» AM Fantastyka: wydanie #19 - 3/2006

Bajka o drużynie Frajera

Wiele było bajek co w Tolkiena świecie się działy. Były komedie, parodie, piosenki, ballady. Historia ta będzie inna.

Był kiedyś pierścień co ponoć wszystkimi żądził. Drogi czytelniku wiedz że miał on swą duszę i moc wielką, którą Sauron się żywił. Pierścień spalony, Sauron zabity i co się działo dalej? W domu Frajera siedzieli wszyscy Gustaw Biały, co białą szatę zalaną miał gorzałką i zatłuszczoną zagrychą. Elf Golasek, co na lutni fałszował strasznie, że druhowie jego pogłuchli od jego śpiewania. Grubasek co pod stołem leżał. Mordek i Pipa co razem kompot dożylnie strzykawkami brali. Byli tam też Sam i Frajer co za ręce się trzymali i po dupciach szczypali, aż belki trzeszczały. Dziwna to drużyna była, dziwna to zabawa, wnet jak Frajer się odezwie wszyscy uciczają.
- Zamknij się Frajerze jeden! - wymawia krasnolud, śliną pluje, ręką wali i rośliny depcze.
- Odwal się pedale mały, idźże do burdelu!
- Panowie mili, cóż to za słownictwo? Czyż nie ja pierścień władzy wyrzuciłem w dupiastą górę?
- No, a kto ci palca odgryzł mały ty homosie? - rzekli narkomani.
- No, nie ważne, chodźże Samku samiuteńki w domku.
- Och kochany Frajerku, szczypnąci cię za dupcię?
- Nie mój Samcze, nie kochany ślub ja chcę ogłosić! - rzekł z dumą Frajer
- O nie Frajerze nie pozwolę! Ja cię bardzo kocham - i jak Rejtan swą koszulę z piersi zerwał Gustaw.

I jak nie huknie, jak nie buchnie słup ognia się wzbija. Drzwi spadają z swych zawiasów dym w górę się wznosi. Wchodzi wielki, mężny człowiek, człowiek nieśmiertelny. Ma kapelusz, ma odznakę, ma piękne kozaczki. Noga jego podniesiona jak maszt bez swej flagi. Tak on wchodzi do pokoju straszny i nieposkromiony. To nie kurczak, to nie mors to jest ten CHUCK NORRIS! I przemówił grubym głosem.
- Macie tu libację! Się rozsiada na fotelu.
- My cię tu nie prosiliśmy! - wrzaśnie Frajer nagle głośno bardzo, bardzo głośno.
To był błąd, aż tu nagle z Frajera jest wielbłąd. Noga już na ziemię spada, Frajer nagle krzyczy. Grubas swym toporem rzuca i dziwnie nie trafia. Chuck mu w głowę nogą trafia i tu nagle ziemia. To był Gustaw biały, wyczarował zupę. Mordek, Pipa i Sam w Chucka się rzucają i tu nagle w zupę wpadają no i się miotają. Chuck wnet wstaje i ucieka ale dom podpala. I ucieka, aż tu nagle bimbrownia się zapala. Wybuch wielki, wybuch jasny widnieje na niebie widzisz Boga? Widzisz ptaka? Nie to widzisz CZAKA!
- Prezes Kaczyński nie będzie zadowolony.

ScoreZ
scorez@o2.pl