Przejdź do spisu treści...

SHORTY

Liftangel ::: Tylko ten miś...

    Noc. Ciemność. Cisza...
Anna zgasiła nocną lampkę. Podniosła się z łóżka i skierowała wzrok na ścianę pełną fotografii. -Całe moje życie...- Wzięła do ręki misia, którego dostała na 18-ste urodziny, zaledwie miesiąc temu, pogładziła go po głowie. Gdy po policzku popłynęła łezka, odłożyła spowrotem na miejsce pamiątkę po Nim... Ubrała się szybko.
Wolnym krokiem podeszła do biurka, wydarła z zeszytu kartkę i szybko zaczęła kreślić jakieś słowa. Słowa płynące prosto z serca...

"Chciałbym Ci wyznać w końcu to, co naprawdę do Ciebie czuję...
I chociaż zawsze zaprzeczałam, że zupełnie nic do Ciebie nie czuję, że już jesteś mi obojętny i nie obchodzi mnie czy masz dziewczynę... I chociaż mówiłam tyle razy, że możemy zostać na poziomie tylko kolega-koleżanka, to tak naprawdę strasznie Cię kocham, brakuje mi Ciebie, Twego głosu i obecności, brakuje mi tego, że z każdym problemem mogłam się do Ciebie zwrócić, zawsze mnie pocieszyłeś, wtedy wiedziałam, że nie jestem Ci obojętna... Nie Tobie... "

W tym momencie zawahała się,a na kartkę spadło kilka kropel, rozmazując jeszcze świeży atrament. -Życie jest podłe - pomyślała - Ty też byłeś podły... A jednak Cię kochałam...

"Niestety, przekreśliłeś to, zniszczyłeś wszystko, nawet przyjaźń, którą Cię darzyłam. Teraz nie ma szansy na nic. Już nie. Nie wierzę w żadne Twoje słowo, chociaż kiedyś ufałam Ci bezgranicznie, oddałabym za Ciebie życie, gdybyś tylko mógł być przy mnie przez chwilę, żeby było tak jak przedtem. Nie będzie, wiem... Bo Ty odrzuciłeś moją miłość, bo nie było sensu tego ciągnąć, nie chciałeś twego rozwijać by mnie nie ranić jeszcze bardziej. Paradkoks. Zraniłeś i tak. Wszystko przez to, że mieszkasz spory kawałek ode mnie. A twierdziłeś, że to tylko kilka godzin drogi, że dla mnie zrobisz wszystko. Że nie chcesz mnie stracić.... Już raz straciłeś, pamiętasz? Już miałam chłopaka, a Ty byłeś moim najlepszym przyjacielem. Jego zresztą też... Później byliśmy razem, ja i Ty. Tylko to było ważne. To były cudowne chwile, chociaż trwało to tylko nie cały miesiąc. Byłam najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi. Wszystko było piękne... A teraz znów nie dajesz mi spokoju, nie wiem, o co Ci chodzi. Dlaczego znów chcesz narobić mi nadziei i porzucić? Nie jestem zabawką, zrozum to. Serce mówi mi, że muszę być z Tobą, bez względu na wszystko. Inaczej nie będę szczęśliwa... Ale rozum mi tego zabrania, znów mnie zranisz, porzucisz... I ja boję się tego. Czy to było tak straszne przestępstwo że kochałam Ciebie jedynego? Czy naprawdę nie potrafiłeś tego docenić? Wytłumacz mi to, proszę..."

Anna rozpłakała się. Na wspomnienie wspólnie spędzanych wakacji, gdy byli jeszcze przyjaciółmi, gdy miała chłopaka... Już wtedy go pokochała, za jego czułość i troskę, za wycieranie łez, gdy spędzała samotne wieczory w namiocie, czekając, ąz jej chłopak wróci z imprezy, na którą szedł bez niej... Pokochała go za to, że niczego od niej nie chciał, że był przy niej, nie próbując nawet jej uwieść, choć jej pragnął... Każdy dzień był dla niego...
Postanowiła juz zakończyć ten list, nie chciała, by widział, że aż tak bardzo jej zależało...

