Czerwiec 2006      


|:  VARIA  :|

Romantyczne figury nieskończoności - część I
Danuta 'dan_daki' Duszeńczuk

               ZNAJOMOŚĆ ROMANTYCZNYCH FIGUR NIESKOŃCZONOŚCI W TWÓRCZOŚCI ADAMA MICKIEWICZA DROGĄ DO POZNANIA TAJEMNICY ISTOTY BYTU

Wstęp

Świat cudowności, fantastycznych zjawisk, niezbadanych przestrzeni ludzkiej duszy – rzec by można, że twórcy doby romantyzmu otworzyli wrota, prowadzące do innej rzeczywistości, do świata magii. Przekroczyli granicę wyznaczoną przez klasycystów, przez rozumowe odbieranie wszechświata. Wkroczyli w ponadziemski wymiar – wymiar nieskończoności.
Jaka była twórczość romantyczna? Zrodzona z potrzeby odcięcia się od materialistycznej, czysto empirycznej, ugładzonej i zamkniętej w ścisłych wzorcach sztuki klasycyzmu. Od jej statyki i niemożliwej do osiągnięcia w prawdziwym życiu harmonii, ładu... Romantyzm zaproponował estetykę otwartą, szukał nowych inspiracji, jego hasłem stał się kreacjonizm i pluralizm estetyczny, synteza sztuk.
Klasycyści wszystko, co ich otaczało, tłumaczyli poprzez posługiwanie się naukowymi prawami. Poznanie racjonalistyczne uznawali za najlepsze z możliwych narzędzie w zgłębianiu tajemnic świata. Stawali się jednak bezradni wobec tego, czego nie potrafili ująć w ramach ustalonych reguł. To, co niepojęte, nie dające się logicznie wyjaśnić, zbywali upartym milczeniem, ignorowali, omijali. Tak postępując nie poznali całej prawdy o człowieku. Dopiero romantycy znaleźli klucz do zagadki: człowiek i wszechświat stanowią jeden organizm i aby odkryć utajoną o nich prawdę, należy do poznania rozumowego dołączyć uczucia i intuicję.
Romantyków fascynowała kosmiczna nieskończoność, nadzmysłowość, dlatego tyle w ich sztuce mistyki, magii czy przedziwnych zjaw. Swój początek odnajdywali w chrześcijańskim średniowieczu, przeciwstawiając mu reprezentujący klasyczność, grecki antyk. Różnice między nimi rozłożyli na szereg opozycji: prymat formy – prymat sensu duchowego, sensualizm – idealizm, doskonałość – niedoskonałość, czy wreszcie skończoność – nieskończoność. Nie można pominąć znaczenia poszczególnych filozofów dla sformułowania romantycznych idei, m. in. I. Kanta (subiektywizm i zjawiskowość świata zmysłowego, idealizm i indywidualizm), J. G. Fichte (teoria jedności świata przedmiotowego i pozazmysłowego), W. Schellinga (pojęcie Absolutu, czyli jedynego bytu). Natomiast na polski romantyzm szczególnie silnie oddziaływał system wyjaśniający prawa i sens historii, który głosił J. W. Hegel.
Proponuję wspólne prześledzenie twórczości naszego narodowego wieszcza, Adama Mickiewicza, w celu lepszego zrozumienia fenomenu romantycznego kosmosu i roli, jaką odgrywały w nim figury nieskończoności.

CZĘŚĆ I:
Współistnienie dwóch światów, czyli o wizji jedności świata widzialnego i niewidzialnego.

We wstępie wspomniałam, iż romantycy wkroczyli w wymiar nieskończoności. Aby tego dokonać, musieli przekroczyć bariery świata odbieranego za pomocą zmysłów (wzroku, słuchu i dotyku) i rozumowej dedukcji.

Naszą pierwszą figurą nieskończoności będzie odkryty przez romantyków nowy świat. Jaki to świat i jak to możliwe, że filozofowie oświecenia nie natrafili na jego trop? Wszystko stanie się jasne, gdy sięgniemy do „Ballad i romansów” Mickiewicza, a dokładniej do ballady „Romantyczność”.

