Tux i Śniady prezentują:                                                                                  

Suche Gnaty

                                                                                 Uprasza się o korzystanie z przeglądarki IE.

                                                                                                                                                                                                Na pewno macie ją na dysku, kwestia dobrej woli i kilku

                                                                                                                                                                                               kliknięć, jeśli obecnie używacie innej ;-)                                

 

W dzisiejszym odcinku, drogie dzieci, zajmiemy się tym, co nam nie do końca odpowiada, z czym nam nie po drodze i ogólnie - co nas przyprawia o wrzody na żołądku. Z pewnością Wy takich rzeczy macie wokół siebie mnóstwo, ale to nam przyszedł do głowy szatański pomysł spisania tychże ;-) Po wyładowaniu emocji zobaczymy, co słychać na Wiejskiej. Jeśli ktoś (ktokolwiek?) jeszcze pamięta nasze Barwy Kampanii, to może nawet zakręci mu się łezka w oku :)

Odcinek sponsorują literki F.R.U.S.T.R.A. i T.

 

 

 

 

Popis drugi

Co nas wku... denerwuje nas co :)

 

Tuxedo: Ostatnio wkurza mnie dosłownie wszystko. Ptaszki śpiewające na ulicy, których nie widać. Panienki z wózkami, które dla odmiany widać. Wkurzają kanapki z parszywą, bladoróżową wędliną(?), niedojrzałe owoce kiwi i trochę bardziej niedojrzałe banany. Nawet kot mnie wkurza. Można by się tutaj zastanowić, co jest ze mną nie tak, przeprowadzić dogłębną analizę psychologiczną i wyciągnąć odpowiednie wnioski, mające na celu polepszenie mojego samopoczucia. Ale - komu by się chciało to wszystko zrobić? :)

W kolejności skali natręctw: wkurza mnie zima. Starsi mówią, że ona wcale nie jest niezwykła, po prostu przez lata łagodnych zim odzwyczailiśmy się już od siarczystych mrozów. A pieprzę takie gadanie, guzik mnie obchodzi, że kiedyś było jeszcze gorzej. Ja jestem ciepłolubny, do tego przyzwyczaił mnie nasz klimat i nie rozumiem, czemu teraz robi mi na złość. Niedługo minie rok, odkąd ostatni raz kopnąłem piłkę. Jeśli wziąć pod uwagę moje naśmiewania się z niektórych grajków naszej reprezentacji (hi, Grześ :), wyrastam na wzorcowego hipokrytę.

Wkurza mnie społeczeństwo, które jeszcze nie przyłożyło zdrowo partii rządzącej i w sondażach praktycznie nie zmienia swoich opinii. Połowa ludzi widząc barwę czerwoną zakrzyknie, że to najczystsza biel, druga połowa że widzą czerń. I wiecie co? Bliżej prawdy będą ci drudzy, bo jeśli zamiast nazywać rzeczy po imieniu będziemy dalej przechylać fakty to na jedną, to na drugą stronę, wtedy czarny kolor zobaczą już wszyscy. Będzie nim okryta trumna z napisem Polska (dobra, przesadziłem z patetyzmem ;))

Wkurza mnie to, że chcąc obejrzeć jakiekolwiek wiadomości sportowe po serwisie informacyjnym muszę siedzieć i wpatrywać się w coraz głupsze reklamy, czasami tylko uśmiechając się z lekka. Tylko czemu Mumio nie robi reklamówek wszystkich produktów, jakie można obejrzeć w tv?

Wkurza mnie jajecznica, która mi nigdy nie wychodzi. To znaczy gęstość, masa i kolor niby te same, ale smak pozostawia już wiele do życzenia. Ale co ja niby robię źle? Wbić jajka, posolić, dodać mięsko, posolić, zamieszać, posolić, zamieszać, doprawić do smaku, zamieszać, zeskrobać to, co przywarło do patelni i wyłożyć na talerz. Prawda, że proste? A jednak wyjść nie chce.

