|
J.K Rowling - Harry Potter i Zakon
Feniksa
Michał Chmielewski
Stała się rzecz nadzwyczajna, albowiem z założenia
prosta historia o pryszczatym nastolatku, co umiał czarować, weszła do kanonu
mojej bardzo prywatnej listy najlepszych książek. Pod koniec "Zakonu Feniksa"
zdałem sobie sprawę, że zostały mi tylko dwie części, po których świat różdżek i
latających mioteł pryśnie, zostawiając tylko to, co już znam, co już
przeczytałem. A ja wciąż nie mam dosyć.
"Harry Potter i Zakon Feniksa" to, jak powszechnie wiadomo, piąty odcinek
przygód młodego czarodzieja, wspomaganym przez dwoje przyjaciół.
Dzieje się tak, iż Harry, bynajmniej nie Dirty, większość wakacji spędza u
Dursleyów, niuchając jakichkolwiek oznak działalności lorda Voldermorta. Aż po
niezapowiedzianych odwiedzinach negatywnie nastawionych dementorów zostaje
przeniesiony do siedziby Zakonu Feniksa, gdzie w końcu może się dowiedzieć co
nieco o aktualnościach ze świata czarów. Gdy trafia ponownie do Hogwartu,
okazuje się, iż znajduje się on - Hogwart, nie Harry - pod lustracją
Ministerstwa Magii, negatywnie nastawionego do dyrektora szkoły, Dumbledora.
Inwigilować szkołę ma nowa, szeroka w pasie nauczycielka obrony przed czarną
magią, zwana Wielkim Inkwizytorem. Dochodzą do tego problemy Harryego ze snami,
egzaminami, wyborem przyszłego zawodu oraz prowadzeniem założonego przez siebie
tajemnego kółka obrony przed czarną magią.
Poprzednia część, "Czara Ognia", zakończyła niewinność cyklu, bo okazało się, że
każdy, nawet czarodziej, musi przyjąć na klatę nadchodzącą dorosłość, wyjść z
piaskownicy, zdjąć trampki i założyć lakierki. Wiążą się z tym problemy o
większym priorytecie niż wcześniej, tym bardziej, kiedy reaktywowany zostaje
najsilniejszy wróg czarodziejskiego pospólstwa, który głównego bohatera chce
sprowadzić do postaci oranżadki w proszku. Dochodzą także rozregulowane hormony,
co całkowicie zapętla sznur komplikacji.
"Zakon Feniksa" daje pełny dostęp do nowych sytuacji wciąż tej samej natury. Są
sprzeczki między przyjaciółmi, sprawa sądowa dot. nielegalnego użycia magii,
szlaban na prawo jazdy na miotłę, co oznacza koniec z meczami quidditcha, śmierć
bardzo ważnej osoby, i w końcu nieśmiertelne borykania ze skomplikowaną płcią
piękną. Konkretów oczywiście nie podam. Napomknę tylko o pewnych skutkach
wzajemnych adoracji Harryego i skośnookiej Cho, których oczekiwałem. Rowling
postanowiła także i tym razem odsłonić zarówno nieco przeszłości, ukazując
więcej detali z dziejów rodziców Pottera i okoliczności jego przetrwania podczas
ataku Voldermorta, jak i przyszłości, dość jednoznacznie pokazując, jakiego
punktu kulminacyjnego można się spodziewać w ostatniej części.
Styl pisarki został niezmieniony, a zważywszy na niepewność efektów ich
wprowadzenia, nie uznaję tego za minus. Wiem, jeżeli ktoś się nie zmienia, stoi
w miejscu, ale po kiego wała zmieniać coś, co się dobrze sprawdza. Powieść
pisana jest w dalszym ciągu tą samą lekko-przyjemną figurą, dzięki czemu
czytanie idzie podobnie - lekko i przyjemnie.
|
|
|
|
| Harry Potter
and the Order of Phoenix |
|
|
fantasy |
|
| |
|
|
 |
|
|
|
Cykl natomiast ulega widocznym zmianom, o których już wspominałem. Śmiech i
infantylność powoli zanika, dając powadze większe pole manewru. Warto jeszcze
podkreślić jedno odczucie, jakie mi towarzyszyło tuż przed końcem książki.
Współczucie. Wzruszyłem się, naprawdę, było mi smutno, a budyniu nie miałem, to
smutno mi było jeszcze jakiś czas później. Ta część nie kończy się wesoło, Harry
nie wraca do Dursleyów pełen nadziei i z uśmiechem na twarzy. Koniec jest raczej
"degustacją" przykrej sytuacji, jaka nastała.
Historia zawodzi tylko w raz, zaraz po rozpoczęciu, gdy bohaterowie pucują
siedzibę Zakonu Feniksa. Nudny, usypiający moment, który Joasia mogła zastąpić
chociażby dodatkowym epizodem z Luną Lovegood - dość specyficzną, świeżą
przyjaciółką Harryego, Rona i Hermiony.
Harry Potter - te dwa słowa są autoreklamą, po ich wypowiedzeniu wiadomo co i
jak. Relacja jego nauki w Hogwarcie dała wielkiej uciechy nieprzyzwoicie
wielkiej liczbie mugoli, stała się ich najbardziej osobistą lekturą. Ja się
podczepiłem do tego peletonu. Pozycja ta, której kres właśnie tworzy Rowling,
przekazała mi naprawdę mnóstwo ciepła, obudziła we mnie świadomość, że mogę na
chwilę zdezerterować od rzeczywistości, znaleźć się w lepszym, ciekawszym
świecie.
Pozostaje mi mieć nadzieję dożycia okazji uściśnięcia Joannie Rowling dłoń i
podziękowania jej za to.
|
|