„Romantyczność”, będąca utworem programowym wydanego przez Mickiewicza tomiku, opowiada o przeżyciach młodej, wiejskiej dziewczyny Karusi, która od czasu śmierci swojego ukochanego, jest jakoby nawiedzana przez jego ducha. Jakoby, gdyż nikt oprócz niej nie widzi zjawy. Wszystko przemawia bowiem za szaleństwem dziewczyny: twierdzi, że panuje środek nocy, mimo iż jest słoneczny dzień, że znajduje się ze swym ukochanym w chacie i przestrzega go przed głośnym zachowaniem, które mogłoby obudzić śpiącą obok w izbie macochę – a tak naprawdę przecież wyszła na ulicę miasteczka, gdzie otoczył ją zaciekawiony tłum. Najważniejsza jest ostatnia część utworu, w której dochodzi do konfrontacji dwóch świadków wydarzenia: starca, który, powołując się na racjonalizm, zaprzecza możliwości istnienia duchów, a co dopiero ich kontaktów z żywymi, oraz narratora, który popiera lud i dziewczynę wierzących w inny, tajemniczy świat duchów. Odrzuca zarzuty, że wiara w duchy świadczy o zacofaniu, ciemnocie lub obłąkaniu i spokojnie tłumaczy:

„(...) Dziewczyna czuje – odpowiadam skromnie -
A gawiedź wierzy głęboko (...)

Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu
Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce;
Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu!
Miej serce i patrzaj w serce!”

Wytknął tak więc mędrcowi, iż jego rozum pojmuje tylko to, co materialne („widzisz świat w proszku”), natomiast uczucia i marzenia, będące przecież również częścią rzeczywistości, są dla niego niezrozumiałe. Zakwestionował teorię, iż zjawiska nienamacalne są wymysłem pospolitego, niewykształconego ludu. Mickiewicz reprezentował w swoim utworze – manifeście stanowisko osoby przekonanej o istnieniu dwóch światów: znanego klasycystom świata przestrzeni realnej oraz drugiego, bezgranicznego świata metafizycznego z elementami fantastycznymi – poznawalnego tylko za pomocą uczuć, wyobraźni.

Potwierdzenie istnienia tego drugiego, nieskończonego świata znajdziemy także w utworze osnutym na podobnej do „Romantyczności” tematyce – a jest nim II część „Dziadów”. Przedstawiony został tu cały obrzęd wywoływania dusz zmarłych. W zwykłą przestrzeń wpisano inną – cudów i dziwów. Wzywane duchy w zamian za udzielenie im konkretnej pomocy, służą żywym poradami i przestrogami, które uświadamiają nam, jakie warunki są potrzebne człowiekowi do osiągnięcia zbawienia, np. wersy:

„Kto nie doznał goryczy ni razu,
Ten nie zazna słodyczy w niebie.”

wskazują, że przeżywanie cierpienia jest środkiem na dostanie się do nieba, dzięki któremu zasługuje się na wieczne szczęście i spokój.

Motyw przenikania zjaw z innego świata znajduje się także w IV części „Dziadów”. Gustaw, główny bohater utworu, głoszoną przez mędrców wizję świata pozbawionego magiczności i duszy przyrównał do kościotrupa, wytykając w ten sposób wykreowane przez ludzi XVIII wieku bezduszne, mechaniczne życie. Gustaw widzi to, czego nie widzi Ksiądz, przesiąknięty ideałami rozumowymi swej epoki:

„Więc żadnych nie ma duchów?
(z ironią)
Świat ten jest bez duszy?
Żyje, lecz żyje tylko jak kościotrup nagi,
Który lekarz tajemną sprężyną rozruszy; (...)

Gdyby z twych oczu ziemskie odpadło nakrycie,
Obaczyłbyś niejedno wkoło siebie życie,
Umarłą bryłę świata pędzące do ruchu.”

Los człowieka, według Mickiewicza, był ściśle powiązany z kosmosem, przyrodą. W 1834r., przy okazji francuskiego tłumaczenia „Dziadów”, napisał: „Wiara we wpływ świata niewidzianego, niematerialnego na sferę ludzkich myśli i działań jest ideą macierzystą (...)”.

Jak widać nowe widzenie romantycznej rzeczywistości w przytoczonych dziełach Mickiewicza doprowadza do zetknięcia się człowieka z nadziemskim światem dziwów i czarów, kontaktu z nieujarzmionymi siłami przyrody, które umykały racjonalistycznym (zbyt ciasnym z racji ograniczenia się tylko do rozumowych form poznawczych) poglądom. By ujrzeć ten świat, należało sięgnąć do ludowości, tradycji i mistycyzmu, czyli spojrzeć na niewytłumaczalne zdarzenia oczyma nieskażonego naukowymi uprzedzeniami, prostego człowieka z gminu.

