|
Dzisiaj chciałbym napisać o pewnych hmm... nieścisłościach w mojej kochanej szkole. Powiedzmy, że dam kilka przykładów na pani Chomik (nauczycielce matematyki)
Otóż przykładem pierwszym jest a raczej są, ostatnie zajęcia wyrównawcze na jakich byłem. Znaczy się byłem, bo pani kazała zostać wszystkim na jakieś 20 minut.
Łatwo było się domyślić, że chodzi o przygotowanie do testów. Mieliśmy przynieść jakieś kartki i bodaj taśmę klejącą.
Wszystko zapowiadało sie pięknie. Robiliśmy takie fajne bryły, nazywane obrotowymi... hmm... i co to miało wspólnego z testami?
szczerze mówiąc nic, za to miało wiele wspólnego z następnym dniem... Przez ten czas robiliśmy za tanią siłę roboczą.
A następnego dnia pani Chomik miała "koleżeńską" lekcję tzn. Raz na jakiś czas nauczyciele na wzajem zapraszają się na swoje lekcje. Tym razem wypadło na nas.
Zresztą i tak byliśmy jedyna klasą, której nie wizytowano, ale jak to mówią "co się zwlecze nie uciecze..." czy jakoś tak.
Oczywiście mieliśmy być bardzo naturalni... Tu zaczął się mały absurd. Jeżeli mieli byśmy być "naturalni", to nauczycielka nie uciągnęła by lekcji...
dlatego staraliśmy się gadać mniej niż zwykle. To jednak nie wystarczyło... Lekcja jak zwykle zaczęła się od sprawdzania zadania domowego.
Niby zwykła powinność. Do tablicy podeszły trzy osoby. Naprawdę nic w tym dziwnego... no prawie nic. Poza tym, ze osoby te juz
wcześniej wiedziały, że pójdą do tablicy właśnie z tymi zadaniami. Pół biedy, jakby to było wróżbiarstwo, ale gdzie tam...
Pani sama wybrała te osoby, trzy razy sprawdziła im zadania (notabene przed lekcją), po czym dopiero wtedy poszły do tablicy.
Już nawet nie wspominam, jak naturalna była nasza pani... Miła jak cholercia. Nawet ja zostałem pogrążony w spisku. Grzecznie, ładnie robiłem sobie zadanko.
Pani stanęła nade mną i kontem oka sprawdziła mi zadania. Jako, że ani razu nie zgłosiłem sie do odpowiedzi, pani spytała się mnie czy rozumiem.
No a co ja będę kłamać... Powiedziałem, że umiem no i znalazłem się przy tablicy. Ech... nawet nie chce mi się już mówić o
naturalnej atmosferze, jaka gościła przez ten czas w naszej klasie...
Kilka(naście) dni później do naszej szkoły zawitał sanepid. Sprawdzał czy uczniowie siedzą w tych ławkach co powinni (tjjaa...).
Jakimś trafem trafili również do nas. na szczęście zdążyliśmy się troszku... przemeblować. Dowiedzieliśmy się nawet, do czego służy taka fajna
kolorowa listwa, która wisi koło drzwi, odkąd chodzimy do tej szkoły. W trakcie tej wizyty również byliśmy bardzo... naturalni... :P
Naturalnie pozdrawiam :)
|