"Chociaż tak mogę z siebie wyrzucić co do Ciebie czuję. Byłeś mi bliski, kochałam Cię jak szalona, byłes wszystkim, na czym mi zależało. Ale teraz to już nieistotne...
Bo Ty i tak nigdy już tego nie poczujesz... Żegnaj..."

Schowała list do koperty, zakleiła i położyła na łóżko, obok misia. Ostatni raz popatrzyła na swój pokój i wyszła.

Do dziś nie wiadomo jak to się stało, że nikt nie zauważył wbiegającej na ulicę dziewczyny, pomiędzy pędzące z dużą szybkością samochody. Droga szybkiego ruchu, zdarza się, nia uważała, albo nie zauważyła... Nieostrożni kierowcy, śliska nawierzchnia... Dziś niek już nie pamięta...Nikt nie pamięta nawet On...

Liftangel [ liftangel@wp.pl ]

Minashi ::: Pokusa

    Spał na jej kolanach tak spokojnie i delikatnie jak małe dziecko. Wtulając się w jej długie włosy uśmiechał się łagodnie przez sen. Był zmęczony całym tym dniem, całym życiem. Ona gładziła go po głowie, strapionym czole, policzkach, skroniach, szyi...
Pod palcami czuła jak pulsują jego żyły. Słyszała bicie jego serca. Jej oczy zaszły mgłą, oddech stał się szybszy. Niespokojnie błądziła wzrokiem po jego ciele. W myślach układały się szalone obrazy. Chwyciła nóż i delikatnie przysunęła ostrze do jego szyi. On tymczasem spał. Myśląc, że jest bezpieczny, beztrosko ułożył się w objęciach śmierci. To mogła być chwila... Jeden cios... Wahała się. Był jak pluszowy miś w jej brudnych rękach. Jednak ją kochał, a ona... ona kochała jego. Jej głód stawał się coraz silniejszy, coraz bardziej ją dręczył. Przygryzała wargi ostrymi kłami. Jego zapach, jego skóra, jego krew... Pokusa płonęła w niej wypalając wszystkie inne uczucia. Nie myślała teraz o niczym innym jak tylko wgryźć się w jego miękkie ciało i skosztować jego gorącej, słodkiej krwi aż do ostatniej kropli. Nie chciała go krzywdzić, ale odwieczny głód mówił jej co innego. Powoli nachylała się nad nim poddając się szalejącemu w jej duszy pragnieniu. Przepraszała go w duchu, wiedząc, że nigdy nie usłyszy tych słów.
Nagle przebudził się i przywitał ją uśmiechem. Czuła się teraz taka słaba. Straciła tyle energii żeby toczyć ze sobą wojnę o jego życie, którą i tak by przegrała. Już wiedziała, że musi odejść. Stanowiła zagrożenie nawet dla niego. Kochała go zbyt mocno, by pozwolić mu umrzeć, lecz jej głód był znacznie silniejszy od miłości.
Jeszcze tej samej nocy odeszła. Była dzieckiem mroku zdolnym do kochania tylko raz, skazanym na wieczną samotność i cierpienie...



Minashi [ minashi@konin.lm.pl ]

