TVN Chłam

Witam! Ten tekst to mój debiut na łamach magazynu "Na Wizji", więc z góry przepraszam za wszelakie błędy i nieścisłości popełnione z racji tego, iż działam w wielkim stresie itd. Ogólnie jeśli coś będzie nie tak proszę głośno krzyczeć i walić pięścią… No nic... Zbiorniki pełne, silniki na chodzie, mamy pozwolenie... Startujemy!

Wiele razy poruszany był zapewne temat stacji TVN. Dla jednych jest ona świetną alternatywą telewizji publicznej, dla innych czymś pośrodku. Są też i tacy którzy niebiesko-żółtych najchętniej widzieliby w kotle u Lucyfera. Spróbuję stanąć po każdej ze stron i potępić/poprzeć każde stanowisko.

Wszyscy zapewne pamiętamy starą TVN, która wyskoczyła jak przysłowiowy Filip z konopii i będąc "Naszą nową telewizją" zaczęła tak cieszyć, jak i denerwować. Dużą konkurencję stanowił Polsat, najeżony co prawda powtórkami, ale będący w większości obiorników zaprogramowany na zaszczytnym trzecim miejscu (przynajmniej u większości moich znajomych tak było). TVN zaczęła więc walczyć i walczyła ostro. Wszystko miało być tam symbolem nowej jakości, choćby prognoza pogody, na której zakończenie pogodynka / pogodynek prezentował plansze z procentem sprawdzalności, który to utrzymywał się się dzielnie w okolicach 80-90 i rzadko kiedy spadał. Następnie "Fakty" i śmieszący mnie osobiście sposób modulacji głosu przez Pana Rudą Kitkę. To już miał być standard CNN - wejścia live z miejsc zdarzeń wszelkich, podgrzewanie atmosfery groźną miną i tonem głosu, eksperci od wszystkiego w studiu... Była to niejako odskocznia dla ludzi, którym informację przekazywano w sposób bezemocjonalny. TVN miała robić ze wszystkiego "szoł".

Jednak mega hiper super giga hitem miała być pierwsza edycja "Big Brother'a". A więc ludzie w szoku: przecież tam się podobno cuda dzieją! Jak oni to mogą pokazywać... Ustały te lamenty, kiedy publika ujrzała grupkę sympatycznych [sic!] ludzi tłoczących się w mieszkanku z kontenerów ustawionych w podwarszawskim Sękocinie, tworzących pośrodku plac z kurnikiem i innymi cudami, do których miastowym nic. No cóż... Uczestnicy pierwszej serii nie byli źli. Przynajmniej dla mnie. Towarzystwo wesołe, poziom skandalizowania na siłę - niski. Nigdy nie zapomnę zapłakanej Manueli przed kolejnymi nominacjami. Wkurzało trochę to odzieranie ludzi z prywatności i gra emocjami, ale taki miał być B.B., taki miał być (i pozostał) TVN. Potem ukazały się kolejne serie. Nie były one udane. Coraz więcej wariatów i zboczeńców chcących na siłę zaistnieć choć pięć minut. Publiczne kopulacje, żarła potąd oraz pierwsze, jeszcze nieśmiałe "Jesteś pusty, idź stąd". Nie ma się co oszukiwać, TVN zaczął erę "reality shows", gatunku ciężkiego jak towarowy z Katowic i pustego jak kieszeń przed pierwszym. Namnożyło się tedy Kenów, Barbich, twardzieli "Idących do domu >>motór<< składać". TVN zaczęła, a Polsat ciągnie.

Kiedy skończył się BB, trzeba było coś wymyślić, bo oglądalność spadła jak majster z drabiny. No i wciśnięto nam nowość - "Wiśnia family" czyli "Jestem jaki jestem". No i zamiast figli w jaccuzi mieliśmy czerwoną łepetynę swojego "narodnego" idola. Co nam to dało? Jak mawia mój chrzestny: "Niech się chamy patrzą, jak się pany bawią". Widzieliśmy więc symulator za kuuuupę kachy, wizyty Pana Doktora który za rzucenie okiem na młodego Wiśnię wziął od pani Mandarynki 200 zł... Lodówkę aż nie chcącą się zamykać z przepełnienia, samochody ze snu, whisky, zakupy (tysiąc za to, dwa za tamto).

TVN miała być telewizją dla wszystkich. Niestety plany wzięły i nie wypaliły. Stała się za to SnobTV. Reaktywacja programu "Jestem jaki jestem" nie była już tak "pociągająca" jak część pierwsza. Wiśniewski dwoił się i troił (ich troił? :-)), żeby tylko zwrócić uwagę na swój show. Pomysły owszem, świeże: gra w ruletkę z przypadkowymi ludźmi na przykład. Jednak zasady owej gry były naprawdę ciekawe. Wiśnia szastał kapuchą na lewo i prawo mając przy boku współprowadzącego w osobie "Konia", człowieka związanego luźno z branżą rozrywkową. Kiedy jednak ich ofiara przegrywała w ową ruletkę, wtedy już nie było zbyt wesoło. Bowiem pozbawiana zostawała ona przedmiotów codziennego użytku: taksiarz kół od pojazdu, gospodyni muszli klozetowej, a pewna rodzinka drzwi wejściowych do mieszkania. Dziwne to przedmioty, lecz oczywiście dochód z ich licytacji wpłynął na konta domów dziecka lub został upłynniony w inny szczytny cel.

Jednak seria się zakończyła i wtedy też TVN zaczęła zasypywać nas wszelakimi serialikami o fabule nijakiej lub o całkowitym braku fabuły. Telenowele klasy Polonia 1 to stały element ówczesnej ramówki. Mijały miesiące, nasza kochana nowa telewizja zaczęła znów być nudna. No i znowu szok! Kończyły się wakacje, więc pora najwyższa była zmienić ramówkę. Otóż nastał czas nowych teleturniejów, programów śledzących sprawy wszelakie itp. No i jeszcze lepsze "Fakty". Pojawiła się tona programów "na licencji" międzynarodowych potentatów rozrywki.

A jaka jest obecna TVN? Czy to już koniec ewolucji? Niestety chyba tak... Natworzyło się wiele odłamów tematycznych owej stacji: TVN Turbo, Style, 24, Meteo... A zawartość wyżej wymienionych raczej jednolita: cyfrowe cuda, kozackie pojazdy, piękne kobiety, salony. No cóż... Wszystko dla ludzi. Ale znając status społeczny większości Polaków, to owe cuda-niewidy są tylko po to, aby mogli sobie oni tylko i wyłącznie popatrzeć...

Podsumowując: TVN rzeczywiście wniosła powiew świeżości do telewizji przełomu wieków, ale chwilami trochę przeginała... Jak każda telewizja, ma tak wzloty jak i upadki. Choć obraz TVN jest kreowany w sposób wykluczający upadki, to jednak nie jest powiedziane, że ich nie ma. Zarząd powinien głębiej się przyjrzeć ideałom kreowanym przez swoją telewizję, bo pomimo że kasa jest ważna, to jednak nie najważniejsza...

Arkadius