Cisza, świece i problemy dorosłości
"Ja chciałbym zobaczyć to wszystko raz jeszcze
Raz jeszcze to wszystko zobaczyć ja chciałbym
Porównaj to zresztą, wybierz drogę najlepszą!"
Kult - Czarne słońca
Dzieci mówią, że życie zaczyna się po dziesiątych urodzinach. Młodzież rzecze - Hej! Byle do osiemnastki. Och, jak sobie kupie cztery browce w barze, paczkę fajek będę czaderski niczym najlepsza koza. Tak się dziwnie złożyło, że dożyłem swoich osiemnastych urodzin. I co? Zbyt wiele się nie zmieniło, może oprócz tego, że w końcu mam prawo rzucić szkołę. Taka perspektywa jest jednak jak na razie bardzo odległa, a jedyną zmianą którą aktualnie odczuwam, są niemal cotygodniowe (w ostatnim czasie) bardzo hucznie obchodzone osiemnastki.
Tak się składa, że imprezka taka to świetna okazja do poznania nowych ludzi. Świetna okazja do nachlania się za darmo i porozmawiania z kimś, z kim normalnie nie dane byłoby nam zamienić nawet zdania w stylu "ładną dziś mamy pogodę". I wiecie co? Przytrafiła mi się najdziwniejsza historia miłosna w życiu. Szczerze mówiąc nigdy nie przeżyłem żadnej historii miłosnej, ba, nawet zauroczenia oscylowały w okół wyglądu, nie zaś warstwy psychicznej. Jak to mówią, przyszła baba z wozu koniom lżej i napatoczyła się jedna dziewczyna, która już przy wejściu do małej, kameralnej wiejskiej świetlicy powitała mnie od razu szerokim uśmiechem. No cóż.. od razu pomyślałem o niewidocznym dla mnie mankamencie ubioru, że niby guziczek w koszuli nie zapięty, rozporek niedomknięty, wiecie przecież - takie jest życie.. ;p Komu przy zdrowych zmysłach chciałoby się uśmiechnąć przy moim wejściu, oczywiście wyłączając solenizanta, który jak tylko zobaczył w mojej dłoni świeżutki bilecik na koncert KULTu niemal nie zaczął mnie całować. ;)
No i usiedliśmy. Acha, przy okazji, baj de łej, wielkie sory, za styl całego tekstu, który niektórym może wydawać się jakby tworzony pod wpływem alkoholu. Bo on, do cholery, jest tworzony pod jego wpływem, i pod wpływem kaca, i bólu gardła, i Chopina. Tak jest. Chopin roxx, nie tam żadna techniawka, trance, dance, sruńcu na buńcu, tylko oldschoolowy Chopin.
Wracając do historyjki, bo widzę, że emocje już nieco opadły i trzeba w miarę szybko zawiązać fa_bułkę. ;) No więc usiedliśmy. Ja - nieco asekuracyjnie, obok kolegi z klasy, naprzeciwko nieznajomej. Gdy pękła pierwsza połówka sytuacja stawała się bardziej klarowna i w końcu zostaliśmy sobie przedstawieni. Marta, Michał, Michał, Marta, Marta, Marta, Michał, Michał etc. ;/ Zauroczyła mnie swoim wyglądem. Muszę to przyznać bez bicia. Jako bądź co bądź obyty w świecie humanista powinienem zacząć rozmowę na jakiś temat, ale jak to bywa z dzisiejszą "mocną" młodzieżą, sytacja po pierwszej flaszce była jeszcze niezbyt pociągająca do rozpoczęcia konwersacji, dlatego zostałem na pozycji, mającej na celu dokładniejszą obserwację postaci.
