„Nasi okupanci” po latach*

EPITAFIUM: T. Żeleński(Boy)- ...demistyfikował faryzejską obłudę...            

 

            Ta zima jest do niczego. Kilka poprzednich zresztą też. Wszak połowa przyrody emigruje, a cała masa „czarnej szarańczy” ani myśli się gdziekolwiek ruszać. Niewątpliwie widząc poczynania żarłocznej „czarnej szarańczy” z koloratką na szyi, Żeleński przewraca się w grobie.

            Żeleński był przeciwnikiem klerykalizacji i o niej chciałbym napisać, więc nie można tu mówić o obrazie uczuć religijnych. O tej chorobie intensywnie trawiącej Polskę bez mała piętnaście lat Kopaliński pisze tak: „dążenie do zapewnienia Kościołowi, duchowieństwu decydującego wpływu na życie polityczne, społeczne, kulturalne”. Antyklerykalizm niema nic wspólnego z walką z Bogiem czy Kościołem, ale upomina się o to, co zapewnia Konstytucja RP (chodzi mi o rozdział państwa i kościoła). Jeśli jednak uznacie ten tekst za wypaczenie wszelkich wartości, to jego bezbożny autor napisze swoimi bezbożnymi palcami (na równie bezbożnej klawiaturze), że teksty uosabiające w sobie dobroć, miłość, braterstwo pisał ksiądz Miłoś. Pisał je do powodzian. Ludzi, którzy siedzieli na kupie śmieci, chorzy, rozpaczający po stracie bliskich i potrzebowali wsparcia, choćby duchowego. I w pełnych miłości listach ów ksiądz wyjaśniał, że powódź to kara boża za głosowanie na lewicę w wyborach. Niemniej ociekające w miłość słowa mówił Glemp po katastrofie w Katowicach (o znaku czasu i napomnieniu Bożym). Nie skomentuje (czy zresztą trzeba coś komentować) miłosiernej, wręcz samarytańskiej wypowiedzi Glempa, ponieważ napiszę o jego poczynaniach jeszcze dalej, a im mniej o Glempie powiem, tym lepiej dla niego.

Udział księży w czwartej władzy, czyli mediach już jest przejawem, że rak klerykalizacji pożera nasz kraj. Mają przecież władzę wskazywać boskim palcem, to mogą przyjść sobie do telewizji i głosić, ględzić i osądzać w sprawach politycznych, ekonomicznych, krajowych i zagranicznych Polski w kwestiach, które nic wspólnego z religią nie mają. Jeśli mówimy o mediach to trzeba wspomnieć o o. Rydzyku. Osoby związane z Kościołem mówią czasem, że Rydzykowy interes to nie media katolickie, że nic wspólnego z Kościołem nie mają. Faktycznie, porażający argument. Jak nic są to media protestanckie, a prowadzący jest baptystą i odwiedzają go agnostycy, a nie biskupi i arcybiskupi katoliccy. Episkopat powołał nawet organ z abp Głódziem na czele, mający poskromić Rydzyka. Trzeba przyznać, że niewymownie skuteczny, prawda?

Rak klerykalizacji miał (i ma) przerzuty. Chora jest także władza ustawodawcza, czyli sejm i senat. Zwłaszcza sejm. On rządzony jest zza „ciemnej szyby”, zza pleców. Dowody? Ot, nasz narodowy idol, nasza nadzieja i jedyny, najdroższy skarb - prymas Glemp oczywiście, dostał w prezencie od sejmu, czyli od państwa lub, jak kto woli podatników, 20 mln. zł. na budowę swojej Świątyni Opatrzności Bożej. W owym monumencie zamurował sobie w piwnicy ks. Twardowskiego, lekceważąc jednocześnie jego wolę wiecznego spoczynku na Powązkach. Cóż, spróbujmy zrozumieć prymasa, musi zadbać o przyszły biznes.

Z przedstawionego obrazka wynika: wszędzie gdzie jest władza i pieniądze panoszy się czarna hołota – słudzy boga o imieniu Interes. I jest to prawda, choć do pełnego obrazu nędzy i rozpaczy zapomniałem wspomnieć o szkołach i w resorcie edukacji. Tam dopiero jest eldorado „czarnych charakterów”. Jakby tego było mało, wiceminister edukacji Zieliński chce powołać Narodowy Instytut Wychowania. Jego zdaniem „Wychowanie młodzieży musi opierać się na wartościach chrześcijańskich”. Mam wrażenie, że imć Zieliński ma równie cudowne pomysły, jak nasz mistrz Glemp i na placówkę wyrzucone zostaną kolejne pieniądze. Wyrzucone w błoto.

Ciekawe, co powiedziałby ksiądz? Jeśli nie należy do panisk w sutannach typu prałat Jankowski, nie jeździ Maybachem, nie jest zaślepiony wypaczeniem religii fanatykiem, nie „doi owieczek” jak może itp., czyli jest uczciwy to powyższych określeń typu „czarna szarańcza” i innych niewymyślnych epitetów nie kieruję w jego stronę. Mam jednak nadzieję, że porozmawia ze swoimi kolegami, do których przymioty z powyższych akapitów pasują doskonale. Kiedy uświadomi sobie co „nasi okupanci” z krajem tym robią, spróbuje być spokojny. Niech zacznie: „Niech będzie pochwalony…”, a nie: „K…a, wy ch…e j…e!”.

Ach, nie cierpię Gombrowicza. On w „Kosmosie” powiedział mi, że mimo najlepszych chęci nie oddam żadnej relacji obiektywnie. Wyciągnę tylko ważne dla mnie fakty. A ponieważ kawał wstrętnego poganina ze mnie, to fakty wyglądają jak powyżej. Nie dostrzegłem jak proboszcz z Włodawy chcąc wesprzeć krajowe rolnictwo wydzierżawił rolnikowi połowę cmentarza z grobami, by później na mogiłach zasiano zboże. Zaprzeczył moim bzdurnym wymysłom, że nasze państwo jest słabe Gdański prałat próbując zbudować pomnik. Swój pomnik. Itp.

Powyżej widnieje tylko kilka przykładów klerykalnego amoku. Nie wspomniałem ani o fundacjach kościelnych (np. Caritas, który przez nikogo kontrolowany nie jest), ani o konkordacie( kilka mln. zł. rocznie do Watykanu, za nic), tylko o działaniach zagrażających demokracji (dwa straszne słowa – Republika Wyznaniowa) i bardzo aktualnych. Ciekawe, czy  w „talibanie” Europy, który powoli powstaje będzie miejsce ludzi nie tolerujących poddaństwa wobec obcego kraju. Jakiego kraju? Watykanu!



* „Nasi okupanci” to tytuł jednego z felietonów Tadeusza (Boya) Żeleńskieg

absurd