| ||||||||
|
Kiepscy ci Kiepscy Całkiem niedawno Polsat wyciął ze swojego programu jedną z najpopularniejszych rodzin w naszym kraju. Nie była to rodzina zasługująca na taki prestiż, chyba że jego wzwód w dużej mierze zależy od zarejestrowania na kamerze grupki debili.Po tytule wiadomo pewno, że powyższym stwierdzeniem sumuję teraz Ferdka, Halinkę, ich córkę i chodzącą reklamę idiotyzmu, czyli Waldusia. W takim właśnie składzie familia Kiepskich podbijała gusta wielu osób, sądząc po długości ich bytu na antenie. Jednak nie błaźnili się samodzielnie, bo wspomagali ich listonosz, sąsiedzi i trzecioplanowi goście. Wyjątkowo nieudana próba odnalezienia się w pomyśle "Married" (w Polsce bardzo trafnie - nutka ironii - przetłumaczone na "Świat według Bundych"). Tak jak rzeczona rodzina potrafiła przez sześć długich lat uprawiać to żenujące reggae ćwierćdebili, ja mógłbym przez ten sam okres czasu jeździć po produkcie pana Hamidłova (czy jak mu tam). Rodeo po czyjejś pracy jest równie proste, jak robienie z siebie człowieka z porażeniem mózgowym, zupełnie takim jak Waldek. Zwolennicy Kiepskich, musicie mi naprawdę uwierzyć, że próbowałem wyszukać w tej rodzinie jakiś pozytyw, coś, co zmieni choć trochę to moje dość sceptyczne, pieszczotliwie mówiąc, nastawienie do tego serialu. O dziwo, znalazłem to. Aktorstwo. W tym punkcie muszę naprawdę przyznać, że takiego udawania człowieka głupszego od neandertalczyka nie widziałem już dawno. Ale idiotę na resorach to i ja, ogólne beztalencie, potrafię zagrać. Fani programu określają go jako śmieszny, dowcipny, a nawet usłyszałem kiedyś, że inteligentny. Matko... jeżeli tak wygląda polska inteligencja, dowcip i poczucie humoru, to ja zmieniam narodowość. Nieustannie chłonący piwo menel plus nastolatek o poziomie intelektualnym rybiej ikry - pomysł na usytuowanie takich postaci w jednej rodzinie nie jest zły, ale sama idea, pozbawiona dobrego wykonania, nadaje się do rozgruchocenia o kant (już nieważne, jaki). Miło śledzi się przygody inteligentnych inaczej - przykładem może być pratchettowskie Ankh - Morphork, miasto przesiąknięte przygłupimi ludźmi (i nie tylko ludźmi), a czytanie o jego perypetiach i śmieszy, i bawi, i wysoki poziom posiada. Zatem pomysł do wykonania. A Ferdek ze swoją rodziną żenuje pomysłami, irytuje dialogami i daje pretekst cudzoziemcom, by dalej uważali nas za ludzi ze sterczącą słomą w butach. Wrócę jeszcze do Bundych. Tytuł przygód Kiepskich rozwiewa wątpliwości o pastiszu tej naprawdę dobrej i bogatej w ciekawe cytaty komedii zza oceanu. Zachodni cykl o rodzinnej degrengoladzie pokazał, że produkcja, której akcja prawie w stu procentach rozgrywa się w jednym pomieszczeniu, może przynieść masę rozrywki na poziomie, mimo skretyniałych bohaterów. Może prócz Al'a, zmęczonego rodziną cynika, mocno ślamazarnego i regularnie bitego przez życie, ale stosunkowo zrównoważonego psychicznie. A jak się przedstawia nasz Ferdynand? Nie muszę czekać na emisję jego serialu, by poobserwować zafajdanego manela - pełno takich kręci się koło przeróżnych Biedronek. Świat Kiepskich zniesmaczył mnie do siebie przy pierwszym odcinku. Gratuluję Solorzowi zdegradowania tego jełopa, że zacytuję Halinkę, ze swojej ramówki. Względem tej produkcji była to jedna z jego życiowych decyzji.
Michał Chmielewski | |||||||
|
| ||||||||