Marta była (no w sumie jest ;p) tak na oko około 16-17 letnią dziewczyną, dosyć wysoką, o pięknej twarzy i szerokim, cudownym uśmiechu. Jest jednak w jej twarzy pewien szczegół, który przyciągnął mnie niczym rzep przyciąga nieco roztargnione muchy. Oczy. Mają racje ludzie, którzy mówią, że po oczach można poznać człowieka. Tak niesamowitej głębi nie widziałem jeszcze w żadnych oczach, a oczu widziałem w swoim życiu dosyć dużo. ;)
Po trzeciej flaszce (taki nowoczesny sposób mierzenia czasu) ktoś postanowił zapalić świeczki i nastrój stał się jeszcze bardziej romantyczny. Jeden obrazek zapadł mi na długo w pamięci. Ja siedzę naprzeciwko niej. Przede mną świeczka paląca się złocistym płomieniem. Przez płomień widzę jej wzrok, ona patrzy na mnie, chwila niepewności, w okół ciemność i głośna muzyka. Uśmiechnąłem się, ona także, wlepiłem w nią swój wzrok, prosto w głębię jej duszy i wiedziałem, że wszystko idzie wyjątkowo dobrze. To chyba musi być jakiś dziwny sen - pomyślałem. Potem były już wygłupy na parkiecie, pojedyńcze zdania wymieniane między sobą, czułe spojrzenia i nieustanny uśmiech na jej twarzy. A twarz miała cudowną, co już chyba zdążyłem podkreślić gdzieś wyżej.
Gdyby to była zwykła dyskoteka wiejska w sporym klubie pomyślałbym, że ma na mnie ochotę. I kurwa mać, tak też sobie pomyślałem! Z drugiej strony dziwny głos w głowie zwany rozsądkiem przywołał mnie dość szybko do porządku i po wstępnym przemyśleniu (bo myślenie pod wpływem alkoholu jest pojęciem względnym) doszedłem do wniosku, że takie akcje nie są jednak zbytnio mądre i większości przypadków niosą ze sobą więcej szkód niż dobrego. Tak więc postanowiłem się trochę powstrzymać i zadzwnonić do niej następnego dnia. Hm.. ale gdzie moglibyśmy się wybrać? Mieszka przecież 13 km ode mnie. ;/ Ku aj dia! Od czego jest koncert KULTu? ;p Wszystko miałem już dokładnie obmyślone. Zbliżał się koniec imprezy, zaczynało świtać, świeczkę zgasiliśmy wspólnymi siłami, a delikatne zbliżenia, otarcia skroni, subtelne zachowania nie mające nic wspólnego z sytuacjami przedstawionymi dajmy na to w tekście ZoltaRa "Dlaczego nie warto chodzić na dyskoteki", czyli długim języczkiem, wahadełkiem ("raz bliżej, raz dalej" ;p) etc. były czymś częstym, a przede wszystkim bardzo przyjemnym.
Pod koniec imprezki wydawało mi się, że jest w jej zachowaniu coś niepokojącego. Nie potrafiłem w sumie tego wytłumaczyć, ale domyślałem się, że to po prostu skutki zmęczenia. Wszak dwunastogodzinne imprezki (20-8) nie są bynajmniej sprawą prostą. Nie chcąc się zbytnio narzucać i wprawiać w zakłopotanie Marty, postanowiłem po prostu odjechać pierwszym możliwym autobusem do domu, gdzie czekało na mnie pościelone ciepłe łóżeczko. Nadal widziałem jednak w jej zachowaniu coś dziwnego, które nadal tłumaczyłem sobie zmęczeniem. Zaczęła unikać mojego wzroku, na dowidzenia rzuciła tylko oziębłe "cześć". Pomyślałem - hm.. ja też w sumie do niczego nie nadaje o tej porze. Spojrzałem ostatni raz w jej stronę i wszedłem do autobusu. Tylko dlaczego nie "złapała" mojego spojrzenia?
Obudziłem się rano z szumem w głowie, czułem się jak na karuzeli i wydawało mi się, że za chwilę zamarznę. Było dziwnie chłodno, z ust leciała mi para i aż chciałoby się rzec: kurwa, widzę martwych ludzi! Od razu chwyciłem za telefon i wysłałem esemesa do kumpla. Co mogłem napisać. Chciałem oczywiście poprosić go o numer Marty, jednak coś w ostatniej chwili podpowiedziało mi, żebym dodał jeszcze pytanko o wiek. Po krótkim oczekiwaniu dostałem odpowiedź: oto jej numer xxxxxxxxx. Ma 14 lat, chodzi do 1 klasy gim w xxx. ;/
A Chopin cały czas przygrywa i nadal nie pozwala mi odpowiedzieć na pytanie "dlaczego po osiemnastce zaczyna się dorosłe życie?".;p
miekki (miekki@actionmag.net)
np. Chopin - Polonezy Op. 26, 40, 44, 53