Wkurzają mnie babcie w przychodniach zdrowia. Kiedy mam katar i paskudny w odsłuchu kaszel naprawdę mało mnie obchodzi, ile która pani ma żylaków i komu w rodzinie powiesił się syn. Tak samo nie chcę słyszeć o wybitym ząbku, zadrapanym kolanie czy, o zgrozo, anginie ropnej (ze szczegółami!). Argh. Takie cichutkie, żeby panie nie usłyszały. A po wyjściu z przybytku publicznego już tylko przeciągłe zawodzenie. Aż do apteki.

 

 

JIVŚ: A mi się lekarz kazał nie denerwować. Nie, nie jestem w stanie błogosławionym, chyba, że za taki uchodzi nadczynność woreczka żółciowego połączona z wysokim poziomem bilirubiny, co razem nazywa się tajemniczo "Zespół Gilberta". Mam nie jeść wszystkiego co dobre, nie przemęczać się i nie denerwować. Jak mam się nie denerwować, skoro nie mogę robić dwóch powyższych rzeczy, które wykluczają moje wielkie namiętności czyli czynny futbol i frytki. Dlatego to zalecenie lekarza olewam. I wkurzam się, że nie dożyje pięćdziesiątki.

Wkurza mnie witryna sklepu, który mijam codziennie rano w drodze na uniwerek. Pisze na niej dumnie "Sale". Bynajmniej nie chodzi o to, że ów lokal handluje pomieszczeniami. Po prostu "sale" brzmi lepiej niż "sprzedaż", "wyprzedaż", "zbyt", "opychanie", "kitwciskacz" czy inne temu typu cudeńka. I to wszystko parenaście metrów od najładniejszego rynku w Polsce. A w sklepie sprzedają Polacy, kupują Polacy, płaci się w polskich złotych, instrukcja przeciwpożarowa jest po polsku, a ciuchy i tak

pewnie dowożą Chińczycy. Ale sale być musi. Siedem razy na jednej szybie, a sprzedaży nie prowadzą.

Wkurza mnie dźwięk budzika o 6:20 rano. Dlatego go wyłączam i idę spać dalej. Ale on się nie poddaje, dzwoni sześć minut później. Tak się przekomarzamy do 6:44 aż ja skapituluje i zwlokę się z wyra wkurzony na cały świat na czele z Ojcem Czasem że to już i Benjaminem Franklinem, że zmianę czasu na zimowy wymyślił tylko raz w roku, bo o tym jak bardzo przydałaby mi się ta godzina snu wiem tylko ja.

Wkurzają mnie ludzie którzy rządzą moim krajem. Toż to są jaja. Jak oglądam programy publicystyczne chce mi się wyć z wściekłości. Jestem wkurzony na nich, że rządzą, choć nie umieją. Jestem wściekły na tych,  którzy swoim krzyżykiem przyczynili się do tego, że jest tak a nie inaczej. Jestem wściekły na nowo koronowanego Ojca Świętego z Torunia, że się wpieprza tam gdzie nie powinien. I jestem wkurzony na wlasną bezsilność, bo poza wkurzaniem się nic nie mogę zrobić...

Wkurzają mnie ludzie, którzy mówią, ze cos ich wkurza. Jak bym ja mówił innym co mnie wkurza, to paplałbym nieustannie do momentu w którym język usycha i odpada. Jesteś wkurzony? Świetnie! Ja też! Nie mówię Ci o tym. Piszę to na kartkę, a czy w tym momencie wciśniesz wstecz czy nie - to już Twoja sprawa. Ale nawet mnie nie wkurzaj, nie naciskaj!

Wkurza mnie to, że się wkurzam. Najchętniej bym się nie wkurzał, ale po prostu nie mogę, nie potrafię. I się wkurzam. I koło się zamyka. Wkurzające.