 


Świat nadzmysłowy ingeruje w porządek ziemski – utrzymuje ten ład, jest sędzią ludzkości, w której budzi podziw i grozę. Jest równocześnie strażnikiem ziemi – chroni ją przed zakusami zła, steruje pośrednio poczynaniami istot ludzkich, wykorzystując w tym celu m. in. wizje senne i widzenia. Zaświaty posiadają też i inną, o wiele potężniejszą broń w walce ze złem: swoim zasięgiem obejmują przecież sferę natury. Jak to trafnie określił współczesny Mickiewiczowi, wybitny polski twórca Zygmunt Krasiński: „Natura jest parabolą świata duchów”.

Najlepiej rola przyrody jako sędziego i „anioła sprawiedliwości” uwidacznia się właśnie w „Balladach i romansach”, jak również i w II części „Dziadów”. Wystarczy przypomnieć sobie sytuację liryczną z „Rybki”, gdzie natura karze możnego pana, który uwiódł wiejską dziewczynę i porzuciwszy ją przyczynił się do jej samobójczej śmierci, zamieniając go w głaz.

Z kolei w „Liliach” opis zjawisk przyrody buduje nastrój grozy, niepokoju, np.:

Zmrok zapada, wietrzyk wieje,
Ciemno, wietrzno, ponuro,
Wrona gdzieniegdzie kracze
I puchają puchacze (...)

Zda się, że ktoś ją goni
I że coś szepce do niej
Wkoło ciemność głucha (...)
Coś wciąż po krzakach stęka,
Echo powtarza wciąż:
<<To ja, twój mąż, twój mąż!>>”


Natura staje się w tym utworze jedynym świadkiem zbrodni dokonanej przez żonę i od tego momentu dąży do wzbudzenia w morderczyni poczucia winy i wyrzutów sumienia, by na końcu utworu wymierzyć karę (znowu pojawia się motyw ingerencji świata zjaw w naszą rzeczywistość – żona zostaje bowiem ukarana przez widmo swego męża, którego nieopatrznie sama wezwała!). Również lilie, które rosną na grobie męża, symbolizują nieskończoność sił nadprzyrodzonych, gdyż „rosną tak wysoko, jak pan leżał głęboko”. Podobnie zresztą w balladzie „Świteź” opis przyrody ma za zadanie wywołać określony nastrój: niepokoju, pewną wizję, wzbudzającą przeżycie nieskończoności i ukazującą nieodgadnione siły natury. Ingerencja przyrody w poczynania ludzi nie stanowiła dla Mickiewicza tylko niesamowitość – była dla niego właściwością świata, poważnie traktowanym składnikiem cudowności.

Biorąc pod uwagę powyższe łatwo można zauważyć, że Mickiewicz i romantycy nadali naturze indywidualną osobowość, wyposażyli ją w duszę, uzbroili w świadomość. Tchnęli więc życie, chociaż ukryte, niedostrzegalne, we wszystkie te elementy wszechświata, które dotąd uchodziły za martwe, bezduszne. I tak według nich drzewa „szeptały”, kwiaty „śpiewały”, gwiazdy „wskazywały” drogę, a Księżyc „towarzyszył” człowiekowi w wędrówce przez życie. Nie istniał dla nich podział na naturę żywą i martwą. Natura wszędzie ukazywała ich zdaniem znaki swej działalności – była otwarta dla ludzi, ale nie przez wszystkich rozumiana. Romantycy przypisali więc sobie rolę pośredników między ludźmi i naturą, tłumaczyli jej znaki, symbole, wsłuchiwali się w nią. Poezję i inne środki przekazu artystycznego traktowali jako język Natury, za pomocą którego porozumiewali się z nią.

I tu dochodzimy do sedna naszych rozważań. Możemy wyznaczyć ową granicę, którą przekroczyli romantycy i odkryli tym samym drzwi do świata nadzmysłowego, nieskończonego. Dzięki posłużeniu się duchowym, żywym (a więc, w przeciwieństwie do rozumowego, martwego) procesem poznawczym, otworzyli kosmos, jego wieczność i traktowali jego nieskończoność jak dom. Od tego momentu Ziemię postrzegali jako dryfujący po oceanie nieskończoności Natury statek.

