|
Pisarzem być
Michał Chmielewski
Pisanie swoich odczuć i poglądów to zajęcie dla idioty, niech będzie, że każdego
(choć mógłbym to podważyć). Zabawę w tekściarza, offowego felietonistę czy
wrajtera - jeżeliby sięgać po zachodnie określenia - nazywam amatorską igraszką,
gdyż robić to potrafi nawet zygota. Że niektórzy robią to lepiej, inni gorzej,
to inna sprawa. Ja jestem takim kimś. Obrazuję świat z mojego - czyt. jedynego
prawidłowego - punktu widzenia i mówię wam - prościzna. O wiele mocniej
natomiast zagmatwaną fuchą jest wykreowanie świata własnego, zamkniętego między
okładkami. Tak, spłodzenie książki fabularnej to dopiero wyczyn godny podziwu.
Dlatego pewnego czasu postanowiłem - napiszę książkę. Z fabułą, bohaterami,
ciekawą akcją i w ogóle. A potem ŁUP!, dostałem czymś w głowę. Rozjuszony jak
byk po amfetaminie rozglądam się wkoło z zamiarem starcia w pył sprawcy. Lecz
oto uświadamiam sobie, iż cios ten zadała moja własna pamięć: "Przecież,
Michale, napisałeś już coś, co znawca literatury po wpuszczeniu strumienia
heroiny w kanał mógłby nazwać powieścią, a dokładniej - zbiorem opowieści". Ano
nie zaprzeczam, na mym dysku ślęczy kwartet noweli, będących moim prywatnym
klonem "Czterech pór roku", choć to porównanie mówi o nich wielce niekorzystnie.
Pierwsza: płatny killer, z dzieciństwem jak nieszczęście, wykonuje swoje
ostatnie zlecenie, choć "w pracy" jeszcze o tym nie wie. Napisałem to w dwa dni
chyba - na pewno nie więcej. Druga: zdesperowany gimnazjalista z dobrego domu
mści się na matematyczce wrzucając do pokoju nauczycielskiego prawdziwy granat.
I to bez zawleczki. Co w konsekwencji doprowadziło do wiadomych rozrywek.
Trzecia opowiada historię pomiatanego przez rówieśników licealisty. Chłopinka w
końcu, "pożycza" od starego myśliwską strzelbę, by na kumplach zrobić z niej
wiadomy użytek. Potem strzela sobie w łeb. Czwartą uważam za najlepszą i
najstaranniejszą: gimnazjalista przypadkiem odkrywa w sobie nekrofila. Pod
kilkudniową nieobecność zaprasza do siebie kumpla w celach libacyjnych, podczas
których dochodzi do przypadkowej śmierci gościa. Młody nekrofil nie spieszy się
z zawiadomieniem dorosłych, tylko zaspokaja swoje mocno skrzywione pragnienia
erotyczne. |
|
Gdy skończyłem, spojrzałem z uśmiechem na te cztery pliki, wessałem mnóstwo
powietrza i dumnie napinając kościstą klatę powiedziałem: - Jeejku, ale gówno.
Jeśli czegokolwiek będę w życiu pewny, to na pewno tego, że mi one nie wyszły.
Cała ta czwórka w pełni ukazuje grafomańską genezę moich tekstów, którą wielu
wciąż nie widzi, za co chwała Allachowi.
Stephen King nazwał kiedyś pisarza "człowiekiem, który nauczył swoje myśli
nieposłuszeństwa". Sentencja fajna, nic, tylko drukować ją na koszule i wysyłać
do bogów literatury (tych jeszcze żywych), ale wg mnie mylna. Ja jako
gryzipiórek, komentator rzeczywistego świata, mam myśli nie tyle nieposłuszne,
co zdziczałe niczym żubr w trawie puszczy. Często pisząc jestem pod nieustannym
ostrzałem spostrzeżeń i pomysłów ich zrealizowania, dzięki czemu potem wychodzą
mi chaotyczne teksty (jak ten?). Uznając więc określenie Kinga za słuszne
powinienem wydawać historie, o które producenci filmowi będą się gryźć. Powiadam
zatem - pisarz posiada krnąbrny mózg, on jest kwalifikowanym trenerem myśli.
Rozkapryszone idee, jeżeli już, to towarzyszą pisarzom nieopierzonym,
żółtodziobom. Albo średnio i mniej utalentowanym tekściarzom. Tu mogę robić za
przykład.
Dość bliska osoba podpowiedziała mi, abym jednak napisał książkę. Mniejsza, o
czym - ważne, żebym zrobił to swoim stylem, bo wtedy, cokolwiek bym nie napisał,
ludzie dadzą radę to przeczytać bez skurczów żołądka. To, wydaje mi się, nie
przejdzie. Offowy tekściarz (to ja) i fanaberie nie są dobrym materiałem na
pisarza, wierzcie mi. Zbyt częsta i rozległa huśtawka nastrojów i ambicji
stanowią dla mnie za wysoką poprzeczkę do przeskoczenia. Raz pcha mnie do
pisania o jednym, takim a takim sposobem, a raz o drugim, tym i innym stylem,
sposobem oraz nastawieniem. Twarda blokada. Za twarda.
Poza tym, jaka jest różnica między pisarzem a tekściarzem? Tekściarz jest prawie
jak pisarz. Obcykani w reklamach wiedzą, o co chodzi. |