Stephen King - Cztery Pory Roku
Michał Chmielewski
Siedziałem kiedyś z kumplem w bibliotece i
dobierałem spis pozycji do przelecenia na święta. Guzdrałem się z lekka, kolega
chciał do domu na obiad, więc rzucił hasło "King". Wtedy po raz pierwszy
wyszedłem z biblioteki z jednym z wielu dzieł Stephena Kinga o nazwie "Cztery
pory roku".
Czym są owe "Cztery pory roku"? Po pierwsze: książką. Po drugie: zbiorem
opowiadań. Te cztery nowele w jednej okładce powstawały dość długo i mozolnie,
co przyznał sam autor, ale w końcu je skończył i opublikował.
Pierwsza, "Skazani na Shawshank", opowiada o ułożonym na przyszłość i
marzycielskim młodym bankierze, który pewnego dnia ściąga na siebie
nieziemskiego pecha. Najpierw dowiaduje się, że żona od jakiegoś czasu dorabia
mu kolekcję pokaźnych rogów, po czym zostaje zastrzelona ze swoim kochankiem.
Wina zostaje przyznana Andyemu Dufresneowi, rzeczonemu marzycielowi-bankierowi,
w związku z czym zostaje deportowany do Shawshank, paskudnego pierdla.
Narratorem jest inny skazaniec, jedyny przyjaciel Dufresnea, organizator
więziennego szmuglu relacji "zewnątrz-wewnątrz". Historia ta znana jest
szerszemu widzowi, nie tylko czytelnikom, ale i filmowcom, za sprawą dość udanej
ekranizacji. Sama opowieść jest bardzo dobra, przez wielu uznawana za najlepszą
spośród tej czwórki, co odbiło się na wcześniejszych wydaniach tego zbioru -
zatytułowane jako właśnie "Skazani...".
"Zdolny uczeń" to historia szeregowego amerykańskiego dzieciaka, Todda. Todd
wyszedł z tego szeregu dość niekonwencjonalnie, ponieważ zadał się z byłym
nazistą, ukrywającym się w jego miasteczku. Posługując się szantażem namawia
staruszka, aby opowiedział mu wszystko o sposobach eksterminacji Żydów. Jak,
czym, ile, w jakim czasie. Z czasem opowieści odciskają na jego psychice chore
skłonności, fascynację przelewu żydowskiej krwi, co, rzecz normalna, zgubnie
wpływa na jego losy. Choć każde z tych opowiadań czytałem klika razy, akurat to
przeleciałem najwięcej. Historia wciąga, do pierwszej do ostatniej strony, a i
później w głowie tworzą się scenariusze, jak wyglądały poczynania dzieciaka tuż
po ostatnim zadaniu. Bo koniec następuje w momencie najbardziej oczekiwanym,
fascynującym i wstrząsającym jednocześnie. Najbardziej godna pochlebstw z całego
zbioru i jednocześnie jest jednym z najlepszych tworów Kinga.
Gdy brnąłem przez "Ciało", popadłem w nostalgiczno-romantyczną tęsknotę do
czasów, kiedy nie przejmowałem się takimi sprawami, jak np. zarost na pysku.
Czterech młodych przyjaciół dowiaduje się o zwłokach ich rówieśnika, które leżą
kilka mil od ich miasteczka, sławetnego Castle Rock. Poza nimi o aktualnym
miejscem pobytu młodocianego truposza wiedzą jeszcze tylko ich starsi koledzy,
ale to oni postanawiają pieszo dojść do niego i przekonać się na własne oczy,
jakie emocje szturchają duchem, gdy przed oczami ma się rzeczywistego trupa. Dla
dwóch z nich przygoda ta będzie współgrała z zerwaniem okresu dziecięcej
niewinności i wejściu w dojrzałe, o wiele paskudniejsze życie. Piękna opowieść,
mówię wam. Wzruszająca, śmieszna i emocjonująca. Ponadto, wspomnę ponownie,
potrafi rozdrapać mentalnego strupa dzieciństwa, wywołać wir tamtych wspomnień,
wycisnąć symboliczną łezkę w oku. Idealna historia dla tzw. kidultów - dorosłych
o dziecięcych tendencjach. Czyli dla mnie.
|
|
|
|
| Diffrent
Seasons |
|
|
obyczajowy/thriller |
|
| |
|
|
 |
|
|
|
"Metoda oddychania" to opowieść o opowieści porodu rozpoczynającego się od
śmierci ciężarnej matki. Ciekawa koncepcja, lecz tylko ona, bo wykonanie
przeciętne. Krwi dużo, chwytanie się elementów gore, ale jednak nudzące.
"Metodę..." King zadedykował Straubom. Dedykacja trochę niechlujna.
Jest to książka Kinga, prawie całkowicie pozbawiona oddechu horroru. Jest
rzetelnym i rzeczowym dowodem na bardziej rozbudowany talent pisarza, niż
niektórzy twierdzą. Dramaty obyczajowe ("Skazani...") i same obyczajowce
("Ciało"), podobnie jak thrillery ("Zdolny uczeń") wychodzą mu nie tylko
równoważne z ogólną jakością jego straszydeł, ale i lepsze. A "Metodę
oddychania" w tym przypadku uznaję jako konieczny kolec u róży.
|