 

 

 

Po górach, dolinach

Rozlega się głos:

Tuxedo i Jędrzej

2 fast & 2 furious

 

 

 

 

 

 

 

Kroniki Kaczogrodu

(Lis, stabilizacja i okrągły stół)

 

 

 

Konferencja

 

 

Kazek: Zebraliśmy się tutaj na studniówce rządu. Zanim przystąpimy do części oficjalnej, chciałbym podziękować za przybycie wszystkim obecnym, jak również dziennikarzom. Właściwie to przede wszystkim im, bo bez nich nie było by mnie. Dzięki, dzięki, dzięki!

 

Zycia: Dobra, Kazik, starczy tej autokreacji. Do rzeczy - kiedy obniżamy podatki?

 

Kazek: O, to jest dobre pytanie. Nawet bardzo dobre jest. Więc na tak postawione (nawiasem mówiąc świetne) pytanie mogę odpowiedzieć, że myślę o tym cały czas. To bardzo dobre pytanie i myślę, że odpowiedź na nie jest niezwykle istotna.

 

Zycia: No dobrze, ale przechodząc...

 

Kazek: Właśnie - przechodząc do meritum: sto dni rządu oceniam na piątkę z małym plusem. Wprowadziliśmy elementy programu solidarnościowego...

 

Zycia: Znaczy bezsensowne, dubeltowe becikowe?

 

Kazek: Tak, między innymi bardzo ważne dla naszego wizerun... tfu, dla polskich matek becikowe. Ponadto gospodarka jest w dobrym stanie.

 

Zycia: Tak, ta o dziwo trzyma się nieźle. Ale w sumie to nic dziwnego, jeśli ekipa Lesia M. jej nie rozwaliła, to tym bardziej wam, znaczy nam się to nie uda.

 

Kazek: Zgadza się, to jest bardzo trafne stwierdzenie. Naprawdę dziękuję za nie. Są jakieś pytania od dziennikarzy?

 

Głos z sali: Tak, jak pan ocenia pakt stabilizacyjny?

 

Kazek: No więc to jest świetne pytanie, ponieważ... zaraz, a pan jakie media reprezentuje?

 

Ten sam głos: Radio ArEmEf EfEm.

 

Kazek: W takim razie nie odpowiem, bo to prowokacja. Za wami stoi układ i nie zamierzam udzielać odpowiedzi na bzdurne pytania. Następne proszę...

 

Inny głos: Ksiądz Józef Troczyk, Radio Prawda i Modlitwa, jak pan ocenia pakt stabilizacyjny?

 

Kazek: O, to jest naprawdę znakomite i celne pytanie. Więc przede wszystkim muszę powiedzieć, że główną winę za jego powstanie ponosi Pełna Nieodpowiedzialność, która nie zgodziła się zostać naszym niewolnikiem. Znaczy współrządzić z nami nie chciała. W ogóle mój syn mówi na nich te, no... zakwasy? Nie, jak to, cholerka, było... no nie przypomnę sobie, trudno, nie będzie anegdoty.

 

Ten sam inny głos: Dobrze, ale wracając do pytania...

 

Kazek: Tak, jestem za nie bardzo wdzięczny, było naprawdę ważne. Są jeszcze jakieś? Nie? Wobec tego dziękuję państwo za uwagę, dobrej nocy życzę.

 

 

 

Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni

 

 

Kóska: Mamy 15 minut na napisanie przemówienia dla Lecha o nie rozwiązywaniu parlamentu, wklepanie go na monitorem, żeby mógł to odczytać i sprowadzenie nowego biurka, żeby nie musiał trzymać na nim rąk na wysokości szyi.

 

Gosiewa: W życiu, nie damy rady.

 

Kóska: Jesteśmy najlepszym sztabem w historii PR i RP, musimy!

 

Gosiewa: Ale mamy tylko przemówienie o rozwiązywaniu parlamentu, co je napisaliśmy tydzień po wyborach.

 

Kóska: Może da się je przerobić.

 

Gosiewa: To mniej - więcej tak, jakby ze „Szczęk” zrobić „Przeminęło z wiatrem”.

