Wielu dopasowuje sobie zasady wiary do własnych potrzeb, wybiera te Biblijne wskazania, których zrealizowanie nie stanowi większego problemu czy też nie wymaga wielu wyrzeczeń. O ile bardziej wygodne jest Starotestamentalne "Oko za oko, ząb za ząb" od Ewangelicznego wołania Chrystusa o konieczności przebaczania, i to nieskończoną ilość razy. O ile łatwiej jest uświadomić bliźniemu że źle postępuje niż samemu przyznać się do błędu. Jakże łatwo osądzać bliźnich i wydawać surowe wyroki. "Przecież Jezus też nie patyczkował się z kupcami handlującymi w świątyni" - argumentujemy, zapominając że ten sam Jezus nie potępił cudzołożnicy i mówił o konieczności usunięcia belki z własnego oka zanim zabierzemy się za usuwanie drzazgi z oka bliźniego.
Niestety, wielu ludzi cytatami z Pisma Świętego uzasadnia swoje nie do końca ewangeliczne postępowanie. Nie zdają sobie oni sprawy jak bardzo taka sytuacja przypomina scenę kuszenia Chrystusa przez szatana. Szatan również w rozmowie z Jezusem powoływał się na Pismo Święte. Władca królestwa ciemności świetnie znał Biblię ale ani myślał wykorzystywać swojej wiedzy do czynienia rzeczy dobrych. Dlatego musimy pamiętać, że poprzez przytaczanie powyrywanych z kontekstu fragmentów Pisma Świętego można uzasadnić dowolną tezę. Nawet najbardziej szatańską! Jakie są tego skutki?
Oglądam jeden z programów informacyjnych i widzę starszą kobietę z moherem na głowie plującą w twarz homoseksualiście. To bardzo smutne. A jeszcze smutniejsze jest, że kobieta ta zapewne jest przekonana o słuszności swojego postępowania. Ona przecież walczy ze zboczeńcami w imię obrony wiary! Za chwilę słyszę ludzi nawołujących do niewspominania ani słowem o Bogu w Konstytucji Europejskiej, usuwających z miejsc publicznych szopki ze świętą rodziną, nawołujących do zalegalizowania aborcji, eutanazji... A wszystko to w imię tolerancji, szacunku dla drugiego człowieka, pomocy bliźniemu. "Czy nie o takie właśnie wartości chodziło Jezusowi?" - pytają się. O co tu chodzi? Kto ma rację? Kto naprawdę wypełnia wskazania Jezusa?
Bogaty młodzieniec z ewangelicznej przypowieści nie miał większych problemów z przestrzeganiem przykazań. Nie sprawiało mu trudności powstrzymanie się od zabijania, cudzołożenia, kradzieży, zgodnie ze wskazaniami danymi od Boga czcił swojego ojca i swoją matkę. Nie potrafił jednak spełnić prośby Jezusa: "Rozdaj wszystko co masz ubogim i pójdź za mną". Młodzieniec po rozmowie z Chrystusem zasmucił się bo wiedział, że pójście za Nim wymaga głębokiej wewnętrznej przemiany. Nie przemiany na pół gwizdka, nie przemiany częściowej. Nie ma mowy o wybieraniu sobie przykazań, których będziemy przestrzegać. Nie można powiedzieć Jezusowi: "Na razie Jezu musi Ci wystarczyć, że nie kradnę, a w przyszłości może spróbuję też nie cudzołożyć. Chociaż niczego nie obiecuję bo jak wiadomo jestem tylko słabym, grzesznym człowiekiem."
Wiara powinna prowadzić każdego człowieka do głębokiej przemiany, nigdy odwrotnie. To wiara ma przemieniać nas a nie my wiarę. Zasady wiary jakie są, każdy widzi :) I teraz decyduj: przyjmujesz je albo nie. Krótka piłka. Nie ma odpowiedzi "Przyjmuję, ale..." Nie szukaj sposobów "ominięcia" Boskiego prawa, nie poszukuj możliwości "wykręcenia się" z jakiegoś niewygodnego dla Ciebie nakazu, nie "licytuj" się z przykazaniami, które dostałeś od Niego. Wszędzie pełno jest tak zwanych "katolików niedzielnych". Jak umierał JPII to kościoły były pełne, mnóstwo było wspaniałych słów i wielkich deklaracji. Niedługo rocznica tamtych dni. Co pozostało z tamtego okresu?
Jacek Stojanowski
PS1: Stronka z moimi tekstami (I NIE TYLKO):www.siewy.prv.pl
PS2: Mój adresik:stoja@wp.pl