Jako że spora część czytelników do tekstów o polityce czuje niebywałą wręcz awersję, lojalnie ostrzegam - ten tekst polityki dotknie. Napisałem go jednak nie po to, by zanalizować/skomentować czy Bóg wie co jeszcze zrobić z sytuacją polityczną. Chciałem po prostu powiedzieć, że nie zgadzam się z tym, co ostatnio tak popularne i chwytliwe.

Musi zostać

...czyli manifest aspiranta klasy średniej

Potrafię docenić to, że w Polsce można odnieść sukces. Że ciężka praca może zostać wynagrodzona, że jeśli się chce i potrafi, można do czegoś dojść.

Nie skreślam ludzi z powodu braków w ich wykształceniu. Nie neguję niczyjej mądrości tylko dlatego, że do pracy nie chodzi w garniturze, a w szufladach jego biurka próżno szukać dyplomu magistra. Co więcej, zupełnie nie wpływa na moją ocenę fakt, że człowiek ów swojego biurka w ogóle nie ma. Inaczej mnie wychowano, inne kryteria ocen uznałem za właściwe w swoim krótkim, bądź co bądź życiu. Przez ładnych parę lat najmądrzej o życiu mówił mi człowiek, który nie skończył nawet podstawówki. Skończył natomiast ze swoją młodością, mało by rzec, że dość wcześnie. Przerwała mu ją wojna. Skończył w kolejkach do spichlerzy, oddając "Pierwsze zboże dla państwa", skończył przy zakurzonych ZIS-5, ładując cegły dla odbudowywanej Warszawy.

Może i marny to koniec, ale podziwiałem tego człowieka. I podziwiam go wciąż - za to, że cesarzowi oddawał cesarskie. Pytałem go czasami o gospodarkę. Bynajmniej nie interesowałem się dźwigniami operacyjnymi i saldem handlowym. Pytałem o rzeczy proste, ale dla takiego szczyla jak ja zupełnie wtedy niezrozumiałe. Dlaczego landrynki zdrożały, dlaczego rodzice nie mogą mieć więcej pieniędzy? Mówił mi, że wszystko się zmienia. Że idzie ku lepszemu, ale przez jakiś czas wszystkim będzie ciężko. Dlaczego? Nie wiem, mówił. Powiedział też, że tam na górze są ludzie, którzy się na tym znają.

Do dziś imponują mi jego słowa. Nie chcę spierać się o ich słuszność, bo przez 15 lat po transformacji wiele mieliśmy przykładów na to, że z wiedzą tych na górze tak różowo nie jest. Imponuje mi jednak coś innego - "nie wiem", które mówił tak zwyczajnie. Nie próbował snuć tak popularnych wtedy teorii, że wszyscy kradną, że jakby wróciła komuna, to znów by praca była, a półki by pełne zostały, jakby do Rosji żarła nie wysyłać. Nie próbował zgrywać ekonomisty, nawet po kilku głębszych na rodzinnej parapetówce.

I w jednym co najmniej aspekcie swojego zaufania do elit się nie pomylił, uważam. Gospodarka Polsce wyszła. Nie jest pewnie tak pięknie jak być by mogło, ale mamy coś, czego przecenić nie sposób. Silna waluta, rozsądna inflacja i stabilizacja. Szkoda tylko, że owo "mamy" po ostatniej elekcji poczęło wyraźnie bladnąć, by 10 marca 2006 stanąć nad krawędzią przepaści całkowitego wybielenia.

10 marca obrady sejmu prowadzi człowiek, który jest dla mnie co najwyżej żałosny. Człowiek prosty i, niestety głupi. Człowiek, którego miejsce jest tam gdzie zaczynał swoją śmieszną karierę - przy bronach blokujących ulice. Zgodnie z tym, co napisałem na początku, nie skreślałbym go. Nie skreślałbym, gdyby potrafił się nie wtrącać i powiedzieć te proste "nie wiem". Nie skreślałbym, gdyby nie robił czegoś, czego ścierpieć nie mogę - nie wchodził z buciorami tam, gdzie się zupełnie nie nadaje, tonem fachowca nie mówił o rzeczach, o których nie ma najmniejszego pojęcia. Robi to od dawna. Już od ładnych paru lat Andrzej Lepper trąbi wszem i wobec o złodziejskiej prywatyzacji, o bogaceniu się elit kosztem najbiedniejszych rolników. Szmat czasu minął od momentu, kiedy pierwszy raz przedstawił swoje śmieszne, janosikowe "plany" gospodarcze. Jeszcze wcześniej zarzucał będących u sterów finansistów bezzasadną krytyką, bełkotem z którego wyłaniała się skrajna niewiedza i populizm. Nie wnikam jak udało mu się wybić, widocznie trafił na podobnych sobie, którzy gotowi byli go poprzeć, nie bacząc na miernotę głoszonych przez niego haseł. Fakt faktem, że mu się udało. Doszedł nawet do tego, że zasiadł w fotelu marszałka niższej izby, miejscu niezwykle przecież honorowym. Przy tej okazji udało mu się doprowadzić do czegoś, co jest bezpośrednią przyczyną powstania tego tekstu.

Oto wcześniej wspomnianego już 10 marca, pod patronatem zajmującego miejsce Marszałka Andrzeja Leppera, co bitniejsi przedstawiciele Paktu Stablizacyjnego (PiS, LPR, Samoobrona) wychodzą na mównicę by ciskać gromy w wywoływanego do tablicy Leszka Balcerowicza.


Michał "Rothman" Zator
michal.zator@gmail.com