|
Stanisław Wyspiański - Wesele
sandra
Od razu na wstępie pojawia się problem i to nie
taki mały wbrew pozorom. Chodzi mianowicie o to, czy dramat w ogóle jest
przeznaczony do czytania. Głosy teoretyków w tej sprawie z grubsza podzielone są
na trzy obozy: dramat do czytania, dramat do oglądania i dramat jako przekład
intersemiotyczny. Ostatnia z koncepcji ostatnimi czasy wydaje się najbardziej
popularna. Pamiętajmy jednak, że Wyspiański tworzył swoje dzieła z jednoznaczną
intencją ujrzenia swoich dramatów na scenie. Początek wieku XX to okres wielkiej
reformy teatralnej (zwłaszcza Kraków stał się w tej kwestii ośrodkiem wiodącym)
a właśnie "Wesele" stało się jednym z milowych kroków ku teatrowi nowoczesnemu.
Ja na użytek chwili przyjmę stanowisko teoretyków literatury uznających dramat
za dzieło literackie. Recenzja dotyczyć będzie "Wesela" w tym właśnie ujęciu.
Dramat ten, kiedy został wystawiony ( Kraków 1901) był swoistym skandalem
artystycznym. Prawdą jest, że "Wesele" poprzedziły już działania Pawlikowskiego
i Kotarbińskiego, ale sztuka Wyspiańskiego poszła o kilka kroków dalej.
Pojawiała się całkowicie nowa wizja teatru, która stała się podstawowym wzorem
polskiego dramatu na kilkadziesiąt lat.
Jakkolwiek "Wesele" było pewnego rodzaju objawieniem, nie pojawiło się zupełnie
znikąd. Nowatorska jest forma, ale treść jest jednym z wielu głosów w toczącej
się pod koniec XIX i na początku XX wieku dyskusji na temat małżeństw
inteligencji z chłopkami (w drugą stronę to nie działało). Zasadniczy wątek
zaczerpnął autor dramatu z autentycznego wesela Lucjana Rydla w 1900 roku. Wiele
postaci miało swój pierwowzór w rzeczywistości, np. Gospodarz to Władysław
Tetmajer, Poeta to Kazimierz Tetmajer, Radczyni jest przeniesieniem w świat
dramatu profesorowej Domańskiej itd. Zainteresowanych tym bliżej odsyłam do
znakomitego szkicu Boya Żeleńskiego "Plotka o <Weselu> Wyspiańskiego".
Akcja dramatu toczy się podczas wiejskiego wesela na wsi pod Krakowem. Całość
utrzymana w konwencji szopki pozwala na podstawie obserwowanych rozmów postaci
zbudować w miarę pełny i rzeczywisty obraz stosunków inteligencji i chłopstwa w
czasach współczesnych Wyspiańskiemu. Obserwujemy cały bezsens prób wzajemnego
porozumienia w warunkach, kiedy nikt nikogo nie słucha. Ani goście nie mają
pojęcia o gospodarzach ani chłopi o gościach. Ciekawą postacią jest Gospodarz.
Ożeniony z chłopką nie należy już właściwie do inteligencji a już na pewno nie
jest chłopem. Żona i wszyscy inni we wsi traktują go pobłażliwie. Jest dziwakiem
(pan uprawia rolę!) i dlatego nikt nie traktuje go serio.
Akt drugi dotyczy wizji bohaterów. Znamienne jest, że Wernyhora to jedyna zjawa,
którą widzi więcej niż jedna osoba a przy tym uczciwie trzeba zauważyć, że
wszyscy po prostu są pijani. Rzecz się dzieje pod koniec drugiego dnia wesela,
nie ma więc w tym niczego dziwnego. Jeśli pamiętamy o tych dwóch drobnych
sprawach, okazuje się, iż nie musimy traktować "Wesela" absolutnie serio.
Oczywiście, że, nawet jeśli widma są tylko wyobrażeniami postaci, sedno akcji
jest jak najbardziej poważne. Jednak nie należy traktować tego dramatu a już
zwłaszcza II aktu z czcią nabożną, bo nawet sam autor tego nie robił.
|
|
|
|
| Wesele |
|
|
dramat |
|
| |
|
|
 |
|
|
"Wesele" jest trudne w odbiorze, to prawda. Zarówno z uwagi na formę jak i
treść. Nie jest to wyłącznie problem pojęcia treści w dosłownym sensie, ale nie
jest łatwo także ze względu na sprawy czysto emocjonalne. Patriotyzm
Wyspiańskiego jest gorzki. Bez litości rozprawia się z polskimi mitami
narodowymi (szczery prosty chłop kochający pana, inteligencja niosąca kaganek
oświaty dla ludu, wiara przenosząca góry [kosynierzy w XX wieku] itd.) Czy
jednak nie zostaje cień nadziei? Taniec Chochoła w ostatniej scenie zwykło się
interpretować w ujęciu całkowitego pesymizmu. Jako taniec błędny, bezwolny,
bezcelowy. Tylko że w tym tańcu wszyscy wreszcie są równi. Tańczą wszyscy. Nie
ma już podziału na chłopów i panów. A zaklęty krąg można przerwać. Trzeba tylko
znaleźć złoty róg, który przecież gdzieś jest.
Podsumowując: "Wesele" czyta się momentami ciężko. Może to zniechęcić
wielbicieli literatury w stylu "zabili go i uciekł", ale naprawdę warto się
przyłożyć, aby dowiedzieć się czegoś także o nas samych. "Wesele" nie straciło
nic z swej aktualności, czego dowodem są uwspółcześniane wersje, kiedy np.
państwo młodzi wysyłają do siebie smsy a scena jest "wszędzie" czy parafraza pt.
"Żelazna konstrukcja", która kończy się już całkiem optymistycznie. Warto.
|
|