 

Kóska: A gdyby tak pociągnąć do tego momentu, gdy kreśli czarną wizję dziejów i w chwili, kiedy pada „zdecydowałem się rozwiązać parlament” zamiast „rozwiązać parlament” dać „przeprowadzić rozmowy”?

 

Gosiewa: Genialne… A co dalej?

 

Kóska: Tam leży „Newsweek” i „Polityka”, złożymy parę zdań o aktualnej sytuacji i będzie jak znalazł.

 

Gosiewa: A co z biurkiem?

 

Kóska: A bo ja wiem? IKEA już zamknięta…

 

Gosiewa: Znowu wszyscy będą się smiać

 

Kóska: Jeszcze parę lat. Zobaczymy, komu będzie do śmiechu.

 

 

 

Narada

 

 

(Przy kwadratowym stole siedzą Najważniejsi Ludzie Prawie że Sprawiedliwości, na stole pieczeń z dzika, ogórki małosolne i pierwszoklaśna wódeczka. Nieco dalej, w kącie, siedzą po turecku Jędrzej Peller i Piękny Roman, przykuci kajdankami do zardzewiałych rur centralnego ogrzewania.)

 

Jarosław Dwojaki: Jak tam idą sprawy, panowie?

 

Gosiewa: Kłopociki, prezesiku...

 

Jarosław Dwojaki: Jakie kłopociki, szefuniu?

 

Gosiewa: Ano pakcik się chwieje, media jak zwykle przeciwko nam. I Romanek ciągle podskakuje.

 

Piękny Roman: O, przepraszam, chciałem powiedzieć...

 

Jarosław Dwojaki: CISZA! Ktoś ci udzielił głosu? No!

 

KoRn: Mediami się nie przejmujcie, to bure suczki.

 

Jarosław Dwojaki: Ludwiczku, co ja bym bez ciebie zrobił... ale sprawunia jest poważna, jak tak dalej pójdzie, to oni się skapną, że chcemy zrobić skoczek na wszystko.

 

KoRn: Przejmujesz się, prezesiku? Mamy władzunię, co nam zrobią?

 

Jarosław Dwojaki: Nic. To my zrobimy im. Zlikwidujemy układziki!

 

KoRn: Układziki, prezesiku?

 

Jarosław Dwojaki: No, układziki. I łże-satelitki.

 

Piekny Roman: I te dziennikarskie szuje, ich też!

 

Jarosław Dwojaki: Czy ja ci czegoś nie powiedziałem?

 

Piekny Roman: Tak, przepraszam.

 

Jarosław Dwojaki: To co, koalicjanci mają jakieś wnioski własne?

 

Peller: (cichutko) Jeśli mogę, to chciałbym…

 

(Groźny Wzrok Jarosława)

 

Pellet: Zresztą, to nic szczególnie ważnego, może poczekać.

 

Jarosław Dwojaki: O to właśnie chodziło. To się nazywa stabilizacja

 

 

 

Poniżej pasa

 

 

Chytrusek: Ale czy to prawda, że robił pan to, co pan robił?

 

Kóska: Nonsens!

 

Chytrusek:Newsweek” twierdzi co innego…

 

Piękny Roman: Moi chłopcy są tego samego zdania…

 

Kóska: Bzdura!

 

Chytrusek: Przypomnijmy raz jeszcze: Jacek Kóska miałby pokazywać genitalia w celu udowodnienia, że nie jest Żydem. Wszystko w obecności działaczy eLePpeRu.

 

Piękny Roman: I mam na to dowód! Chodźcie, chłopcy.

 

(do studia wchodzi dwóch Wszechpolaków)

 

Chytrusek: No, jak to było?

 

Wszechpolak 1: Tym razem to ty będziesz Kóską, a ja mną.

 

Wszechpolak 2: Okej.

 

Wszechpolak 1: Kóska. Ja.

 

Wszechpolak 2: Okej.

 

(wychodzą na środek)

 

Wszechpolak 2: Ja? Ja jestem Żydem? Ja?

 

Wszechpolak 1: A co, może nie?

