własnego, zamkniętego między okładkami. Tak, spłodzenie książki fabularnej to dopiero wyczyn godny podziwu.

Dlatego pewnego czasu postanowiłem - napiszę książkę. Z fabułą, bohaterami, ciekawą akcją i w ogóle. A potem ŁUP!, dostałem czymś w głowę. Rozjuszony jak byk po amfetaminie rozglądam się wkoło z zamiarem starcia w pył sprawcy. Lecz oto uświadamiam sobie, iż cios ten zadała moja własna pamięć: "Przecież, Michale, napisałeś już coś, co znawca literatury po wpuszczeniu strumienia heroiny w kanał mógłby nazwać powieścią, a dokładniej - zbiorem opowieści". Ano nie zaprzeczam, na mym dysku ślęczy kwartet noweli, będących moim prywatnym klonem "Czterech pór roku", choć to porównanie mówi o nich wielce niekorzystnie.

Pierwsza: płatny killer, z dzieciństwem jak nieszczęście, wykonuje swoje ostatnie zlecenie, choć "w pracy" jeszcze o tym nie wie. Napisałem to w dwa dni chyba - na pewno nie więcej. Druga: zdesperowany gimnazjalista z dobrego domu mści się na matematyczce wrzucając do pokoju nauczycielskiego prawdziwy granat. I to bez zawleczki. Co w konsekwencji doprowadziło do wiadomych rozrywek. Trzecia opowiada historię pomiatanego przez rówieśników licealisty. Chłopinka w końcu, "pożycza" od starego myśliwską strzelbę, by na kumplach zrobić z niej wiadomy użytek. Potem strzela sobie w łeb. Czwartą uważam za najlepszą i najstaranniejszą: gimnazjalista przypadkiem odkrywa w sobie nekrofila. Pod kilkudniową nieobecność zaprasza do siebie kumpla w celach libacyjnych, podczas których dochodzi do przypadkowej śmierci gościa. Młody nekrofil nie spieszy się z zawiadomieniem dorosłych, tylko zaspokaja swoje mocno skrzywione pragnienia erotyczne.




Gdy skończyłem, spojrzałem z uśmiechem na te cztery pliki, wessałem mnóstwo powietrza i dumnie napinając kościstą klatę powiedziałem: - Jeejku, ale gówno. Jeśli czegokolwiek będę w życiu pewny, to na pewno tego, że mi one nie wyszły. Cała ta czwórka w pełni ukazuje grafomańską genezę moich tekstów, którą wielu wciąż nie widzi, za co chwała Allachowi.

Stephen King nazwał kiedyś pisarza "człowiekiem, który nauczył swoje myśli nieposłuszeństwa". Sentencja fajna, nic, tylko drukować ją na koszule i wysyłać do bogów literatury (tych jeszcze żywych), ale wg mnie mylna. Ja jako gryzipiórek, komentator rzeczywistego świata, mam myśli nie tyle nieposłuszne, co zdziczałe niczym żubr w trawie puszczy. Często pisząc jestem pod nieustannym ostrzałem spostrzeżeń i pomysłów ich zrealizowania, dzięki czemu potem wychodzą mi chaotyczne teksty (jak ten?). Uznając więc określenie Kinga za słuszne powinienem wydawać historie, o które producenci filmowi będą się gryźć. Powiadam zatem - pisarz posiada krnąbrny mózg, on jest kwalifikowanym trenerem myśli. Rozkapryszone idee, jeżeli już, to towarzyszą pisarzom nieopierzonym, żółtodziobom. Albo średnio i mniej utalentowanym tekściarzom. Tu mogę robić za przykład.

Dość bliska osoba podpowiedziała mi, abym jednak napisał książkę. Mniejsza, o czym - ważne, żebym zrobił to swoim stylem, bo wtedy, cokolwiek bym nie napisał, ludzie dadzą radę to przeczytać bez skurczów żołądka. To, wydaje mi się, nie przejdzie. Offowy tekściarz (to ja) i fanaberie nie są dobrym materiałem na pisarza, wierzcie mi. Zbyt częsta i rozległa huśtawka nastrojów i ambicji stanowią dla mnie za wysoką poprzeczkę do przeskoczenia. Raz pcha mnie do pisania o jednym, takim a takim sposobem, a raz o drugim, tym i innym stylem, sposobem oraz nastawieniem. Twarda blokada. Za twarda.

Poza tym, jaka jest różnica między pisarzem a tekściarzem? Tekściarz jest prawie jak pisarz. Obcykani w reklamach wiedzą, o co chodzi.

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!