a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
|
|
Miłość...
rozsądNa jest
W
nienawiści bijemy, aż przeciwnik przestanie oddychać. W miłości
ciosom nie ma końca. Colleen McCullough.
| . |
 |
Spójrz w to nocne niebo, jak brzemienne jest w
gwiazdy! Jak trwoży duszę, jak zalepia postrzeganie... Wiesz -
podobno wpatrując się wystarczająco długo w dowolny zbiór, zaczynamy
dostrzegać jego harmonię, ten przedziwny wzór definiujący jego
symetrię... Wiesz, czasem mam ochotę znaleźć to równanie - tak jak
Max Cohen poszukiwać sensu w liczbie pi... A co, gdybyśmy ujrzeli
teraz znak krzyża na niebie? A potem znak Niewiasty? Co gdyby słońce
nie dało już swego blasku, a księżyc umarłby z zachwytu? Co gdybyśmy
byli świadkami apokalipsy, dziś, teraz, siedząc na dachu tego
szarawego bloku, przy rozkładanym piknikowym stoliczku, pijąc wino i
będąc w stanie upojenia sobą? Gdzieś na świecie giną narody,
dematerializują się cywilizacje... Zostaliśmy tylko ja i ty. Ostatni
z ludzi - jedyni, którzy ujrzą śmierć słońca, jedyni którzy ujrzą
Michała zabijającego Lucyfera... I oto jest, stał się. Na imię ma
Koniec. Lecz Bóg, Ten Który Jest Alfą i Omegą czeka na nas z sądem!
Nie chce przerwać nam tej chwili, zakłócić jej swoją głupią
apokalipsą... A gdyby chciał zabrać tylko jedno z nas - nie
oszukujmy się, Ciebie - to podałbym z ufnością Lucyferowi swą dłoń i
spadł razem z nim na samo dno piekła. Bo takiego Boga, który
zabrałby mi Ciebie nigdy bym nie pokochał...
Spojrzałem na nią. Spojrzałem
prosto w jej oczy. Sostrzegłem odbicie gwiazd wewnątrz jej tęczówek.
Cudowny mikrokosmos otwarty dla mnie. Na policzku miała ten
szczególny rumieniec. Wino rozgrzało jej ciało. Czułem na odległość
jej ciepło, jej zaufanie. Oto wstaje, obchodzi powolnym krokiem
stolik i siada mi na kolanach. Jest tak krągła, pełna. Doświadczam
substytutyzacji całego świata jej istnieniem. Patrzy mi w oczy, lecz
po chwili odwraca wzrok. Już miałem zapytać, lecz powstrzymała mnie
dłonią. Oto jej gorący dłoń na mej twarzy gładzi moje policzki. Oby
nie zepsuła tej chwili tekstem: "Może byś się tak ogolił?" Ale nie,
nic podobnego. Oto daruje mi pocałunek. Czuję się jak złodziej, ale
jestem szczęśliwy. I dziwnie spokojny. Czuję subtelny zapach jej
ciała. Kumaryna i winny bukiet drażnią moje zmysły. Nagle wstaje.
Przeszywa mnie dreszcz zimna. Czuję jakbym stracił część siebie. I
właśnie wtedy to powiedziała:
"Dajesz mi słowa. Dajesz mi wiele
słów. Czasami nawet lubię ich posłuchać. Ale samo nasze zakochanie
nie wystarczy do stworzenia miłości... Nie będę budować kolejnego
związku na zasadzie: 'daję Ci siebie, resztę pieprzę'. Zbyt wiele
razy to bolało, wiesz. Jesteś wspaniałym kochankiem, genialnym
adoratorem, ale nie kandydatem na życiowego partnera - na męża. A ja
potrzebuję kogoś na stałe. Mam coraz mniej czasu, wiesz. Zrozum
mnie. Ty jesteś pieprzoną męską Alutką. Znudzi Ci się praca, to ją
rzucisz. A ja pragnę, łaknę stabilizacji. I miłość nie ma tu nic do
rzeczy. Zapamiętaj to sobie: kobiety nie chcą maniaków,
ekstremistów. Żeby zaimponować kobiecie, musisz być przede wszystkim
stabilny. A Ty jesteś jakiś taki... anormalny... Nie
dzwoń..."
aNomaLy | |
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
|