Czerwiec 2006      


|:  RECENZJA  :|

Stanisław Wyspiański - Wesele
sandra

Od razu na wstępie pojawia się problem i to nie taki mały wbrew pozorom. Chodzi mianowicie o to, czy dramat w ogóle jest przeznaczony do czytania. Głosy teoretyków w tej sprawie z grubsza podzielone są na trzy obozy: dramat do czytania, dramat do oglądania i dramat jako przekład intersemiotyczny. Ostatnia z koncepcji ostatnimi czasy wydaje się najbardziej popularna. Pamiętajmy jednak, że Wyspiański tworzył swoje dzieła z jednoznaczną intencją ujrzenia swoich dramatów na scenie. Początek wieku XX to okres wielkiej reformy teatralnej (zwłaszcza Kraków stał się w tej kwestii ośrodkiem wiodącym) a właśnie "Wesele" stało się jednym z milowych kroków ku teatrowi nowoczesnemu. Ja na użytek chwili przyjmę stanowisko teoretyków literatury uznających dramat za dzieło literackie. Recenzja dotyczyć będzie "Wesela" w tym właśnie ujęciu.

Dramat ten, kiedy został wystawiony ( Kraków 1901) był swoistym skandalem artystycznym. Prawdą jest, że "Wesele" poprzedziły już działania Pawlikowskiego i Kotarbińskiego, ale sztuka Wyspiańskiego poszła o kilka kroków dalej. Pojawiała się całkowicie nowa wizja teatru, która stała się podstawowym wzorem polskiego dramatu na kilkadziesiąt lat.

Jakkolwiek "Wesele" było pewnego rodzaju objawieniem, nie pojawiło się zupełnie znikąd. Nowatorska jest forma, ale treść jest jednym z wielu głosów w toczącej się pod koniec XIX i na początku XX wieku dyskusji na temat małżeństw inteligencji z chłopkami (w drugą stronę to nie działało). Zasadniczy wątek zaczerpnął autor dramatu z autentycznego wesela Lucjana Rydla w 1900 roku. Wiele postaci miało swój pierwowzór w rzeczywistości, np. Gospodarz to Władysław Tetmajer, Poeta to Kazimierz Tetmajer, Radczyni jest przeniesieniem w świat dramatu profesorowej Domańskiej itd. Zainteresowanych tym bliżej odsyłam do znakomitego szkicu Boya Żeleńskiego "Plotka o <Weselu> Wyspiańskiego".

Akcja dramatu toczy się podczas wiejskiego wesela na wsi pod Krakowem. Całość utrzymana w konwencji szopki pozwala na podstawie obserwowanych rozmów postaci zbudować w miarę pełny i rzeczywisty obraz stosunków inteligencji i chłopstwa w czasach współczesnych Wyspiańskiemu. Obserwujemy cały bezsens prób wzajemnego porozumienia w warunkach, kiedy nikt nikogo nie słucha. Ani goście nie mają pojęcia o gospodarzach ani chłopi o gościach. Ciekawą postacią jest Gospodarz. Ożeniony z chłopką nie należy już właściwie do inteligencji a już na pewno nie jest chłopem. Żona i wszyscy inni we wsi traktują go pobłażliwie. Jest dziwakiem (pan uprawia rolę!) i dlatego nikt nie traktuje go serio.

Akt drugi dotyczy wizji bohaterów. Znamienne jest, że Wernyhora to jedyna zjawa, którą widzi więcej niż jedna osoba a przy tym uczciwie trzeba zauważyć, że wszyscy po prostu są pijani. Rzecz się dzieje pod koniec drugiego dnia wesela, nie ma więc w tym niczego dziwnego. Jeśli pamiętamy o tych dwóch drobnych sprawach, okazuje się, iż nie musimy traktować "Wesela" absolutnie serio. Oczywiście, że, nawet jeśli widma są tylko wyobrażeniami postaci, sedno akcji jest jak najbardziej poważne. Jednak nie należy traktować tego dramatu a już zwłaszcza II aktu z czcią nabożną, bo nawet sam autor tego nie robił.

  Wesele
  dramat
 

 

"Wesele" jest trudne w odbiorze, to prawda. Zarówno z uwagi na formę jak i treść. Nie jest to wyłącznie problem pojęcia treści w dosłownym sensie, ale nie jest łatwo także ze względu na sprawy czysto emocjonalne. Patriotyzm Wyspiańskiego jest gorzki. Bez litości rozprawia się z polskimi mitami narodowymi (szczery prosty chłop kochający pana, inteligencja niosąca kaganek oświaty dla ludu, wiara przenosząca góry [kosynierzy w XX wieku] itd.) Czy jednak nie zostaje cień nadziei? Taniec Chochoła w ostatniej scenie zwykło się interpretować w ujęciu całkowitego pesymizmu. Jako taniec błędny, bezwolny, bezcelowy. Tylko że w tym tańcu wszyscy wreszcie są równi. Tańczą wszyscy. Nie ma już podziału na chłopów i panów. A zaklęty krąg można przerwać. Trzeba tylko znaleźć złoty róg, który przecież gdzieś jest.

Podsumowując: "Wesele" czyta się momentami ciężko. Może to zniechęcić wielbicieli literatury w stylu "zabili go i uciekł", ale naprawdę warto się przyłożyć, aby dowiedzieć się czegoś także o nas samych. "Wesele" nie straciło nic z swej aktualności, czego dowodem są uwspółcześniane wersje, kiedy np. państwo młodzi wysyłają do siebie smsy a scena jest "wszędzie" czy parafraza pt. "Żelazna konstrukcja", która kończy się już całkiem optymistycznie. Warto.
 

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!