Pamiętasz jeszcze stare czasy? Jak to które, no te co już minęły. Bo wiesz ja pamiętam, ale w ogóle ich nie rozumiem. Pamiętam, że jeszcze rok temu byłam taka pełna życia, uśmiechnięta, szczęśliwa. Teraz z daleka i z zupełnym brakiem zrozumienia patrzę na ludzi, którzy potrafią śmiać się szczerze, pełnym głosem, nie bojąc się, że ktoś usłyszy. Coraz rzadziej zdarza mi się chociażby szczerze uśmiechnąć. A mój uśmiech wygląda jakbym miała ochotę się na kogoś rzucić, a nie uśmiechnąć.
Ktoś mi kiedyś powiedział, że zostałam stworzona do szczęścia… że niby wielkie usta mają mi służyć do śmiechu, a oczy a te dwa śmiesznie wygięte punkciki, co tak pochłaniają czas mają wywoływać uśmiech zachwytu ...mam nadzieję że ten ktos się nie pomylił, jednak tymczasem moje usta są spierzchnięte, a oczy dorobiły się już własnych sakiewek na łzy.
WSpotkałam ostatnio tę samą osobę. Dość długo nie mogła mnie poznać. Kiedy się przedstawiłam on znieruchomiał. A potem się uśmiechnął, powiedział, że jeszcze nie wszystko stracone, bo mam jeszcze jakiś błysk w oczach i poszedł w swoją stronę.
Jak to, co z tego? Jest jeszcze nadzieja, ja mu wierzę...
I zawsze kiedy na dworze świeci słońce, a ja siedzę na tym starym trzepaku wiem, że jeszcze kiedyś zaufam życiu. Bo pragnę kochać życie tak jak dawniej, zasadzie to nie mam innego wyjścia.
Głupie pytanie. Bo nie lubię być smutna.
I co z tego. Widzisz, dostrzegasz tylko to, że słońce zachodzi, ale ono musi się kiedyś budzić i wzejść żeby móc świecić dalej. Taka jest kolej rzeczy. Chmury, chmury, chmury. chmury widza tylko głupcy, ci którzy mają nadzieję pamiętają, że za chmurami jest słońce...
Gzie są moje myśli,
gdy mam pustą głowę?
Gdzie są moje żagle,
kiedy jestem wrakiem?
Gdzie moje uczucia,
gdy jestem człowiekiem?
Słowo człowiek straciło już dla mnie znaczenie. Straciło swój wcześniejszy wydźwięk. Tak owszem, reprezentuje coś niezwykłego, ale jego czar prysł.
Nie to nie jest tak. Kiedy poznaję kogoś nowego, kogoś kto potrafi zainspirować mnie jednym spojrzeniem, i nakręcić tę zardzewiałą maszynę co ją mam w środku, znowu zaczynam ich kochać, wszystkich, bez wyjątku.
Dzięki mojej życiowej śmierci klinicznej nie stałam się silniejsza, ale nauczyłam się radzić sobie. A może to jest prawdziwa siła? Nauczyłam się wrzeszczeć, kiedy jest mi źle. Nie, nie na innych. Nauczyłam się wyć do księżyca, no i nauczyłam się latać. Umiem teraz ubrać wszystkie moje uczucia w odpowiednią szatę, nie ukrywam ich już pod fałszywymi słowami. Doceniam dobro i zło i wszystkie wątpliwości jakie mną targają.
Niektórzy twierdzą, że muszę być krewnym Kubusia Puchatka. Może i tak. Ale lubię tylko miód lipowy. Zdrajca! Co z tego, że mam szufladę wypełnioną słodyczami, no co? Ale wiesz im chyba nie chodziło o to, że lubię słodycze. Nie, o to tez nie ja się mieszczę w drzwiach zajączka. Chyba o mój mały rozumek, wiesz? Może i nie jestem głupia, ale naiwna i zbyt ufna. Ale mi z tym dobrze.
Kocham wszystkich ludzi. Moi przyjaciele myślą czasem, że nie są dla mnie wyjątkowi, bo do innych też odnoszę się z dobrocią i szacunkiem. I co poradzić. Ci którzy naprawdę mnie znają wiedzą ile dla mnie znaczą. Każdy człowiek ma w końcu inną wartość. Każdy jest wyjątkowy.