Minashi ::: Potępione miasto

   Nad blokami wiszą krzyże. Nieruchome zaklęte miasto. Potępione. Mieszkańcy wychylają swe łby przez okna i drzwi i ze zdziwieniem patrzą na śnieg. Dawno nie widzieli nic tak pięknego i czystego. Nic tak lekkiego nigdy nie opada na szare ulice. To opuszczone przez boga miasto nie liczy już na odkupienie. Zatraca się z każdym dniem coraz bardziej. Świat o nim zapomina, lecz ono nie może zapomnieć o reszcie świata, od którego jest teraz odcięte. Do miasta już nic nie przyjeżdża. Nikt z niego nie wychodzi... Zło opanowało każdy zakamarek, każdą ulicę, każdego mieszkańca. Świat czeka na jego wewnętrzną destrukcję. Czeka aż wszyscy się pozabijają lub oszaleją. Szaleńców mamy tu dużo. Śmierci jeszcze więcej. To wszystko przez głód. Gdyby nie on znaleźlibyśmy może w sobie siły do buntu, ale niestety doszło do tego, że zjadamy nawet własne dzieci. Gdy tylko zapada zmrok krzyże barwią się na czerwono. Nikt z nas nie chce umierać. Nikt z nas się na to nie godzi. Walczymy jak wilki. Zagryzamy się walcząc do ostatniej krwi. Głód nasz jest jednak tak wielki, że nie pozwala nam polować watahami. Każdy z nas jest sam. Chowamy się przed sobą w mieszkaniach i norach tych, co odeszli. Ludzie okazali się być bardziej okrutni od nas.
Teraz ani klany ani stopnie nie mają żadnego znaczenia. Młodsi zabijają starszych nie tylko poza klanami, ale także w ich wnętrzach. Nawet w rodzinach. Każdy z nas został sam ze swoim głodem. Teraz to, co kiedyś było naszą siłą jest dla nas niezwykłym cierpieniem. Wyczulone zmysły odbierają te straszliwe bodźce jeszcze wyraźniej, a umierając z głodu budzimy się w bólu, aby znowu umrzeć. Nieśmiertelność? Wychodzi na to, że jest ona naszym przekleństwem, a błogosławieństwem stanie się dla tego najsilniejszego, jedynego, który przetrwa. Nie sądzę żebym to była ja. Ja już od tygodnia żywię się martwym ciałem mojej dawnej przyjaciółki. Zginęła z mojej ręki. Pluła mi w twarz i krzyczała, że nigdy nie wybaczy mi tej zdrady. Teraz jednak to nie ma najmniejszego znaczenia.
Mój apetyt na krew jest dziś nie do powstrzymania. Nie zaspokoję go mięsem. Dzisiejszej nocy na pewno wyjdę i zapoluję. Boję się tego jak diabli, bo wiem, że na mnie też będą czyhać. Będę myśliwym i ofiarą jednocześnie. Prawdopodobnie zginę. Teraz wiem, co czują ludzie bojąc się każdej nocy, bo może przynieść ze sobą śmierć. Nie chcę umierać! Nie będę mogła im uciec. Jestem za młoda. Zbyt wolna, zbyt słaba, żeby przetrwać. Wiem, że mój mistrz jeszcze żyje. Widziałam jak sam poradził sobie z pięciorgiem młodzików. Jestem prawie pewna, że to on przetrwa. Mam nadzieję, że gdy to wszystko się skończy, on się wydostanie z tego miasta i pomści wszystkie swoje dzieci. Zemsta na ludziach będzie krwawa. To my powinniśmy ich zamykać w klatkach, a nie oni nas. To my powinniśmy mieć nad nimi władzę... Wydaje się, że nasz czas się kończy, a to, w jaki sposób umieramy jest naszą drogą do piekła. Niezwykłe jak nisko upadliśmy my - wilki, mieszkańcy miasta zła. Jesteśmy teraz marnym prochem w rękach ludzi i łowców. Wpadliśmy w ich pułapkę i teraz zamknięci przez nich w mieście tak brudnym i ciemnym jak nasze serca patrzymy na biały śnieg wiedząc, że za chwilę zaplamimy go krwią naszych braci.



Minashi [ minashi@konin.lm.pl ]

Storytellers 2oo6. Wszelkie prawa zastrzeżone. Oprawa graficzna: aNomaLy


Online Napisz do nas! Ankieta - pomóż nam stworzyć jeszcze lepszy magazyn! Regulamin dla writerów

Spis treści
W górę

Spis treści