*
*          *

W roku 1826 zostały wydane słynne sonety Mickiewicza, które powstały w czasie jego podróży na Krym. Stanowią one specyficzną próbę powiązania lirycznych obrazów przyrody ze stanem ducha ich bohatera, skazanego na samotność, oderwanego od ojczystego kraju. Zachwyt nad pięknem przyrody zostaje zakłócony tęsknotą za domem, a orientalność i odmienność napotkanych miejsc jeszcze potęgują u Mickiewicza uczucie wyobcowania.

Mickiewicz w sonetach nazywa siebie Podróżnym i Pielgrzymem i nie jest to zabieg przypadkowy, mający na celu jedynie określenie turysty tudzież wojażera. Poeta nadaje tym słowom nowe zabarwienie i głęboki sens: Pielgrzymem jest ten, który szuka nowych źródeł poznania tajemnic bytu, historii, który jest filozofem świadomym kruchości cywilizacji, przegrywającej w starciu z bujną naturą. Doskonale to przekonanie zostało uwypuklone w sonecie „Bakczysaraj”:

„Jeszcze wielka, już pusta Girajów dziedzina!(...)

Skroś okien różnofarbnych powoju roślina,
Wdzierając się na głuche ściany i sklepienia,
Zajmuje dzieło ludzi w imię przyrodzenia
I pisze Balsazara głoskami <<RUINA>>”

Podobne nawiązanie do refleksji nad nietrwałością dzieł ludzkich i o przemijaniu znajduje się w sonecie „Ruiny zamku w Bałakławie”, gdzie

„Te zamki(...)
Dzisiaj sterczą na górach jak czaszki olbrzymie”

Wróćmy jednak do samego początku, czyli do otwierającego cykl sonetów utworu „Stepy Akermańskie”. Już jego pierwsze wersy wprowadzają nas w odpowiedni nastrój niewyobrażalnego piękna przyrody i jej bezkresności:

„Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omijam koralowe ostrowy burzanu.”

Po przeczytaniu tych słów od razu przypomina się nam teoria otwartego kosmosu sformułowana przez romantyków – albowiem wszystko się zgadza: mamy tu step porównany do „suchego oceanu”, wóz pełniący w tym przypadku funkcję łódki, która „nurza się w zieloność” i brodzi „śród fali łąk”. Cała podróż w tym utworze podporządkowana jest żywiołowi nieprzebranych wód oceanu. Wskazuje na nieskończoność, malowniczość i cudowność natury. W utworze „Burza” natomiast Mickiewicz ukazał również jakby drugie oblicze owej nieskończoności. Podróż morska przyrównana została do podróży przez ludzkie życie – pełne niebezpieczeństw i mogącej nadejść w każdej chwili śmierci. Takie przekonanie utwierdza w nas opis nawałnicy, przedstawionej jako potężny żywioł, wobec ogromu którego żeglarze pozostają bezsilni.

W ten sposób Mickiewicz uzmysłowił nam, iż świat człowieka, znajdujący się bezpośrednio w obrębie świata przyrody, jest od niej całkowicie zależny. Stąd obrazy natury – troskliwej matki czy natury – surowego ojca. Świat przyrody jest dla ludzi niezbadany – jednak są i tacy, którzy nie boją się próby wniknięcia w jego tajemnice. W „Drodze nad przepaścią w Czufut-Kale”, gdzie Mickiewicz – wędrowiec, na przekór ostrzeżeniom przewodnika, z którym wspólnie z największą ostrożnością posuwa się ścieżką nad urwiskiem, spojrzał w dół, w głąb przepaści, będącej symbolem czegoś nieodgadnionego, bezdennego: czyżby przyszłości, przeznaczenia, tajemnicy bytu? Chyba tak, skoro autor, doświadczony, po przełamaniu swoich lęków i spojrzeniu w przepaść, na pewno przeżyciem nieskończoności, stwierdza na końcu sonetu, że:

„(...) Przez świata szczeliny
Tam widziałem – com widział, opowiem – po śmierci,
Bo w żyjących języku nie ma na to głosu.”

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!