CZARNY KOT

 

Czarny Kot jak się urodził, to miał umrzeć. Był jednym z pięcioraczków i był półsierotą (ojciec ulotnił się od razu po stosunku), na dodatek wyszedł z brzucha matki jako ostatni, ze złamanym ogonem i w ogóle... Czarnego Kota od najwcześniejszych dni życia rodzeństwo nie dopuszczało do pokarmu naturalnego, jakim z pewnością było mleko matki, potem mógł się też według nich obejść i bez tego nienaturalnego, jakim z pewnością mleko matki nie było. Jeszcze jako Czarny Kociak, a może nawet Czarne Kocię, musiał dopychać się do pożywienia, co - nota bene z powodu osłabienia spowodowanego niedożywieniem - nie zawsze mu się udawało. Czasem jednak pozwolili bracia i siostry pomruczeć Czarnemu Kotu nad jakimiś resztkami. Z powodu wszystkich tych utrapień, Czarny Kot od zawsze ma kilka siwych włosów.

Czarny Kot nie przypadł do gustu panom tak, jak jego prążkowany brat. Silny, zwinny i lśniący prążkowany brat. Czarny Kot miał nieproporcjonalnie dużą głowę i olbrzymie złote oczy. Ledwo wdrapał się na piersi Małego Chłopca, by przypaść mu do gustu i już tam zostać.

Mały Chłopiec wziął Czarnego Kota pod kurtkę i przewiózł go do domu taksówką, a Czarny Kot tylko mruczał. Pierwszego wieczora poza domem Czarny Kot zjadł dwie kolacje. Jeśli chodzi o pierwszą z nich, to Czarny Kot zdecydowanie przecenił swoje siły i pojemność żołądka, toteż natychmiast postanowił zrobić sobie miejsce na drugą. Spał Czarny Kot z Małym Chłopcem pod kołdrą wiedząc, że Mały Chłopiec będzie wolał nie spać pół nocy niż go zgnieść. Czarny Kot mruczał przez pół nocy i śnił o mieszkaniu na piątym piętrze bloku.

Czarny Kot nie wiedział, że trzeba się załatwiać do kuwety. Czarny Kot nie wiedział, że wychodzenie poza barierkę balkonu na wyśnionym piątym piętrze bloku może przyprawić o zawał rodzinę Małego Chłopca z nim samym na czele. Czarny Kot nie wiedział też, że wspinanie się po firankach i świeżo wytapetowanych futrynach to nie jest dobry pomysł. Czarny Kot za to bardzo szybko się uczył. Jednak jakoś wciąż za wolno.

Czarny Kot od pierwszej chwili zasmakował w trawie z działki wujka Małego Chłopca. Wiedział, że to pozwoli mu oczyszczać drogi pokarmowe z czarnej sierści. Nie wiedział o tym jednak Mały Chłopiec, który chciał go zabrać do weterynarza.

Czarny Kot nie lubił tabletek dla gołębi, które przepisał mu lekarz. Tabletki te jednak pomogły mu w wyleczeniu żołądka. Czarny Kot naprawdę nie lubił białej farby olejnej.

Mały Chłopiec nie pozwolił pozbawić męskości Czarnego Kota, który dawał jej wyraz w postaci żółtych plam w kątach wyśnionego mieszkania na piątym piętrze.

Jakiś czas temu matka Czarnego Kota poszła z domu umrzeć. Mały Chłopiec nie powiedział o tym Czarnemu Kotu, bo to mogłoby zachwiać jego psychiką.

Rok temu, w trakcie największych mrozów, Czarny Kot zaginął. Wyniósł go z klatki wielki żul, któremu wujek Małego Chłopca nakopał do dupska, a któremu i Mały Chłopiec chętnie by nakopał, gdyby nie jego pacyfistyczne podejście do świata. Po miesiącu wielki żul przyniósł z dworu Czarnego Kota, tym samym szczędząc sobie dożywotniego przyjmowania kopów. Czarny Kot był tak słaby, że nie mógł wskoczyć na metrową szafkę, dziś z precyzją godną pilota F-16 potrafi przeskoczyć dwumetrową przestrzeń między oparciami foteli.

Czarny Kot od najmłodszych lat, aż po dziś dzień boi się wyjść z domu na ulicę. Stworzył sobie namiastkę dworu w suszarni bloku Małego Chłopca i tam potrafi spędzić nawet kilka godzin dziennie, kontemplując nad bolączkami współczesnego świata.

Czarny Kot wciąż przychodzi spać do łóżka Małego Chłopca, wciąż układa się na jego nogach, zdecydowanie preferując lewą i wciąż kaleczy jego łydki na ostrzejszych zakrętach. Czarny Kot wciąż kocha Małego Chłopca, a on jego.

 

Remember_The_Name

 

19.03.2006