 

Wszechpolak 2: Ja? Co wy w ogóle mówicie…

 

Wszechpolak 1: Jak nie jesteś, to udowodnij!

 

Wszechpolak 2: A i udowodnię!

 

(w tym momencie Wszechpolak 2 ściąga spodnie i gacie, ukazując publiczności i widzom przed telewizorami swe wszechpolskie przyrodzenie)

 

Peller: Zyg, zyg, marchewka! Hihihihi!

 

Kóska: No czegoś takiego to ja na pewno nie pokazałem…

 

Chytrusek: Yyyyyyyyy… mówią mi w słuchawce, żebym przypomniał o sondzie smsowej.

 

 

Czy Twoim zdaniem politycy są w stanie zrobić wszystko,

byle tylko dokopać swoim przeciwnikom?

SMS o treści TAK/NIE

 

 

 

Kóska: To był cios poniżej pasa!

 

Piękny Roman: Tu się pan myli. To była naga prawda!

 

 

 

Sejmowy ogród

 

 

Kalinka: Słyszałem, że Gruszka ma się już lepiej.

 

Kargul: Ponoć nawet już chodzi i mówi. Trochę niedorzecznie, ale zawsze coś…

 

Kalinka: Iii tam, na parlamentarne ławy wystarczy.

 

Kargul: No nie wiem, to był bardzo rozległy wylew…

 

Kalinka: Daj spokój, my już jesteśmy skończeni, notowania Polskich Stronników Ludowych są tragiczne, co nam zostało?

 

Kargul: Przecież to warzywo nie człowiek!

 

Kalinka: Właśnie o tym chciałem z tobą pogadać. Nasi PR-owcy wymyślili parę haseł na jego temat, między innymi „Gruszka - warzywo na Wiejskiej” i „Gruszka - wylewny człowiek”.

 

Kargul: Jak widać nasi PR-owcy są równie zaawansowani, co albańscy hakerzy…

 

Kalinka: Ale możemy to jeszcze wykorzystać.

 

Kargul: PR-owców czy Gruszkę?

 

Kalinka: Jasne, że Gruszkę, on powinien obecnie być najwazniejszą osobą w Stronnictwie Ludowym. Jest znany, budzi współczucie. Chłop po przejściach, to nasza ostatnia szansa!

 

Kargul: Jak to jest nasza ostatnia szansa, to może lepiej pozwólmy, żeby PżS nas wchłonął…

 

Kalinka: I mamy przejść do historii jako ci, którzy obrócili partię ze stuletnią tradycją w niebyt?!

 

Kargul: A mamy sami obrócić się w niebyt?

 

Kalinka: Nie.

 

Kargul: No właśnie. Dzwoń do Lecha, do następnych wyborów startujemy jako SAMOP(ż)SL.

 

 

 

Wierszyk propagandowy:)

 

 

Kto Ty jesteś?

              - PiSu adept.

 

Co zamierzasz?

              - Zdobyć władzę.

 

Jaki znak Twój?

              - Kaczka mała.

 

Jakie motto?

              - Bić pedała.

 

Co z Platformą?

              - Już ich kres.

 

Czy na pewno?

              - Yes, yes, yes.

 

 

 

 

Ciąg dalszy raczej na pewno nastąpi. Autorzy dziękują politykom dostarczającym nowych pomysłów kilka razy w ciągu dnia, a czasami nawet w trakcie zaledwie jednego programu publicystycznego. W pierwszej kolejności oczywiście peany pochwalne ku czci PżSu, organizującego dziesiątki konferencji prasowych dziennie. Jak to dobrze, że nie jesteśmy zawodowymi dziennikarzami. Ci na Wiejskiej muszą  już mieć gigantyczne żylaki od biegania z jednej prasówki na drugą.

 

 

 

 

 

 
 
 
 
 
 
 
Wielka Księga Mądrości Suchych Gnatów:
 
Co siódmy dzień jesieni wypada w czwartek.
 
 
 
 
 
Jędrzej IV Śniady  i Tuxedo